Materiafest – Szczecinek (02.09.2017)

Wstyd się przyznać, ale dopiero szósta edycja festiwalu Materiafest przyciągnęła mnie na szczecinecką ziemię. W przeszłości występowały tam całkiem ciekawe składy: Decapitated, Uneven Structure czy też Betraying The Martyrs, ale dopiero w tym roku skusiłem się na uczestnictwo w tej zacnej inicjatywie. Nie da się ukryć, że zapewne nie tylko mnie przyciągnęły trzy największe gwiazdy tegorocznej edycji, czyli Illusion, Riverside i Behemoth, jak i gospodarza imprezy – grupę Materia.

Gwiazdy gwiazdami, ale czymże by był festiwal bez wybornych supportów?
Z lekkim opóźnieniem, jako pierwszy na scenie zaprezentował się śląski zespół Spatial. Jako że widziałem ich po raz pierwszy na żywo, to powoli, a dokładniej dopiero w połowie koncertu wszedłem w ich rytm. Zagrali kapitalny kawałek Revenge, przy którym trudno było ustać w miejscu, a solówka w okolicach refrenu okazała niesamowita. No i drugi miażdżący kawałek, na który zwróciłem uwagę, czyli Nights of the Forgotten Realm, przywołał na myśl inspiracje zespołem Tristania, przez co oceniam zespół bardzo pozytywnie. Na pewno będę miał ich na oku, tym bardziej, że przymierzają się do rejestracji nowego materiału.

Podczas koncertu Shinigami spadła konkretna ulewa, więc z przyczyn niezależnych odpuściłem ich występ. Po czym wziąłem sobie za punkt honoru, ażeby zobaczyć na żywo Koronal, zespół, o którym było głośno przy premierze debiutanckiej płyty, jak i kapitalnego klipu do Usurper. Co Panowie grają? Gdybym miał komuś wytłumaczyć w 3 sekundy, niech będzie tak – polska wersja Meshuggah, pomieszanie progresywnego deathu z djentową manierą i asymetrycznymi riffami Toola. Zagrali bardzo dobrze, a nawet na tyle dobrze, że z chęcią bym ich jeszcze zobaczył. Poza tym zostali bezbłędnie nagłośnieni (dzięki Fotis Sound).

https://www.facebook.com/materiafestofficial/videos/715707058635658/

Potem nastąpiła dość drastyczna jak dla mnie zmiana stylistyki muzyki w postaci koncertu Retrospective. Progrockowej muzyki najlepiej mi się słucha w zaciszu pokoju. W ogóle nie podeszła mi maniera wokalu, a sam występ muszę zaliczyć to niezbyt porywających. Poza tym oprócz wokalisty reszta zespołu była bardzo statyczna, tak jakby mieli betonowe buty. Nie będę ujmował umiejętności zespołowi Retrospective, bo te zdecydowanie są, ale może innym razem bardziej mi przypadną do gustu.

Za to kiedy na scenie zaczęła naparzać Materia, to serce od razu mocniej zaczęło bić. Na tym koncercie było wszystko. Solówkowe wariacje, djentowe riffy, bijąca po uszach perkusja, czyste zaśpiewy, jak i krzyk. Ze sceny wylewała się potężna energia. Nie mogło być inaczej, koncert podobał się nie tylko mnie, co było widać po szalejącej publice. Bracia Piesiak wraz z zespołowymi ziomeczkami doskonale wiedzą jak grać ten swój djent. Dobra robota Panowie!

Illusion jest jedną z moich ukochanych kapel i każdorazowo ich występ ekstrahuje ze mnie niemałe pokłady emocji. Tak było i tym razem. Zespół zaczął klasycznie utworem To co ma nadejść. A co miało nadejść? Rewelacyjny koncert! Już na samym początku roznieśli Vendettą, a Nikt rozbujał. Po raz pierwszy mogliśmy usłyszeć dwa kawałki z nowego albumu, który ukaże się w grudniu br. Powiem tak: będziecie zadowoleni. Zza kulisowych rozmów zdradzę, że nowy materiał ma być ciężki, a sam Lipa pytania o skalę tej ciężkości krótko skwitował:„bliżej dwójki i trójki”. Nie mogło zabraknąć kawałka Solą w oku z wiecznie aktualnym przesłaniem oraz niemal chóralnie odśpiewanego Noża. Koniec zwieńczył Wojtek, 14O oraz wyjątkowe dla mnie liryki piosenki: „Jeśli tylko bardzo mocno chcesz
Jeśli chcesz uczynić mały cud
Pompuj w serce swoje świeżą krew
I z całych sił wydmuchaj nos”(…)

Nie wiem jak jest z Wami, ale koncerty Illusion nigdy mi się nie znudzą. Do tego wszystkiego pokręcona konferansjerka Tomka oraz uśmiech członków zespołu pokazujący to, jaką mają frajdę z tego, co robią. Dzięki Lipa, Paweł, Jerry i Jarek za powrót na scenę.

O Riverside słów kilka od Wiktorii:

Od początku (Panic Room) dawało się wyczuć bardziej ostry rys,  którego Mariusz Duda nadawał całemu występowi, miejscami eksperymentując z agresywniejszym wokalem, czego nie można było słyszeć na dotychczasowych koncertach promujących album Love, Fear and Time Machine. Jeśli zaś chodzi o utwory pochodzące z tego wydawnictwa, ich dobór do setlisty właśnie na ten festiwal nie pozostawiał wiele do życzenia – Saturate Me i Addicted zdecydowanie rozbujały, a Caterpillar and the Barbed Wire popłynęło kołysząco i smutno, jak ścieżka dźwiękowa do ostatnich dni lata, zakończona elektryzującym riffem, przypominającym, że na szczecineckiej imprezie jesteśmy przecież, żeby jeszcze się bawić. Długość festiwalowego setu pozwoliła na zaprezentowanie zaledwie siedmiu utworów, w co należy wliczyć dwie kilkunastominutowe kolosalne kompozycje: Second Life Syndrome z rozbudowanym o dodatkowe minuty interludium i obligatoryjne Escalator Shrine. Na dokładkę usłyszeliśmy monumentalny, przypominający o Piotrze Grudzińskim i niesamowicie emocjonalny Before.
Można by twierdzić, że Riverside z założenia do całej imprezy muzycznie nie pasowało i właściwie ciężko byłoby się z tym nie zgodzić. Publika jednak udowodniła, że muzyka przede wszystkim jednoczy, a Panowie w szerokim repertuarze mają z czego wybierać i przecież nie zawsze chodzi o wpisywanie się w gatunkowy konwenans. Wynik podsumować należy zdecydowanie piątką z plusem. 

Na koniec festu w postaci przysłowiowej wisienki na torcie, zobaczyliśmy show zespołu Behemoth. Wszystko dopracowane co do ostatniej joty. Co prawda set mają już chyba niemiłosiernie ograny, ale nie ma się czemu dziwić, bo The Satanist to bardzo dobra płyta. Oprócz utworów z ostatniego albumu usłyszeliśmy: Ov Fire and the Void, Conquer All, At the Left Hand ov God, Slaves Shall Serve oraz Chant for Eschaton 2000! Oczywiście cała pirotechniczna oprawa dosłownie niszczyła, Nergal biegał po scenie i zarażał energią. Zespół mu nie ustępował i wspólnie doprowadzali do wrzenia publiki. Pod koniec show frontman podziękował fanom za wsparcie, natomiast słynne już przed-festiwalowe zamieszanie ze strony środowisk katolickich skomentował słowami w charakterystycznym dla siebie stylu, że spoglądanie na świat z pozycji kolan nie jest fajne. Słowa te spotkały się – rzecz jasna – z gromkimi brawami.

Cały festiwal z czystym sumieniem mogę zaliczyć do niezwykle udanych. Co szczególnie dla mnie ważne, wszystkie koncerty były nagłośnione na wysokim poziomie. Trudno mi powiedzieć ilu fanów odwiedziło ów fest, ale było ich naprawdę sporo. W końcu taki skład w atrakcyjnej cenie 60zł? Grzechem było się tam nie stawić. Strefa gastronomiczna bardzo udana, przy której nie zauważyłem męczących kolejek. Jedynie namioty z merchem były dość ubogie, ale w końcu nie można mieć wszystkiego.

Polecam i do zobaczenia za ro(c)k!

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .