Metal Female Voices Tour 2017- Ostrawa (04.10.2017)

We wtorkowy wieczór (04.10.2017) w czeskiej Ostrawie odbył się koncert pod szyldem Metal Female Voices Tour 2017, w składzie: Antalgia, Xerosun, The Agonist, Sirenia, The Birthday Massacre. Ponieważ na jednej scenie zagrały aż dwa moje ulubione zespoły – The Agonist i The Birthday Massacre – to im poświęcę tę relację.

Słowem wstępu był to już trzeci koncert TA, w którym uczestniczyłam. Pierwszy raz widziałam ich w Katowicach za czasów Alissy White-Gluz, kolejny – w Wiedniu po zmianie wokalistki na Vicky Psarakis. Od samego początku byłam wielką fanką Alissy, jednak koncert w stolicy Górnego Śląska bardzo mnie rozczarował. AWG zachowywała się dość dziwnie, uciekała za kulisy po każdym utworze, nie miała żadnego kontaktu z publicznością. Po koncercie zespół nie wspomniał słowem o wizycie w Polsce na swoich oficjalnych profilach społecznościowych – tym samym zostaliśmy pominięci jako jedyny kraj na bieżącej trasie koncertowej. Przykro. Koncert z Vicky wspominam dużo lepiej, zupełnie w innej atmosferze.

Przechodząc do Ostrawy, ciemny i ciasny (jednak wystarczający na ten event) Barrak Music Club przywitał mnie ogromnym hukiem wzmacniaczy. Od razu wiedziałam, że z nagłośnieniem kolorowo nie będzie. Nastawiłam się na masakrę techniczną – i tak też było.

Pierwszego suportu w postaci Antalgia nie widziałam, zdążyłam usłyszeć tylko 2 ostatnie utwory następnego zespołu Xerosun, a to za mało, żeby cokolwiek o nich powiedzieć.

The Agonist. Bez żadnych problemów i przepychanek zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie, zaraz obok Vicky, Chrisa(bas) i Paco(gitara). Odległość dzieląca zespół od publiczności była wręcz niebezpiecznie mała. Koncert zaczął się z lekkim poślizgiem spowodowanym problemami technicznymi z mikrofonem wokalistki. Po kilku minutach The Agonist zaczęło od My Witness Your Victim, moją ulubioną piosenką z pierwszego albumu z nową wokalistką Eye of Providence. Następnie przypomnieli singiel Phonophobia z 3 płyty Prisoners. Miałam wrażenie jakby Psarakis nie dawała rady growlować tak szybko tej piosenki, jak w oryginale Alissa. Podczas tego utworu basista agonistow dosłownie i w przenośni poleciał na publikę – stracił równowagę podczas skakania na wzmacniaczu i niebezpiecznie przechylił się w stronę fanów. Na szczęście nic nikomu się nie stało, wszyscy wyszliśmy cało z tej sytuacji. Kolejnym utworem był The Villian. Grupa dawała z siebie wszystko, włosy latały, jednak publika nie odwzajemniała tej energii. Toteż zaraz po tym utworze nastąpiła przemowa Crisa, który zachęcał przybyłych do jakiejkolwiek reakcji, w końcu to „metal show”. Niestety jego słowa podziałały tylko na pierwszą minutę kolejnego singla The Hunt. Czesi pozostali niewzruszeni. Kolejną zagraną piosenką była A Necessary Evil. Coraz bardziej dawało się we znaki tragiczne nagłośnienie eventu. Gdyby Vicky nie zapowiedziała tego utworu, nawet ja – jako fanka – miałabym trudność z jego rozpoznaniem po pierwszych taktach. Kolejne dwie piosenki pochodziły z płyt jeszcze z czasów Alissy White-Gluz i należą do z mojego top 5 The Agonist: You’re Coming With Me oraz Thank You, Pain. Oba utwory miałam przyjemność usłyszeć na żywo w wykonaniu Alissy. Niestety Vicky poległa z kretesem przy You’re Coming With Me. Widać, że Psarakis nie jest w 100% przygotowana do śpiewania utworu AWG. Thank you, pain wypadło dużo bardziej korzystniej. Niestety dla mnie nastąpił czas ostatniej piosenki – Gates of Horn and Ivory. Cały koncert trwał zaledwie 40 minut, jak dla mnie – zdecydowanie za krótko.

Podsumowanie zacznę od minusów. Jak wcześniej wspomniałam – nagłośnienie było po prostu fatalne. Dla osoby nieznającej dorobku zespołów zebranych na tym evencie byłoby bardzo trudno cokolwiek wyłapać poza jednym wielkim hukiem. Moim zdaniem koncert The Agonist był za krótki, miałam ochotę zdecydowanie na więcej! 8 utworów to stanowczo za mało. Co do reszty „widzów”… No cóż, chyba naprawdę nie mieli ochoty na zabawę, czescy metale zapomnieli co to pogo. A szkoda. Pierwszy raz w życiu muszę też stwierdzić, że byłam za blisko sceny. Na pewno w pamięci utkwi mi szaleństwo Chrisa Kellsa i jego stawianie nóg na barierki, o które opierała się publiczność, co przyprawiało na końcu tylko o strach, czy zaraz znów nie wyląduje na najbliżej stojących (dosłownie) fanach.

Plusy: jak na tak krótki czas grania set był bardzo przekrojowy – nie usłyszeliśmy tylko utworów z pierwszej płyty Once Only Imagined. Po koncercie znalazł się czas na pogawędkę z zespołem i wspólne zdjęcia. Widać, że TA dobrze się czują, grając na takich kameralnych imprezach, co sami podkreślali podczas rozmowy z fanami.

Ekipa starała się jak mogła, jednak publiki nie porwała. Vicky nawet nie próbowała zachęcić słuchaczy do czegokolwiek. Nie omieszkam w tym miejscu porównać tego występu do zeszłotygodniowego koncertu byłej wokalistki agonistów Alissy White-Gluz w szeregach Arch Enemy, który odbył się Warszawie. Z perspektywy czasu White-Gluz rozwinęła się w szwedzkim AE, jej growl jest coraz lepszy technicznie, agresywniejszy. Za to Vicky Psarakis może się pochwalić lepszym cleanem. Brakuje jej jednak ekspresji, uważam, że talent jak najbardziej posiada, jednak na scenie jest nijaka (wizerunkowi nie pomogła nawet sugestywna koszulka z napisem Targareyn i 3 smokami). Mam mieszane uczucia co do tego występu. Niby wszystko było w porządku, ale czegoś brakowało. Może za krótka setlista, która nie do końca do mnie trafiła, brak zabawy ze strony publiki, albo to, że bez AWG to już inny zespół. Niby wszystko idzie do przodu, płyty, teledyski, jednak konkurencja na rynku jest coraz większa i groźniejsza. Trzeba się czymś wyróżnić,
a TA to „wyróżnienie” stracili. Wszystkie koncerty TA, które widziałam były tak samo specyficzne, jednak najlepsza zabawa była w Polsce.

Setlista:

  1. My Witness, Your Victim
  2. Panophobia
  3. The Villain
  4. The Hunt
  5. A Necessary Evil
  6. You’re Coming With Me
  7. Thank You, Pain
  8. Gates of Horn and Ivory

Występ norweskiej Sireni pominęłam, oszczędzając siły na koncert synthrockowego The Birthday Massacre z Kanady. A wiedziałam, czego się mogę spodziewać. W zeszłym roku pojechałam specjalnie na ich koncert do Londynu, na którym bawiłam się najlepiej w całym moim koncertowym życiu. Chociaż Chibi nie posiada wielkiego talentu wokalnego, to nadrabia cudownym kontaktem z publicznością. Troska o słuchaczy naprawdę godna naśladowania.

Profilaktycznie już na gothic metalowej Sireni zaczęłam zajmować miejsce, co było dość dobrym posunięciem. Zaraz po zejściu zespołu barierki zapełniły się w 10 sekund. A przy barierkach – sami Polacy. Koncert zaczął się od opóźnienia, klimatycznego zadymienia sceny i instrumentalu Black. Członkowie zespołu wyglądali dość jednolicie – czarny strój i niezdrowo blade twarze. Gdyby nie gruba warstwa makijażu, można by pomyśleć, że mają anemię. Kanadyjka miała na sobie bardzo kusą sukienkę, czarne podkolanówki i białe japonki, które na samym początku koncertu wylądowały pod perkusją. Już po utworze rozpoczynającym cały koncert Counterpane, pierwszy rząd został wyprzytulany przez Chilbi, nie pierwszy i nie ostatni raz podczas tego wieczoru. Następnie usłyszeliśmy moje absolutnie ulubione utworyurodzinowej masakry”: Red Stars i Kill The Lights. Kolejne dwie piosenki pochodziły z ostatniego krążka grupy Under Your Spell. One, do którego niedawno został wydany teledysk oraz jeden z najlepszych utworów tej płyty All of Nothing. Piosenką numer 6 i 7 był Destroyer i Superstition z wydanego w 2014 roku Superstition, a następnie Lovers End, która jest absolutnym klasykiem TBM. Utwór wywołujący ciarki swoją tajemniczością i mrokiem, idealny na październikowy wieczór. Tak, urodzinowa masakra potrafi robić klimat. Kolejny był również klasyk Video Kid z Violet. Kolejny raz uściskom nie było końca.  Po utworze z Violet przyszedł czas na ostatnie wydawnictwo w postaci Under Your Spell oraz Games. Widać, że koncert był nastawiony na promocję ostatniej płyty. Następnie usłyszeliśmy spokojne Leaving Tonight oraz rytmiczne Pins And Needles. Pochodzący z pierwszego wydawnictwa Kanadyjczyków Broken, wprowadził publiczność w smutniejszy nastrój. Kolejne było In The Dark, po którym wybrzmiał mój faworyt z Under Your SpellEndless. Na zakończenie imprezy usłyszeliśmy Blue.

Podsumowując, występ Kanadyjczyków był dla mnie świetną zabawą od samego początku do końca. Nie jest to zespół, który robi show, oni po prostu grają i dobrze się przy tym bawią, nie szczędząc czułości i podziękowań fanom za przybycie. Setlista była dosyć przekrojowa, zaś skupienie na najnowszym materiale jest całkowicie zrozumiałe, jednak gdybym nie była na ich poprzedniej trasie, nie usłyszałabym większości moich ulubionych utworów. A tak, ten koncert mogę nazwać spełnieniem- usłyszałam to, co chciałam, a nawet więcej.

Setlista:

  1. Black
  2. Counterpane
  3. Red Stars
  4. Kill the Lights
  5. One
  6. All Of Nothing
  7. Destroyer
  8. Superstition
  9. Lovers End
  10. Video Kid
  11. Under Your Spell
  12. Games
  13. Leaving Tonight
  14. Pins And Needles
  15. Broken
  16. In the Dark
  17. Endless
  18. Blue

Koncerty dobiegły końca, a ja kolejny raz dostałam to, czego się spodziewałam – masę ulubionej muzyki, zdjęcia z każdym członkiem zespołu plus krótkie rozmowy, setlisty razem z autografami. Polecam takie eventy! Gdyby nie fakt, że na następny dzień trzeba było wstać do pracy, zostałabym tam dłużej. Ale nic straconego. Zawsze można jechać  jeszcze raz na koncert Metal Female Voices Tour 2017 588 km do Szczecina. Jeśli ktoś się zastanawia, czy iść na ten event w Polsce – zaufajcie mi. Każdy fan female voices znajdzie coś dla siebie, fani metalu-również. Za cenę 75zł (przedsprzedaż) otrzymacie przekrój gatunków. Kto wie, może ktoś pozna coś nowego, co go zaintryguje.

Tagi: , , , , , , , , .