Napalm Death, Brujeria i inni – Kraków (4.05.2017)

Tamtego dnia chyba każdy zadawał sobie jedno pytanie: Brujeria czy Napalm Death? Choć niekwestionowaną legendą są tutaj Brytyjczycy, to ciężko nie odmówić piekielnym gringos temperamentu i bezkompromisowości. Cóż, sam przyznaję, że był to twardy orzech do zgryzienia, lecz nie ukrywajmy – tego typu problemy, bez względu na swoje rozwiązanie, zawsze dają korzyści w postaci rewelacyjnej muzyki.

Pierwsze „wcielenie” Pana Embury zaczęło punktualnie. Lock Up w przeciągu swojego półgodzinnego setu postanowił zrobić przekrojówkę przez wszystkie trzy dotychczas wydane pełniaki. Szczerze powiedziawszy byłem zaskoczony małą ilością brudu w brzmieniu, a także niezwykle stonowanym ciężarem. Nie jest to żaden zarzut, studyjnie ich deathgrind brzmi po prostu potężnie i obawiałem się ściany dźwięku. A jednak występ był udany. Krótki, bez ciśnienia i spiny, a także idealnie przygotowujący na dalszą część ekstremalnej uczty.

Następnie przyszedł czas na Power Trip, którzy pojawili się na tej trasie jako idealne zastępstwo dla odwołanego Iron Reagen. Nie ukrywam, że ich tegoroczny album to solidny i przede wszystkim niewymuszony thrash metal, który w pewien sposób wybija się na tle masowej produkcji wydawnictw, opatrzonych toną naszywek i białych adidasów. Co do samego koncertu, zabrzmieli naprawdę świetnie. Masa melodii, ale z ciężarem i fajnym feelingiem. Chłopaki na scenie prezentowali się zawodowo, dlatego wszyscy miłośnicy amerykańskiego Bay Area z pewnością byli zadowoleni. Niemniej jednak widać było, że liczba osób w trakcie ich występu była znacząco mniejsza. Niestety, ale taki urok bycia jedynymi thrasherami pośród trzech grindcorowych bestii.

Po występie Amerykańców, który grzecznie obejrzałem z okolicy reżyserki przyszedł czas na latynoskich satanistów. Wielka płachta z napisem Brujeria zawisła na scenie, a na samej sali w przeciągu paru chwil zgromadził się prawie komplet. Otwarte balkony w trakcie tego wieczoru również były wypełnione po brzegi. Wreszcie wyszli! Piątka zamaskowanych gangsterów, którzy po prostu wzięli publikę za włosy i pchnęli do zabawy. Nie ma co nawet ukrywać, El Sangron i Juan Brujo porwali tłum od samego początku do końca swojego występu. Szaleństwo leciało zarówno z instrumentów i sceny, jak i od fanów, którzy bez chwili wytchnienia pokazali swoje oddanie dla meksykańskiego death metalu. To, co jednak najbardziej podobało mi się w ich występie, to niesamowity luz i braterska atmosfera. Do tego konferansjerka, bezproblemowe w odbiorze nagłośnienie, wrzuty na prezydenta i politykę (wiadomo), maczety, a nawet i tancerka. Świetne show!

I to właśnie zaczęło rodzić moje wątpliwości, czy tak kompletny występ, jaki zaserwowała Brujeria będzie możliwy do przebicia? Oczywiście – weterani to weterani, i w pewnym stopniu są poza wszelką oceną. Aczkolwiek występ Napalm Death  świetnie obrazuje jeden z komentarzy znalezionych w sieci: zmiażdżenie resztek po Meksykanach. Zgadzam się z tą opinią, bo widać było po samej publice, że poprzednie show było na tyle wyczerpujące, iż znaczna część odpuściła zabawę. Brytole w bardzo dobrej formie, Barney to prawdziwa sceniczna bestia, która bez najmniejszych oporów mówi to, co go boli. Set, jak to zwykle bywa, był typową przekrojówką przez dotychczasowy dorobek brytyjskich grindersów, dlatego ze sceny poleciały zarówno szlagiery z legendarnych Scum czy  Harmony Corruption, jak i numery z ostatnich wydawnictw. Dla mnie najjaśniejszymi punktami wieczoru były z pewnością Twist the Knife (Slowly)The Kill i oczywiście Suffer the Children. Ludzi było naprawdę sporo, dlatego też coverową część setlisty spędziliśmy ze znajomym w dalszej części. Nie ukrywam, że żałuję, iż zdecydowaliśmy się na to tak późno. Różnica w klarowności brzmienia była kolosalna, wręcz do tego stopnia, że zdałem sobie sprawę, iż prawie cały koncert w okolicach baru brzmiał jak jeden wielki łomot. Z jednej strony przecież o to w tym chodzi, ale nie ukrywam, że po występie nie byłem tak usatysfakcjonowany jak po koncertach poprzedników.

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie zadane w pierwszym akapicie tego tekstu, rzekłbym bez zastanowienia: Brujeria. Byłoby to jednak krzywdzące dla pozostałych zespołów, bo tamtego wieczoru wszyscy dali z siebie ponad 100% własnych możliwości. Jak zawsze serdeczne dzięki dla KnockOut Productions za organizację tej imprezy i nic tylko czekać na występy kolejnych metalowych emisariuszy.

Zdjęcia: Bartłomiej Muryn (Facebook)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .