Nocny Kochanek – Toruń (09.02.0218)

Nocny Kochanek to zespół, którego fenomen trudno wyjaśnić. Ciężko określić czynnik, któremu kapela – po zaledwie kilku latach działalności – zawdzięcza bycie jednym z najbardziej rozchwytywanych koncertowo zespołów w Polsce. Powszechne sold outy zarówno w małomiasteczkowych klubach jak i (dwukrotnie, dzień po dniu) warszawskiej Progresji, jedna z lepszych frekwencji na Woodstocku, czy występ jako support Scorpionsów to sporo. Tym bardziej, gdy spojrzy się na to, czym w rzeczywistości para się ta grupa.

Prześmiewczy rock/metal to przecież żadna awangarda, podobnych Kabanosów, czy innych Łydek Grubasa dałoby się naliczyć spore mrowie (wystarczy wspomnieć chociażby o sosnowieckim Frontside, który swego czasu również próbował wejść w rolę muzycznego kabaretu), jednak żadna kapela podobnego sortu nie zdołała zapewnić sobie nigdy tak dużej popularności. I przy okazji grona zaprzysiężonych przeciwników, śledząc bowiem reakcje części odbiorców, trudno nie odnieść wrażenia, że Nocny Kochanek jest dziś prawdziwą solą w oku sporej grupy ludzi, nieustających w uzewnętrznianiu swojej niechęci z uporem godnym lepszej sprawy.

Night Mistress (pre-Nocnego Kochanka) znam od ich debiutanckiej płyty The Back of Beyond. Zespół widywałem na żywo także podczas trasy promującej album Into the Madness, w trakcie której (jeszcze w małych klubach i przy średniej frekwencji) muzycy przemycali nieśmiało kawałki nagrane na potrzeby walaszkowego Kapitana Bomby czy innych youtube’owych wrzutek. Można więc powiedzieć, że metamorfozę tego poczciwego heavy metalowego II-ligowca w naczelnych „zdrajców metalu” obserwuję w zasadzie od samego początku. I trzeba przyznać, że awans z małych, podpiwniczonych klubów, na największe sale koncertowe w kraju to obiektywnie rzecz ujmując spore osiągnięcie.

Wyraz wspomnianego awansu dało się odczuć także w ostatni piątek w Toruniu, do którego zespół wrócił niemal rok po swojej ostatniej wizycie. Tym razem zainteresowanie koncertem sprawiło, że organizatorzy postanowili skorzystać z asysty największego klubu studenckiego w mieście, który i tak wyprzedał się na pniu.

Zawitałem do Od Nowy pod koniec występu supportu w postaci płockiego TRT. Zespół prezentuje muzykę, którą eufemistycznie zwykło nazywać się „metalem alternatywnym”, lub po prostu „nu metalem” (czyt. coś z pogranicza Deftones, Cold, Soil, czy Mudvayne). Przypadek dość ciekawy, zdawać by się mogło, że ta „nowoczesna fala” dawno już przeszła do lamusa, a najwytrwalsi jej przedstawiciele zmagają się dziś z pierwszymi objawami andropauzy. Okazuje się jednak, że są składy, które dzielnie starają się reanimować tego truposza. Wprawdzie nie zażarło, lecz wzorem dziennikarzy analizujących występy boiskowych graczy napiszę wymijająco, że „widziałem zbyt mało, by wystawić notę”.

Nocny Kochanek wkroczył na scenę w asyście gromkich owacji, czuć było ekscytację sporej części publiki, która z miejsca ruszyła w ostry młyn. Przekrój publiczności wprawił mnie w całkiem spore zdziwienie, nieczęsto bowiem zdarza się zauważyć obok siebie „woodstockową młodzież”, studentów, zatwardziałych metalowców w skórach i rynsztunku, którego spodziewałbym się raczej po jakimś konkretnym gigu, rodziców z dziećmi oraz starszych panów z brzuchami zdradzającymi zamiłowanie do piwa i golonki. Słowem synkretyzm, jakiego nie da się uświadczyć nigdzie indziej.

Podobnie jak przed rokiem setlista zespołu składała się z numerów pochodzących z obu dotychczasowo wydanych płyt NK. Poza znanymi przebojami (nie zabrakło kawałków o poniedziałkowym kacu, nieogolonych pannach, pigułkach samogwałtu, dziewczynach z kebabem i trudnych, poimprezowych powrotach do domu) kapela zaprezentowała także nowy nr zatytułowany Dr Olgierd Ngal. Na bis poszła natomiast historia o szkole karate Wściekłego Węża i opowieść o najsłynniejszym minerale galaktyki strzeżonej przez Kapitana Bombę. Publika przez cały koncert akompaniowała zespołowi z niezwykłą żywiołowością, miejscami trudno było uwierzyć, że grana z przymrużeniem oka i dla funu muzyka może wyzwolić w ludziach tak impulsywne reakcje.

Z całą bowiem sympatią do tego składu, nie da się przecież ukryć, że poza kilkoma kawałkami ocierającymi się o wartościowy, absurdalny dowcip (Andżeju, wspomniany Minerał Fiutta i Karate) treści prezentowane przez NK to w znacznej mierze proste granie, podparte infantylnym, pretensjonalnym i często dość wymuszonym humorem. Niemniej jednak (o czym miałem okazję przekonać się po raz kolejny) ludzie to kupują, bawiąc się przy tym świetnie, a kapela zaprzecza znanej od zarania dziejów prawidłowości o dowcipie, który nieustannie powtarzany, z każdym kolejnym razem śmieszy coraz mniej. Koncert w Toruniu był tego najlepszym przykładem.

I chociażby z tego powodu, szczerze tej grupie kibicuję. Znaleźć swoją niszę (jakakolwiek by ona nie była) i zarabiać na jej gospodarowaniu spore pieniądze, łącząc to dodatkowo z rozrywkowym, niezobowiązującym i prostolinijnym graniem, to nie lada sztuka. Nocny Kochanek tej sztuki dokonał, dlaczego więc miałby nie czerpać pełnymi garściami z jej owoców. Niech im się wiedzie. Koncert był przedni.

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , .