Skálmöld, Omnium Gatherum, Stam1na – Berlin (17.11.2017)

Jeśli w przerwie między utworami z głośników lecą odgłosy zarzynanego mamuta, jeśli pięciu chłopa robi chórki w języku niepodobnym do żadnego znanego ci sposobu komunikacji werbalnej, jeśli jeden wokalista ryczy jak opętany rządzą krwi wiking, a drugi co chwilę chce przybijać z tobą „rogi” ze sceny, a do tego na merchu możesz kupić „babciny”, szary jak ponure jesienne niebo sweter „made in Iceland” z nordyckim smokiem na brzuchu, to wiedz, że jesteś na dobrym koncercie. Jeśli zastanawiałeś się kiedyś nad miejscem zamieszkania i imidżem Lucyfera, to w końcu jest na to odpowiedź. Diabeł żyje na kole podbiegunowym, na co dzień nosi długą brodę i zdarza mu się chodzić w grubym wełnianym swetrze za 150 euro.

W piątek (17.11.2017) w berlińskim klubie Bi Nuu doszło do niezwykle surowego muzycznego przymierza. W ramach trasy Arctic Circle Alliance Tour sojusz zawarły fińskie grupy Omnium Gatherum i Stam1na oraz islandzki Skálmöld (Napalm Records). Choć zespoły pochodzą odpowiednio z miast Kotka, Lemi (Finlandia) i Reykjaviku, które nie leżą w geograficznych granicach północnego koła podbiegunowego, to podczas koncertu uderzający w uszy muzyczny chłód był autentycznie arktyczny.

Mroźną celebrację rozpoczęła Stam1na, która w zeszłym roku świętowała 20-lecie istnienia (podobnie jak Omnium Gatherum). Thrash deathmetalowa kapela brutalnymi riffami mocno rozbujała – mimo wczesnej godziny! – prawie pełną salę, za co została nagrodzona długim, donośnym aplauzem. Po surowym występie Finów przyszedł czas na smoka z Islandii, który na kilku wcześniejszych koncertach na trasie (m.in. Kraków, Poznań) pełnił rolę headlinera. – Zmieniamy się z Omnium Gatherum, jeśli chodzi o kolejność grania, żeby trochę urozmaicić sobie i publice tę trasę – usłyszałem po występie od przechadzającego się boso po klubie basisty Snæbjörna Ragnarssona, który – podobnie jak reszta zespołu – był do dyspozycji uczestników koncertu w kwestiach rozmowy, pozowania do zdjęć, rozdawania autografów i wspólnego spożywania niemieckiego piwa.

Islandczycy rozpoczęli świetnie zagrzewającym do podscenicznej walki Árás. Bębny zaczęły równo z gitarami, po chwili chór zwiastował nadejście brutalnego wokalu Björgvina Sigurðssona. Ten żwawy islandzki ryk to jeden z moich ulubionych elementów koncertów Skálmölda. Podobnie jak większość publiki na koncertach Islandczyków, nie rozumiem ani słowa z tych błyskawicznie wykrzykiwanych dzikich dźwięków. Nie potrzebuję tego. W tych momentach czuję, że duch wikingów krąży w powietrzu. Wokalista robił groźne miny, szczerzył zęby, jakby chciał natchnąć zastępy wojowników w szeregach publiczności do batalistycznej furii. Po chwili zadowolony uśmiechał się diabelsko. Skálmöld jest tak entuzjastyczny w swoim koncertowym popisie nordyckiej złości, że trudno nie darzyć tych muzyków sympatią.

Krótkie przywitanie z niemiecką publicznością, folkowy wstęp Gleipnir i po chwili islandzkie brody i włosy znów rytmicznie „powiewały” na scenie. Bosy gitarzysta z odkrytym torsem Baldur Ragnarsson krzyczał coś w niebogłosy, jego partner od 6-strunowego wiosła po drugiej stronie sceny Þráinn Árni Baldvinsson szalał w okolicach dwunastego progu. Następnie dwa utwory z islandzkich kołysanek (Vögguvísur Yggdrasils, 2016) i czas na bujający chóralny hymn Narfi. Po kompozycji Höndin sem veggina klórar z wydanego w tym roku 7-calowego winylu z głośników wydobyły się dźwięki… ww. zarzynanego mamuta. To był 2-minutowy Himinhrjóður z Börn Loka (2012). Kontynuacją tej animalistycznej agonii był Miðgarðsormur z dobitną wokalizą klawiszowca Gunnara Bena. Następnie Islandczycy z przytupem wkroczyli między ptaki (Með fuglum) i między smoki (Með drekum) z Með vættum (2014). Potem zaczęli na zmianę melodyjnie i „powerchordowo” galopować przy dźwiękach w sporej części chóralnego Niðavellir. W końcu nadszedł mroźny sztorm Að vetri (W zimie).

Nie mogło zabraknąć kultowego już, epickiego, folkowego Kvaðning, którego część równo z przejmującymi dźwiękami gitary donośnie zaśpiewała berlińska publiczność. Na twarzach członków zespołu – jak zwykle w tym momencie występu – zagościły wyrazy koncertowego spełnienia. Po chwili nastąpił wybuch muzycznej energii przy błyskawicznej gitarowej solówce Baldvinssona i bębnowe szaleństwo uśmiechniętego od ucha do ucha Jóna Geira Jóhannssona. Islandczycy zebrali za swój występ wielominutową owację. W podzięce klaskali i kłaniali się publiczności.

To był mój czwarty koncert ekipy z Islandii. Skálmöld to jeden z najbardziej pozytywnych zespołów metalowych, jakie znam. Trudno nie czerpać przyjemności z ich energicznych, pełnych entuzjazmu i uśmiechu występów. Niech o pogodnej naturze tego zespołu zaświadczy także koszulka, w której po koncercie wyszedł do publiczności perkusista. Na białym t-shircie oprócz loga zespołu i napisu „Polska” przeczytać można było, jakże dobrze znane nam zdanie: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”. Prezent od polskiego fanklubu z koncertu w Krakowie, jak widać, przydaje się w dalszej części trasy.

To nie był jednak koniec metalowego wieczoru w Berlinie. Po Skálmöldzie wystąpili muzycy z Omnium Gatherum. Choć publiczność nieco się rozpierzchła, to zabawa w trakcie mocarnego koncertu Finów dla tych, którzy zostali w klubie, była przednia. Głównie za sprawą non stop biegającego po scenie wokalisty Jukki Pelkonena, którego specyficzny gest dwóch „rogów” skierowanych ku sobie szybko został zaakceptowany przez słuchaczy. Fiński gitarowy napalm rozgrzewał nie gorzej niż płomienie islandzkiego smoka pół godziny wcześniej. Roześmiany, niezwykle entuzjastyczny Pelkonen skutecznie zachęcał publiczność do headbangingu i pogo, do tego co chwilę przybijając „rogi” z publicznością pod sceną.

Ten wieczór stał pod znakiem radosnej celebracji mocnego metalowego grania. Finlandia i Islandia, choć często uważane za zimne rejony tego świata, mają w sobie olbrzymie pokłady ciepła. Jest w tym pewien znaczeniowy paradoks, że podczas tej „arktycznej” trasy można było tak mocno dać do pieca. Pośród lodu był ogień, było gorąco. Bardzo podoba mi się taki paradoks. Dzięki! Kiitos! Skal! Do następnego!

Setlista Skálmöld
01. Árás
02. Gleipnir
03. Múspell
04. Niflheimur
05. Narfi
06. Höndin sem veggina klórar
07. Himinhrjóður (z taśmy)
08. Miðgarðsormur
09. Með drekum
10. Með fuglum
11. Niðavellir
12. Að vetri
13. Kvaðning

Tomek Bilewicz

Tomek Bilewicz

Woodstalker, koncertowicz, fan marketingu muzycznego, języków obcych, relaksu festiwalowego, MDM i NDH
Tomek Bilewicz

Latest posts by Tomek Bilewicz (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .