Smoke Over Dock II – Gdańsk (30.09.2017)

Ostatniego dnia września trójmiejski, kultowy klub B90 uraczył swoich bywalców klimatem rodem z najciekawszych odmian muzyki gitarowej. Na dwóch scenach pojawili się artyści z pogranicza post-rocka, stoner rocka, black metalu oraz szeroko pojętej awangardy – festiwal Smoke Over Dock ruszył po raz drugi! Z miejsca muszę pokłonić się przed organizatorami za zebranie fantastycznego składu na ten jeden wieczór: Tides From Nebula, Furia, Spoiwo, Black Anvil, Jarobe, Father Murphy i Octopussy zapewnili doskonały, zróżnicowany klimat wieczoru. Frekwencja jednak poważnie mnie zdziwiła.

Otwieraczem małej sceny SOD II był rodzimy, trójmiejski skład w postaci Octopussy. Niestety wczesna godzina nie pozwoliła mi dotrzeć na stonerowo-bluesowe opary rock’n’rolla, serwowane przez pięciu wyjadaczy trójmiejskiej sceny. Jednak z rozmów publiki mogę przypuszczać, że koncert był udany.

W kolejności na dużej scenie zameldował się nowojorski black metalowy Black Anvil. Liczyłam na zupełnie inną młóckę, sądząc po całej oprawie i aurze, którą Black Anvil roztaczali nad swoim występem. Tymczasem daleko mi do zainteresowania tą grupą, nie poprowadzę więc żadnej dysputy w tym kierunku. Po raz pierwszy i nie ostatni tego wieczoru zadziwiła mnie reakcja publiki, a właściwie jej znikome ślady. Ledwo parę osób poświęciło rzeczywiście zespołowi uwagę. Trochę niemiło, tym bardziej że Black Anvil zdaje się próbowali pokazać swoje możliwości z jak najlepszej strony.

Jeszcze inne odczucia wzbudził we mnie awangardowy Father Murphy. „Jeden z najbardziej tajemniczych i enigmatycznych projektów muzycznych z Włoch, o jakich świat usłyszał”. I ja też. Jęki, popiskiwania, doszukiwanie się melodii, przekazu, przedziwne instrumenty – coś niezwykłego, ciekawego, co z reguły lubię, i co tego wieczoru nie przekonało mnie zupełnie. 

Punkt 20.00 na dużej scenie zagościło Spoiwo, pierwszy zespół, którego koncert pochłonęłam. Trójmiejskie Spoiwo widziałam już parę razy na innych scenach i muszę przyznać, że tym razem brzmienie zespołu w B90 było najlepsze! Całość post-rockowego występu smakowała, wręcz miętowo do zespołu, który dał z siebie wszystko i jeszcze więcej. Dodatkowo oświetlenie koncertu, które było tak naprawdę tragiczne, paradoksalnie dodawało jakiegoś uroku, tajemniczości. Spoiwo rośnie z każdym koncertem na gwiazdę post-rockowej sceny i z całego serca wspieram tez wzrost.

Zachwyt przerwałam, uciekając pod koniec koncertu Spoiwa do drugiej sali, zerknąć jak sobie radzi Jarobe. Czarowała. Dosłownie. Była w tym występie jakaś surowość, pierwotność. Warto nadmienić, że Jarboe La Salle Devereaux to ładniejsza (?) połówka Swans, od albumów Greed do Soundtracks for the Blind. Nagrywała także z samym Maynardem Keenanem. Jest w niej coś wyjątkowego. Na koniec jednak muszę uczciwie się przyznać, że nie zdołała zaczarować mnie. Może w innych okolicznościach przyrody….

Grubo po godzinie 21.00 klub B90 nieco bardziej się zapełnił. Przyszedł czas na katowicką Furię. W ostatnim czasie zrobiło się głośno o fenomenie black metalowej (w szerokim ujęciu) formacji także w przekazach masowych. Ubiegłoroczny album Księżyc milczy luty znalazł się w wielu zestawieniach podsumowań roku 2016 i to nie tylko wśród fanów ciężkich brzmień, zebrał mnóstwo pozytywnych recenzji, a jednocześnie zadziwił i niejako połamał granice w świecie metalowych ortodoksów. Trudno Furii odmówić polotu, również na scenie. Panowie zaprezentowali się tradycyjnie bez koszulek, z blado-czarnym makijażem na twarzy, w stworzonej na swój sposób ponurej atmosferze. Wiele historii krąży o specyficznym sposobie wyrazu wokalisty i gitarzysty grupy Nihilu, ale tym razem, na tym koncercie był w nim jakiś….entuzjazm? Dokazywał na scenie, schodził poniżej podium, robił miny (przysięgam, że to prawie uśmiechy!) i nie wydawał się „nieśmiały”. Technicznie Furia pozamiatała. Po prostu. Nawet kiedy niefortunnie zawiodło nagłośnienie, padł chyba jeden ze wzmacniaczy (i przez sekundę pomyślałam, że to taki trik, spektakularne zakończenie koncertu), utrzymali ten swój specyficzny, zimny klimat. Szkoda, że setlista znów nie objęła Martwej Polskiej Jesieni, ale i tak koncert uznaje za wyjątkowo udany.

Po przedłużonym secie Furii nastał czas na ostatnich tego wieczoru, warszawskich post-rockowych tuzów  Tides From Nebula. Rozumiem, że godzina 23.00 należy do przedziału „późno”, ale na-boga, gdzie podziała się połowa publiki i dlaczego tak nieliczni zdołali rzeczywiście wziąć udział w koncercie. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że TFN to klasa sama w sobie, jednak oprócz tej wiedzy przydałoby się pośród trójmiejskiej publiki nieco więcej entuzjazmu. To pierwsza sprawa, która mnie mocno zaskoczyła. Druga, to ta wspomniana frekwencja – połowa osób, które zasilały koncert Furii. Rzecz na koncertach TFN wręcz niespotykana. Skupiając się jednak na samym występie grupy, cóż można rzec poza zachwytami. Panowie nigdy nie grają na pół gwizdka i przypuszczam, że nawet dla 10 osób koncert byłby tak samo ekspresywny i emocjonujący. Uwagę zwracał dawno nie widziany przeze mnie na scenie Adam Waleszyński, który przeżywał ten koncert całym sobą i z całym namaszczeniem. Setlista była przekrojowa, znalazły się na niej utwory ze wszystkich albumów formacji, a najbardziej emocjonujący był dla mnie Home (Safehaven, 2016) i bisowy, genialny Tragedy of Joseph Merrick (Aura, 2009)

 

To by było na tyle. Smoke Over Dock II przeszedł do historii. Ekipa klubu B90 jak zawsze organizacyjnie stanęła na wysokości zadania, publika –  w większości niemrawa, choć z drugiej strony mogę nieco przesadzać, w końcu koncerty można przeżywać w sobie, „w czesiu”, stojąc w bezruchu. Nawet black metalowe, te ekspresyjne i dynamiczne. Czy tak?

Do następnego!

Autorką zdjęć jest Wiktoria Wójcik

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .