Synth Runner 2049 – Jeremiah Kane, Zombie Commando, Favorit89, Nightrun87 – Rybnik (7.04.2018)

7 kwietnia część naszej szanownej Redakcji spędzała dobrze czas przy dźwiękach znamienitych tuzów rodzimej i zagranicznej sceny metalowej podczas kolejnej edycji katowickiej Metalmanii. Ja jednak z nieukrywanym bólem serca odpuściłem sobie niekwestionowaną przyjemność spędzenia całego dnia w Spodku i rozdwajania się pomiędzy małą a dużą sceną na rzecz wydarzenia muzycznego zupełnie innej rangi. Ale cóż począć, gdy w rodzinnym mieście w końcu nadarza się okazja, by nie tylko posłuchać trochę dobrej muzyki na żywo, ale też nie martwić się o dojazd, a co za tym idzie upłynnić trochę kasy w złocistym napoju bogów. 7 kwietnia w rybnickim klubie Stara Gazownia zatrzymała się trasa koncertowa Synth Runner 2049 i ostatecznie warto było w ostatniej chwili zrezygnować z udziału w katowickim festiwalu.

Fascynacja syntezatorami, dźwiękami inspirowanymi grami i filmami sprzed trzech dekad i ogólnie szeroko pojętą kulturą masową lat osiemdziesiątych ma się wciąż dobrze, w końcu umacniając swoją pozycję również w Polsce. Choć wydawać się może, że na Zachodzie synthwave/futuresynth/retrowave zjada swój własny ogon, to jednak do szerszego grona odbiorców w naszym kraju ten ruch dotarł stosunkowo niedawno i tak naprawdę dopiero zaczyna się rozwijać. Znamiennym jest fakt, że gatunki zakorzenione w synthpopie i muzyce tanecznej lat osiemdziesiątych potrafią przyciągać do siebie przedstawicieli bardzo różnych subkultur. Sami twórcy synthwave często wywodzą się ze środowisk metalowych, więc nic dziwnego, że wielu sympatyków mocniejszych brzmień sięga po ten rodzaj muzyki elektronicznej. A skoro jest to jedna z odmian właśnie elektroniki, to trafia również w serca tych, którzy na co dzień stronią od gitarowych riffów. Ciekawie patrzy się na różnorodną publiczność, która potrafi razem bawić się w trakcie koncertów takich, jak trasa Synth Runner 2049.

W Rybniku mieliśmy szansę zapoznać się z czterema wizjami tej nowej fali retro elektroniki. Na pierwszy ogień poszedł Jeremiah Kane. Pod tym pseudonimem kryje się poznański artysta, przy paru numerach wspierany przez gitarę elektryczną. Świetne, mocne rozpoczęcie imprezy z dźwiękami stanowczo osadzonymi w typowym brzmieniu gatunku synthwave. Ze sceny biła niespożyta energia artysty, który z pasją oddawał się swojej muzyce. Publiczność pomału rozgrzewała się, początkowo z rezerwą podchodząc bliżej sceny. W rozluźnieniu atmosfery na pewno pomagało tematyczne piwo z Browaru Brewera okraszone grafiką z okładki debiutanckiego albumu Favorit89.

Zanim jednak muzyk w kominiarce i świecących okularach wszedł na scenę, za sterami laptopa i keyboardów znalazł się twórca projektu Zombie Commando, dzięki któremu publika mogła poczuć ducha klasycznych horrorów i filmów sci-fi lat osiemdziesiątych. Wyraźne inspiracje twórczością Johna Carpentera, nie tylko reżysera, ale i autora ścieżek dźwiękowych do wielu filmów, stworzyły niepowtarzalny klimat, do którego idealnie pasowało wiszące na ścianie wielkie logo z filmu Ghostbusters. Mroczniejsza wizja elektroniki zdecydowanie przypadła zgromadzonym do gustu.

Trzecim aktem tej czteroczęściowej opowieści był Favorit89, zamaskowany artysta, który w 2017 roku supportował wrocławski występ jednego z najbardziej znanych przedstawicieli gatunku – Perturbatora. To był dopiero cios! Elektryzujące, taneczne kompozycje dawały wiele radości zebranym, którzy coraz śmielej szaleli pod sceną. Rewelacyjne kompozycje w połączeniu z intrygującym wizerunkiem scenicznym muzyka złożyły się na udany koncert, który udowodnił, że Polacy też potrafią inspirować się latami osiemdziesiątymi, szkoda trochę, że nie w wydaniu znad Wisły – kto nie chciałby usłyszeć młodych artystów zainspirowanych twórczością Kombi lub Papa Dance? 😉

Jako ostatni swój set zaprezentował mieszkający w Polsce William Malcolm, amerykańsko-brytyjski muzyk, znany szerzej jako Nightrun87, który już niedługo będzie występował przed polskimi koncertami grupy Dance With The Dead. Oprócz mocnych dźwięków i hipnotyzujących melodii, artysta urzekał zebranych swoim wokalem, którego tak często brakuje w twórczości przedstawicieli synthwave. Idealne zamknięcie wieczoru z porywającą do tańca muzyką, która nie ma w sobie oznak kiczu, a jest raczej nostalgicznym krzykiem młodego pokolenia, które tęskni za kulturą, w której się wychowywało.  

Synth Runner 2049 przeszedł do historii, ale możemy mieć pewność, że to nie ostatnia taka trasa koncertowa w naszym kraju. Synthwave dopiero budzi się w Polsce, a co za tym idzie, powinniśmy być świadkami coraz większej ilości wydarzeń promujących tę kulturę. Występy muzyków w Starej Gazowni były cudowną odskocznią i bardzo dobrze się stało, że to właśnie do Rybnika zawitała awangarda polskiej sceny muzyki syntezatorowej. Obyśmy jak najszybciej mieli szansę znów bawić się przy dźwiękach klawiszy i gitar. Był ogień!

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .