Tides From Nebula, Materia, sunnata – Warszawa (24.11.2017)

Tides From Nebula, Materia, Sunnata (2017.11.23 - Bydgoszcz, Poland)

W połowie listopada ruszyła ostatnia, tegoroczna trasa formacji Tides From Nebula, którą przygotowała niezawodna ekipa z Knock Out Productions. Tym razem TFN zaprosili na trasę djentowych rozrabiaków pod tytułem Materia ze Szczecinka, i dżentelmenów spod ciemnej gwiazdy pod znakiem sunnata, dobrze znanych w warszawskim muzycznym światku, i nie tylko. W takim składzie trasa zakręciła do stołecznego klubu Progresja 24 listopada br. i ukoronowała bezsensowny szary tydzień rewelacyjnymi koncertami. Wieczór zapowiadał się jednocześnie dynamicznie i emocjonalnie. I tak dokładnie było. 

Sunnata 

Na pierwszy ogień, tuż po 19.00, na scenie stawili się Panowie z sunnaty. Zainstalowano charakterystyczne wiatraki/rozwiewacze włosów na progach sceny i koncert ruszył ciężkim numerem Orcan. Jest coś niezwykłego w tej grupie, co przykuwa uwagę od pierwszego intra. Wiele razy powtarzałam, że wyraźnie czuję w ich twórczości ducha Alice In Chains, tę psychodelię i specyficzny klimat, niepokój. Nie oznacza to jednak, że ktoś tu kogoś kopiuje, bo absolutnie nie mam tego na myśli. Dość unikalny, charakterystyczny styl sunnata wyrobiła sobie całkiem szybko i zyskuje z każdym koncertowym odsłuchem. Świetne łączenia różnych stylów od sludge metalu, stonera po doomowe naleciałości, piękne perkusyjne przejścia i żywa, mroczna energia z całego występu rozlały się na niewielką jeszcze tego wieczoru publikę. A jeśli już o wspomnieć o słuchaczach, to większość stała zahipnotyzowana, chłonąc każdy utwór, nieliczni zaś poddali się rytmom i ciemnej atmosferze występu, dygając z nogi na nogę i nieśmiało pomachując głowami. Najlepiej wspominam wykonanie Long Gone, mimo drobnych odchyleń na wokalu. Oj, zacieram ręce na nowy materiał i czekam z niecierpliwością na następczynię Zorya (2016).

Setlista:

Orcan
Path
Zorya
Long Gone
Nowy utwór
Beasts of Prey

Materia 

Na drugą nóżkę wkroczyli z przytupem Panowie z Materii. Co by o djentach  i metalcore’ach nie mówić, połamane tempa w wykonaniu tychże to miód na uszy i łapczywe łapanie wytchnienia w krótkich przerwach pomiędzy kolejnymi ciosami. Co to był za koncert! Gitarzyści Tadeusz Piesiak i Adrian Dziubiński co i raz dawali upust swym umiejętnościom i powodowali opad szczęk kolorowymi solówkami. Fantastycznie sprawiła się sekcja rytmiczna, wokalizy Michała Piesiaka od growlów po czyste refreny technicznie bez zarzutu. I ta energia, co tu się zadziało! Publika podchwyciła tempo i co niektórzy dali się namówić na mini-młynek i mini-ścianę śmierci, a reszta (znacznie zgęstniało na sali koncertowej) machała głowami, mniej lub bardziej aprobując ten rodzaj połamanego metalu. Dla mnie bomba, szczególnie w utworach B17 i May Land, w których klimat doskonale oddały djentowe, powyginane zagrywki. Na linii zespół-publika jak zwykle fantastyczna chemia. Muzyka Materii to ciężkie i miażdżące momentami dźwięki, ale sami muzycy to zawsze sympatyczni i w jakiś sposób uroczy, ciepli ludzie, których po prostu nie sposób nie polubić. Panowie długo i z nieskrywaną szczerością dziękowali fanom za dobrą zabawę i zespołom, z którymi dzielili scenę, co spowodowało niemal podniosłą atmosferę. Warto nadmienić, że kolejny album po We Are Materia (2015) ponoć już niedługo zostanie zarejestrowany. Czekam!

 

Tides From Nebula 

Na koniec wieczoru publikę czekała wyjątkowa magia w wykonaniu hedalinerów Tides From Nebula. Widziałam sporo występów tych post-rockowców, ale tym razem wyjątkowo pozytywnie zaskoczyło mnie brzmienie koncertu. Nagłośnienie to było mistrzostwo! I wcale nie twierdzę tak dlatego, że wcześniej Materia zdołała mnie ogłuszyć. W połączeniu z przepiękną oprawą oświetleniową ten koncert zaliczam do tych najpiękniejszych TFN, jakie na przestrzeni kilku lat widziałam. Repertuar Panowie zaprezentowali dość zróżnicowany, przy czym mam wrażenie, że był bardziej dynamiczny i mocniejszy niż na przykład set na Smoke Over Dock II we wrześniu tego roku. Pojawiły się sztandarowe utwory z promowanego albumu Safehaven, jak We Are The Mirror, The Lifter i rewelacyjny Home. Nie zabrakło przekrojowych kawałków z poprzednich płyt, jak wydłużonego utworu Siberia i Now Run, oraz potężnie tego wieczoru brzmiących Only With Presence i Sleepmonster. Wyjątkowym momentem było zagranie Apricot – ostatniego utworu z debiutanckiego albumu grupy Aura (2009), który ostatni raz Panowie zagrali w Warszawie 2014 roku. Na zakończenie tradycyjnie w bisach wybrzmiał numer Tragedy of Joseph Merrick, na którym również tradycyjnie Maciek Karbowski zszedł w finałowym momencie do publiki. Wyjątkowy, piękny, magiczny koncert. Panowie jak zwykle w ciepłych słowach podziękowali publice za obecność i zaangażowanie oraz zaanonsowali, że lada moment znikają z trasy, aby przyłożyć się do nagrywania nowej płyty. Cóż, cieszę się na nowe!

Setlista:

These Days, Glory Days
It Takes More Than One Kind of Telescope to See the Light
Safehaven
The Lifter
Siberia
Sleepmonster
Only With Presence
When There Were No Connections
Apricot
Home
We Are the Mirror
Now Run

Bis:
Tragedy of Joseph Merrick

To by było na tyle, Drodzy Państwo. Wydawać by się mogło, że skład koncertowy trzech różnych grup na jednej scenie niekoniecznie będzie do siebie pasował, a jednak kluczem do całego przedsięwzięcia okazała się najwyższa jakość muzyki i koncertów każdej z występujących grup. Zapamiętam to wydarzenie na długo.

Do następnego!

(Pozdrawiam przyjaciół, którzy specjalnie na te koncerty pokonali setki kilometrów)

Autorem zdjęć jest Aleksander Honc

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , , , , .