Ulver – Warszawa (27.11.2017)

Norweskiej formacji Ulver chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Lider zespołu Kristoffer Rygg  znany jako Garm jest przykładem muzyka poszukującego rozwiązań w najróżniejszych gatunkach muzycznych. Bez ograniczeń. Na przestrzeni lat zaskakiwał odbiorców muzyki swoimi interpretacjami black metalu, post-rocka, ambientu, po….synthpop. Pierwiastkiem spajającym jednak całość dokonań Ulvera w moim odczuciu był zawsze niepokój, jakiś mrok wypływający nawet z tych pozornie „lekkich” kompozycji. Do tego dopracowanie występów Norwegów na żywo to zawsze nie lada widowisko, którego żaden fan muzyki eksperymentalnej nie powinien przegapić. Tym razem Ulver zawitał do Polski na trzy koncerty, ja miałam szczęście uczestniczyć w show w warszawskiej Progresji, 27 listopada br

 

Wieczór otworzył minimalistyczny solowy występ Stiana Westerhusa. Stiana kojarzyć można z kolaboracji m.in. w Jaga Jazzist, w tym samym, w którym pierwsze kroki stawiał prekursor blackjazzu Jørgen Munkeby (Shining). Trudno mi nazwać rodzaj ekspresji prezentowanej przez Norwega koncertem, to był raczej performance. Jeden człowiek, jeden instrument, cienka smuga światła, mocny, momentami histeryczny, czysty wokal i klimat – ciężki, zimny, mroczny. Dźwięków, które Stian wydobywał z gitary nie jestem w stanie oddać słowami – były dziwaczne, niskie, współgrające z napędzaną chłodem atmosferą. Myślę jednak, że tego wieczoru na dłuższą metę nie utrzymałabym koncentracji na takich kompozycjach. Nie przy tak rozgadanej publice i harmidrze w tle. Na myśl od razu przychodzi mi doskonały, równie minimalistyczny występ (znów nie koncert) projektu Colina H. Van Eeckhouta aka CHVE, który – nomen omen – także odbył się w Progresji, i na którym publika wręcz wstrzymywała oddech. Podsumowując więc występ Westerhusa – ciekawy, poruszający, aczkolwiek dobrze, że trwał jedynie 20 minut.

 

Bez przerwy na techniczne przetasowania, przy dźwiękach perkusji Ulver rozpoczął swój koncert utworem Nemoralia. Przyznam, że na początku obawiałam się swojej reakcji na odegranie albumu The Assassination of Julius Caesar w całości. I czuję, że w tych obawach nie byłam osamotniona, obserwując co niektórych, z lekka zdezorientowanych nadchodzącą atmosferą, zbudowaną dość szybko i jasno, z mocnym akcentem wizualnym. Prawda jest taka, że dopiero przy So Falls the World, cudownym intro i transowym zakończeniu dałam się zaczarować bitami Ulvera, a przy Rolling Stone było jeszcze lepiej. Oprócz numerów z ostatniego albumu w setliście pojawiły się także utwory z EPki Sic Transit Gloria Mundi (premiera 11 listopada br.), tj.  Echo Chamber (Room of Tears) i Bring Out Your Dead, które są niejako kontynuacją obranej przez Ulvera ścieżki muzycznej. Tak jak nie do końca najnowsza odsłona Ulvera przemawiała do mnie studyjnie, tak jestem pozytywnie zaskoczona spektaklem przygotowanym na edycję tegorocznej trasy koncertowej Norwegów.  Z perspektywy czasu bez ogródek stwierdzam, że połowę klimatu zapewniła oprawa oświetleniowa – lasery, oszczędne, ale efektowne (nie efekciarskie) wizualizacje w tylu lat 80., dym, i postaci w kapturach, którzy jawili się niemal jak tło do całości widowiska. Nie brakowało tego elementu tajemniczości, ukrytego, czarnego, melancholijnego nastroju, podszytego z klasą i dystansem syntezatorami i eksperymentalnymi rytmami. Wszystko bujało, koiło, ale i nakręcało specyficzną atmosferę. Kwestię, czy ostatecznie było bardziej dyskotekowo, czy awangardowo, pozostawiam bez odpowiedzi, bo na końcu, po 45 minutach całego koncertu, pozostałam jednak z lekkim niedosytem. Niby walory artystyczne, przebojowość kompozycji i dobry odbiór ze strony publiki powinny pomóc podsumować występ jako bardzo udany, a jednak coś, gdzieś nie do końca mi pasowało. Raz, odchylenia na wokalu, szczególnie w bisowym coverze, trochę zgrzytały mi z tyłu głowy; dwa, w połowie setu gubiłam skupienie na muzyce, a koncertowałam się na show. Nie zmienia to jednak faktu, że uznaję koncert za warty obejrzenia i doświadczenia na własnej skórze!

Setlista:

Nemoralia
Southern Gothic
1969
So Falls the World
Rolling Stone
Echo Chamber (Room of Tears)
Transverberation
Angelus Novus
Bring Out Your Dead
Coming Home

Bis:
The Power of Love

Moje początki ze znajomością twórczości Ulver zaczęły się w dość niecodzienny sposób. Dobre paręnaście lat temu ukochany brat namówił mnie na seans tzw. ambitnego filmu Svidd neger, opowiadającym o pijaku, którego prześladuje duch ex-żony, i o chłopcu z Afryki, który przepłynął morze na kawałku drewna. Bardzo nie polecam. Jednak ścieżka dźwiękowa do filmu utkwiła mi w pamięci na długie tygodnie, a to za sprawą właśnie Ulvera, którzy stworzyli jeden z najpiękniejszych soundtracków, jakie zapamiętałam. Uczucia fascynacji, a przede wszystkim czyste fakty, że Ulver to zawsze wyjątek i wysoka jakość artystycznych doznań w zderzeniu się z ich światem uświadamiam sobie co jakiś czas, studiując kolejne wcielenia formacji. I to jest w tym całym ambarasie najlepsze.

Do następnego!

fot. Jakub Bizon Michalski, obróbka Justyna „justisza” Szadkowska

ULVER (27.11.2017, Warszawa, Poland)

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , .