Wardruna, Kaunan – Zabrze (19.10.2017)

Piątego dnia marca Einar Selvik podczas swojego solowego występu w krakowskim Teatrze Łaźnia Nowa zapewniał, że niedługo przyjdzie polskim fanom wyczekiwać jego powrotu na czele zespołu Wardruna. Niedługo potem Iron Realm Productions oraz Metal Mind Productions ogłosili organizację dwóch koncertów norweskiej grupy – 19 października w Zabrzu i dzień później w Gdańsku. Pisząc te słowa mam przewagę nad redakcyjną koleżanką, której przyjdzie uczestniczyć w gdańskim koncercie, gdyż miałem zaszczyt oddać się przyjemności wysłuchania występu Wardruny, wspieranej przez trio Kaunan, w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu.

Nawet najbardziej wprawieni wikińscy bardowie nie znaleźliby zapewne odpowiednich epitetów, by opisać to, co miało miejsce podczas czwartkowego koncertu. Na kilka minut przed godziną dwudziestą na deskach DMiT pojawili się muzycy grupy Kaunan. Ten trzyosobowy, szwedzko-niemiecko-austriacki kolektyw właśnie niedawno wydał swój debiutancki album pod tytułem Forn. Kompozycje zawarte na tym krążku były motywem przewodnim dla występu tria. Cudowna folkowa muzyka, sięgająca korzeniami dawnych pieśni skandynawskich, była okraszona zabawnymi anegdotami członków zespołu. Pozytywna energia, która płynęła ze sceny, a także rodzaj więzi, który zbudowali muzycy z publicznością przełożył się na bardzo ciepły odbiór kapeli przez zebranych. Połączenie liry korbowej, kontrabasharfy, a także pewnej odmiany lutni tworzyło przyjemny dla ucha spektakl dźwięków. Na koniec muzycy zaprezentowali również jeden utwór, który nie znalazł się na debiutanckim krążku. Kaunan był rewelacyjnym wyborem dla zespołu rozgrzewającego publikę przed sztuką, która miała się rozpocząć za chwil kilka.

Idąc na koncert takiej znakomitości jak Wardruna spodziewać należy się niezwykłego widowiska, którego każda sekunda wypełniona będzie najczystszymi i najpiękniejszymi dźwiękami, inspirowanymi prastarymi wierzeniami i muzyką z Północy. Ten występujący na koncertach w sześcioosobowym składzie zespół, dowodzony przez Einara Selvika i Lindy-Fay Hellę to już dziś absolutny klasyk. Wardruny raczej nikomu nie trzeba przedstawiać, a jeśli są jeszcze ludzie, którzy nie mieli styczności z ich twórczością, to biada wam, nieszczęśnicy. Polecam jak najszybciej nadrobić zaległości.

Równo o dziewiątej wieczór na scenie pojawił się cały zespół, który bez zbędnych słów rozpoczął półtoragodzinny magiczny seans muzyki z pogranicza folku i ambientu. Wspaniale było obserwować swoiste starcie starego i nowego świata, o czym mówił z resztą sam Selvik na zakończenie występu. Chodzi bowiem o czerpanie inspiracji z muzyki dawnej, ale podawanie jej odbiorcom w nowy sposób. Tworzenie czegoś nowego z czegoś starego. Przy użyciu wyjątkowych instrumentów, dobrego nagłośnienia, a także rewelacyjnej gry świateł, widowisko w postaci koncertu Wardruny to coś epickiego. Trzeba to zobaczyć i usłyszeć samemu. Niezwykła moc, jaka biła ze sceny potrafiła chwycić za duszę i unieść ją gdzieś ponad norweskie fiordy. Geniusz, innowacja, piękno.

Słuchacze, którzy tłumnie przybyli do zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca podsumowali występ owacją na stojąco, za co zostali nagrodzeni bisem. Ale i to nie wystarczyło głodnym wrażeń odbiorcom, zatem Einar zdecydował się wykonać jeszcze jeden numer solo na zakończenie wieczoru. Był to utwór znany fanom serialu Wikingowie, zatytułowany Snake Pit Poetry, który stanowi tło dla sceny śmierci Ragnara Lothbroka.

Niestety wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć. Gdy występ dobiegł końca, sala jeszcze raz wypełniła się gromkimi brawami i okrzykami fanów. A po paru minutach nastała bolesna cisza, której nie wypełniały już te cudowne dźwięki. Trudno po takim koncercie pozbierać myśli. Było to wydarzenie niesamowite i żaden opis nie odda faktycznego wrażenia, jakie jest w stanie wywołać muzyka na człowieku. Bo o ile już słuchając studyjnych wersji kompozycji Wardruny można mieć ciarki, to na żywo ich dźwięki wkraczają na zupełnie inny poziom mistycyzmu. Chce się tego więcej i więcej. Aż szkoda, że z Zabrza do Gdańska tak daleko, bo z największą przyjemnością rzuciłbym wszystko i pojechał jeszcze raz złożyć w ofierze swoją duszę muzyce grup Kaunan i Wardruna. Chapeau bas i tusen takk!

 

 

Autorką zdjęć jest Karolina Gliszczyńska.

WWW: http://vidyaarts.pl/

FB: https://www.facebook.com/karolinagliszczynskavidya/

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , .