Wintersun, Whispered, Black Therapy – Kraków (20.09.2017)

Pewnego środowego, prawie że jesiennego wieczoru wybrałem się na przechadzkę po okolicy. Nie, nie szedłem do monopolowego po pół litra ani po zagrychę. Nie szedłem też po piwko czy grilla. Poszedłem na romantyczny wieczór, żeby posłuchać tego, co ma do powiedzenia zimowe słońce.

Klub Kwadrat znany jest na małopolskim rynku koncertowym. Kiedyś wyłącznie klub studencki z komunistyczną stołówką, a od ładnych paru lat staje się coraz to mocniejszym filarem muzycznego światka, tym bardziej że Kraków w sposób haniebny pozbył się Fabryki i Lizard Kinga.

Niestety do klubu docierałem na tyle długo, że ominęła mnie możliwość zobaczenia Wintersunowych supportów – Black Therapy i Whispered. Trochę mi było szkoda, ale kiedy przeczytałem komentarz pewnej rozpoznawalnej fotografki, że ów support to „Finowie przebrani za Japończyków plus jakiś Zespół” żal odszedł w niepamięć.

Za niesubordynację wszystkich przepraszam. Spieszę tylko dorzucić, że moim skromnym zdaniem o ile Whispered jest dla mnie zespołem dyskusyjnym, to z działalnością Black Therapy radzę się zapoznać.

Natomiast na Wintersun czekałem bardzo. Co prawda widziałem ich ostatnio podczas tegorocznego Brutal Assault, ale tam Panowie mieli zaledwie trzy kwadranse. Tutaj jako heandlinerzy mogli znacznie bardziej rozwinąć skrzydła.

Tak też zrobili. Po otwierającym koncert Awaken From The Dark Slumber z najnowszej płyty The Forest Seasons Finowie niespodziewanie aż na trzy utwory wrócili do swojej pierwszej płyty Wintersun. Fajnie, bo to najszybsza pozycja w ich dorobku i przyjemnie się tego słucha na żywo. W celu nadania koncertowi nieco melodyki i epickości muzycy zaserwowali nam „zestaw obowiązkowy” w postaci Sons of Winter and Stars, który wybrzmiał całkiem nieźle jak na Kwadratowe możliwości, no i występ na żywo odbył się bez tych wszystkich studyjno-komputerowych wspomagaczy, od których kipi cały Time I. Potem poleciało jeszcze Loneliness, ale to i tak mało jak na tour promujący ostatni album. Czyżby Jari sam stwierdził, że ich ostatni album nie jest aż tak przebojowy? Koncert zakończył Eternal Darkness poprzedzony utworem Starchild znów z Wintersun, po czym Panowie zeszli spokojnie ze sceny. Fani nie dali jednak odpocząć swoim idolom i Wintersun jeszcze raz zawitał na scenie po to, by zagrać utwór bisowy. Usłyszeliśmy więc genialny Time, który również stanowi „zestaw obowiązkowy’ w setliście zespołu.

Wychodząc z Kwadratu, kołatało mi się po głowie kilka uporczywych myśli. Po pierwsze, dlaczego pod sceną było średnio pełno, skoro w Jaromierzu Wintersun zebrał naprawdę spory tłumek. Czyżby promocja nie poradziła sobie z krnąbrnym narodem? Po drugie primo, dlaczego dźwięk znów niedomagał, jak to się zbyt często w Kwadracie zdarza? Czy nie da się tam dobrze nagłośnić koncertu? I po trzecie primo, co ten Wintersun ma w sobie, że pomimo trochę kucmetalowego grania, to jednak porywają publikę w każdym wieku. I mimo czarnego PRu, jaki sami sobie zafundowali (przy okazji organizacji zbiórki środków na swoje własne studio) i średniej płyty The Forest Seasons, to ja ich wciąż bardzo lubię.

Tagi: , , , , , , .