Dark Tranquillity: „Muzyka ma być czysta”

Ojcowie chrzestni melodyjnego death metalu rodem z Goteborga, Dark Tranquillity, w kwietniu po raz kolejny odwiedzą Polskę w ramach trasy promującej ciepło przyjęty album Atoma. Nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności zadania Niklasowi Sundinowi, gitarzyście zespołu, kilku pytań o szwedzką rzeczywistość muzyczną i nową rzeczywistość wewnątrz grupy.

Rozmawiałem ostatnio z Sharlee d’Angelo z Arch Enemy. Powiedział coś, co mnie bardzo zaskoczyło, biorąc pod uwagę jak wiele zajebistych kapel metalowych ze Szwecji znam, mianowicie, że metal nie jest popularny i medialny w Szwecji. Czy to prawda?

Stary dobry Sharlee ma rację, ale to jest wszystko kwestią definicji. Przeciętny szwedzki Kowalski, który nie jest fanem metalu, raczej przynajmniej słyszał o In Flames albo Hammerfall i pewnie zdaje sobie sprawę, że Szwecja powinna mieć mocną scenę metalową. Ale w mediach faktycznie nie ma metalu aż tyle, ile podejrzewaliby ludzie z zagranicy. I to niekoniecznie jest zła rzecz.

Sharlee mówił też, że na przykład In Flames zaczynają być dostrzegani i doceniani przez komercyjne media, co jest pewnie powiązane z ich nowym, bardziej przystępnym i mniej metalowym brzmieniem. Nie korciło was nigdy, żeby złagodzić brzmienie, żeby zyskać na popularności?

Nie, to by nie miało żadnego sensu. Popularność nigdy nie były naszym celem, a jeśli ktoś chciałby uzyskać jakąś rozpoznawalność, to zakładanie zespołu metalowego to dość kiepski pomysł (śmiech). Mieliśmy mnóstwo możliwości, szczególnie pod koniec lat 90-tych, by zaistnieć w rzeczach, które sprawiłyby, że bylibyśmy popularniejsi i media zwracałyby na nas uwagę, ale zawsze twierdziliśmy, że nie czujemy się z czymś takim dobrze, więc odmawialiśmy.

Szwedzki melodyjny death metal, który wspólnie z At the Gates i In Flames powołaliście do życia, szybko zyskał popularność. Mnóstwo zespołów na całym świecie mierzy się z tą stylistyką, ale Dark Tranquillity przez lata pozostało jednym z najlepszych wzorców. Jesteście lojalni w stosunku do swojej stylistyki, ale cały czas jesteście w stanie się rozwijać, na każdej płycie dorzucać jakieś nowe smaczki i detale. Jakim cudem jesteście w stanie utrzymać kreatywność tworząc jednocześnie wewnątrz jasno wyznaczonych granic gatunku?

Nie staramy się tego analizować. Za każdym razem, kiedy próbowaliśmy wyznaczać sobie jakiś plan, cel albo kierunek, w którym miałby podążać następny album, rezultat był zupełnie odmienny od zamierzeń, więc po prostu nauczyliśmy się ufać naszym instynktom. W praktyce sprawdza nam się to, że każdy z członków zespołu aktywnie tworzy muzykę, więc nigdy nie brakuje nowych pomysłów. Inna sprawa to to, że sporo naszej muzyki napisane zostało przez ludzi, którzy sami nie grają na gitarach, więc pomysły pochodzą z różnych punktów widzenia, co pozwala nam uzyskać własny charakter z muzyce. Spędzamy też mnóstwo czasu na pracy nad piosenkami, co chyba daje nam pożądany balans między eksperymentowaniem i utrzymaniem tych elementów, które ludzie w Dark Tranquillity polubili na początku.

A czy w zespole istnieje prawdziwa wolność tworzenia? Czy może występuje jakaś autocenzura? Zdarza się, że rzucacie jakieś pomysły, a potem okazuje się, że musicie z nich zrezygnować, bo nie pasują do Dark Tranquillity?

Och, to się dzieje cały czas – piszemy mnóstwo muzyki i spora część po prostu nie pasuje do Dark Tranquillity. Nie nazwałbym tego jednak autocenzurą, bo zawsze jesteśmy otwarci na to, żeby wszystko wypróbować, nawet jeśli od samego początku mamy wrażenie, że dana idea nie pasuje do nas. Czasami w rezultacie otrzymujemy piosenkę Dark Tranquillity, czasami decydujemy, że to jednak nie dla nas albo że zostawimy sobie ten pomysł na kolejną płytę.

Dark Tranquillity ma rzesze fanów na całym świecie. Podczas tworzenia nowego materiału zastanawiacie się, co lubią?

Staramy się unikać myślenia o reakcjach fanów podczas pisania. W chwili, kiedy do równania dorzucasz przewidywany odzew ze strony słuchaczy, przekraczasz niebezpieczną granicę i ryzykujesz skończenie na dopasowywaniu piosenek do wymogów, żeby zadowolić fanów. A wtedy nie tworzysz sztuki, tylko rozrywkę. Generalnie nie ma w tym nic złego, ale my chcemy, by nasza muzyka była „czysta”.

Czy sesja do albumu Atoma różniła się jakoś od poprzednich?

Przebiegała podobnie jak sesja do Construct, a jednocześnie zupełnie inaczej, niż sesje przed tą płytą. Przez długi czas byliśmy jednym z tych niewielu zespołów, które regularnie kilka razy w tygodniu zbierały się w sali prób, żeby tworzyć nowy materiał. Taki sposób pracy działał przez ponad 20 lat, ale w końcu poczuliśmy, że musimy spróbować jakiegoś innego podejścia. Zaczęliśmy nagrywać wersje demo piosenek bezpośrednio w studio (nasz klawiszowiec jest właścicielem studia, co bardzo pomaga). Tym razem największa różnica była mentalnościowa, bo nasz drugi gitarzysta zdecydował się opuścić zespół w samym środku całego procesu.

Zapytałem o proces tworzenia płyty, bo odnoszę wrażenie, że z każdym kolejnym albumem brzmicie coraz posępniej. Oczywiście Dark Tranquillity zawsze grali dość mrocznie, ale wydaje mi się, że teraz ten pierwiastek staje się coraz wyraźniejszy. Czy taki był wasz zamiar?

Nie jestem pewien… To bardzo subiektywna sprawa. Dla mnie album Construct był mroczniejszy, bo był bardziej industrialny i mniej barwny, ale wszystko zależy od słuchającego. Zmiana składu była bez wątpienia przykrym momentem dla nas wszystkich, ale nie jestem pewien, czy ktoś jest w stanie usłyszeć to w muzyce. A może?

Zauważyłem też, że Dark Tranquillity brzmi smutniej, kiedy Mikael śpiewa czystym głosem. Ten głos ma w sobie coś, co sprawia, że Mikael brzmi jakby urodził się, by śpiewać jakieś głębokie, melancholijne rzeczy. Aż chce się zapytać, czy Mikaela kręci doom metal.

Muszę się zgodzić, że czyste partie Mikaela są mroczniejsze niż kiedykolwiek. Mikael jest bez wątpienia wielkim fanem doom metalu, jest mocno wkręcony w kapele jak Pallbearer, Monolord i oczywiście Candlemass.

W zeszłym roku zespół opuścił też basista Martin Henriksson, jeden z założycieli. To był cios dla reszty członków?

Na pewno miało to swój wpływ. Zawsze mieliśmy stabilny skład, z czterema z pięciu członków wciąż w zespole po 25 latach, więc odejście Martina było wielką sprawą. Choć od jakiegoś czasu było oczywiste, że Martin nie ma już w sobie takiej motywacji, to wciąż byliśmy w szoku, kiedy ogłosił swoje odejście. W ostatnich latach nie wnosił już tak wiele muzycznie, bo brakowało mu inspiracji, ale miał duży wpływ na sprawy organizacyjne i na zajmowanie się wszystkimi praktycznymi sprawami, więc kiedy odszedł byliśmy nieco zagubieni. Na szczęście Martin wciąż zajmuje się bookingiem i managementem zespołu.

Macie teraz zatem nowego członka zespołu – basista Anders Iwers to doświadczony muzyk. Wniósł do grupy coś nowego?

Cóż, jest świetnym muzykiem i wnosi do zespołu sporo entuzjazmu na scenie i poza nią.

Ty, Mikael Stanne i Anders Jivarp jesteście w Dark Tranquillity od samego początku. Znacie się od co najmniej 26 lat. Komuś nowemu musi być trudno dołączyć do takiej ekipy.

Absolutnie – nigdy nie jest łatwo wejść do grupy, której członkowie pracują ze sobą tak długo i mają wypracowane pewne sposoby. Ale z Andersem Iwersem też znamy się jakieś 30 lat, więc nie było to dla niego jak dołączenie do grupy kompletnie nieznanych mu ludzi.

Nigdy jeszcze nie miałem okazji widzieć Dark Tranquillity na żywo, więc na wasze kwietniowe koncerty w Polsce czekam niecierpliwie. Czego mogę się spodziewać? Jakie są wasze cele kiedy wychodzicie na scenę?

Głównym i jedynym celem jest zaprezentować nasze utwory w najmocniejszy sposób, jak to tylko możliwe.

Na koniec mam pytanie, które zawsze zadaję muzykom ze Skandynawii – dlaczego do jasnej cholery Skandynawowie są tak dobrzy w tworzeniu muzyki? I nie mam tu na myśli tylko metalu czy rocka. Dolewają wam coś do wody? Może pogoda ma z tym coś wspólnego? A może wpływa na to polityka społeczna?

To zabrzmi nudno, ale zapewne więcej wspólnego z tym ma ta stabilność społeczna, a nie jakieś magiczne składniki w wodzie albo krwi. Szwecja – i ogólnie Skandynawia – była nieźle prosperującym regionem przez długi czas, a za tym często idzie postawa wspierająca w stosunku do sztuki i kultury. Kiedy zaczynaliśmy (bo nie jestem pewien, jak ta sytuacja wygląda obecnie), funkcjonowały finansowane przez państwo sale prób i wsparcie w kwestiach sprzętowych dla młodych ludzi, a edukacja muzyczna była za darmo. To oznaczało, że praktycznie każdy, bogaty czy biedny, mógł łatwo zacząć grać muzykę czy założyć zespół.

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w Kvlt.pl, Anywhere.pl i "Top Guitar". Połowa duetu stojącego za "Gastrobandą".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , .