Hostia: „Jesteśmy gotowi szerzyć bluźnierstwo”

W ostatni dzień maja Via Nocturna wychodzi z alternatywą dla producentów opłatków i funduje hostię ze sporą zawartością death/grindowego hałasu, bez względu na wiek i aktualne miejsce zamieszkania. St. Anacletus i St. Sixtus – połowa bezlitosnego zgrupowania młodych odpowiedzialnych za nadchodzący debiut zatytułowany po prostu Hostia – znaleźli dla mnie moment i opowiedzieli co nieco na temat kolejnego anonimowego projektu, który znów ma szanse narobić trochę bałaganu na scenie.

Co dostaliście na swoją pierwszą komunię świętą? Pamiętacie ówczesne trendy, jeżeli chodzi o nagradzanie dzieci za maksymalną cierpliwość i spokój?

St. Sixtus: Za moich czasów był jeden główny schemat: rower górski i zegarek. Oczywiście były też pieniądze, skutecznie zabezpieczone i zdefraudowane przez bank „Rodzice”.

St. Anacletus: Wyłamuję się z tego schematu, bo u mnie kluczowy był wielki, średniowieczny zamek Lego. Poza tym bardzo źle to wspominam. Zmuszanie kogokolwiek do spowiedzi jakiemuś obcemu waligrusze to kryminał. Plus całego wydarzenia był taki, że od impulsu do impulsu w niedługim czasie po komunii pożegnałem się z instytucją kościoła i religią jako taką. Zamek z Lego pozostał!

To odbiję pytaniem na drugi biegun – co kupilibyście swoim dzieciom, i czy w ogóle zdecydujecie się na wychowanie ich w wierze katolickiej? Sądząc po Waszym materiale, odpowiedź wydaje się raczej jednoznaczna.

St. S: Myślę, że odpowiedź jest oczywista. Każdy myślący i kochający swoje dziecko rodzic, będzie starał się uchronić je przed każdą pojebaną sektą, jak np. katolicyzm. Nie posiadam dzieci, ale gdy się pojawią, będą się uczyć moralności np. z bajek Disneya, a nie bajek o torturowaniu ludzi, przybijaniu do krzyża, zabijaniu pierworodnych dla Boga i innych perełek. Naturalnie w okresie komunijnym kupię swoim jakiś top rozpierdolm czyli playstation 6 z wirtualnym kombinezonem, czy co tam nam technologia zafunduje. Ważne, aby inne dzieci ze swoimi komunijnymi prezentami się posrały zazdrością.

St. A: Niezmiennie mnie fascynuje, jak większość moich „satanistycznych”, „antyklerykalnych” i „ateistycznych” znajomych grzecznie idzie z dziećmi najpierw do chrztu, potem do komunii, a koniec końców do bierzmowania. To jest kosmos! Trochę na zasadzie „nie lubię babrać się w gównie, bo śmierdzi, więc wepchnę w nie swoje dziecko po same uszy”. Żal, obłuda i hipokryzja. Równie piękna, jak u większości przedstawicieli i wyznawców kościoła.

Zostawmy jednak religijne szopki na boku i skupmy się na muzyce, która jest powodem naszej rozmowy. Kiedy, gdzie, i pod wezwaniem którego z apostołów narodził się pomysł na tak bezkompromisowe granie? Pytam, bo tak w zasadzie to nic o Was nie wiadomo i wyskoczyliście ze swoim debiutem znienacka, niczym niczego nieświadomy ministrant z zakrystii.

St. S: Historyjka raczej banalna. Zaczęło się od wspólnego jammowania kilku kolegów z różnych zespołów w próbowni. Z czasem zamieniło się to w regularne próby. Materiał na tyle spuszczał wpierdol i cieszył nasze gęby, że postanowiliśmy się nim podzielić z innymi. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

St. A: Amen!

Domyślam się, że brak informacji na temat tego, kto tworzy Hostię jest zamierzonym efektem. Nie sądzicie, że takie rozwiązanie zostało w ostatnim czasie popularyzowane do tego stopnia, iż może nie wywoływać zaciekawienia u słuchaczy? O ile takowe było w ogóle pożądane.

St.S: Masz rację, jest to obecnie dosyć popularne . Tajemnice się sprzedają, kapturki, maski itd. Nie to było naszym zamysłem, nie będziemy się jakoś strasznie ukrywać. Poza tym nie gramy popularnej muzyki, więc o sprzedawaniu w tym wypadku nie ma mowy.

St. A: Wyszło trochę przypadkiem. Nigdy nie byłem fanem szopek, bo tylko te na najwyższym poziomie, a co za tym idzie poparte odpowiednimi budżetami i oprawą robią robotę. Czym innym jest show takich zespołów jak Slipknot, Behemoth czy nawet Batushka, a czym innym kolesie w gumowych maskach w klubie na pięćdziesiąt osób pod Biedronką. Natomiast jak zaczęliśmy pracować nad oprawą graficzną, bazującą na postaciach martwych papieży, po prostu bardziej nam pasowało trzymanie się tego konceptu, a nie pucowanie własnymi twarzami.

Skąd zatem anonimowość i utrzymanie tego w tajemnicy? Czyżby rodzima scena nie wybaczyła Wam jakiegoś grzechu z przeszłości i musicie się ukrywać przed legionem prawdziwych strażników doktryny metalu?

St. S: W naszym wypadku powód był nieco inny. Zależało nam, aby zachować w miarę możliwości anonimowość do czasu pojawienia się płyty. Każdy z nas grał/gra w innych kapelach, w innym klimacie i nie chcieliśmy, by Hostia była oceniana przez pryzmat naszych różnych bandów. Chcieliśmy zobaczyć jak się obroni sama nuta.

Czy wobec tego planujecie występy w maskach lub jakimś imagem, który nadal by utrzymywał waszą anonimowość jak chociażby w Ghost? Mieliście w głowie jakiś koncept w tej kwestii czy raczej w ogóle nie myśleliście o tego typu zabiegach?

St. S: Szczerze mówiąc, przeszło nam kilka pomysłów przez myśl. Zdecydujemy pewnie przed pierwszym koncertem. Myśleliśmy o tym, aby na każdym koncercie zaprezentować się zupełnie inaczej. Nie chcę rozgadywać się o tym, ponieważ to tylko pomysły. Jeżeli jednak zdecydujemy się na jakiś, to będzie niespodzianka.

Wróćmy jednak do muzyki. Słuchając debiutanckiego pełniaka nie ma cienia wątpliwości, że chaos i ekstrema mogłyby robić za Waszych rodziców. Długo pracowaliście nad materiałem?

St. A:  To jest kurwa grindcore metal! Jakby płyta trwała 50 minut, to nikt by tego nie przeżył. Łącznie z nami. W sumie ciężko powiedzieć, bo cały proces rozłożył się mniej więcej na rok, ale mieliśmy spore przerwy. Bardzo miło to wspominam, ponieważ wszystko powstawało na totalnym luzie, bez deadline’ów, bez narzucania sobie czegokolwiek.

St. S: Gdy dołączyłem do chłopaków, materiał był praktycznie gotowy od strony muzycznej, zabawa zaczęła się przy wokalach.

St. A: Warto zaznaczyć, że wszystkie instrumenty nagraliśmy w niecałe trzy dni. Wokale w dwa. To chyba całkiem sprawnie. Wiele ścieżek to pierwsze lub drugie podejścia. Nie bawiliśmy się w nagrywanie gitar po dźwięku ani bębnów po rombiku (śmiech)!

Choć Hostia to przede wszystkim bezkompromisowy death metal, to nie sposób znaleźć tu ukłonów w kierunku grindu czy nawet crossover. W trakcie komponowania numerów coś szczególnego rzuciło się na Wasze uszy? Jakieś konkretne albumy wirowały w Waszych odtwarzaczach?

St. S: W moim wypadku starałem się potraktować wokale oldschoolowo. Co do inspiracji można usłyszeć wpływy death metalu, jak i hardcore’u. Założyłem sobie, że nagram najbrutalniejsze mordy, jakie kiedykolwiek nagrałem. W okresie powstawania numerów na słuchawkach dominował Nails, Slayer, Gorefest i Depeche Mode.

St. A: Mój całkowity top w muzycznej ekstremie to Morbid Angel, Napalm Death i Vader. Chociaż oczywiście świetnych zespołów jest dużo więcej i z bardziej grindowych tematów, muszę wspomnieć o Gadget i Nails. Na płycie znalazł się nasz muzyczny ukłon dla Napalm Death. Nie powiem który (śmiech). Najważniejszym hołdem, zarówno muzycznym, jak i całościowym jest jednak Killed By Life. Nie jestem wielkim fanem tego typu zabiegów, jednak Lemmy był postacią o takim zasięgu i wpływie zarówno na muzykę metalową, rockową, jak i na nas samych, że musieliśmy to nagrać. Numer powstał bardzo spontanicznie, co chyba słychać.

Niewątpliwym atutem Waszego najnowszego wydawnictwa jest produkcja i brzmienie. Tutaj chylę czoła, bo choć muzyk i znawca ze mnie żaden, to naprawdę lubię wybrzydzać i trudno trafić w moją estetykę słuchową. Kto zajął się realizacją Hostii, gdzie została nagrana, czy mieliście jakiś konkretny wyznacznik co do tego „jak to powinno grać w serduszku i na głośnikach”?

St. S: Żmudnym i trudnym procesem realizacji zajął się Paweł „Janos” Grabowski z JNS Studio w Warszawie. Jak wspomnieliśmy, proces nagrywania poszedł szybko, natomiast produkcja była nie lada wyzwaniem, a to dlatego że mocno marudziliśmy. Zależało nam, aby zachować naturalny sound, który towarzyszył nam podczas prób. Miało być naturalnie, ciężko a zarazem selektywnie. Przy nagrywaniu wokali odpuściliśmy produkcyjne zabiegi, starałem się kłaść wokale na żywca po całości, można usłyszeć hausty powietrza, jakie łapałem, aby się nie udusić.

St. A: To samo tyczy się pozostałych instrumentów. Minimum sprzętu, minimum bajerów, minimum edycji. Jestem zajebiście zadowolony z finalnego efektu! Z Janosem znamy się kupę lat, wiele razy współpracowaliśmy, więc to była świadoma decyzja, aby z tym materiałem uderzyć do niego. Nie chcieliśmy go przeprodukować. No i wiedzieliśmy, że on wytrzyma nasze pierdolenie (śmiech).

Okładka również robi wrażenie, a w szczególności jedna z grafik z pewnym biednym duchownym prowadzącym przytułek dla bezdomnych samochodów. Bardzo dobry motyw na merch! Komu powierzyliście stworzenie wizualnej oprawy dla Waszego debiutu?

St. S: Wizualną stroną kapeli zajął się Łukasz „Pachu” Pach. Wszystko jest spójne i doskonale przedstawia w dekoracyjny a nie wulgarny sposób nasz manifest. Co do merchu możecie spodziewać się najgorszego/najlepszego!

Jak zamierzacie promować swoje wydawnictwo? Śledząc Wasz profil na Facebooku, widać, że pojawiły się pierwsze i zarazem wysokie noty dla krążka.

St. S: Ciekawą sprawą jest to, że do tej pory specjalnie nic nie robiliśmy w celu promocji. Zauważyliśmy zainteresowanie Hostią po wypuszczeniu pierwszego singla. Jesteśmy zaskoczeni tak pozytywnym przyjęciem. Nie spodziewaliśmy się, że nasza chłosta spodoba się komuś poza nami.

St. A: Jak wiecie mamy już dwa klipy. Pracujemy nad kolejnymi. Mamy bardzo dużo pomysłów na wizualizacje naszej muzyki, a krótkie numery mają tę zaletę, że łatwiej zrealizować video (śmiech).

Kiedy możemy spodziewać się pierwszych koncertów? Patrząc na grono zespołów w Via Nocturna, z których całkiem spora część ociera się o deathowe klimaty, macie dość dobry punkt zaczepienia do zaplanowania jakiejś trasy.

St. S: Nie nastawialiśmy się szczególnie na koncertowanie. Jeśli będzie zainteresowanie i zapotrzebowanie na nasze gigi, to jesteśmy gotowi szerzyć bluźnierstwo. Myślę, że nasz materiał jest solidnym koncertowym pierdolnięciem, więc fajnie byłoby go zaprezentować na żywo.

Czy z obecnej sesji został Wam jakiś materiał? Czy może już zaczęliście tworzyć coś nowego?

St. A: Nie. Odrzuciliśmy kilka pomysłów w trakcie procesu, ale jeśli coś odrzucamy, to dlatego, że się nie sprawdza. Mamy czystą kartę i muszę przyznać, że powoli zaczynają mnie ręce świerzbić do nowych riffów!

Bezglutenowy opłatek, różaniec świecący w ciemności czy spowiedź online?

St. S: Glutenowe chipsy, jointy świecące w ciemności i Netflix online.

St. A: Krwisty stek, norweski ogień i Redtube!

Dzięki wielkie za poświęcony czas. Mam nadzieję, że już niedługo będzie okazja, by zobaczyć Was w akcji podczas koncertów, a póki co ostatnie kazanie należy do Was.

St. S: To my dziękujemy za zainteresowanie! Co do koncertów jesteśmy gotowi i otwarci na propozycje. Z naszej strony chciałbym zaprosić wszystkich do przyjęcia Hostii, która będzie dostępna na dniach nakładem Via Nocturna. Każdego zainteresowanego tym, co się dzieje wokół zespołu, zapraszam na naszego FB. Wkrótce nowe klipy oraz dojebany merch!

Hostia FB

Kup płytę/Buy CD

Materiały użyte w wywiadzie pochodzą od zespołu.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .