Krimh: „Dostałem od życia coś specjalnego”

Ponoć przed 30-stką przychodzi moment na pewne życiowe podsumowania, wyciągnięcie wniosków i szczery inwentarz przygód. Kerim „Krimh” Lechner, austriacki muzyk, w tym kompozytor i multiinstrumentalista, ledwo zbliża się do tej granicy, a na koncie ma już pokaźną liczbę sukcesów: epizody z Decapitated, Behemoth, trzy studyjne krążki pod pseudonimem Krimh (recenzja Gedankenkarussell), współpracę z Septicflesh, a do tego podziw i uznanie w oczach fanów z całego świata. O pracach nad ostatnim albumem, kolejnych planowanych wydawnictwach, sympatii do Polski i polskich pierogów porozmawialiśmy szczerze i bez ogródek. Zapraszamy do lektury!

 

Interview in English (link)

Witaj Kerim. Dzięki za możliwość wymiany kilku zdań z Tobą.

Dziękuję, bardzo się cieszę.

Na początku od razu Ci się przyznam, że kiedy w sieci ukazał się streaming, jak i możliwość zakupienia fizycznej kopii Gedankenkarussell, niemal natychmiast zakupiłem dla siebie egzemplarz. Była to najszybciej kupiona przeze mnie płyta! Z informacji na Twoim profilu fb mogę wywnioskować, że płyta sprzedaje się nad wyraz dobrze, czy tak?

Po pierwsze, dziękuję za wasze wsparcie. Zawsze dobrze widzieć ludzi, którzy kupują moje albumy, szczególnie zdając sobie sprawę, że nie mam żadnej wytwórni fonograficznej ani innych form dystrybucji. Zamawiasz album prosto od samego muzyka, co czyni cały proces czymś jeszcze bardziej wyjątkowym.

Po drugie, masz rację. Reakcje póki co są świetne. Oczekiwałem bardziej krytycznych informacji zwrotnych, spowodowanych użyciem wokali w każdej piosence. Po raz pierwszy w moim projekcie solowym mam tyle wokali, ale jestem zadowolony z wyniku końcowego i feedbacku. Ludziom naprawdę się to podoba, a to daje mi radość. Cel osiągnięty!

A właśnie. To już trzeci album w dorobku pod szyldem Krimh i tym razem już nie możemy mówić o metalu instrumentalnym. We wszystkich utworach włączyłeś cały przekrój różnych, fantastycznych wokalistów. Zastanawiam się, czy jest zatem szansa, że projekt Krimh pokaże się na koncertach na żywo?

Masz rację! Myślę, że znalazłem idealnych wokalistów dla moich utworów i chciałbym podziękować każdemu z osobna za wspaniałą robotę i bycie częścią tego albumu. Oczywiście oni wpłynęli na wyjątkowość krążka.

Co do drugiej części, często słyszę pytanie o koncerty, zadawałem je sobie też wiele razy. Szczerze mówiąc, uważam, że zajęłoby to zbyt dużo czasu i energii, by wszystko zorganizować, których teraz nie mam. Musiałbym znaleźć właściwych muzyków, a pytanie brzmi – gdzie ich szukać. Powinienem rozglądać się w Polsce czy Austrii? Musielibyśmy się oczywiście nauczyć wszystkich numerów i poradzić sobie z faktem, że użyłem tak wielu różnych strojów na każdym krążku. Teraz z pięcioma wokalistami na Gedankenkarussell byłoby to jeszcze trudniejsze. Nie chcę mówić „nie” koncertowaniu, ale obecnie nie mam takich planów, ponieważ stale pracuję nad wieloma projektami naraz. Gra w różnych kapelach, prace sesyjne, lekcje, a także zwykłe życie rodzinne pochłaniają czas.

Wróćmy do samego pomysłu pracy z wokalistami. Zapowiedzi płyty kopii Gedankenkarussell pojawiły się jakiś czas temu, ale w zasadzie do samego momentu wypuszczenia krążka w świat ukrywałeś muzycznych gości, których zaprosiłeś do współpracy. Taki był zamysł, aby uderzyć z zaskoczeniem?

Jasne, chciałem zaskoczyć moich fanów i dlatego wiele rzeczy trzymałem w sekrecie. Nie było teaserów piosenek, które mogłyby zdradzać, że na płycie będą wokale. Mój cel w ramach solowego projektu to zawsze robić coś innego i nowego. Nie lubię się powtarzać. Na pierwszym krążku nie było śpiewu, na drugim tylko jeden numer, a teraz każda piosenka ma inny wokal w trzech różnych językach i z międzynarodowymi artystami. Pisanie piosenek i jakość produkcji również ewoluuje. To ważne, by każdy album Krimh przynosił coś nowego i mógł zaskoczyć moich fanów, ale i mnie samego.

Uprzedzasz moje pytania. A propos poprzedniego albumu pt. Krimhera na wokalu gościnnie wystąpił Patryk Zwoliński, odbiór numeru z jego udziałem spotkał się wielkim entuzjazmem ze strony publiki. To była iskra, ten impuls, żeby nowy album w całości zawierał partie wokalne?

Nie, pomysł nie zrodził się konkretnie z powodu odbioru tego utworu. Po prostu chciałem czegoś innego i świeżego. Jestem wielkim fanem głosu Patryka. Uwielbiam jego twórczość z Blindead, jego głęboki głos wypełnia przestrzeń utworu perfekcyjnie. Jest jednym z moich ulubionych wokalistów w ogóle. Byłem pewien, że chcę znów wykorzystać go przy Gedankenkarussell, ale z jakimiś innymi smaczkami do tego. Moja muzyka zawiera wiele elementów zaczerpniętych z różnych gatunków. Od partii melodyjnych po brutalne, jest w czym wybierać. Praktycznie naturalnie pojawił się pomysł wykorzystania wariacji styli wokalnych. Stąd też zapytałem paru moich przyjaciół o pomoc i szczęśliwie dla mnie się zgodzili (śmiech).

Patryk Zwoliński (fot. Krzysztof Bober)

Patryk Zwoliński (fot. Krzysztof Bober)

Zgadzam się absolutnie ze stwierdzeniem, że Patryk to jeden z najlepszych wokalistów, zawężając to pole do Polski, przynajmniej w muzyce tzw. ekstremalnej. Prosto z mostu – w jakich okolicznościach poznałeś Patryka? Po prostu śledzisz polską scenę post-metalową, stąd propozycja współpracy?

Najpierw poznałem głos Patryka przez Blindead. Jak tylko przyjechałem do Polski, ktoś pokazał mi ich muzykę i wkręciłem się. Affliction i Abscence to moje ulubione albumy. Podczas pisania piosenek w erze początków Krimh pomyślałem, że fajnie byłoby spróbować jakiegoś numeru z wokalem i Patryk był dla mnie pierwszym wyborem. Skontaktowałem się z nim przez Facebooka, a potem spotkaliśmy się w Warszawie. Przedstawiłem mu swój pomysł, a on od razu się zainteresował. Tak zaczęła się nasza przyjaźń i jestem bardzo wdzięczny, że go poznałem. To jest taki kochany gość, praca z nim zawsze jest przyjemnością.

A więc pytanie o kolejnych rodzimych artystów – Rasta to Twój znajomy z Decapitated, więc chyba nie zastanawiał się długo nad propozycją użyczenia głosu. Tak?

Rafal "Rasta" Piotrowski (fot. Eiko Lainjarv)

Rafal „Rasta” Piotrowski (fot. Eiko Lainjarv)

Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi od lat. To było coś niemal naturalnego, że chcieliśmy pracować nad czymś innym oprócz Decapitated. Wiedział, że piszę własną muzykę, ale początkowo nie było co śpiewać. Sprawa zmieniła się przy Gedankenkarussell, gdy poprosiłem, żeby do mnie dołączył. Obaj doszliśmy do wniosku, że czas pokazać Rastę w innym świetle. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszeliście go śpiewającego czysto i eksperymentującego z partiami melodyjnymi, jak to uczynił na Gedankenkarussell. To było świeże podejście, a on był szczęśliwy, że mógł spróbować czegoś nowego. Sam wymyślił większość rzeczy, które znalazły się finalnie na albumie.

To jeszcze słowo o wspaniałej Wielebnej, tj. Zosi Fraś. Numer z jej udziałem pt. Żałość wyraźnie różni się od pozostałych, dynamicznych utworów, tym bardziej że zaśpiewany jest w moim rodzimym języku. Jak doszło do tej kolaboracji?

Zofia Wielebna Fraś (fot. Marcin Pawłowski)

Zofia „Wielebna” Fraś (fot. Marcin Pawłowski)

Muszę powtórzyć, że chciałem osiągnąć inne podejście w każdym utworze, więc dlaczego by nie zaprosić również i wokalistki? Znam Obscure Sphinx od czasu naszej ostatniej trasy po Polsce w 2013 roku, gdy wspomagałem Behemoth. Oczywiście podziwiam ich twórczość, uważam że Void Mother to arcydzieło. The Presence of Goddess powoduje u mnie ciary za każdym razem, gdy tego słucham.

Jej głos ma w sobie taką grozę, której potrzebowałem dla tego krótkiego, stonowanego utworu. Nie ma tu bębnów, zaczyna się spokojnie. W połowie numer zamienia się w tę dręczącą i szaloną partię. Zosia jest perfekcyjna w tej przemianie. To jest jedyna piosenka po polsku, a tekst to tylko kilka zdań. Chodzi bardziej o emocje, które wokalistka wkłada w utwór, a nie o samą treść.

Zastanawia mnie zróżnicowanie barw głosów wybranych wokalistów w stosunku do utworów. Kwestia doboru wokalisty do tego a nie innego utworu to intuicja, wyłącznie Twoja inicjatywa, czy może każdemu dałeś wolną rękę, propozycję kilku utworów, z których mogli wybrać swoje partie?

Wybrałem kto może zaśpiewać jaką piosenkę. Elementy i melodie utworów to wspólna decyzja. Pojechałem do Warszawy, Krakowa i Wiednia, by nagrać wokale, bo chciałem być częścią tego procesu. Ważna dla mnie była pewna swoboda wokalistów, aby mogli wnieść własne pomysły do piosenek. Mały udział osób trzecich sprawił, że było to bardziej interesujące i odpłynęło w innych kierunkach, czego prawdopodobnie nie osiągnąłbym sam. Wszystko dobrze zagrało.

A poszczególne teksty utworów – wokaliści zaśpiewali do Twoich tekstów, czy bazując na Twoim koncepcie napisali swoje liryki? Jak wyglądał dokładnie proces pracy nad utworem?

Wszystkie teksty były napisane przez wokalistów. Myślałem o napisaniu własnych słów, ale nigdy tego nie robiłem. Mój dobór wyrazów byłby kiepski. Rozmawiałem z Patrykiem o tym, co robić, powiedział mi, że lepiej będzie, jeśli pozwolę wszystkim napisać swoje własne liryki. Myślę, że jest też łatwiej śpiewać swoje słowa, a nie takie, które są przygotowane przez kogoś innego. Jedyna zasada była taka, żeby śpiewali o czymś osobistym, o swoich myślach, doświadczeniach, i na tematy powiązane z filozofią i ogólnie – myśleniem. Nie chciałem żadnych religijnych i politycznych tematów.

Wysłali mi teksty przed sesjami nagraniowymi, niektórzy nawet nagrali demówki, by pokazać, jak będą brzmieć wokale. Wszystkie detale zostały dopracowane później w studio.

Ok, o wokalistach się nagadaliśmy, więc teraz nieco o muzyce. Muszę przyznać rację red. Joannie, która recenzowała Twoją płytę, że na nowym albumie brakuje popisów i gitarowych wariacji. Tymczasem poprzednie albumy to była gitarowa dzicz! Z czego to wynika? Może rzecz w budowie utworów ze względu na ścieżkę wokalną, aranżacje bardziej skierowane w stronę melodyjności?

Tym razem chciałem skupić się na warstwach melodii. Gitara rytmiczna jest nieskomplikowana i prosta, ale dlatego też znalazłem „miejsce” dla innych gitar, by dopełnić całości kompozycji. Podoba mi się pomysł prostych, ale efektywnych gitar rytmicznych. Nie musi być złożoności, by brzmieć dobrze. Same piosenki zawsze zaczynają się instrumentalnie. Nie orientuje pisania utworów na wokalach. To dlatego, by mieć mocną strukturę instrumentalną. Każdy numer brzmi interesująco, nawet bez wokali. To też oznacza, że moi przyjaciele nie mieli zbyt dużo możliwości zmian, ale może pozwoliło im to podążać właściwą ścieżką.

Tytuł trzeciego albumu Gedankenkarussell, czyli według translatora Google to Karuzela Myśli. Osobiście uważam, że człowiek jest bombardowany informacjami za często i zbyt intensywnie, co powoduje przemęczenie i totalny mętlik. Czy właśnie to ma przekazać ten tytuł? Liryk nie umieszczono w digipaku, jak i na bandcampie, więc nie przeprowadziłem analizy przekazu słownego.

Planuję dodanie tekstów na moje strony społecznościowej, ale sam tytuł występuje raczej jako tok myślenia. Opisuje to sytuację, w której nie możesz przestać myśleć o tych samych rzeczach w kółko. Leżysz w łóżku i nie możesz zasnąć, bo twój mózg wciąż przywołuje te same scenariusze i problemy, które cię irytują. Zupełnie jakby w twojej głowie toczyła się jakaś walka. Nie bierze się to z przeładowania informacjami, a raczej z powodu konfliktów w twojej podświadomości. Z tego powodu wiele tekstów jest bardzo osobistych. Jest jeden numer na albumie pod tym samym tytułem. Myślałem, że idealnie pasuje do grafiki i pozostałych tekstów. Co więcej, jest po niemiecku. Zupełnie niespodziewanie album stał się koncepcyjny, czego nie planowałem podczas produkcji, a co ma obecnie dużo sensu.

Mam też pytanie co do wydania samej płyty. Otóż, na bandcampie jest wersja „zwykła”, jak i instrumentalna. I muszę przyznać, że będąc przyzwyczajony do Twojej muzyki w wersji instrumentalnej, cholernie mi brakuje dodatkowej płyty CD z samą muzyką. Rozpatrywałeś takową ewentualność, jak wydanie w limicie z płytą w wersji instrumentalnej?

Pewnie, że pomyślałem o digipacku z podwójną płytą CD lub dodatkowym albumem, ale jeśli spojrzymy na obecną sprzedaż płyt CD, nie sądzę, że byłoby to dobre posunięcie. Każdy udostępnia swoje dokonania online, a trudno będzie sprzedawać wszystkie pozostałe płyty. Jest wersja instrumentalna w formie cyfrowej. Dla mnie ważniejsze było „popchnięcie” albumu wokalem. Szczerze mówiąc wersję instrumentalną wypuściłem tylko dla „zadowolenia fanów” i może faktu, że zacząłem jako instrumentalista, a niektórzy ludzie prawdopodobnie byliby rozczarowani brakiem takiej wersji. Aby wszyscy byli szczęśliwi, jest wersja bez wokalu, jeśli naprawdę jej chcesz. Czy pojawi się inny album, który będzie miał wokale, tego jeszcze nie wiem. To piękno tego projektu – piszę, kiedy chcę i czuję, że nadszedł czas, aby zrobić coś nowego. Bez stresu od kogokolwiek, co daje całkowitą wolność twórczą.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że dałbyś sobie radę z wokalami sam. Na nowej płycie jednak zabrakło Twojego głosu. Dlaczego?

Powiedziałem tak? Haha! Nie sądzę, albo przynajmniej sobie nie przypominam. Mój głos nie jest stworzony do śpiewania. Nie dlatego, że nie trafiam w dźwięki, ale według mnie nie brzmi dobrze. Jeśli posłuchasz Patryka, to od razu wkręcasz się w jego głęboki głos. Jedni to mają, inni nie. Nie uważam, żebym ja to miał, więc nie będę śpiewał na swoich krążkach. Właściwie to wykrzyczałem jeden wyraz podczas grupowego okrzyku w Facade. Mój głos jest zatem na płycie, ale nikt o tym nie wiedział, do teraz. Hehe.

Po raz kolejny wydajesz album bez pomocy wielkiej wytwórni. Nie czujesz, żeby nadszedł czas spróbować pracy z producentem? Jakie wymagania musiałoby spełniać wydawnictwo, abyś podpisał się pod kontraktem?

Nie, myślę, że nie ma takiej potrzeby. Nie chcę podpisywać umowy z labelem na trzy lub więcej płyt, małe wydawnictwa nie mają dla mnie większego sensu. Duże – owszem, ale wtedy masz do czynienia z tymi potężnymi umowami. Chyba, że się mylę. Biznes stale się zmienia, ale jedno, co pozostaje bez zmian, to fakt, że doba ma tylko 24 godziny. Mógłbym popchnąć dalej mój solowy projekt, ale aktualnie nie mam czasu i sił, a fajnie jest nie mieć żadnych stresów. Nie wiem nawet, czy nagram jeszcze jeden album. Czas pokaże.

Jakie wymagania powinno spełniać wydawnictwo? Hmm. Być uczciwe wobec artysty i jego muzyki. Oczywiście obie strony muszą jakoś zarabiać pieniądze, ale uważam, że labele wysysają za dużo życia z zespołów i jest wobec nich duży brak zaufania. Gdybym znalazł wydawnictwo, dające wolność na robienie rzeczy tak, jak ja chcę i kiedy ja chcę, to przemyślałbym podpisanie kontraktu. Samo wyrażenie „podpisanie kontraktu” brzmi dla mnie jak zakucie w kajdany. A może to ja jestem dziwny i paranoidalny, i powinienem zmienić moje myślenie.

Poprzednie dwie płyty ukazały się z rocznym odstępem, a najnowsza po upływie 3 lat. Czy to wynik Twojego zaangażowania w zespole Septicflesh?

Zajęło to tyle czasu, bo wszyscy zaangażowani, włącznie ze mną, byli bardzo zajęci. Nigdy nie nagrałem albumu tak prędko, jak ten. Aczkolwiek im więcej ludzi pracuje nad czymś, tym dłużej to zajmuje. Wokale nagrywałem w 2016 roku w trzech różnych miastach. Jak wspomniałeś, Septicflesh to bardzo wymagający zespół, który wymaga dużo skupienia. Koniec końców jestem zadowolony, że nie spieszyliśmy się z dopracowaniem całości. Próbowaliśmy trzech różnych miksów i powoli całość nabierała kształtów. Nie było tak łatwo stworzyć proste i mocne brzmienie bez poświęcenia unikalnego smaku każdego wokalisty.

Powiedz, jak długo uczyłeś się partii Fortisa w Septicflesh? Ciężko było? Rozumiem, że mimo wszystko wprowadzasz swoje, powiedzmy, patenty?

Nie były tak trudne, jak motywy Inferno z Behemotha. Fortis i ja mamy dość podobny styl aranżacji perkusji i doboru uderzeń. Nauczyłem się około 17 piosenek w 2 miesiące. Na szczęście nie miałem takiego limitu czasowego jak przy Behemoth. Ogólnie czuję się wygodnie w Septicflesh, ponieważ daje mi wolność szybkiej gry ze smakiem i rytmem. Większość motywów opiera się o groove i mniej skupia się na szybkości. To jest to, co lubię.

Podczas występów na żywo dodaje nieco oliwy do ognia w pewnych miejscach swoimi wejściami i wariacjami. Jeśli wypełnienie perkusją jest charakterystyczne, to je podtrzymuję. Nie zmieniam ogólnego bicia, by nie zniszczyć struktury utworu, ale czasami lubię zaskoczyć się wymyślonymi przeze mnie „fillami”. Nie zawsze brzmią dobrze, ale to przecież koncert, a nie płyta, a ja chcę się dobrze bawić.

Przed Septicflesh miałeś niemały epizod w Decapitated. Śmiem twierdzić, że osadzenie Twojej osoby za garami, to był strzał w dziesiątkę dla Decapów! Nadal utrzymujesz bliskie kontakty z członkami zespołu oprócz wspomnianego Rasty? Jak wspominasz tamten czas?

Aktualnie zaczynamy mieć ze sobą lepszy kontakt. Rozumiesz, zaraz po rozpadzie nie mieliśmy wielu tematów do rozmowy, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi. Walki i kłótnie nie mają sensu. Każdy idzie w swoją stronę, a ja jestem szczęśliwy, że idzie im świetnie i myślę, że to samo uważają na temat mojej kariery.

Zawsze się śmieję z opowiadań i dobrych wspomnień, które dotyczą chłopaków z grupy. To był dobry czas i jestem bardzo wdzięczny za możliwość, którą otrzymałem dawno temu od Vogga. Dostrzegł we mnie potencjał i pchnął mnie do pracy i bycia coraz lepszym. Mówiłem to wcześniej i powtórzę znów – ten gość jest nie tylko świetnym gitarzystą, ale także dobrym nauczycielem. Nie jest łatwo go usatysfakcjonować, ale sam wie, co mówi. Ja nauczyłem się dużo, jeśli chodzi o perkusję w tamtym okresie.

Lubisz wyzwania? Grałeś też na kilku koncertach z Behemoth. Presja to chyba mało powiedziane, aby w kilka dni nauczyć się setlisty? Czy się mylę?

14 piosenek w mniej niż 10 dni! Tak, to było naprawdę ciężkie i prawdopodobnie moje największe wyzwanie, jeśli chodzi o muzykę. Już prawie powiedziałem „nie”, ponieważ czułem się niewystarczająco silny do tej pracy, ale dobrze, że kopnąłem się w tyłek. Nie żałuję teraz niczego. Lubię wyzwania, bo sprawiają, że dorastasz jako muzyk i człowiek. W twoim ciele występuje konflikt osobisty. Robić to, czy nie. Uda się, czy nie. Albo popycha cię to do granic możliwości lub sprawia, że czujesz się naprawdę słaby, gdy odniesiesz porażkę. Ale hej! Jeśli życie byłoby łatwe, to byłoby nudne. Jeśli są wyzwania z małą szansą na sukces, to i tak warto spróbować!

Patrząc na Twoją karierę i odzew ze strony publiki, muszę przyznać, że szybko się pniesz po drabinie muzycznych tytanów. A nie ukrywajmy, jesteś przed 30-stką….. Więc jakie są Twoje muzyczne ambicje? W jakim zespole chciałbyś pewnego dnia zagrać?

Dziękuję za komplement! Pracuję ciężko i wygląda na to, że się to opłaca. Rzeczywiście mogę umieścić kilka ciekawych rzeczy w moim muzycznym CV, ale zawsze jestem głodny, aby stworzyć coś nowego i zrobić coś jeszcze. Nie mam jeszcze trzydziestki, ale już prawie (śmiech).

Wiem, że dostałem od życia coś specjalnego i może się to skończyć każdego dnia. Staram się być wdzięczny za to, co mam. Robię wszystko, aby to zachować, ponieważ muzyka stała się „paliwem” dla mojego życia. Moje ambicje są bardzo podstawowe. Robić to, co czuję, co jest dla mnie właściwe, a jeśli muzyka jest czymś, co należy kontynuować, to niech trwa tak długo, jak to możliwe. Metalowym perkusistom jest trudno ze względu na fizyczne wymagania, który sobie stawiają, ale staram się być zdrowy i sprawny.

Chcę osiągnąć coś więcej z Septicflesh, na pewno. Nie tylko ja, ale reszta zespołu uważa, że ​​mamy większy potencjał i możemy się rozwijać. To świetna rodzina, w której wszyscy wpływają na siebie nawzajem, aby być lepszymi. Gdzie będę grał później, nie wiem. Idę z prądem i cieszę się tym, co teraz mam. Cóż, pewnego dnia chciałbym przynajmniej zagrać jedną piosenkę Slipknota na żywo z chłopakami (śmiech). To byłoby małe spełnienie marzeń.

O nich właśnie chciałem zapytać! Kilka lat temu, kiedy to Slipknot szukał pałkera, na Facebooku rozpętała się burza i swoistego rodzaju hype na to, abyś to Ty zasiadł za zestawem perkusyjnym amerykańskiego zespołu. Aplikowałeś wtedy?

Po tym, jak skończyłem grę z Behemothem, wciąż byłem podekscytowany faktem, że stawiam czoła tym wyzwania, więc miałem mentalność w stylu „mogę wszystko”. Czytałem, że Joey nie gra już w Slipknot. Początkowo byłem zszokowany, ponieważ ten facet był Slipknotem. Zacząłem się zastanawiać, kto zagra za niego. Zespół wydawał się grać dalej, więc musieli znaleźć kogoś. Spodziewałem się, że mają kogoś już ze względu na taki wielki zespół, muszą mieć plan B, C i D. Mimo to rozmawiałem z bliskim przyjacielem i powiedział, że powinienem spróbować. Dlaczego nie! Zobaczmy, co będzie. Nagrałem dwa filmy i wrzuciłem je na Youtube. Nie musiałem wiele robić, a nagle ta cała kula śnieżna zaczęła się robić coraz większa. Prawie każda metalowa gazeta pisała o moich filmikach i wielu ludzi naprawdę myślało, że mi się uda. Odzew był ogromny i straszny – w pozytywny sposób. Wielu oglądało filmy i chciało, abym grał z nimi, ale nie można było skontaktować się z zespołem lub kierownictwem. Znam biznes i ludzi w nim, ale to za duże sprawy jak dla mnie. Jay Weinberg w końcu zasiadł za perkusją i jest świetny. Wykonuje pracę doskonale i wkłada w nią wiele energii.

Zastanawiam się w takim razie, czy często masz propozycje sesyjnego grania od innych zespołów? Nagrałeś m.in. ścieżki perkusji na nowy album Nargaroth. A jak często odmawiasz?

Nie tak dużo, ale tu i ówdzie dostaję oferty nagrań perkusji dla innych zespołów. Większość rzeczy odrzucam, bo to jest nie do zagrania lub nie w moim stylu. Cieszę się, że ludzie postrzegają mnie jako perkusistę. Wysyłają mi pięciominutowe utwory z szybkością 250 uderzeń na minutę. Nie mogę tego zagrać i to nie mój styl. Dlatego odmawiam wielu kapelom brutal death metalowym. Kiedy mam czas i projekt mi pasuje, lubię nagrywać w studio. To bardziej ekscytujące niż lekcje perkusyjne.

To zmieniamy temat. Mieszkasz w Polsce, w Krakowie. Powiedz, co lubisz, a czego nie lubisz w naszym społeczeństwie?

Tak, mieszkam w Krakowie. Dam ci rzetelną opinię. Zacznijmy od tego, co lubię. Podoba mi się, że Polska ma tylu utalentowanych muzyków i artystów. Cały czas coś się dzieje. Nie tylko w metalu, ale także w muzyce jazzowej, kinie alternatywnym, teatrze, sztuce… Jest tu wiele dobrych rzeczy. Czuję, że Polska wciąż jest głodna takich rzeczy. Ludzie chcą próbować, jak daleko mogą pójść z ich pasją, nawet jeśli muszą wiele poświęcić. W Austrii ludzie martwią się o jutro i resztę swojego życia. Lubią akcję, ale nie za dużo, i niezbyt ryzykowną. Lepiej mieć dobrą emeryturę i być bezpiecznym, z kolei w Polsce czujesz tę dziką wschodnią mentalność. To trochę szalone, ale także orzeźwiające. Lubię powtarzać, że „w Polsce wszystko się może zdarzyć”.

To, czego nie lubię w Polsce, to swoisty „dramat”. Nie wiem, dlaczego mam takie wrażenie, ale polscy ludzie kochają dramatyzować, przynajmniej większość. Znajdziesz to w telewizji, pośród rodziny i między ludźmi. Jakby życie nie było wystarczająco trudne bez tego. Tak wiele problemów by nie miało miejsca, gdyby ludzie byli trochę bardziej otwarci na siebie i starali się zrozumieć drugą osobę. Wiem, co powiesz, że przychodzi Austriak i mówi o Polsce i Polakach. Znam historię, wiem ile razy Polska była pod rządami innych narodów. Jest to kwestia historii i mentalności. Nauczyłem się kochać Polskę i jej ludzi, ale to tylko wrażenie, które się ma jako cudzoziemiec.

System polityczny praktykowany przez PiS jest koszmarem dla tego kraju. W Polsce jest tak dużo potencjału, ale czuję, że z tym rządem, kraj nie idzie do przodu. Ludzie zasługują na coś lepszego.

Zostałeś już fanem polskiej kuchni czy też konkretnej potrawy? A może inny powód trzyma Cię w naszym pięknym kraju?

Tak, tak, jestem wielkim fanem polskiej kuchni. Jest prosta i smaczna, czyli taka, jak lubię. Widzę podobieństwa do kuchni austriackiej, choć mogłoby być w niej mniej mięsa i tłuszczu. Pierogi są najlepsze! (śmiech)

Moja dziewczyna jest z Polski, dlatego też tu się przeprowadziłem, a oprócz tego koszty życia są niższe w porównaniu do innych krajów UE.

Trochę prywaty. Dwa lata temu byłem w Austrii na wakacjach i muszę przyznać, że zachwyciły mnie tamtejsze łańcuchy górskie. Jaki masz stosunek do życia w klimacie natury a miejskiego pędu? Co wolisz?

Coraz bardziej wolę życie poza dużymi miastami. Z moją pracą trudno nie mieszkać w dużym mieście, bo musisz być blisko lotnisk, a duże miasto ma wiele plusów, jednak ja odczuwam stres i szybkość życia. Prawdopodobnie dlatego, że wychowałem się w Austrii, która jest pełna pięknej natury. Uwielbiamy opiekować się naszym „zielonym sercem”, a trend przyjaznego przyrodzie rolnictwa szybko się rozwija. Mamy tylko jedną planetę i powinniśmy o nią dbać. Chujowo, że latanie psuje tak bardzo tę atmosferę, a ja źle się czuję, siedząc ciągle w samolocie w drodze na koncert. Wciąż jednak staram się utrzymać zły wpływ na środowisko na najniższym możliwym poziomie. Chodzi o małe rzeczy, jak sprawdzanie, co się kupuje, wybieranie roweru zamiast auta, recycling, pytanie, czy na pewno potrzebuje to i to, a może jest alternatywny produkt, organiczny a jednocześnie w zasięgu portfela. Takie rzeczy są aktualnie dla mnie ważne.

Życzyłbym sobie więcej czasu dla siebie i odgrodzenia się od mediów społecznościowych. Dla artysty, nie być aktywnym w sieci, to już raczej niemożliwe, ale to jest takie wyczerpujące. To pożera większość czasu i energii. Nie tyle granie muzyki, co wrzucanie i aktualizowanie tego, co teraz robię. Żyjemy w szybkim świecie i taki jest tego rezultat.

A gdzie odpoczywasz? Polska, Austria, a może bardziej odległe krainy?

Lubię jeździć na rowerze po górskich lasach. Ogólnie sport mnie relaksuje i jest równie ważny, co muzyka w moim życiu. Lubię być u siebie w Austrii, ale zakochałem się w norweskim Bergen. Za każdym razem, gdy tam jestem, czuję się dobrze, to jest takie piękne miejsce. Jedynie deszcz może być czasami wkurzający (śmiech).

Chcę kiedyś poznać więcej przyrody Polski. Szczególnie, jeśli chodzi o wasze nietknięte stare lasy. To duży kraj z wieloma wyjątkowymi miejscami do sprawdzenia.

Robisz czasami przerwę od muzyki? Jak się wyciszasz? Czy zupełnie tego nie potrzebujesz?

Jak wspomniałem, najlepszym relaksem dla mnie jest sport. Muszę żyć aktywnie, nienawidzę leżeć i nic nie robić. Jestem pracoholikiem, ale mi to nie przeszkadza. Lubię załatwiać rzeczy, wiesz. Mimo, że jestem aktywny fizycznie, to pozwala mi wyciszyć mózg. Spędzanie czasu z moją kobietą, rodziną i przyjaciółmi to kolejna ważna dla mnie rzecz.

Wracając jednak do pracy, Septicflesh pracuje nad nowym albumem. Jestem niezmiernie ciekaw jak postępy (wywiad przeprowadzono przed ujawnieniem szczegółów nowej płyty Septicflesh) ?

Skończyliśmy już wszystko, ale oczywiście musimy poczekać na premierę, by przedstawić naszym fanom utwory. Spędziliśmy około dwóch miesięcy na pisaniu piosenek. Orkiestra została nagrana w Pradze, gitary i wokale w Grecji, a nagrywanie perkusji odbyło się w Sztokholmie. To było naprawdę fajne, że wszyscy czterej dorzucili coś od siebie. Ten album naprawdę jest współpracą wszystkich w zespole. Oczywiście najwięcej dali z siebie bracia i Sotiris, ale cieszę się, że pozwolili mi też popracować nad gitarowymi riffami i strukturami utworów. Do miksowania wybraliśmy Jensa Bogrena ze Szwecji. Myślę, że nie muszę wyjaśniać, że jest mistrzem swojej pracy. Wszyscy jesteśmy zadowoleni z tego, co się stało i myślę, że Septicflesh nigdy nie brzmiał tak potężnie, jak tym razem. Nadal istnieje kilka rzeczy, które trzeba zrobić, np. zdjęcia i nagrywanie wideo, ale część muzyczna jest gotowa.

W sierpniu razem z Septicflesh zagracie w Wałbrzychu podczas Metal Mine Festival. Czy są szanse, aby fani usłyszeli nowe, greckie dźwięki?

To będzie ostatni koncert ze starą setlistą, a po nim przygotowujemy nową. Mówiłem wcześniej, że musimy poczekać na wydawnictwo. Może zagramy jeden nowy numer, ale nie chcę nic obiecywać. Naprawdę czekam na koncert w Wałbrzychu. Miejsce festiwalowe wygląda świetnie i to z pewnością będzie super show. Mam nadzieję zobaczyć tam wielu polskich fanów metalu!

Dzięki Kerim za Twój czas poświęcony na ten wywiad. Trzymaj się i do zobaczenia w Wałbrzychu. Masz też swoje 6,66 sekund dla naszych czytelników….

Dziękuję bardzo i do zobaczenia!

 

Współautorką wywiadu jest Joanna Pietrzak.
Wielkie podziękowania dla Wadima Filiksa za tłumaczenie tekstu.

Zdjęcia pochodzą z profilów Kerima na Facebooku. 

Kerim „Krimh” Lechner w sieci: Bandcamp | Facebook | Youtube

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .