loTH: „Wszystko było już w głowie”

„Jedno wiem, im więcej osób pracuje nad twoją muzyką, tym bardziej trzeba dbać o jak najbardziej niedemokratyczne decyzje, co do finalnego wyboru. Bardzo łatwo jest się zapuścić w rejony, z których nie ma już powrotu a osoba spinająca to wszystko jest nieodzowna i bywa traktowana jak dyktator bez serca…” – loTH nagrał album niezwykły, album który trzeba ratować dla świata: pisać i mówić o nim, sprawdzać go i odsłuchiwać, bo tak się nie gra i nie nagrywa już niemal wcale. Rozmawiamy Maciejem Sołtysem, dyktatorem bez serca w zespole loTH.  

To jest niemal nie do uwierzenia, że taki album, jak „Between Terminal Gods” przechodzi w naszym kraju praktycznie bez echa… Jak to możliwe, że o loTH jeszcze nie jest głośno? Może zacznijmy od tego, skąd wziął się ten niezwykły projekt?

Nie chcę, żebyśmy byli postrzegani jako projekt. Zespół to brzmi dumnie i zupełnie jak nie na te czasy, dokładnie tak, jak chcę, czyli staroświecko. Teraz wszystko się zużywa i jest jednorazowe a o uwagę słuchacza trzeba walczyć, bo jak pisze Bartek Chaciński z Polityki jest teraz „kryzys uwagi”. Te wszystkie zespoły (lata 60-70te) były prawdziwe, jak i ich muzyka. Chcemy być trochę, jak oni. Chcemy grać coś prawdziwego i wartościowego. Mój pomysł, to najpierw na to zarobić a później nagrać i dać ludziom – i to zupełnie za darmo. Taki lot wysoko nad tymi wszystkimi układami, ograniczeniami i biznesem… stąd lot z `h` na końcu. I jeszcze żeby przyszli na koncerty bo lotH właściwie to tylko koncerty i emocje na żywo… Nie bariery produkcyjne czy sprzętowe teraz ograniczają muzyków, a wymysły kreatorów wizerunku i sprzedawczyków od 3minutowych gwiazd. Jeśli mogę inaczej zdobyć na to pieniądze, to wtedy nic mnie nie uzależnia… jesteśmy więc jako loth prawdziwie niezależni jako ludzie i muzycy… muzyka niezależna to właśnie MY.

No ale jest coś za coś  – trzeba się nauczyć tego wszystkiego i zdobyć inny zawód, niż ten muzyczny… Muzyk teraz musi być jak Leonardo da Vinci i to co najmniej po ogólniaku z dwoma językami minimum. Nie wiem czy nasz album BTG przeszedł bez echa… może to jest muzyka tylko dla krytyków i samych muzyków? Nie wiem, ale z tamtej strony mam bardzo entuzjastyczny zwrot. Trochę jednak to za mało i niemożliwe bez wsparcia np. wytwórni, żeby poszybować i grać wielkie,  naprawdę wielkie koncerty. A loTH lubi naprawdę wielkie sal. Ha Zawsze chodziło o moje piosenki. Napisałem ich tak wiele do szuflady i chłopaki skrzyknęli się, że to się nie może zmarnować, że mi pomogą i że będziemy to męczyć dla ludzi na koncertach. I tak graliśmy pod różnymi nazwami i przychodzili stali bywalcy i mieliśmy swoją publikę aż przyszło z tego grania do nas kilka nagród po festiwalach i środki  z nich, żeby w końcu to wszytko wydać i jest! Wydawaliśmy się i tłoczyliśmy winyl 3 długie lata bez żadnego wsparcia od nikogo, no może od najbliższych i ludzi życzliwych, którzy wierzyli w tę muzykę jak my. Ale i tu było różnie, nie każdy jest tak wytrwały i wierz. Ludzie się poddają a zobacz że jednak przetrwaliśmy to wszystko.

Album „Between Terminal Gods” był nagrywany w kilku różnych studiach, w fazie produkcji pracowałeś także z kilkoma uznanymi polskimi i zagranicznymi producentami. Może przybliżyć meandry tych kooperacji?

Nie było żadnej produkcji. Miało wyjść tak, jak było zagrane w studiu w starym młynie, czyli w Lubrzy. Jedyne założenie, że ma być bardzo analogowo. Andrzej Karp z Mashtalem z Sonusa zrobili, co w ich mocy, aby się zbliżyć do nagrywania sprzed lat. Nie udało się w 100%, ale mocno walczyliśmy, żeby tak było. Na etapie nagrywania jako muzyk najwięcej wniósł Marcin Karel, bo jego gitary są tak charakterystyczne, że cały mrok loTH od nich właśnie pochodzi. Gitary fajnie rywalizują z moimi chórami a reszta, to była już domena zimnego studia i fortepianu Fiazzoli. Później poszedłem z tym w świat do najlepszego, jak mi się zdawało, pana od nowych mixów Yoada Nevo, jeszcze dalej zapukałem do Grzegorza Czachora, który pokazał mi, co to jest prawdziwy analog i gdzie podczas nagrywania mamy jeszcze sporo na przyszłość do nadrobienia. Na końcu spotkałem Bartka Magdonia, z którym osiągnąłem to, co chciałem, jednak bez tej całej szóstki ludzi wybitnych album, by nie powstał. Na testowanie brzmienia poświeciliśmy najwięcej czasu i środków, ale myślę, że było warto

Dlaczego zdecydowałeś się na pracę w tylu różnych miejscach i tyloma różnymi osobami? Czego konkretnie poszukiwałeś w kontekście tej płyty i czy udało Ci się to znaleźć?

Niczego nie szukałem. Wszystko było już w głowie, ale jak to ze mną bywa, nie potrafiłem wszystkiego przekazać zespołowi. Mówienie o tym, co się ma w głowie, to metafizyka w czystej postaci. I nie osiągalna do przekazania utopia. Lepiej było pokazywać i odsłuchiwać etapami efekty prac i korygować brzmienie. Kiedy spotykałem się ze ścianą, szukałem inspiracji w mixach innych osób i kiedy byliśmy blisko mówiłem stop  – mamy to. Niestety, poszczególne utwory, żeby miały spójny charakter na płycie musiały być potraktowane przez Bartka z dystansem, wiec bywało, że pracę w Krakowie odwieszaliśmy na kołku, żeby dystans przyszedł do nas i nas oświecił.

W rezultacie, po trzech latach dostałem analogową amplitudę uczuć na czarnym winylowym nośniku. I o to właśnie chodziło, wykazać te wszystkie zróżnicowane emocje, tworząc koncepcyjny album rockowy poparty nieprzespanymi nocami, gdzie człowiek stara się napisać w języku Shakespeare`a w taki sposób, aby oddać sedno sprawy. Jedno wiem, im więcej osób pracuje nad twoją muzyką, tym bardziej trzeba dbać o jak najbardziej niedemokratyczne decyzje, co do finalnego wyboru. Bardzo łatwo jest się zapuścić w rejony, z których nie ma już powrotu a osoba spinająca to wszystko jest nieodzowna i bywa traktowana jak dyktator bez serca.

Porozmawiajmy o zawartości płyty – jak oceniasz sam, kto powinien sięgnąć po krążek „Between Terminal Gods” ? Kogo ten album zainteresuje? Jak sam definiujesz tę muzykę?

Album jest dla wszystkich, którzy chcą mu dać szansę. Tę szansę upatruję w wyłączności na uwagę podczas słuchania. To nie są chyba łatwe piosenki. Ktoś, kto kiedykolwiek był w stanie emocjonalnego uniesienia a później to próbował analizować na chłodno, chyba nie dał rady za pierwszym razem. Nie jesteś po prostu w stanie pojąć niektórych swoich decyzji. Nawet czasem za niektóre się wstydzisz. To całe zagadnienie jest mega inspirujące muzycznie, ale żeby to przeżyć jeszcze raz trzeba się zaangażować w słuchanie i to na wyłączność a nie szukać na siłę singli tam gdzie odsłuchanie dopiero całości utworów ukazuje całą istotę rzeczy.To tak trochę na przekór tym wszystkim składankom the best of.. i całej tej machinie zapętlonych dźwięków typu drum and bass na fruity loops.

Jacy artyści i zespoły są dla Ciebie największą inspiracją?

Inspirująca jest dla mnie każda muzyka gitarowa. Musi być jedynie szczera i prawdziwa.

Gdzie można kupić album „Between Terminal Gods”?

Mamy sklep na Bandcamp i tam sprzedajemy wersję cyfrową. Wersje winylową można jedynie wygrać w radiu lub dostać od zespołu na koncercie. Jest spora grupa osób, która już ma album i jest zadowolona . Każda kopia jest podpisana i jest unikatowa. Nikt nie ma takiej samej płyty winylowej. Ni mniej ni więcej, tylko Special EDITION 140 gramm black vinyl z Hiszpanii J

 Zapraszamy: https://lothmusic.bandcamp.com/

Dlaczego zdecydowałeś się , by na okładce płyty wykorzystać dzieło Aubrey Beardsle „Venus Between Terminal Gods”?

Myślę, że Aubrey doskonale oddał na swej litografii symbolikę zagrożenia czyhającego na człowieka wystawionego na nieodgadnione prawa uczuć wyższych. Zauważył zagrożenie i niebezpieczeństwo graniczące czasem z obłędem. Z drugiej strony ilość pracy i komplikacja pozornie prostej formy  jego dzieła bardzo pasowała mi na ikonę płyty. Sam życiorys Aubreya jest związany z wiecznym kochaniem i kaprysami w ich spełnianiu, co dodatkowo czyni go wiarygodnym w jego sztuce a na tym szczególnie mi zależało.

 Czy zastanawiałeś się nad jakimś klipem promującym krążek?

Pracujemy obecnie właściwie nad zabezpieczeniem funduszy na ten cel.

Jak wygląda aktywność koncertowa loTH? Gdzie będzie można posłuchać Was na żywo w najbliższym i dalszym czasie?

Mamy przed sobą kilka występów zamkniętych. Niedawno można było posłuchać nas dwukrotnie na falach Radia Opole. Po wakacjach zamierzamy przejechać cały kraj i mocno dać się we znaki słuchaczom. Będzie dużo pozytywnego i agresywnego tańca na scenie w moim wykonaniu. Trzeba te wszystkie nasze emocje ekspresyjnie wyładować. Możecie być spokojni, że będzie  kutemu niedługo okazja. Nie mamy niestety wytwórni za sobą ani agencji bookingowej i w tym zakresie zawsze liczyliśmy na ludzi dobrej woli, których jest cała masa! Tak będzie i tym razem. Trzeba tylko śledzić tablicę na FB i to właściwie wszystko: www.facebook.com/publishing.ue/

Dziękujemy za rozmowę – ostatni słowo należy do loTH!

Zapraszamy na koncerty. Przyjdźcie i dajmy razem czadu!

 

 

Tagi: , , , , , , .