Masachist: „Wszystko jest ważne, pod warunkiem, że jest wiarygodne”

Podobno dobra muzyka obroni się sama. Tym bardziej prawdziwy death metal. A taki bez wątpienia serwuje zespół Masachist pod wodzą Mariusza „Thrufla” Domaradzkiego. Wielbicielom gatunku nie trzeba nikogo przedstawiać, zatem bez ogródek zapraszam do zapisu rozmowy o niuansach najnowszego, trzeciego już wydawnictwa Masachist The Sect (death REALigion), planach na przyszłość i old schoolowym graniu metalu śmierci. Przed Wami Thrufel.

Witaj! Nie zacznę oryginalnie – przede wszystkim gratuluję Wam bardzo udanego albumu. Minęło trochę czasu od wydania The Sect, więc chyba można powoli ocenić, jakie towarzyszą jemu reakcje. Jaki jest oddźwięk?
Cześć. Dzięki za dobre słowa, nam też się cały czas podoba ten album i właściwie nic bym w nim nie zmieniał. Ciężko ocenić, jaki ma odzew na rynku, w natłoku wydawnictw ciężko się przebić, ale ci, co nas znają, już docenili ten album.

W moim rankingu Wasz album na pewno znajdzie się w czołówce tegorocznych płyt death metalowych. Pytanie, czy Masachist to rzeczywiście tylko death metal? Wyraźnie słychać ambicje do przekraczania granic stylu, inkorporując wiele innych elementów, jak choćby elektronikę. Jak to widzisz?
Masachist to cały czas death metal z krwi i kości, ale w porównaniu do dzisiejszej old schoolowej tendencji być może jest zbyt „muzyczny”. Nazwałbym to połączeniem starego z nowym. Nie wiem, nie mi jest oceniać, robiłem muzykę tak jak zwykle, czyli tak jak czuję, a nie co na rynku jest modne. Jeśli miałbym tak robić, to byłby koniec mojej pseudo kariery muzyka. A może Masachist to progresywny old school…. Nie wiem.. Elektronika to nie nasz kierunek, mimo że w tych wolnych, monumentalnych numerach, które też są w sumie naszą wizytówką, pewnie nigdy tego nie zabraknie.

Pod kątem nowego wydawnictwa moim zdaniem mimo wszystko gracie konsekwentnie, w ramach dawno obranego stylu. Niemniej jednak trzecia płyta bardziej nawiązuje do debiutu niż drugiej płyty „Scorned”. Jest bardziej „organiczna”. To zamierzone, czy po prostu tylko moje mylne wrażenie?
Nie mam pojęcia, debiut był krótki i agresywny, a z kolei Scorned jest bardziej mroczna i brzmieniowo bardzo ciemna. The Sect jest zdecydowanie bardziej przemyślany kompozycyjnie, ale uważam, że nie jest przekombinowany. Myślę, że jest zrobiona ze smakiem i fani ekstremalnego grania to docenią.

Porozmawiajmy o samym wydaniu płyty. Znów działacie pod labelem Witching Hour Production. Przypadek czy po prostu nie było innych sensownych ofert? Nikt z Zachodu nie uderzał do Was z rozsądnymi ofertami? A może świadomie wybieracie małe labele, by móc sobie wszystkie sprawy zespołu na spokojnie omawiać, czy też mieć nad nimi większą kontrolę?
Szczerze mówiąc, nikt nami nie był zainteresowany. Oczywiście pojawiły się drobne oferty, ale były dla nas po prostu słabe. Nie wiem do czego zmierza dzisiejszy rynek, i jaki jest target. Prawdę mówiąc, byłem trochę z początku zawiedziony, że nasz band nie ma dobrych ofert, bo przecież bronimy się wysokiej jakości muzyką. Trzeba zejść na ziemię, to nie są lata 90. czy początek XXI wieku. Inna sprawa, że słabo u nas z koncertowaniem, z pewnością jest to jeden z argumentów przeciwko nam. Trudno, scena poradzi sobie bez nas, a my gdzieś na uboczu będziemy kleić metal śmierci, bo taką mamy pasję.

Jeszcze przez moment pociągnę temat WHP. Obecnie, jako wytwórnia i distro, opinie o jej działalności są dość kontrowersyjne, między innymi za sprawą obsuw premier poszczególnych wydawnictw, no i do tego niejasne powiązania z Batushką.
Różne opinie do mnie docierają. Nasz debiut był przez nich bardzo dobrze promowany, a wydanie naszej drugiej płyty gdzie indziej był spowodowany innymi czynnikami, na pewno nie kłótniami. Zobaczymy jak wywiąże się WHP z kontraktu, oby wszystko było tak, jak uzgodniliśmy z Bartem, zarówno pisemnie, jak i w rozmowie w cztery oczy. Najważniejsza w interesach, w sztuce, komunikacji itd. jest wiarygodność. Jak to stracisz, idziesz na dno.

Wierzycie w magię trzeciej płyty – jako tej przełomowej, zwiastującej coś nowego dla kapeli? Swoją drogą, jednak od 2007 całkiem sporo czasu upłynęło, drugi album wydaliście dopiero w 2011 roku… Nie spieszyło się Wam z kolejnym wydawnictwem, czy po prostu natłok innych obowiązków w ramach działalności w innych kapelach?
Nie wierzę w magię trzeciej płyty, ale na pewno jest to bardzo ważna płyta dla każdego zespołu – takie być albo nie być. Na trzeciej płycie potwierdzasz to, czy jest faktycznie dobry, czy wcześniej wszystko było przez przypadek. Myślę, że jako Masachist stworzyliśmy najlepszą produkcję, choć już dzisiaj uważam, że możemy tworzyć jeszcze lepsze piosenki. Długie odstępy między wydawnictwami to zwykła proza życia. Mimo że materiał na trzeci album powstał bardzo szybko – jakieś 3 miesiące, to sama sesja rozwlekła się na dwa lata z powodu braku czasu.

Wracając na moment do pierwszego albumu Death March Fury, szczerze powiem, że gdy ujrzałem reklamy debiutu, to poczułem się nieco zdegustowany – te slogany, że oto jest kapela takich a nie innych ludzi, że gościnnie jest facet z Immolation… Z drugiej strony, zdaję sobie sprawię, że obecnie trudno zaistnieć zespołowi od przysłowiowego zera, zatem każdy akcent wyróżniający może mieć przełożenie na swoisty rezonans słuchacza. Jak sądzisz? A co do gości, potem już jednak nie szliście tą ścieżką – świadomie czy zabrakło czasu/ pomysłów na gościnne akcenty?

Też do tego tak podchodzę, ale z góry wiedziałem, że tak będzie. Zakładając Masachist, nie udało mi się znaleźć na tyle dobrych muzyków z lokalnego undergroundu, dlatego sięgnąłem po tych sprawdzonych. Ross Dolan znalazł się przez przypadek u nas na debiucie, ale rozumiem zazdrość innych. Teraz to i tak już nie ma znaczenia; raz, że takie slogany w tych czasach już nie działają z racji przesytu i słabego zainteresowania ludzi rzeczami wszelakimi właściwie, dwa, istniejemy od 2005 roku w niezmienionym składzie i mamy dzisiaj trzecią płytę. Jak już mówiłem, to wszystko z pasji.

Obserwując rynek, łatwo zauważyć, że kapel jest multum. Łatwo o przeoczenie wartościowych wydawnictw. Jak to postrzegasz – to natłok i nadmiar wydawnictw, czy wręcz przeciwnie, to szansa na zaistnienie dla świeżej krwi?
Przesyt jest, ale w sumie cieszy mnie to, że ludzie mają jakąś zajawkę. Jedyne do czego można się przyczepić, to pośpiech w wydawaniu marnej jakości płyt. Po to są demówki, żeby kapela się dotarła, tak samo jak z undergroundowymi koncertami. To wszystko, to etapy ścieżki „kariery”. To, czy chcesz być lokalnym muzykiem, czy interesuje cię ścieżka „pro”, tylko zależy od nastawienia. To trudna, wyboista droga, ale nie jest to nieosiągalne. Nie mogę mieć pretensji do tego, że jest natłok wydawnictw, kapel, koncertów itd. Prawdziwy fan będzie cierpliwie szukał pereł.

A Ty szukasz? Krążysz czasem po Internecie w poszukiwaniu, powiedzmy, inspiracji?

Cały czas lubię grzebać i szukać kapel niezależnie od wykonywanego gatunku. Po prostu muzyka jest moją pasją, tak samo jak i granie, dlatego warto zapoznać się z naszą muzyką. Uważam, że jest to wyjątkowo dobry death metal.

Wracamy do nowego wydawnictwa. Niemal w tym samym czasie wyszedł nowy Azarath, i muszę przyznać, że spotkałem się z wieloma porównaniami do Waszej twórczości. Jak Wy oceniacie najnowszy album Inferna &co?
Nie wiem jak reszta, ale to dla mnie bardzo dobry album nawiązujący momentami do albumów, na których grałem – w szczególności D.I.E. Azarath to sprawdzony zespół z zawodowymi muzykami. Tu nie ma lipy.

A czy to jest tak, że niejako Ty tworzysz muzykę Masachist? Oczywiście nie umniejszając nikomu jego wkładu, ale analizując informacje we wkładkach, wynika, że to Ty sam w zdecydowanej większości skomponowałeś niemal wszystkie utwory.
Niejako tylko ja wiem, że to moja działka i mój zespół. To ja wyznaczam kierunek zespołu i wymyśliłem do tej pory każdy riff. Bardzo dobrze się czuję w roli kompozytora, przychodzi mi to z łatwością. Wspólna aranżacja to już sprawa z Darayem, jesteśmy sprawdzonym duetem i polegam na jego intuicji, jak i reszty członków zespołu. Nie jest oczywiście tak, że reszta ma zakaz tworzenia, być może zmieni się to w przyszłości pod warunkiem, że będzie to w „kanonie” muzyki Masachist.

Teksty konsekwentnie pisze Wam Michał „Breżniew” Spryszak, na najnowszym albumie dorzucił swoje pomysły dodatkowo Ataman Tolowy. Jak to jest oddać zamysł czy też koncept innej osobie? Jak to wygląda – czy teksty są po prostu dodatkiem, czy jednak Wy składacie zamówienie na pewien  koncept?
No cóż, ja jestem fatalnym tekściarzem, a reszta jest leniwa, dlatego teksty piszą bliskie nam osoby związane z Masachist. Ataman pisał już na Scorned, to świetny, mroczny tekściarz. W pewnym sensie podpowiadam im o czym chciałbym mieć teksty. Są ważne i nierozłączne, bo to Metal Śmierci, a nie jakieś jebane disco.

No i co jest pierwsze? Teksty czy muzyka? 

Jeden człowiek wyraża swoje uczucia najpierw słowem, inny dźwiękiem, a inny namalowanym obrazem. Wszystko jest ważne, pod warunkiem, że jest to wiarygodne.

Wymijająca odpowiedź. A jak daleko ingerujecie w otrzymane już liryki czy też grafiki? Przedstawiacie kompleksowy zamysł czy tylko podajecie ogólne wytyczne?
Kiedyś dawałem wytyczne, tym razem jeżeli chodzi o grafikę, to ja się dostosowałem i nie zawiodłem się. Mamy zarówno apokaliptyczne teksty, jak i apokaliptyczną grafikę – taki ukłon zamierzchłym tradycjom metalowym.

Przyznam, że gdybym miał oceniać Wasze okładki, to jednak  Scorned ma moim zdaniem najbardziej sugestywny efekt. Te wszystkie czołgi (a raczej działa samobieżne ISU-152) na debiucie czy czarno-białe ryciny na The Sect nie wywarły na mnie takiego wrażenia, jak właśnie okładka do drugiego albumu. 

Cóż, sam koncept płyty Scorned był bardzo „głęboki” i sięgał japońskich tradycji i kultury śmierci. To jest coś inspirującego i myślę że do tego powrócimy.

Co do kompozycji, zdaje się Aro jest odpowiedzialny za te wszystkie „wtręty” klawiszowe tp.?

Tak, Aro odpowiada za sample itp. Ale jednak na nowej płycie jest tego bardzo mało. To co wydaje ci się klawiszami, to są to przetworzone gitary, bębny czy wokalne. Takie produkcyjne smaczki. Na Scorned było tego sporo (klawiszy), ale zrezygnowaliśmy z tego na rzecz bardziej organicznego, żywego grania.

Partie klawiszy w Vengeance Sworn to zapowiedź większego udziału elektroniki w Waszej muzyce? Czy może jednak kiedyś jeszcze mocniej zaakcentujecie te industrialne elementy? Vengeance Sworn posiada taki niepokój, stanowczo wybija się na tle reszty.
Hmmm… tam nie ma klawiszy, tylko parę produkcyjnych smaczków. The Root of Life to jest totalny industrial i zagrany gitarami. Zawsze chciałem zrobić taki numer. Ale tak jak mówiłe, elektronika to nie nasz kierunek.

Porównując znów nowy materiał ze Scorned, na którym znalazło się sporo klimatycznego grania,  The Sect odróżnia się większą intensywnością. Dlaczego? Niemniej jednak cały czas pojawiają się takie kawałki, jak Glorious Death, które swoją konstrukcją rewelacyjnie budują napięcie. Nie będę pewnie odosobniony w opinii, że to majstersztyk zawarcia tylu emocji w jednym utworze.

Tak jak mówiłem, gramy szybkie, typowe death metalowe numery, ale też jesteśmy znani z ciężkich, klimatycznych numerów. Nie chcemy tworzyć wtórnych, jednakowych płyt, dlatego zawsze będziemy mieli wyważone numery. Na dzień dzisiejszy Glorious Death jest jednym z najlepszych songów, jakie napisałem, choć na koncertach być może skrócimy ten numer.

Porozmawiajmy chwilę o pobocznych projektach. Z racji tego, że jestem fanem składu Vesania, czyli połowy Masachist, nie mogę nie spytać, co dalej z tą kapelą? A jak się sprawa ma co do innych projektów muzyków Masachist? Cholernie mi żal, że na przykład po świetnym drugim albumie Shadow Land poszedł „w piach”…
Szczerze mówiąc, to nie wiem co z nimi, pewnie teraz są „martwi”, a za chwilę sobie przypomną, że znowu chcą grać razem

Macie już jakieś plany koncertowe? Najwyższy czas promować Masachist na żywo.
Zobaczymy jak z propozycjami koncertów, coś się już klaruje, ale nie ma co się zbytnio napinać. Z chęcią bym pograł, tęsknie za tym, ale nie za wszelką cenę. Wszystko zależy od warunków, jakie dadzą nam organizatorzy. Osobiście liczę na jakąś trasę, rozmawialiśmy o tym z naszym wydawcą. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jako, że rzadko gramy, trasa byłaby najlepszym wyjściem.

Dzięki za czas i cierpliwość. 
Dzięki!

 

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , .