Mastema: „Polityka, pieniądze, wojny i my zwykli ludzie”

Szczecin, rok 2017, zespół Mastema postanawia wreszcie dać o sobie znać na rodzimej scenie i wypuszcza dwa regularne wydawnictwa. Z okazji pełnoprawnego wydania „zaginionego debiutu”, a także premiery najnowszego krążka, porozmawiałem z chłopakami od serca. Deer, Kriss, Peter i Phobos postanowili wyczerpująco odpowiedzieć na moje pytania związane z historią zespołu, tworzeniem materiału oraz inspiracjami.

W zasadzie Mastema jest na tyle młodym zespołem, że możemy chyba zacząć od kilku słów na temat tego, jak się zaczęło z tym całym death metalem?

Kriss: Młodym? W jakim sensie? (śmiech). Średnia wieku w zespole to 28 lat, którą znacznie zawyżam. Cieszę się niezmiernie, że chłopaki jeszcze chcą ze mną grać. Z drugiej strony Mastema formalnie istnieje od 2010 roku. Łatwo policzyć, że to już 7 wiosen. Wracając do sedna pytania, zaczęło się bardzo dawno. Generalnie chodzi o moje upodobania muzyczne. Głównym nurtem w metalu, którego słucham, to death. Przekładam to dość mocno na komponowanie mojej sekcji. Jakieś 26 lat temu założyłem wraz z  kolegą zespół, który istniał trzy lata. Pewna ścieżka życiowa uniemożliwiła mi na kilkanaście lat uczestniczenia w życiu muzycznym. Z tym samym kolegą spróbowaliśmy w 2007 wrócić do grania. On poszedł w inną stronę, a ja przy pomocy innych muzyków stworzyłem Mastemę.

Na debiut pracowaliście trzy lata, The Murderer’s Tale ukazał się w 2013 roku. Opowiedzcie o przygotowaniach Waszego pierwszego krążka.

K: Tak, to były trudne trzy lata. Trudne zarówno dla mnie, ze względu na powrót do formy, jak i ze znalezieniem odpowiednich ludzi. Wiesz, wszyscy chcą grać, ale zawsze im coś nie pasuje. Poszło z niezłym przytupem, mam na myśli koncerty. Niestety tylko lokalnie, ale i tak jest miło. Portfolio koncertowe jest naprawdę fajne. Wracając do pierwszego krążka, większość kompozycji jest napisana przez ludzi, którzy już z nami nie grają. Jedna jest Phobosa, inna natomiast ma już dobre 25 lat. Decyzja o wejściu do studia była spontaniczna. Uzbieraliśmy kasę, zarezerwowaliśmy termin i już. Całość nagrań potrwała raptem 6 dni.

Peter: W połowie 2011 r. postanowiłem poszukać zespołu poprzez pewien portal. Wystawiłem więc ogłoszenie i po jakimś czasie Kriss odezwał się do mnie. Podczas pierwszej rozmowy telefonicznej padły słowa: studio jest już zarezerwowane i trzeba napisać teksty. Biorąc pod uwagę fakt, że nigdy wcześniej nie użyczałem wokalu w jakimkolwiek zespole, nie wspominając o doświadczeniu studyjnym, wyzwanie, przed jakim stanąłem było – delikatnie mówiąc – spore. Podjąłem się, a płyta powstała.

Sam materiał wydała niemiecka Legacy Records, która wypuściła już na rynek kilka polskich płyt. Długo osłuchiwali się z materiałem zanim dostaliście odpowiedź?

K: Powiem tak, umowę podpisaliśmy, a później pojawiła się czarna dziura. Nie chcę nikogo obwiniać, ale Legacy nie wywiązało się z umowy. Z naszej strony było wiele maili i telefonów. W końcu kontakt został zerwany. Nie wiem, co właściciel wytwórni zrobił z naszym materiałem, ale niemal jestem pewny, że nigdy się nie ukazał. Rozmawiałem z kilkoma polskimi zespołami, które miały podobną sytuację. Zresztą poszukaj w necie. Z pewnością jedyne, co znajdziesz, to negatywne opinie na temat tej wytwórni.

To właśnie dlatego materiał przeszedł totalnie niezauważony?

K: Jak wcześniej powiedziałem The Murderer’s Tales nie zostało tak naprawdę wydane i w żaden sposób nie mogło zostać zauważone. Zero promocji, zero wsparcia.

Teraz, w 2017, wracacie i to dosłownie z podwójnym uderzeniem. Jakie wnioski wyciągnęliście z nagrywania pierwszej płyty i w jaki sposób kształtowała się wizja następnego krążka?

K: Wnioski były stosunkowo proste: dostajemy więcej czasu w studio i staramy się zrobić inną muzykę niż na pierwszym krążku. Wizja wynika z upodobań Phobosa. „Dżenty” i progresja to jego domena. Biorąc pod uwagę splot okoliczności w okresie komponowania Golden World, cały materiał napisał sam. Ja zrobiłem perkę, trochę pod niego, trochę pod siebie i wyszło co wyszło (śmiech).

Phobos: Tak jak wspomniał Kriss, pierwszy album to miks różnych kompozycji, które są wizją kilku autorów. Na drugiej płycie wszystkie gitary, klawisze,  a także niektóre pomysły na perkusję i dodatkowe wokale to moja praca. Przez to jest materiał o wiele bardziej spójny pod kątem kompozycyjnym. Owszem, starałem się iść bardziej w progresję i bawić się stylami, niż typowo grać „śmierć metal”. Ale dżentów bynajmniej nie słucham non stop.

Muzycznie zaliczyliście imponujący krok w przód, co słychać od pierwszych momentów Golden World. Utwór Tanathosphere moim zdaniem świetnie sprawdził się jako zapowiedź. De facto to dla mnie najmocniejszy akcent tego albumu.

K: Cieszę się, że widać rozwój. Szukamy swojego miejsca w świecie metalowym, sprawdzamy i próbujemy swoje możliwości. Osobiście wybrałbym inny utwór na promocję Golden World.. Jednak nie mnie oceniać działania wytwórni. Oni znają się lepiej na działaniach marketingowych. Po za tym, jako jeden z twórców materiału, nie jestem obiektywny.

Ph: Również wybrałbym inny utwór.

Materiał jest niezwykle rozbudowany i długi jak na death metalowy album. Wykorzystaliście cały materiał czy coś zostało Wam w zanadrzu?

K: Rzeczywiście materiał jest rozbudowany, zresztą takie było jego założenie. Czy to jest death? Śmiało mogę powiedzieć, że perka tak, ale zestawienie całości na death nie wygląda. Ocenę stylu pozostawię naszym fanom i krytykom. Nie wykorzystaliśmy jednak wszystkich pomysłów. Nie dało się (śmiech). Realizator w studio stwierdził, że po rozebraniu jednego utworu na czynniki pierwsze i po ponownym złożeniu wyjdą trzy. Phobos zrobił, co mógł, aby to wszystko posklejać.

Ph: Jak kiedyś ustaliliśmy, nie jest to death, a bardziej death-progressive-koko-jumbo-metal. Z wyraźnym naciskiem na koko-jumbo. Pewna część riffów pozostała, jak to zwykle bywa przy tworzeniu materiału. Być może uda nam się je wykorzystać w przyszłości

Rozwój Mastemy jest też zauważalny w Waszych umiejętnościach. 

K: Dla mnie to logiczne. Ćwiczenie oraz sama gra sprawia, że wchodzisz na wyższy poziom. Cieszę się, też że jesteśmy tak postrzegani. Nic nie przychodzi łatwo, to efekt ciężkiej pracy. Radość przychodzi na scenie, wtedy dopiero można odpocząć. Nie wszystkim to się udaje.

Deer: Z mojej perspektywy wygląda to odrobinę inaczej. Podtrzymuję, że im więcej się gra koncertów i prób, tym większe czyni się postępy. Jednak w moim przypadku był to „przyspieszony kurs nauki gry na basie” (śmiech). Jestem gitarzystą, chłopaki potrzebowali basisty do sesji nagraniowej. Zaproponowano mi, żebym wskoczył do nich na miejsce basowego. Pożyczyłem sprzęt od Phobosa, nauczyłem się kawałków z setlisty, daliśmy parę koncertów i jakoś tak zostałem.

Ph: Nauczył się w błyskawicznym tempie z rezultatami znacznie przekraczającymi moje oczekiwania. Podejrzewam, że gdyby teraz odpowiadał za nagrywanie basu, to wyszłoby mu to lepiej niż mnie.

P: Każda próba czy zagrany koncert pozwalają na indywidualną naukę czegoś nowego. Doszlifować mniejsze błędy i skorygować te większe. Za każdym razem próbujemy to osiągnąć.

Materiał brzmi niezwykle potężnie i…pełnie? Muszę przyznać, że bije od niego monumentalność i ogromny patos.

K: Podziękowania dla Monroe Sound Studio. Duży wkład miał w to wspomniany realizator, Aro znany z zespołu Masachist. Jego doświadczenie i nasza wizja brzmienia wpłynęły na efekt końcowy. Długo walczyliśmy z masteringiem i jesteśmy bardzo zadowoleni.

Ciekawym rozwiązaniem są też w zasadzie dwie partie wokalne. W porównaniu do debiutu Golden World ma więcej melodii oraz wytchnienia. Nie wiem, czy to dobre określenie, ale czuję jakby był mniej brutalny kosztem…nie wiem…dojrzałości? To chyba źle powiedziane. Po prostu na tym materiale ta debiutancka agresja przełożyła się nieco na moc bijącą z techniki i ambitniejszych kompozycji.

K: Na ten pomysł wpadł Phobos. Udziela się chłopak w chórze, więc stwierdził, że chce trochę pokrzyczeć. Co do dwóch wokali opinie są różne. moim zdaniem wyszło fajnie. Zgodzę się też, że w samej muzie jest więcej melodii w stosunku o pierwszego materiału. W zasadzie zauważyłem to już na etapie komponowania. Najmniej wtedy podobał mi się Cult of Silver, ale jak już go poskładaliśmy i udało się go zagrać w całości, musiałem trzymać się krzesełka, taki power poleciał po ścianach! Z obu albumów wyciągnęliśmy wnioski. Każdy z nas fascynuje się trochę inną muzą. W niewielu przypadkach gdzieś się zazębiamy. Na trzecim albumie chcemy połączyć brutalność debiutu z mocą ambitniejszych kompozycji.

Ph: Tak, w czasie powstawania wstępnych projektów miałem fazę na ćwiczenie wokali nieco innych niż klasyczny śpiew.  Na Golden World chciałem, żeby w paru miejscach pojawiły się mniej brutalne głosy. Zdecydowanie jest to materiał ciekawszy i nieliniowy, jak to niektórzy zauważają, może nawet przekombinowany. Zabawę stylami widać w każdym z instrumentów, również strun głosowych. 

Może bodźcem do pójścia naprzód była chęć pokazania swojego potencjału w pełnej krasie? Nie twierdzę, że od wcześniejszej płyty Wasze umiejętności nie uległy rozwojowi, już o tym mówiliśmy. Bardziej chodzi mi o to, że Golden World ma większy ładunek emocjonalny. 

K: Na świecie istnieje wiele bodźców dla muzyka, pewnie dla każdego z nas są inne. Nie mogę się wypowiadać za kolegów. Ja muszę czuć satysfakcję z tego, co robię, a czuję ją wtedy, gdy widzę reakcję ludzi pod sceną. To jest dla mnie bodziec! Wracając do kwestii merytorycznej, Peter napisał teksty i taka była jego wizja. Myślę, że tekst też wpływa na emocje w muzyce. Nie, nie myślę! Jestem pewny.

Ph: Golden World to płyta bardziej przemyślana, tworzona z konkretnym pomysłem na całość. Może też z tego wynika jej lepsze „uderzenie” i to nie tylko pod kątem brzmienia.

P: Temat przewodni, którego dotykają teksty, był ustalony niemal równolegle z pojawieniem się pierwszych riffów. Rzeczy, które są obecne w życiu każdego człowieka jak media czy polityka, wywołują większe emocje niż wymyślona i niemająca odzwierciedlenia w rzeczywistości historia.

Właśnie, okładka, jak i warstwa tekstowa płyty są mocno przesiąknięte cynizmem. Mieliście jakieś konkretne inspiracje?

K: Chcieliśmy zachować spójność pomiędzy nazwą zespołu, okładką pierwszego albumu i tekstami na Golden World. Chyba nam się udało. Nie popadając w samozachwyt, dodam, że nie wszystkim się podoba. Dla nas zamierzony efekt został osiągnięty.  Co do tekstów, to popatrz co się dzieje na świecie. Koncepcja albumu powstała ponad trzy lata temu. Jakiś czas do tego dojrzewaliśmy. Peter napisał teksty, które dziś są nadal aktualne. Chcieliśmy przekazać nasz pogląd na temat tego co widzimy na co dzień. 

P: Największą inspiracją była dla mnie książka G. Orwella Rok 1984. Szczególnie jest to widoczne w utworze I’m Watching You. Telebimy, permanentna inwigilacja w książce, tu wielkie oko, widzące wszystko i wszystkich. Ponadto ważnym czynnikiem była obserwacja teraźniejszości. Zachowań ludzi, wydarzeń. Wszystko to zostało przemielone, efektem czego powstał koncept Golden World.

Czy któreś z ostatnich wydarzeń na świecie mają szczególne miejsce na tym krążku?

K: Polityka, pieniądze, wojny i my zwykli ludzie. To my na samym dole jesteśmy mamieni jak zajebistą wizję świata mają politycy. Czy trzeba czegoś więcej? Włączasz telewizor, odpalasz net. Czytasz i oglądasz codzienne wiadomości. Wyciągasz wnioski także na podstawie własnych obserwacji  i szlag Cię trafia, że świat nie chce słuchać. My mamy tę możliwość, że możemy wyrazić swoje poglądy poprzez muzykę.

Ph: Co do wydarzeń ze świata, w kawałku Hammer of Injustice w outro powklejaliśmy parę urywków wiadomości/reportaży  z przełomu XX i XXI wieku. Użyliśmy materiałów dotyczących kary śmierci, nadużyć władzy w ZSRR czy Chinach, oraz dyskryminacji rasowej.

P: Każdy utwór opowiada o czymś zupełnie innym. Mają tylko jedną część wspólną: dotykają każdego „szaraka”.

Dzięki za wywiad. Chcielibyście coś na koniec dodać lub przekazać czytelnikom?

K: To my dziękujemy. Po maturach rozpoczynamy pracę nad nowym materiałem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i jak go przyjmie publika.

D: Na pewno nie pozwolę na to, żeby nowy materiał był „typowy” albo łatwiejszy do klasyfikacji. Pozdrawiam serdecznie czytelników.

Ph: Na dniach dostanę swoją piękną nową siódemkę od Skervesena, zatem horyzont możliwości brzmieniowych znacznie się na nowej płycie poszerzy.

P: Czy nowy album będzie powrotem do korzeni oldschoolowego death metalu, a może jeszcze bardziej udziwnioną progresją? A może kombinacją obu? Czas pokaże.

Materiały użyte w wywiadzie pochodzą z profilu FB zespołu.

Maciej

Maciej

Psoty i bibeloty.
Maciej

Latest posts by Maciej (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .