Medebor: „wracamy wygłodzeni tego grania”

Na naszej rodzimej scenie grają już okrągłe 20 lat. W sierpniu tego roku wydali dopiero swój trzeci długogrający album zatytułowany Dark Eternal. Mowa o gdańskim Medebor. O tym jak przez tyle lat ze sobą funkcjonują, o dźwiękach z nowej płyty, zmianie wytwórni i pogodzeniu życia osobistego z pasją grania opowiedział gitarzysta formacji Maciej Boroś.

 

 

Na początek gratuluję Wam dwudziestolecia aktywności na scenie. To bardzo ładny wynik. Jak czujecie się z takim stażem i wiekiem zespołu? Nie znudziliście się sobą?
Dziękujemy! Robiąc koncert urodzinowy, i przygotowując się do niego przez ostatnich kilka miesięcy, mieliśmy sporo czasu na refleksję. Wspominaliśmy sobie nasze początki, kiedy robiliśmy próby w schronie w szkole u nas na osiedlu, czasy ekscytacji i początków próbowania tworzenia czegoś nowego dla nas. Przez te dwadzieścia lat mieliśmy tylko zmiany na stanowisku perkusisty – Tadeusz (Dobrzyński – przyp. red.) dołączył do nas 2 lata temu i w ekspresowym tempie stał się naszym bardzo mocnym ogniwem. Trzeba więc przyznać, że tworzymy pewnego rodzaju kolektyw. Najfajniejsze jest to, że pomimo tylu lat, a jesteśmy różnymi osobami z indywidualnym podejściem, do dziś spieramy w wielu tematach. Podczas tworzenia nowych utworów wałkujemy je tak długo, aż wszyscy będą mogli je zaakceptować. Większość zespołów z naszych pierwszych koncertów dawno już zakończyła działalność. Jest to naturalna kolej rzeczy, ale scena trójmiejska zawsze była dość prężna i mieliśmy/mamy interesujących przedstawicieli . Każdy z nas przez ten czas dojrzał, staliśmy się statecznymi panami z poukładanym życiem rodzinnym, ale jednak nie zatraciliśmy do końca tej potrzeby, aby się realizować dalej na tym polu. Osobiście mam nadzieję, że jeszcze długo jej nie zabraknie.

Słuchając Waszego nowego wydawnictwa, odnoszę wrażenie, że materiał jest bardziej przejrzysty. Odnajduję w nim też o wiele więcej spokojniejszych motywów w porównaniu do poprzedniczki. Jakie były Wasze inspiracje i co Wami kierowało przy tworzeniu utworów na Dark Eternal?
Poprzednia płyta A Taste of Insanity powstawała przez wiele lat. Złożyły się też na to okresy z naszą mniejszą aktywnością, choć tak naprawdę pomimo różnych przeciwności – typu brak perkusisty, sali prób, wyjazdy na kilka miesięcy za granicę itp., nigdy nie zawiesiliśmy działalności. To wszystko miało wpływ na tamten materiał. W tamtym okresie naszej działalności tak miało to brzmieć.
Proces powstawania nowego materiału był bardziej jednolity. Staraliśmy się w naszych kompozycjach pokazać więcej pazura, ale nie tracąc nic z melodyjności, co pewnie w twoim odczuciu pomogło wyeksponować też te łagodniejsze elementy. Takie granie zawsze w nas siedziało i nie będziemy tego zmieniać.

Na płycie jednak wciąż bardzo mocno czuć, ale przede wszystkim słychać ducha lat 90. pod względem muzycznym w tej stylistyce. Muszę przyznać, że słuchanie Waszej muzyki obecnie jest niesamowitym przeżyciem. Ciekawi mnie jednak, czy nigdy nie kusiło Was poeksperymentować i pójść w stronę nowoczesnych rejonów brzmienia?
Wychowani jesteśmy na starej szkole doom/death metal. Teraz słuchamy wielu innych rzeczy, często wykraczamy poza metalowe dźwięki, ale muzycznie dalej nas ciągnie do tego, co słychać na tej płycie. Wiele osób stwierdza, słuchając naszej muzyki, że dorobiliśmy się swojego charakterystycznego i rozpoznawalnego stylu. Nie ukrywam, że takie opinie mnie cieszą, bo o to chodzi. Nie kopiujemy tego jak ktoś gra. Inspiracji się nie pozbędziemy, bo się nie da, ale chodzi o to, że to jest Medebor i to ma tak brzmieć.
Co do eksperymentów, to na przykład zrobiliśmy kilka ukłonów w stronę blackowych motywów, które jednak też pojawiały się na pierwszej płycie Phantasma nagranej ponad 16 lat temu, więc nie wiem, może nowy materiał będzie konsekwentnie łagodniejszy. Proces tworzenia dopiero trwa, a już mamy tarcia na tym tle. Zawsze tak było, dlatego sam jestem ciekaw, co będzie charakteryzowało nowy materiał.
Określenie „ nowoczesne brzmienia” kojarzy mi się bardziej z procesem produkcji w studiu. Tu raczej nie będziemy eksperymentować, ale nie można tego wykluczyć.

Przy okazji wydania „Dark Eternal” nawiązaliście współpracę z Via Nocturna. Jaki wpływ na powstanie albumu miała decyzja o zmianie wytwórni?
Z poprzednim wydawcą, czyli niemieckim Legacy Records mieliśmy umowę tylko na jeden materiał i o ile od strony wydawniczej było ok, to niestety nie było promocji, więc szybko się rozstaliśmy. Z Via Nocturna mamy jasno sprecyzowane różne kwestie i oczekiwania. Jesteśmy zadowoleni z ich działań. Umowę podpisaliśmy już po nagraniu materiału, więc nie miało to żadnego wpływu na powstanie albumu.

Wróćmy na chwilę do Waszych początków. Z tego, co czytałam, nazwa Waszego zespołu nawiązuje do słowiańskich wierzeń. W jaki sposób nawiązywaliście lub nawiązujecie poza nazwą do tego tematu? Czy Wasze teksty zahaczają o tego typu tematykę?
Tak, na ten temat powoli urasta mała legenda, że Medebor, a w zasadzie Medebór odwołuje się do wierzeń słowiańskich. Jarek i Andrzej, gdy zakładali ten zespół faktycznie z zainteresowaniem śledzili ten okres naszej historii. Pewnie założeniem było, że chcieli grać pogański black metal, ale im to na szczęście nie wyszło. Teksty nigdy nie odwoływały się do tej tematyki i pomimo mody panującej na tego typu muzykę, nie grozi nam raczej eksperymentowanie w tym kierunku.

Patrząc na częstotliwość wydawanych przez Was albumów nasuwa się pytanie – jak wygląda u Was proces tworzenia nowego materiału?
W większości przypadków zaczyna się od riffów gitarowych Jarka i moich, które potem są uzupełniane przez pozostałych i wspólnie aranżowane. Prochu to nie wymyślimy, więc raczej tak już zostanie. Pracujemy potem nad każdym utworem, aż każdy jest go w stanie zaakceptować. Czasami to jest jedna próba, a w innych przypadkach nawet czas powyżej roku. Tak naprawdę przestajemy udoskonalać utwory po ich nagraniu w studiu.

 

W związku z poprzednim pytaniem, jak traktujecie granie w Medebor? Jest to bardziej życiowe hobby i pasja?
Takie określenie najlepiej oddaje charakter naszego zaangażowania. Jesteśmy grupą przyjaciół, która zna się jak łyse konie. Każdy wie, jak reagujemy na siebie, na różne sytuacje. Każdy z nas pracuje w branżach niezwiązanych z muzyką, ale jednak nawet, gdy zdarzą nam się okresy rozluźnienia i zmniejszenia ilości oraz częstotliwości prób, później wracamy wygłodzeni tego grania.

Na naszej rodzimej scenie jednak niewiele jest kapel, które serwowałyby muzykę z klimatów doom/death metalu. Czujecie się może pod tym względem jakkolwiek wyjątkowo?
Wyjątkowo tak, ale to tylko przez staż. Jak kilka zespołów jeszcze, które zaczynały ponad 20 lat temu od takiego grania i różnie potem im to wychodziło. Często zmiana stylu była ich naturalnym rozwojem. U nas może z racji tego, że nie gramy tak intensywnie, nie nastąpił nigdy przesyt takimi dźwiękami. Zwróćmy też uwagę jak grają zespoły typu Paradise Lost, My Dying Bride czy Moonspell. Ich obecne płyty śmiało można ustawiać blisko ich pierwszych albumów. Wracają do korzeni , fajnie się tego słucha.

W sierpniu mieliście okazję zagrać koncert przed Amorphis. Jak wspominacie ten występ? Czy zdarzało Wam się już wcześniej grywać w towarzystwie światowych gwiazd?
Było to dla nas bardzo szczególne wydarzenie, bo to jednak jeden zespołów, który nas kształtował muzycznie, więc ekscytacja na pewno była. Z drugiej strony to są normalni goście, którzy się zawodowo zajmują muzą. Ich obecna popularność nie jest przypadkowa, zwłaszcza ostatnia płyta mi się podoba. Supportując taki zespół, każdy z nas chciał wypaść jak najlepiej i mam nadzieję, że tak było. Poznaliśmy też ekipę z Varmii, co również zaliczamy na plus, bo w porządku z nich goście. Do tego umiejętnie łączą kilka stylów. W przeszłości też graliśmy koncerty z zespołami, które miały rozpoznawalne nazwy nie tylko na naszej scenie, ale nigdy takiego kalibru.

W tym roku zagraliście tylko trzy sztuki. Jak ważne jest dla Was koncertowanie? Jest to dla Was sprawa istotna czy raczej dodatek do tworzenia muzyki?
To jest ciężki temat dla nas, bo z jednej strony aktywność koncertowa to podstawa funkcjonowania zespołu, najlepsza forma promocji i zdobywanie nowych fanów. Z drugiej strony mamy zobowiązania rodzinne, małe dzieciaki – w tym roku pojawiła się kolejna dwójka. Do tego praca i związane z nią wyjazdy na kilka tygodni poza granice kraju, o których wiem z małym wyprzedzeniem, utrudniają nam to skutecznie.

Czy w związku z nowym albumem planujecie trasę promocyjną po Polsce?
Ten rok już zamkniemy pewnie bez zagrania na żywo, ale w przyszłym może uda nam się bardziej rozruszać i pojechać w kilka miejsc, gdzie jeszcze nie graliśmy.

Dziękuję za rozmowę i życzę Wam dalszych sukcesów oraz kolejnych dwudziestu, a nawet więcej, lat grania. Ostatnie kilka słów pozostawiam Wam.
Dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się na waszych łamach, pozdrawiamy całą ekipę KVLT! Zachęcamy do zapoznania się z naszą muzyką!

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , .