Miist: „Piękna i bardzo inspirująca podróż”

Niespełna dwa tygodnie temu na facebookowy profil KVLTu napisał Michał:
Cześć.
Wydaliśmy wczoraj debiutancką krótką EPkę pt. Half Awake. Nasz projekt nosi nazwę Miist i gramy heavy/psych/stoner, jesteśmy z Warszawy. Nie pisałbym bo Wasz portal skupia się na trochę cięższych klimatach (to w sumie jedna wielka nieprawda, ale przymknąłem na to oko – przyp. red.), ale zagrał u nas na basie i perce Leszek „Shambo Rakowski, którego pewnie znacie z Vadera.

Wielkim maniakiem psycho-stoner-doom metalu nie jestem, ale posłuchać lubię. W szczególności taki, w którym gra były basista Vadera (śmiech). To nie tak, że cała reszta nie jest istotna, ale dla mnie to swego rodzaju magnes.
Tak więc wziąłem tą trzy utworową EPkę, posłuchałem i odpłynąłem. 
A kiedy już się otrząsnąłem – zabrałem się za rozmowę z chłopakami.

Witam Panowie. Jako że jesteście bardzo młodym tworem muzycznym (Facebook podpowiada mi, że powstaliście w grudniu 2016 roku), to nie sposób nie spytać: Kto, kiedy i jak założył zespół Miist?

Michał: Cześć! To prawda, jesteśmy dość młodym projektem i niestety nie pamiętam kiedy dokładnie zaczęliśmy razem grać. Trudno też przypasować temu dokładną datę powstania, bo tak naprawdę gramy tyle, ile znamy się we dwójkę z Wiktorem. Poznaliśmy się przez portal RockMetal – ja napisałem ogłoszenie, że szukam ludzi do grania, Wiktor odpisał i zaczęliśmy. Najpierw gdzieś po płatnych salach prób, domach, potem na własnej salce. Następnie po jakimś czasie dzięki Wiktorowi pojawił się Leszek i tak poleciało.

Wiktor: Z Leszkiem poznaliśmy się w szkole. W tym czasie z Michałem nie mieliśmy jeszcze żadnych konkretnych numerów. Mieliśmy za to już swoje miejsce, które zaczynało wyglądać coraz lepiej, jeśli chodzi o wyposażenie, w którym po prostu spędzaliśmy czas i jammowaliśmy. Z Leszkiem znaleźliśmy wspólny język, a jak się zaraz okazało, kiedy zaczął wpadać do nas  na salkę, równie dobrze się komunikowaliśmy muzycznie. Potem zaczęły powstawać piosenki.

Czyli materiał na debiutancki materiał stworzyliście w 7 miesięcy? Czy może któryś z Was tworząc formację, miał już zdecydowaną większość muzyki?

Michał: Materiał powstawał organicznie. Wiktor lub ja przynosiliśmy pomysł, kombinowaliśmy nad kompozycją, jammowaliśmy, ogrywaliśmy we dwójkę, a kiedy byliśmy gotowi, przesyłaliśmy pomysł Leszkowi. On wpadał do nas na próbę z gotowymi bębnami, basem i tak to sobie ogrywaliśmy, aż mieliśmy wszystko dokładnie ogarnięte. Nagrywaliśmy na bieżąco, odsłuchiwaliśmy w domach, wprowadzaliśmy poprawki i w końcu wzięliśmy się za nagranie na poważnie. Muszę przyznać, że na nagranym materiale trochę usiedliśmy i biorę winę na siebie, bo gdyby nie spadło na mnie życie i obowiązki, ten materiał byłby wydany parę miesięcy temu.

Wiktor: Gdy już się spotykaliśmy w trójkę, praca szła sprawnie. Leszek przyjeżdżał do Warszawy raz na dwa tygodnie i chcieliśmy jak najlepiej  wykorzystać ten moment. Można powiedzieć, że przez tylko parę wizyt powstały gotowe kawałki. Jednak same pomysły na gitary są w dużej części sprzed momentu spotkania Leszka. Pracujemy nad nimi w dwójkę z Michałem. Albo on ma jakiś pomysł i wtedy pod to ja układam swoją gitarę albo na odwrót. Potem kombinujemy jak to połączyć. Dużo improwizujemy.

Słucham Waszego materiału i muszę przyznać, że kompozycyjnie wszystko się zgadza, jednak brakuje mi tu wokalu, który byłby swoistą wisienką na psychodelicznym torcie. Szukaliście jakiegoś gardła, czy taki zamysł był od początku?

Michał: Tak naprawdę nie mieliśmy żadnego zamysłu ani planu. Cieszyło nas wspólne granie w trójkę i to nam wystarczało. Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy bardzo zaczęła podobać mi się idea zrobienia czegoś od podstaw, tylko w naszym gronie. Wcześniej przez projekt przetoczyło się kilka osób, ale finalnie stwierdziliśmy, że zrobimy to w takim składzie, w którym zaczęliśmy. Bardzo się cieszę, że się udało.

Wiktor: Niczego nie szukaliśmy. Zespół i muzyka powstały „same”. Wokal byłby, gdybyśmy tylko potrafili śpiewać. 🙂 Michał już jedną zwrotkę nagrał. Myślę, że na wokal też przyjdzie pora. Wszystko się okaże w trakcie rozwoju wydarzeń. Kwestia, czy znajdziemy kogoś, kto się wpasuje. Jest to dla mnie najważniejsze i jeśli chodzi o skład nie może być przypadku.

Okładka. Co przedstawia, bo nie bardzo jestem w stanie ją rozszyfrować oraz kto jest jej autorem?

Okładkę robił Kacper Spala a to co na niej jest to jak widać, kwaśne kolory, dziwne leśne zwierzęta, mgła, opary.

Wasza EPka ma zaledwie 20 minut. Pytanie,czy w ten sposób chcieliście wybadać grunt pod nogami przed stworzeniem i wypuszczeniem czegoś większego? Sprawdzić reakcje zarówno fanów, jak i sceny?

Michał: Nie badamy żadnego gruntu ani sceny. Ten materiał jest prezentacją jakiejś fazy życia tego projektu, jakiegoś jej rozdziału. Chcieliśmy pokazać, co robimy, jak brzmimy, co mamy w głowach. Jest to pierwsza muzyczna publikacja, w której brałem udział, więc ja podchodziłem do tego z dużym dystansem, spokojem, rozwagą i pokorą. Może też zadziałało do znudzenia zadawane pytanie od znajomych – kiedy coś usłyszymy? Co wy gracie w tej jaskini? Jednak teraz jeszcze bardziej niż kiedyś czujemy się zmotywowani żeby robić i grać więcej.

Wiktor: Materiał jest taki krótki tylko z tego powodu, że mieliśmy opóźnienie. Już nas dobijał ten przestój. A w związku z tym, że też sami nagrywamy i miksujemy, i jest to nasze pierwsze doświadczenie tego typu, to dogranie dwóch czy nawet jednego numeru znów by zajęło nam trochę czasu. Chcemy się skupić na komponowaniu nowego materiału.

Nie sposób nie zauważyć, że w ostatnich 2-3 latach powstało w Polsce dość sporo składów w klimatach stoner/doom. Tak więc, czy Wasza kapela to efekt „mody na muzycznym rynku”, czy po prostu jesteście psychofanami tegoż gatunku?

Michał: Haha, tak! Totalnie robimy to z tego powodu, że to modne, dlatego też ściągnęliśmy ikonę polskiego death metalu, żeby zrobił to z nami. : )) A tak na poważnie, to ja nie wiem, czy my gramy stonera. Dooma na pewno nie gramy. To co prezentuje ta EPka, to wypadkowa naszych muzycznych inspiracji i tego, co szumi nam w głowach. Każdy z nas pochodzi z trochę innego świata i słucha trochę innej muzyki. Wyrzuciliśmy to z siebie w naszej praskiej jaskini, zamieszaliśmy w kotle no i z oparów wyszło coś takiego.

Wiktor: Zanim poznałem Michała, nie miałem żadnej specjalnej wizji co grać. Byłem po wieloletniej przerwie w graniu i dopiero co chwyciłem za gitarę. A na tamtą chwilę nie byłem związany z żadnym środowiskiem, które mogło mi sugerować muzyczne upodobania. Słuchałem trochę tego, trochę tamtego. Różnych gatunków muzycznych: od wszelkich odmian metalu po muzykę filmową. Zatęskniłem za instrumentem po prostu. To Michał mi zaszczepił zajawkę na vintagowe brzmienia. Jednak on, tak jak i ja, nie miał szczególnej świadomości prężnie rozwijającego się nurtu stonerowo-doomowo-psychedelicznego czy jakiejś mody na niego panującej. Nie jesteśmy żadnymi psychofanami. 😉 Choć bardzo cenię kapele takie jak Elder czy Weedpecker. No i Black Sabbath. 🙂

Leszek: Nie dzielę muzyki na nazwy gatunków i nie wybieram stylów do grania. To ja jako dojrzały muzyk osadzony wielogatunkowo tworzę styl i wartość uczuć przekazywanych w moich dźwiękach. Jeśli są porównywane do muzyki moich ulubieńców, to jest to dla mnie komplementem.

Wiktorze, Michale, zwerbowaliście do składu nie lada personę, bo byłego basowego legendy polskiego death metalu, czyli Shambo z Vader w latach 1993-2001. Jak tego dokonaliście? Dlaczego on, no i jak go namówiliście?

Wiktor: Nikt Leszka specjalnie nie namawiał. Tak jak wspomniałem wcześniej, poznaliśmy się w szkole i zwyczajnie po ludzku się polubiliśmy. Powiedziałem, że mamy niedaleko na Pradze salę prób i poszło. Shambo stwierdził, że warto z nami coś zrobić 🙂

Michał: Dokładnie tak było. Którejś soboty byłem najzwyczajniej ustawiony z Wiktorem na popołudniowe granie. Podjechałem do salki i niczego się nie spodziewając, wpadłem tam na Leszka. Nie znaliśmy się wcześniej, więc byłem zaskoczony. Od tamtego spotkania już tak zostało. Całodzienne sobotnie próby przy całkowitej izolacji od świata.

Leszek: Ja nie zostałem zwerbowany. My mieliśmy się spotkać właśnie dla muzyki, żeby powstała, taką jaka właśnie jest. Od pierwszych dźwięków zagranych przez Michała i Wiktora razem w pięknych harmoniach i wymianach między sobą… Ujęła mnie ich świeżość i łatwość w układaniu piosenek. Chciałem, jako że to ich pierwszy zespół i od razu możliwość pracy z profesjonalnym muzykiem, żeby usłyszeli jak można, pracować w zespole, kto za co jest odpowiedzialny. Skomponowałem z ogromną przyjemnością całą sekcję, żeby pokazać jak głęboko można dojść z dźwiękiem, z basem i bębnami. Wiktor i Michał są baaaardzo obiecującymi gitarzystami i muzykami z zajebistą wrażliwością i wyobraźnią. Będą teraz kompletowali skład, na nowo szukali bębniarza i basisty. Więc słuchajcie wszyscy muzycy otwarci na muzykę wielowymiarowo. Ja, Leszek „Shambo” Rakowski polecam i zachęcam do współpracy z wyżej wymienionymi Panami. Czeka Was piękna i bardzo inspirująca podróż.

Leszku powiedz mi, bo po odejściu z Vader w 2001 roku słuch o Tobie kompletnie zaginął. Jakiś czas temu przeprowadzałem wywiad z Mauserem, który powiedział słowa „od metalu odciąłem się całkowicie”. Tak więc, czy o Tobie można powiedzieć w ten sam sposób?
Mauser pomału wraca do grania metalowej muzyki wraz ze swoim projektem, tak więc i mnie od dawien dawna ciekawiło, co się dzieje u ex-basisty z Vader. Czy od tamtego czasu maczałeś palce, a w zasadzie struny w muzyce?

Leszek: Szukałem sensu życia…i znalazłem. Muzyczne wróciłem do swojej warmińskiej jednostki macierzystej Atrocious Filth na drugi bas i zamknięci na ostro w sali prób, obwąchujemy sobie dupy i robimy materiał na nową płytę. Od metalu absolutnie się nie odcinam, a Vader dał mi samodyscyplinę, warsztat, odwagę i profesjonalizm. Prawie dekada grania po 200 koncertów w roku na scenach całego świata. Kłaniam się z szacunkiem Vaderowi i tej muzyce.

Również Jarosław „China” Łabieniec startuje z nowym zespołem. Tak w ogóle, masz kontakt z obecnymi, jak i byłymi członkami zespołu Vader?

Leszek: Mamy ze sobą kontakt dalszy lub bliższy.

Pamiętam jak grałeś w Vader, będąc pochylonym, miałeś zawieszoną gitarę basową niezwykle nisko, no i ten tatuaż Warmia na lędźwiach. Czy od tamtego czasu dorobiłeś się jakiejś fajnej dziary?

Leszek:  Tatuaży nowych nie mam.

Miałeś przyjemność grania z Docentem, więc trudno byłoby Cię nie spytać o najlepszego perkusistę w Polsce. Jaki on był? Jak się z nim żyło w trasie? Do końca życia będę pamiętał fragment książki Wojna Totalna, kiedy to Peter mówił, że Doc zagrał tak szybko partie bębnów, że Litany miała zaledwie 30 minut.

Leszek: Docent był wspaniałym przyjacielem, zainspirował do grania death metalu w najlepszym zespole na świecie. Nauczyłem się od Niego prawie wszystkiego jako muzyk. Razem tworzyliśmy pierwszy skład AF. Dla mnie był i jest najlepszym perkusistą jakiego ziemia nosiła. Każdą jedną nutę spod mojego palca dedykuje Doktorowi.

Wróćmy na koniec do wątku zespołu Miist. Pytanie wprost – będą koncerty?

Michał: Jak najbardziej. Pracujemy nad nowym materiałem i chcemy też zaprezentować EPkę na żywo. Chyba tak się najlepiej słucha psychodelii i dopiero wtedy można się nią naprawdę pobawić.

Wiktor: Tak. Gdy tylko czas trwania naszego materiału się podwoi, będziemy chcieli grać na żywo. To jest najważniejsze.

Dzięki za wywiad no i powodzenia na muzycznej scenie!

Dzięki Piotrze \m/

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .