Nagual: „To po prostu szaman”

Są w Polsce muzyczne projekty, które cieszą się nad wyraz wielkim szacunkiem, a fani z diabelskimi wypiekami na twarzy oczekują na nowe dźwięki. Bez wątpienia do tego grona zaliczyć należy Nagual. Już po wydanym pierwszym wydawnictwie zatytułowanym Zgliszcza, który trwał niestety zaledwie 15 minut szczerzyłem kły i pazury na więcej. W końcu! Jesień 2016, Putrid Cult, no i mamy EPkę Self-Conqueror. Z tej okazji postanowiłem zamienić kilka zdań z osobą stojącą za owym projektem. A trzeba przyznać, że osoba ta ma sporo do powiedzenia.

 

Cześć. Gratuluję nowego wydawnictwa pod szyldem Nagual.
Cześć, dziękuję.

A tak w ogóle czym jest Nagual. Skąd się wzięła nazwa? Jaka jest koncepcja tego projektu muzycznego?
Nagual to dość skomplikowane pojęcie, dlatego po dokładniejsze wyjaśnienia odsyłam do Internetu/literatury.
W największym uproszczeniu Nagual to ktoś kto wchodzi w duchowe/psychodeliczne stany świadomości i umie poruszać się w tamtych „przestrzeniach”. U Indian (od których pochodzi to słowo) jest to mocno związane z przyjmowaniem w tych stanach świadomości „postaci zwierząt”, aczkolwiek ja ogólnie jestem zwolennikiem philosophia perennis czy „hipotezy pluralistycznej” Johna Hick’a odnoszącej się do interpretacji doświadczeń mistycznych (odpowiednie wyjaśnienie można znaleźć pod hasłem misticism w filozoficznej encyklopedii stanforda). W skrócie chodzi o to, że forma doświadczeń religijnych jest w moim odczuciu kwestią kulturową. Natomiast ich istota jest uniwersalna i dla mnie Nagual, podobnie jak każdy inny mistyk to ktoś, kto z tą esencją obcuje. W tym sensie to, czy dany psychonauta ma poczucie, że przyjmuje jakiś wgląd od „Jaguara” czy od buddyjskiej „sambhogakaji”, czy od czegokolwiek innego ma znaczenie marginalne w odniesieniu do tego, jaki faktycznie otrzymuje przekaz w takim stanie świadomości. Najbliższy synonim Naguala w moim odczuciu to po prostu szaman.
Koncepcja projektu opiera się na tym czym jest dla mnie praktyka duchowa, czyli na przekształcaniu świadomości. A jako że uważam, że najpierw przekształcenie wypada zacząć od oczyszczenia się z najgłębszych zanieczyszczeń nagromadzonych w naszych umysłach oraz ciałach, stąd pierwsza płyta Zgliszcza wyraża i jest zarazem częścią tego procesu wypalania karmana. Niejednokrotnie zwracałem uwagę na katarktyczny charakter tej płyty. Self-Conqueror to pójście o krok dalej, tam nadal jest oczyszczanie, ale już na innym etapie; pojawia się również bardziej uskrzydlający przekaz.
Ze względu na to, że koncept ten dąży do tego, żeby ukazywać na pewnym etapie coś, co do muzyki black metalowej nie pasuje, będę ten zamysł kontynuował prawdopodobnie w innych gatunkach muzycznych. Co nie zmienia faktu, że w ramach black metalu być może wydam jeszcze kilka rzeczy w ramach ekspresji tej mroczniejszej strony.
I tu trochę taki paradoks, że z jednej strony projekt Nagual odnosi się do transfiguracji świadomości, ale w ramach black metalu jestem w stanie wyrazić tylko pierwsze jej etapy. Dalsza opowieść po prostu nie pasuje do agresywnego i dysharmonijnego brzmienia tej muzyki (które są jej istotną częścią) jako że „destruktywne” formy praktyki duchowej mnie na tę chwilę – i mam nadzieję się to nie zmieni – odrzucają. Nurty gnostyckie – takie jak satanizm antykosmiczny, chrześcijaństwo, czy inne religie szukające raczej „tam” niż „tu”, mnie nie przekonują. Łączy się to u mnie raczej z bardzo pierwotnym poganizmem mającym swe początki jeszcze w prehistorii (tutaj odsyłam do lektury Riane Eisler The Chalice and the Blade). Bliski jest mi również w pewnych aspektach buddyzm, taoizm, szamanizm… Duchowość jako uzupełnienie życia, a nie ucieczka przed nim.
Myślę, że to powinno wyjaśnić ten nieintuicyjny fakt, że mistyczna nazwa „Nagual” odnosi się tutaj do projektu muzycznego skupionego mocno wokół emocji niekoniecznie kojarzących się z życiem duchowym. Stąd zajmuję się również tworzeniem ambientu i muzyki psychodelicznej, gdzie mogę wyrazić i uzupełnić to, co mi w duszy gra.

Muszę jednak powiedzieć coś chłodnego w związku z EPką. Dlaczego nie cały album. Zgliszcza tylko podsyciły zapewne nie tylko moje oczekiwania na nowe kompozycje. Czekam, czekam, a tu znowu zaledwie 20 minut bardzo dobrej muzyki. Cholera! Czuję niedosyt!
Proponuję zmienić trochę podejście: próbować posłuchać tej EPki z różnych perspektyw. Raz skupić się na wokalu, innym razem na gitarach, za jakiś czas jeszcze wsłuchać się w to, co dzieje się na dalszych planach itd., wtedy może się okazać, że te 20 minut to wcale nie tak mało.

Dzięki za sugestię, spróbuję. Ja osobiście nie lubię EPek i jeśli ją finalnie kupię to tylko i wyłącznie dlatego, że bardzo szanuję ten dany zespół/projekt. Naguala oczywiście mam obydwie. A powiedz…jakie Ty masz podejście do tej sprawy?
Ja akurat muzyki bardziej słucham kawałkami niż płytami, poza domem, więc to czy dany kawałek który mi się podoba jest na EPce czy na LP nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Piotrze, od początku działalności jesteś tajemniczy. Od jakiegoś czasu co poniektóre hordy idą tą ścieżką chcąc budować dodatkowe napięcie wokół zespołu. Powiedz jak istotne jest to u Ciebie?
Nie uważam, abym w ogóle był tajemniczy. Choć staram się jakoś tam odgradzać różne sfery życia. Kogoś kto słucha Nagual zakładam, że interesuje muzyka black metalowa, a nie to kim jestem i co robię poza tym, choć miło mi jest, kiedy ktoś faktycznie jest zainteresowany też innymi moimi projektami i przemyśleniami za tym wszystkim stojącymi. Biorąc pod uwagę fakt, że częściowo black metalowcy to mocno hermetyczne środowisko, ograniczam muzyczne mieszanie swoich światów, ale w wywiadach już ukazuję dalszą perspektywę układanki. Fakt, jak teraz o tym myślę, to w pewnym sensie jest w tym coś ezoterycznego, choć niczego tak naprawdę nie ukrywam. Po prostu nie trąbię gdzie popadnie o wszystkim co robię.

Jakie są Twoje inspiracje muzyczne? Masz swoich ulubionych muzyków, z których twórczości czerpiesz czy wręcz przeciwnie, oddzielasz się aby Twoje muzyczne twory były jak najbardziej pozbawione wpływów.
Mam ulubionych, ale szukam też własnego stylu czy własnych proporcji i aspektów ulubionych wpływów. Myślę, że większość twórców tak ma – na początku mocno się inspirują, mieszają w muzycznym kotle różne pomysły, a z biegiem czasu powoli wypracowują jakiś własny smaczek w tym wszystkim.

Chciałbym też spytać, czy masz jakieś muzyczne wykształcenie? Pytam, bo utwory przez Ciebie komponowane są bezbłędne, świetne aranże, wszystko idealnie rozplanowane kompozycyjnie. Jak Ty to robisz?
Dziękuję za słowa uznania. Nie mam wykształcenia muzycznego, jestem samoukiem. Myślę, że moją siłą jest to, że po prostu bardzo czuję muzykę na wielu płaszczyznach i reszta już jest tylko kwestią wykorzystania tego poprzez intensywną pracę. Bardzo długo siedzę nad kompozycjami. Jak je zrobię, to zostawiam na jakiś czas bez słuchania i potem po upływie dłuższego czasu słucham na świeżo. Perspektywa czasu pozwala zobaczyć co w danym utworze jest zbędne, co wypadałoby jeszcze rozwinąć i ten sposób utwór ewoluuje, potem znowu zostawiam, słucham i zmieniam i tak dopóki nie stwierdzę, że jest „git”. To też częściowo wyjaśnia, dlaczego póki co wydaję krótkie albumy i czemu tak mało wydaję muzyki. Wolę iść na jakość niż na ilość, a taki sposób robienia muzyki jest czasochłonny.

Okładkę do nowej EPki zrobił Macro Calandra. Co wpłynęło na wybór tej a nie innej osoby?
To raczej był wybór zdjęcia niż osoby. Przeglądałem Internet w poszukiwaniu zdjęcia które pasowałoby mi na okładkę aż natrafiłem na to konkretne zdjęcie tego fotografa i wykupiłem na nie licencję. Z tego co widziałem to Marco słucha metalu, więc to chyba nie przypadek, że robi zdjęcia w klimacie.

Wczytywałem się w liryki z ostatniej płyty, jednak ciężko się przez te słowa przebić i zrozumieć ich jednoznaczny sens. W Iskry Zamiast Łez jest taki fragment „Wmawialiście nam, jak mamy żyć (…)odeszliśmy innymi ścieżkami.” Brzmi to jak klasyczny bunt. Idę dobrym tropem?
W tych tekstach chodzi głównie o to, aby właśnie nie były jednoznaczne. Miło mi czytać, że moje zamierzenie zostało zrealizowane.

O co chodzi w pozostałych lirykach?
Myślę, że każdy sam powinien to przemyśleć lub poczuć, jeśli chce. Jeżeli miałbym dać jakiś drogowskaz do interpretacji, to są to w dużej mierze teksty o przepracowywaniu różnych traum w podświadomości i wyzwalanie się z więzienia negatywnych aspektów naszych umysłów. Z jednej strony ukazane są same te emocje, jak i uczucia towarzyszące ich rozwiązywaniu i postępowaniu na swojej drodze do wolności.

W muzyce bardzo często się mówi, że teksty są dopełnieniem muzyki. To taki komplet, pełnia przekazu. Jestem ciekaw, jak Ty to widzisz, bowiem dla mnie się liczy przede wszystkim muzyka, liryki, to głównie przekaz tejże osoby, a czy słuchacz podąży jej drogą, to już kwestia mocno indywidualna.
Zdrowe podejście. Dla mnie też najważniejsza jest muzyka. Choć niestety głupie czy zbyt nachalne teksty potrafią zepsuć odbiór nawet bardzo dobrej muzyki. Moim zdaniem dobrze żeby tekst nie przeszkadzał i właśnie niczego za bardzo nie narzucał, stąd też wieloznaczność w moich tekstach.

Na debiutanckim wydawnictwie Zgliszcza wszystkie utwory były zaśpiewane po polsku. Skąd ta zmiana i tylko jeden kawałek zaśpiewany w ojczystym języku? (wypowiedź z Musick Magazine #16, Piotr Dorosiński).
Pierwsze etapy kompozycji Labyrinth’s Fall i Self-Conqueror (które pierwotnie miały również inne tytuły) miały miejsce przed napisaniem któregokolwiek kawałka ze Zgliszcz, a wtedy pisałem jeszcze po angielsku. Co nie zmienia faktu, że powyższe kompozycje ewoluowały znacznie już w ramach pracy nad nowym MCD, na długo po wydaniu Zgliszcz. Od tego czasu teksty w sumie zostały napisane na nowo, aczkolwiek ich anglojęzyczna forma została zachowana. Często wybór języka łączy się z tym, jak dane słowa rytmicznie układają się z danym utworem, oraz w którym języku dany przekaz brzmi lepiej.

Jesienią ubiegłego roku zagrałeś bodajże dwa koncerty, obydwa w Krakowie. Jestem ciekaw, jak wyglądają realia zagrania większej ilości koncertów przez Twój projekt?
Zagraliśmy koncerty, 2 w Krakowie organizowane przeze mnie oraz zostaliśmy zaproszeni do Torunia i Rzeszowa. Co do przyszłych koncertów to ciężko coś powiedzieć… Jeżeli w ogóle będą, to na pewno trochę zmienię formę wizualną. Póki co to nie graliśmy próby od ponad roku.

Skończył się rok 2016. Jakieś postanowienia na 2017? Nagrać pełny album? (śmiech)
Możliwe, ale nie jako Nagual, bo po długiej i intensywnej pracy nad „Self-Conqueror” robię sobie przerwę od tego projektu. Pracuję natomiast nad nową płytą w ramach innych swoich poczynań muzycznych (klimat psychodeliczno/ambientowo/elektroniczno/transowy), ale nie wiem kiedy się ukaże. No i skupiam się teraz również na pisaniu pracy doktorskiej i również dlatego za kolejne wydawnictwo Nagual zabiorę się dopiero, jak ułożę inne sprawy..

Dzięki za rozmowę.
Dzięki.

Płyty Nagual‚a do nabycia w sklepie wytwórni płytowej Putrid Cult.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .