Nasty Crue: „Otwórzcie oczy i rozejrzyjcie się”

„Postawiliśmy sobie za cel nie lada wyzwanie – chcieliśmy, aby ‘Riots in Heaven’ nie było oldschoolową muzyką nagraną w nowy sposób, a raczej naszą próbą uchwycenia trudnej do zdefiniowania nowoczesności.  Nasza muzyka miała być w założeniu współczesna i sprawiać wrażenie nowatorskiej, w pewnym sensie innowacyjnej” – jak podkreśla Paulie, basista Nasty Crue zespołów glamowych w Polsce jest niewiele, ale tych glamem zainspirowanych, całe mnóstwo. Jaki przepis na glam metal znalazło wrocławskie Nasty Crue?

Nowa płyta Nasty Crue „Riots In Heaven” to zwrot zdecydowanie ku cięższym brzmieniom, mam wrażenie, że również Wasz image stał się bardziej mroczny. Skąd taka zmiana?

Nasz pierwszy singiel pt. ‘Rockstar’ ujrzał światło dzienne w roku 2009 i z tym też wydarzeniem wiążemy oficjalne powstanie zespołu. ‘Riots in Heaven’ z kolei został nagrany w 2016 roku, co daje nam jakieś 7 szalonych, kolorowych i niezwykłych lat. Zjechaliśmy wiele kilometrów, zagraliśmy wiele koncertów a przede wszystkim przeżyliśmy ten czas razem (na dobre i na złe). Nie ukrywamy, że każdy z nas stał się starszy, lecz niekoniecznie dojrzalszy (śmiech), stąd też punkt wyjścia do pisania nowych utworów jest zupełnie inny. Odmiennie patrzymy na świat, jako środowisko, w którym żyjemy i problemy, z jakimi musimy w owym środowisku mierzyć.

Zdaje mi się, że determinantą zmiany w naszej muzyce było to, iż nasza przyszłość, jako ludzkości może wcale nie być tak kolorowa jak się niektórym wydaje. Gdy o tym myślę wyobrażam sobie dużą wagę szalkową, w której po jednej stronie mamy to przekonanie, że żyjemy w najlepszym możliwym momencie, tzw. złotych czasach  ludzkości (wysoka uleczalność chorób, dostępność leków, sprawne metody produkcji żywności, szybki rozwój technologii, loty kosmiczne, tolerancja poglądów itd.). Po drugiej zaś stronie znajdują się różnego rodzaju wady i problemy, z którymi ten świat się mierzy (nierzetelne dziennikarstwo i zakłamane media, nieodpowiedzialna polityka rządzących, wyścig zbrojeń, zapędy imperialistyczne niektórych jednostek, kryzys migracyjny itd.). Obie strony znajdują się w pozornej i chwiejnej równowadze. Może jednak nadejść taki dzień, w którym zostanie ona zaburzona przez jakieś wydarzenie, a wtedy…

Czas pokaże jak potoczy się ta historia.

Gdzie nagrywaliście najnowszą płytę? Zdaje się, że jej producentem jest J.J., tak? Na jakim efekcie końcowym zależało Ci najbardziej? Krążki jakich wykonawców Cię inspirowały przy tworzeniu albumu Nasty Crue?

Przede wszystkim staraliśmy się wykorzystać duże doświadczenie studyjne J.J.’a. Dodatkowo lubimy korzystać z nowinek technicznych, dzięki czemu różne wymyślne interfejsy studyjne, aplikacje, wtyczki i inne urządzenia stanowiły ważny element w procesie nagrywania. Śmiało mogę powiedzieć, że sama rejestracja materiału była interesująca i zdecydowanie zgodna z duchem XXI wieku dzięki wykorzystaniu „chmury”, urządzeń mobilnych i wszechobecnego Internetu.

Jak słusznie zauważyłeś producentem jest J.J. Co to w ogóle znaczy być producentem? Otóż dla nas znaczyło to tyle, że stał się on swego rodzaju „Dyktatorem” projektu a więc zyskał prawo decydowania o losie danej partii, o ogólnym brzmieniu danych fragmentów, o użytych efektach oraz aranżacji. W konsekwencji nagrywaliśmy tak długo, aż J.J był zadowolony z osiągniętego efektu. Nie ukrywam, że czasami jego wizje były bardzo odjechane i nie wiem czy świat byłby gotowy na ich przyjęcie (śmiech), jednak wówczas demokratycznie udawało nam się dojść do porozumienia i zachować bardziej klasyczny charakter danej partii. Innym razem zaś propozycje „Dyktatora” były wręcz idealne, pozwalały ujawnić drugie dno utworu i jego nowe, inne oblicze.

Zdecydowanie zależało nam na tym aby płyta brzmiała na 2016/2017 rok. Postawiliśmy sobie za cel nie lada wyzwanie – chcieliśmy, aby ‘Riots in Heaven’ nie było oldschoolową muzyką nagraną w nowy sposób, a raczej naszą próbą uchwycenia trudnej do zdefiniowania nowoczesności.  Nasza muzyka miała być w założeniu współczesna i sprawiać wrażenie nowatorskiej, w pewnym sensie innowacyjnej. Czas pokaże czy nam się to udało, jednak nigdy nie zapomnę gdy pierwszy raz usłyszałem dubstepowe fragmenty utworu Movie Star. Kosmos! To, w jaki sposób brzmi ‘Riots in Heaven’ to ogromna zasługa J.J.’a.  Jestem bardzo zadowolony i wręcz dumny z tego, że to on podjął się produkcji tego albumu i zrobił to tak dobrze.

W związku z tym, że pytasz o moje osobiste inspiracje – proszę – oto one (kolejność przypadkowa):

ToxicRose – Total Tranquility & ToxicRose

Megadeth – Dystopia

Five Finger Death Punch – Got Your Six

Reckless Love – Spirit

Santa Cruz – Santa Cruz & Screaming for Andrenaline

Hardcore Superstar – HCSS

Crashdiet – The Savage playground & The Unnatractive Revolution

Avenged Sevenfold – Hail to the King

Crazy Lixx – Crazy Lixx

Nowy album promowany jest klipem do tytułowego utworu „Riots in Heaven”. To fabularyzowany obraz – opowiedzcie o nim coś więcej. Co chcieliście wyrazić? Podobno w klipie udział biorą muzycy innych zespołów, jakich?

„Riots in Heaven” był pierwszym utworem który powstał z myślą o nowym albumie. Wydaje mi się, że udało nam się całkiem nieźle uchwycić to, co chcieliśmy przekazać. Dodam również, że nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego odbioru, cieszymy się więc z małego sukcesu. Naszych zasmarkanych, nastoletnich „hejterów” chyba nieco zatkało, ponieważ nie dają znaku życia od czasu premiery (śmiech).

Wróćmy jeszcze na moment do tego, co mówiłem, gdy pytałeś o powód zmian w naszej muzyce i stylistyce. To, że jako ludzkość znajdujemy się w sytuacji równowagi, wcale nie znaczy, że nie zdajemy sobie sprawy z problemów, które wokół nas występują. Możesz to zobaczyć między innymi na początku klipu, gdy do naszego bohatera oglądającego telewizję dociera, że na świecie jest ogromna ilość zła, nienawiści, strachu,  wojen i krzywdy wyrządzonej innym ludziom. Postanawia wyjść na miasto by nieco ochłonąć. Liczy na to, że obrazy przedstawione w grającym pudełku to tylko odległa fikcja. Okazuje się jednak, że szeroko pojęte zło może spotkać każdego z nas właściwie zawsze i wszędzie… To, jak zakończyła się jego wędrówka możecie zobaczyć sami w klipie dostępnym na YouTube.

Subiektywnie najważniejszymi scenami są te z udziałem księdza. Mówią one wprost, że jednym z najgorszych „grzechów” jest hipokryzja. Nie warto też oceniać książki po okładce. Nie zawsze to, w jaki sposób ktoś się prezentuje, odzwierciedla rzeczywiście to, jaki naprawdę jest. Idąc tym tropem, nawet „dobry chrześcijanin” może okazać się najgorszym bydlakiem.

W teledysku brało udział całkiem sporo ludzi i jak słusznie zauważyłeś, wśród nich są również członkowie innego wrocławskiego zespołu Paul Dance. Niestety muszę przyznać, że nigdy nie udało nam się wspólnie zagrać koncertu, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, to na pewno uda nam się nadrobić te zaległości.

Czy planujecie jakieś kolejne teledyski promujące krążek „Riots in Heaven”?

Pomimo odczuwalnej zmiany stylu, w dalszym ciągu mamy megalomańskie zapędy, stąd możesz być pewien, że pojawią się kolejne teledyski. Skoro wydajemy płytę średnio raz na 3 lata, to chcemy to zrobić jak najlepiej. Teledyski pozwalają dotrzeć do szerszej grupy widzów i stosunkowo łatwo pokazać zmiany jakie zaszły w Nasty Crue.

Czy w Polsce można w ogóle mówić o scenie glam? Znacie jakieś inne zespoły inspirujące się tym muzycznym kierunkiem?

Zacznę od tego, że raczej niewiele jest zespołów, które można w sposób jednoznaczny przypisać do danego gatunku. Czasem nawet drobna zmiana (inny wokal, dodatkowy instrument lub jego brak) powoduje, że zespół jest inaczej klasyfikowany. Pytasz mnie o zespoły inspirujące się glamem. Jestem w stanie się założyć, że pewnie ze 25% kapel spełnia ten warunek. Na poparcie mojej tezy powiem, że pewnie większość gitarzystów ekscytowała się kiedyś solówkami Johna Noruma (Europe), Eddiego Van Halena (Van Halen), Paula Gilberta (Mr. Big),  Slasha (Guns’N’Roses) itd. Pewnie jacyś profesorowie muzykologii złapali się właśnie za głowę, że uznałem Guns’N’Roses i resztę za glam ale nie dbam o to – były bujne fryzury, chwytliwe refreny, ostre solówki i tłumy kobiet – więc w pewnym sensie był to dla mnie glam.

Wśród polskich zespołów stricte glamowych na pewno są/były: Syndia oraz Lessdress.  Dodatkowo jestem w stanie wymienić wrocławski Jaywalk, który polecam, ponieważ chłopaki potrafią wysłać słuchacza w podróż w czasie do lat 80 dwudziestego wieku. Poza nimi mieliśmy nie tak dawno kapelę Silver Samurai ze Śląska – nie udało mi się być na koncercie ale ich muzyka nie raz zapychała mój odtwarzacz. Nie sposób pominąć tutaj również Steel Velvet – podkarpackiego wyjadacza, z którym mieliśmy niewątpliwą przyjemność zagrać kilka sztuk w południowo-wschodniej Polsce. Chłopaki dają czadu i muszę powiedzieć, że ze świecą szukać drugiej takiej kapeli – tym bardziej, że ich teksty w większości są napisane w języku polskim.  Zdaję sobie sprawę, że na pewno nie wymieniłem wszystkich zespołów, ale te o których mówię, mogę z pewnością polecić – nie będziecie zawiedzeni.

Podsumowując, liczba zespołów grających glam jest dość niewielka.  Liczba zespołów inspirujących się glamem i wykorzystująca inspiracje w innych gatunkach jest za to całkiem spora.

Jak oceniacie obecną kondycję glam metalu na świecie? Czy ten gatunek się w jakiś sposób rozwija, ewoluuje?

Według mnie obecnie przeżywamy swego rodzaju renesans glamu. Powstają nowe zespoły, a część starych się reaktywuje i nagrywa kolejne albumy. Żyć nie umierać (śmiech)! Oczywiście nie jest to ten sam glam. Współcześni wykonawcy częściej zostaliby zaklasyfikowani jako rock, hard rock, melodic rock. Dobrym przykładem jest tutaj zespół H.E.A.T., który – gdyby powstał w latach osiemdziesiątych – zapewne nosiłby się w stylu Poison czy Europe i byłby jednym z flagowych zespołów tego gatunku.

Osobiście uważam, że każdy gatunek ewoluuje. Żyjemy w kapitalizmie, gdzie nawet sztukę i wszelkie przejawy artyzmu rozpatruje się w kategoriach produktu. A produkt służy przecież temu, by go sprzedać. Znaczy to tyle, że jeśli chcesz się utrzymać na szczycie, musisz regularnie dostarczać nowych, spójnych, a jednak unikalnych produktów, które Twój wydawca będzie sprzedawał słuchaczom. Stąd też w pewien sposób wymuszony rozwój.

W jakim kierunku chce rozwijać się Nasty Crue? Gdzie chcielibyście się zobaczyć za 10 lat? Jak wygląda Wasza aktywność koncertowa? Dużo gracie? Gdzie będzie można posłuchać Was na żywo w najbliższym czasie?

Nasty Crue ma cel prosty do zdefiniowania, lecz trudny do wykonania.  Chcemy grać 2 krótkie mini trasy koncertowe rocznie (wiosną i jesienią), a do tego latem występować tu i ówdzie na różnych zlotach czy festiwalach. Dodatkowo, jak już wspomniałem, średnio co 2-3 lata chcielibyśmy nagrywać nowy album. W związku z tym, w perspektywie 10 lat życzylibyśmy sobie mieć na koncie minimum 2 kolejne albumy, dodatkowych kilkadziesiąt koncertów oraz utrzymać silną pozycję jeśli chodzi o glam w Polsce.

Jeśli chodzi o kierunek zmian, to wydaje mi się, że ten obecny jest bardzo obiecujący: nowoczesność, elektronika, solidne metalowe kompozycje, wyjątkowy wokal.

Gdzie można na bieżąco śledzić Waszą aktywność?

W naszym zepsutym globalizacją społeczeństwie nie będzie zaskoczeniem, że można nas śledzić na YT, FB. Ciekawostką jest natomiast nasza strona internetowa www.RiotsinHeaven.com, która niebawem ruszy pełną parą I będzie zawierała wszystkie istotne informacje.

Dziękuję za rozmowę i ostatnie słowo oddajemy Nasty Crue!

Pozdrawiam wszystkich, którzy mają przeczucia i obserwacje w stosunku do otaczającego nas świata podobne do naszych. Globalizacja, inwigilacja, brak prywatności, wszechobecny fałsz i obłuda.

Wszystkich pozostałych przestrzegam, że gdy raz wpadniecie w pułapkę nie jest tak prosto z niej wyjść. Otwórzcie oczy i rozejrzyjcie się kto tak naprawdę ciągnie za sznurki.

Bądźcie czujni i dołączcie do Naszej muzycznej Rebelii!

Dzięki,

Paulie

 

Tagi: , , , .

  • LinekPark

    Nie sposób się nie zgodzić. Dobrze wiedzieć o megalomańskich zapędach! Mam oba krążki i chętnie sięgnę po więcej. 😉