Piotr „Qras” K.: „Przekleństwo i błogosławieństwo w jednym”

Okładki albumów Near Death RevelationsBlaze Of Perdition, czy Into Everlasting DeathEerie są Wam z pewnością znane, bo wyróżniają się mocno specyficzną szatą graficzną. Ale to tylko dwa przykłady z pokaźnej ilości artworków, które wykonał dla zespołów – grafik, założyciel wytwórni Third Eye Temple (Biesy, Witchmaster, Malokarpatan). Zapraszam do wywiadu z Piotrem „Qrasem”, działającym również pod nazwą Mentalporn.

Gdzie upatrujesz początek swojej artystycznej przygody?

Początek mojej artystycznej przygody to pierwsza klasa podstawówki, gdzie rysowałem absurdalne komiksy, tworzyłem scenariusze do nierzeczywistych historii i wymyślałem abstrakcyjnych bohaterów nieistniejących filmów i książek. Moja wyobraźnia od zawsze nie dawała mi spokoju, przekleństwo i błogosławieństwo w jednym.

Cofnijmy się na chwilę w czasie. Pamiętasz jakiś szczegół, coś, co przyciągnęło Twoją uwagę w stronę ekstremalnej muzyki? Kiedy to było?

Cóż, był to jakiś ’89 lub ‘90 rok. Nie pamiętam już dokładnie, co było pierwszym ekstremalnym doznaniem dla moich uszu, ale stawiam na Best wishes Cro-Mags lub Eaten Back to Life Cannibal Corpse. Moja droga muzyczna dość płynnie przeszła z fascynacji hardcorem w stronę ekstremalnej muzyki , i w zasadzie ten przeskok nastąpił bardzo szybko, bo w ciągu roku, i trwa nieprzerwanie już, bez mała, 30 lat. Jeśli chodzi o kwestię magnetyzmu ciężkiej nuty, czyli dlaczego nie skończyłem jako gość, dla którego muzyka to tylko dodatek do jazdy samochodem lub jako nieistotny element egzystencji, to odpowiedź jest prozaiczna. Od zawsze w muzyce interesował mnie szczery, niezmącony żadnym koniunkturalizmem przekaz, wzbogacony o konkretny ładunek energii, przy którym mogłem wyładować potoczne “trudy życia codziennego”. Nigdy nie było mi po drodze z tzw. muzyką popularną, może z bardzo dużymi wyjątkami, gdzie artyści tworzą coś ewidentnie w poprzek komercyjnego nurtu i są oporni na sugestie wytwórni. Naturalność, szczerość, ekspresja, intensywność – tego szukałem od zawsze na płytach i koncertach.

Twoja strona internetowa Mentalporn działa już 13 lat, na wejściu powitanie hasłem: Gloriously bad taste. Jak to jest z tym złym gustem?

Tak naprawdę, to ta stricte graficzna praca dla rynku muzycznego trwa już ponad 15 lat. Oficjalny początek mojej działalności to 2002 rok, więc zapewne zasugerowałaś się niezaktualizowaną datą na stronie, więc przy okazji dzięki za zwrócenie uwagi, że czas odświeżyć witrynę (śmiech). Ten cały “chwalebny zły smak”, to nic innego, jak puszczenie oka w stronę szeroko pojętego mainstreamu. Kiedy wymyślałem to hasło, w Polsce, na tzw. oficjalnym rynku, nie było tak wielu dobrych i uznanych grafików jak obecnie. Dzisiaj scena alternatywna jest już, w pewnym stopniu, stałym elementem oficjalnego rynku muzycznego, więc zrozumiałe, że wchłonęła wielu uznanych grafików, dając im możliwość otrzymania w końcu godziwego wynagrodzenia za swój trud. Poza tym, od zawsze uważałem, że zły smak jest cnotą i wcale nie musi przywodzić na myśl pejoratywnych skojarzeń. Metalowcy to piewcy złego smaku.

Będąc jednocześnie wydawcą i grafikiem, na pewno doskonale wiesz, jak ważne są detale graficzne. Ściślej mówiąc, wielbiciele ciężkiego grania są szczególnie zorientowani na całościową unikatowość albumów – wiesz, całą otoczkę tej muzyki plus oddanie jej w grafice – niestandardowe zdobienia, pudełeczka, ale w środku wciąż ten sam brutalny metal.

Nie wiem, czy mogę się z tym zgodzić, ponieważ wszystko zależy od odbiorcy. Jeden ma gdzieś opakowanie i skupia się na samej muzyce (ta opcja występuje często u ludzi lubiących dźwięki w formie elektronicznej), a ktoś inny, pakując swoje ciężko zarobione pieniądze w fizyczny nośnik, koncentruje swoją uwagę również na stronie wizualnej. W moim przypadku sprawa jest prosta – uważam się za estetę, i lubię, jak płyta jest ciekawie wydana, bo nawet w czymś pozornie banalnym i ascetycznym może się czaić pewien twórczy zamysł. Jest też inny czynnik, czyli kwestia oczekiwań zespołu i/lub wydawcy.

Obserwując Twoje prace, które tworzysz pod szyldem Mentalporn, dominują głównie cyfrowe projekty. W takiej technice czujesz się najlepiej?

W moim portfolio znajduje się wiele projektów zrealizowanych w formie cyfrowej, ponieważ ta technika jest zdecydowanie szybsza w realizacji, a z racji tego, że praca graficzna jest moim głównym źródłem utrzymania, to nie mogę sobie pozwolić na siedzenie nad jednym rysunkiem przez tydzień, jak to było np. w przypadku plakatu na nadchodzące koncerty Archgoat/Bolzer/Svartidauði w Polsce. Proza życia rządzi się swoimi prawami,
jednak nie będę ukrywać, że najchętniej realizowałbym zdecydowanie częściej projekty odręczne, ponieważ rysunek, a nie komputerowe traktowanie dzieła, to zdecydowanie to, co lubię najbardziej i w czym czuję się najpewniej. Jak już wspomniałem, nie jestem w stanie poświęcić się rysowaniu tyle, ile bym chciał, ale na szczęście jest światełko w tunelu, bo moje życie zmierza do coraz większej stabilizacji, zatem liczę mocno na to, że coraz częściej będę odchodzić od komputera na rzecz kartki i tuszu.

Zrobiłeś także okładki nie-metalowe dla Kazika oraz Grzegorza Turnaua, ale także wielu innych artystów nie grających ekstremalnej muzyki. Takie projekty są dla Ciebie równie ważne, czy jednak lepiej czujesz się, współpracując z zespołami, które jak wnioskuję, są Ci bliższe?

Może ta odpowiedź będzie zaskakująca dla wielu, ale nie ma dla mnie różnicy, czy pracuję z Kultem czy z Origin. Potrafię rozróżnić świat fana muzyki, odstawiając na bok swoje gusta, i wejść całościowo w dany projekt skupiając się całkowicie na jego aspekcie wizualnym. Niejednokrotnie zresztą przekonałem się, że przedstawiciel tzw. lżejszej muzyki potrafi być bardziej nonkonformistyczny od tzw. ekstremalnego wykonawcy.

Inspiracji szukasz w muzyce? A jeśli tak, to w jakiej?

Inspiracji szukam przede wszystkim w życiu, muzyka to tylko jego składowa. Otaczający mnie świat, odwiedzane przeze mnie miejsca, ale i z pozoru nic nie znacząca gra świateł na paczce papierosów czy starej ścianie – to wszystko wokół mnie sprawia, że w mojej głowie powstają zalążki pomysłów. Przeważająca większość moich prac powstała bez inspiracji muzyką, nie wspomnę już o takich, które zrobiłem całkowicie bez niej. Wyobraźnia, a szczególnie tak wykręcona, jak moja, to klucz do wszystkiego.

Czy to znaczy, że Twoja wyobraźnia zaskakuje Ciebie samego?

Zdecydowanie tak, co objawia się tym, że bardzo często patrząc na jakiś przedmiot lub krajobraz skupiam się na jego kształcie lub fakturze powierzchni. Niejednokrotnie w swoich pracach wykorzystywałem na pozór nieprzystające do ich finalnego wyglądu elementy, jak na przykład skrawek podstarzałego obicia sofy, który jest okładką drugiej płyty Morowe. Uwielbiam pokazywać to co nas otacza, z pozoru banalne i zwyczajne, w zupełnie nowym świetle.

Przejdźmy teraz do tematu wytwórni Third Eye Temple, która ma stosunkowo świeży rodowód, zdaje się, że powstała w 2013r. Był jakiś powód, dla którego założenie przypadło na ten czas?

Nie było żadnego powodu, dla którego wytwórnia powstała akurat w 2013. Zawsze chciałem wydawać muzykę na swoich zasadach, a z uwagi na to, że obracam się zarówno w komercyjnym, jak i alternatywnym rynku ponad 15 lat, siłą rzeczy miałem styczność z pewnymi mechanizmami stojącymi za promocją i wydawaniem. To znacząco pomogło w uniknięciu wielu błędów przy zakładaniu wytwórni. Oczywiście, nie uchroniło mnie to przed popełnieniem kilku kolejnych, ale to już życie, a jako że każda porażka czyni mnie odporniejszym i uczy wyciągać czasem brutalne wnioski, jestem im w zasadzie wdzięczny, że się pojawiły (śmiech).

Jaka była idea założenia TET?

Odpowiedziałem trochę pośrednio we wcześniejszym pytaniu. Wiesz, ja wyrosłem ze sceny alternatywnej, gdzie każdy, w myśl zasady DIY, próbował kreować świat wokół siebie. To podejście już we mnie zostało, dlatego założyłem własny label, który nie ma ambicji, by rządzić rynkiem muzycznym i przynosić fury pieniędzy. Jeśli będzie dla kogoś synonimem tego, co wartościowe i interesujące w muzyce, to już jestem szczęśliwy. Przekrój stylistyczny sugeruje wyraźnie, że wyznacznikiem jest w zasadzie tylko pewna jakość, natomiast nie zamykam się praktycznie na żaden gatunek muzyki ekstremalnej.

Zanim jednak założyłeś wytwórnię, zgaduję, że wcześniej gdzieś zbierałeś doświadczenie?

Tak, współpraca z wytwórniami na niwie graficznej, posiadanie wielu znajomych z rynku muzycznego, w zasadzie 95% z nich to ludzie mający styczność z graniem muzyki lub jej wydawaniem. To wszystko uczy, jak się ma odpowiednio otwartą głowę.

Z jakimi wyzwaniami spotykasz się, prowadząc Third Eye Temple?

Jest ich mnóstwo, nie wiem od której setki zacząć :). Ogrom kwestii technicznych, dystrybucyjnych i produkcyjnych, z którymi muszę się mierzyć, w zasadzie, permanentnie. Prowadzenie wytwórni z ambicjami i posiadanie poważnej marki, to ciągła walka z czasem, z nieterminowo wykonanymi zleceniami, z niezapowiedzianymi poślizgami w produkcji itp. Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że jest to praca przez całą dobę, bo jeśli chcesz mieć kontrolę nad tym, co się dzieje, nie możesz powiedzieć zespołowi z innego kontynentu, że właśnie minęła 16 i wychodzisz z pracy. Z tej pracy nie ma wyjścia :).

Na naszym rynku jest całkiem sporo wytwórni, zarówno tych mniejszych, jak i takich, które gromadzą artystów z wyższej półki. Badasz konkurencję czy wręcz przeciwnie – skupiasz się wyłącznie na swojej działalności?

W zasadzie, teraz już wszystko dzieje się w przestrzeni mailingu/facebooka, więc nie muszę jakoś specjalnie sondować, co dzieje się u konkurencji. Dla mnie, na niwie niejako podziemnej działalności, jaką uprawiam razem ze swoimi kolegami „po fachu”, nie ma aż takiej konkurencji; to jest ogólnie bardzo nietrafione określenie, rynek jest na tyle pojemny, że nie ma opcji, by każda ze znanych mi wytwórni zdołała wydać wszystko (śmiech). Poza tym, dla zdrowia psychicznego, swojego i innych, gorąco polecam takie podeście do tematu. Pomijam już fakt, że sam kibicuję kilku polskim wytwórniom i nigdy nie zazdrościłem im tytułów które wydają.

Jakimi kryteriami kierujesz się, dobierając zespoły, nad którymi sprawujesz pieczę?

Gust i pewna niepopularna kwestia, o której wielu nie mówi, a myśli podobnie – sprzedawalność. Niestety, gdybym chciał wydawać tylko to, co lubię, nie patrząc na aspekt finansowy, skończyłbym na dwóch wydawnictwach, a nie jak w tej chwili na zamykaniu drugiej dziesiątki. Małe wytwórnie nie mają budżetów bez dna, a kierując się, jak w moim przypadku, głównie gustem, musze wkalkulować w to wszystko kwestię, czy dany tytuł będzie miał odzew wśród potencjalnych odbiorców. Takie podejście, rozumiane dobrze i dosłownie, bez dorabiania mu złośliwych epitetów, wcale nie musi oznaczać wydawania szlamu i innych potworków lubiących wykresy kołowe… Gust jest zawsze podstawowym elementem i jeśli coś nie przejdzie tego sita, to nie ma mowy o tym, abym myślał o kolejnym tytule w katalogu.

Wracając do grafiki, jakich Twoich prac możemy spodziewać się w tym roku?

Cały czas coś się zmienia, moja praca jest też, niestety, obarczona trzymaniem mordy na kłódkę, bo wytwórnie lubią same informować o swoich nowych tytułach, bez wyręczającego ich pana od grafiki. Na ten moment mogę powiedzieć tyle, że będzie trochę black metalu rodem z Niemiec i Stanów Zjednoczonych, będzie też najwyższej próby rodzimy death metal. Okładki płyt, kaset, vinyli, art printy i dużo merchu w postaci koszulek i bluz. Nie zapomnicie o nazwie Mentalporn na pewno :).

A jak widzisz przyszłość Third Eye Temple?

Optymistycznie. Co jakiś czas ukaże się nowe wydawnictwo. W tym momencie wychodzą świetne Biesy i grobowi black death metalowcy z Devil’s Emissary. Później szykuje się vinylowy split Outre/Barshasketh oraz kilka debiutujących na kasecie magnetofonowej niszczących albumów Infernal War i amerykańskiego Cobalt. W planach są jeszcze wydawnictwa dla maniaków płyty gramofonowej, oraz trochę dzianin dla scenowych modnisów. Będzie się działo.

Poza prowadzeniem wytwórni oraz strony Mentalporn, działasz jeszcze w jakiś sposób z muzyką?

Tak, słucham jej i żywo ją komentuję w gronie znajomych. Zdarza mi się też podśpiewywać w wannie, ale to jest zarezerwowane tylko dla najbliższych.

Czy zechciałbyś się podzielić czymś z czytelnikami?

Tak. Śmierć ludzkiej głupocie zawsze i wszędzie, jestem jej nieprzejednanym wrogiem odkąd pamiętam, i takim sczeznę.

Tagi: , , , , .

  • Tony Montana

    Świetna rozmowa. Dzięki.