Satyricon: „Black metal to unikatowy gatunek”

Wraz z „Deep Calleth Upon Deep” norweski Satyricon z pewnością nagrał jeden z ciekawszych albumów minionego roku. Dużo emocji wzbudziły jednak nie tylko same intrygujące utwory, jak „To Your Brethren in the Dark” czy „Ghost of Rome”, ale i sama okładka płyty, przedstawiająca litografię „Śmierć i dziewczyna” Edvarda Muncha. Jak przyznał Frost, perkusista grupy, z którym miałam okazję porozmawiać na parę godzin przed koncertem zespołu w Dreźnie, elementy wizualne są w przypadku Satyricon równie ważne, co te muzyczne. I właśnie na aspektach estetycznych skoncentrowaliśmy się w naszej rozmowie.

Interview with Frost (Satyricon) in English version (PDF file)


Pierwsza rzecz, o którą chciałabym Cię zapytać, to teledyski Satyricon: przeszliście z nimi właściwie całą drogę od „typowego” klipu, poprzez live i lyric video aż po małą formę filmową, jaką jest „To Your Brethren in the Dark”. Czy uważasz, że ta ewolucja była potrzebna?

Frost: Zdecydowanie, zwłaszcza, że sami odczuwaliśmy potrzebę tej zmiany. Nie nagrywalibyśmy teledysków, gdybyśmy nie uważali, że są w konkretnych przypadkach potrzebne – w ogóle nie robimy tego tylko dla zabawy (śmiech). Chcemy, żeby klipy były integralną częścią tego, co tworzymy z Satyriconem, sami też od zawsze przywiązywaliśmy dużą wagę do kwestii estetycznych i wizualnych. Te zresztą tworzą zarazem podstawy black metalu jako takiego, a więc gatunku bardzo plastycznego i otwartego na nowe rozwiązania – chcemy je odkryć i jak najlepiej wykorzystać. Kiedy zaczynaliśmy z „Mother North”, był to nie tylko nasz pierwszy teledysk, ale i jeden z pierwszych w black metalu w ogóle. Mieliśmy więc do czynienia z niezbadanym gruntem, który musieliśmy sobie podporządkować. Nie wolno też zapomnieć o tym, że mieliśmy dość ograniczony budżet, więc choć mieliśmy całkiem dużo pomysłów, musieliśmy podporządkować się tym kwestiom i być elastyczni, chcąc realizować nasz plan.  Część kosztów ponosiliśmy nawet sami, musieliśmy znaleźć też kogoś, kto wniósłby nieco profesjonalizmu do naszego projektu. Tak to się zaczęło. Z perspektywy czasu efekt naszej pracy wygląda niezwykle amatorsko i z pewnością nie jest to coś, co zrobilibyśmy dzisiaj, ale to był początek. Właśnie on umożliwił nam zbieranie doświadczeń i zrozumienie całego formatu, z jakim mieliśmy do czynienia. Między innymi to doprowadziło nas do takich klipów, jak „Fuel for Hatred”, kiedy mogliśmy pracować z fantastycznymi reżyserami, którzy rozumieli muzykę i mogli stworzyć z Satyricon naprawdę silny duet. Zdobycie takiego doświadczenia otworzyło dla nas nowe drzwi. Później poruszaliśmy się wewnątrz konstelacji zespół-występ, urzeczywistniając jednocześnie tę energię płynącą z naszej muzyki, i łącząc ją z dość spektakularnymi elementami wizualnymi, które podkreślały atmosferę i aurę naszego brzemienia. Na wysokości „To Your Brethren in the Dark” uznaliśmy jednak, że ta formuła zaczęła się wyczerpywać. Dlatego woleliśmy, żeby zespołu nie było widać w samym teledysku, sam utwór wymagał bowiem czegoś bliższemu formie filmowej niż typowym klipom, jego atmosfera jest bowiem nasycona artyzmem, mrokiem i melancholią, ale zarazem surowością. W ten sposób powstał koncept ostatecznej formy teledysku.

Mimo tych wyraźnych różnic, między „Mother North” a „To Your Brethren…” można dostrzec podobieństwa motywów i tematyki – forma rytuału, istotna rola kobiet, podobna sceneria. Mieliście w głowie tę swoistą klamrę kompozycyjną?

To chyba bardziej przypadek. „Mother North” z założenia potrzebowało pierwiastka żeńskiego, ze względu na charakter warstwy tekstowej. Miała reprezentować przyrodę i jej poniekąd kobiecą formę. Jednak faktycznie, ten wątek jest też obecny w „To Your Brethren in the Dark” jako manifestacja tego wspomnianego ducha natury. To łączy ze sobą te dwa utwory, choć oczywiście dzieli je równie wiele – jak choćby klimat, styl, sposób ekspresji czy inne elementy.

Wspomniałeś, że w przypadku Satyriconu istotną rolę odgrywają aspekty wizualne. Czy można powiedzieć, że na przestrzeni lat wraz z zespołem wykreowaliście określony zestaw skojarzeń estetycznych?

Wydaje mi się, że tak, i mam nadzieję, że słuchacze naszej muzyki są tego samego zdania (śmiech). Sami przywiązywaliśmy do tego duże znaczenie, kiedy słuchaliśmy wczesnych nagrań Bathory i Celtic Frost – kwestie estetyczne i wizualne miały ogromne znaczenie. To, co ożywa w wyobraźni podczas słuchania danej płyty, powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie na okładce danego albumu. Ponieważ wychowaliśmy się na winylach, grafika robiła wtedy na nas większe wrażenie, chodziło głównie o sam rozmiar okładki, plakaty i wszystkie te elementy, które dodatkowo angażowały i wpływały na sposób obcowania z muzyką. CD i pliki cyfrowe diametralnie zmieniły sposób obcowania z muzyką. Dla nas kwestie wizualne były na tyle istotne, że kiedy sami zaczęliśmy wykonywać ten gatunek muzyczny, postanowiliśmy przynieść te doświadczenia ze sobą. Dzięki temu mieliśmy już pomysł na to, co chcemy robić. Chcieliśmy pójść w te same ślady i dlatego zwracaliśmy zawsze uwagę na to, by okładka albumu i reszta elementów artystycznych pasowała do zawartej na nim muzyki. Muzyka i grafika powinny łączyć się i korespondować ze sobą, o to też zawsze dbaliśmy.  A ponieważ nasza muzyka ewoluowała przez lata, to samo działo się też z okładkami – i tutaj był to więc naturalny rozwój.

Chyba podświadomie wyczułeś, że zamierzam zapytać o okładkę… W „Śmierci i dziewczynie”, podobnie jak w innych szkicach czy obrazach Muncha, widać wyraźne znaczenie bycia „pomiędzy” – pomiędzy życiem i śmiercią, miłością czy nienawiścią. Widać to nawet po częstym motywie mostu zauważalnych na jego pracach… W jaki sposób to zawieszenie między wartościami i założeniami sztuki ekspresjonizmu czy neoimpresjonizmu znajdują odzwierciedlenie w albumie?

„Śmierć i dziewczyna” (Frost używa angielskiego tytułu, „The Kiss of Death” – przyp.red.) to jedna z prac Muncha znana raczej tylko gronu jego miłośników lub pasjonatów sztuki w ogóle, a nie szerszej grupie odbiorców. Satyr bardzo ceni twórczość Muncha, kilka razy był w Munch Museet, jednak nie znał tej grafiki aż do zeszłej wiosny. Wtedy wpadła mu w ręce cyfrowa wersja katalogu planowanej wystawy tych mniej znanych dzieł artysty. Wśród innych obrazów czy rysunków zobaczył ten i, jak sam mówi, coś po prostu zaskoczyło. Satyr poniekąd wiedział, że patrzy na okładkę albumu, która tak dobrze ilustrowała nie tylko jego osobiste doświadczenia, ale i energię utworów na naszej najnowszej płycie. Gdyby ktokolwiek miał zaprojektować okładkę „Deep Calleth Upon Deep”, na pewno nie zrobiłby tego lepiej niż Munch. To intrygujące, że gdzieś równolegle istnieją dwa dzieła sztuki tak dobrze do siebie pasujące!

Obrazy Muncha cechowała fizyczność – ostra kreska, wyraźnie widoczna faktura – ale wciąż nie pojawiała się ona tam w takim stopniu i z takim natężeniem, co o pracy, o której mówimy. „Śmierć i dziewczyna” to praca surowa, prawie organiczna. Kiedy powstała, wywoływała dużo kontrowersji, między innymi ze względu na ten styl. Taki był jednak zamiar Muncha, a później również i nasz, ta litografia idealnie się więc do tego nadawała. Ilustruje, jakie emocje towarzyszyły nam podczas nagrywania „Deep Calleth Upon Deep”. Album, podobnie jak grafika, stawia na mocną ekspresję: bezpośredniość, surowość, momentami bywa prostszy i mniej skomplikowany w formie, przywiązując jednocześnie większą wagę do emocji i ekspresji. Podsumowując, wszystko, co znajdziesz na grafice Muncha, znajdziesz też w warstwie muzycznej albumu. Tematyka „Deep Calleth Upon Deep” zresztą również oddaje to, co wychodzi na pierwszy plan „Śmierci i dziewczyny”, to niejako metafora tego, gdzie obecnie znajduje się Satyricon jako zespół. Także przejmujący dramatyzm szkicu jest tu nie bez znaczenia. Oprócz tego rzecz jasna, „Śmierć i dziewczyna” to przecież naprawdę imponujące dzieło sztuki!

Do opisu niektórych gatunków muzycznych często używa się pojęć ze świata sztuk wizualnych – chociażby kolorów, jak w przypadku black czy white metalu. Czy kwestie estetyczne mogą definiować muzykę i funkcjonować wymiennie?

Moim zdaniem to już chyba trochę zbyt odważne posunięcie. Wydaje mi się, że black metal jest sam w sobie gatunkiem unikatowym, choćby dlatego, że został zdefiniowany przede wszystkim przez atmosferę muzyki i emocje, które ona budzi. Na tym też bazuje dalsze zrozumienie gatunku, a nie na technicznej słownikowej definicji, jak bywa w innych przypadkach. Wcale nie chodzi o słabą jakość nagrań, specyficzny wokal, przestrojone gitary, blasty, nie chodzi nawet o corpse paint i używanie satanistycznych i okultystycznych symboli. Ważniejsza jest energia i atmosfera samej muzyki, jak w bluesie czy punku. Praktycznie wszystkie inne gatunki muzyczne mają swoją dokładną definicję: w death metalu liczy się konkretne brzmienie, konkretny rodzaj wokali – jeżeli nie ma tych elementów, nie można do końca zaklasyfikować takiej muzyki jako stricte death metalu. Czasami też teksty powinny obracać się wokół określonych tematów, ale może robić to na wiele nawet niepoważnych sposobów i nie robi to zbytniej różnicy.

W black metalu jest jednak zupełnie inaczej. Przykładowo, traktuję Mercyful Fate jako zespół black metalowy, choć ich muzyka bazowała głównie na typowo heavy metalowych czy nawet rock’n’rollowych rozwiązaniach. Również inne zespoły, które uważa się za prekursorów black metalu, inspirowały się rock’n’rollem, podczas gdy te późniejsze nawiązywały bardziej do ekstremalnego metalu. Nie dźwięk jest tu jednak kluczem, a atmosfera, którą można wyrazić na wiele sposobów. To właśnie czyni ten gatunek tak unikatowym, jest też tym, co trzeba pielęgnować i zachować jako główne znaczenie i poniekąd duszę black metalu.

(Ponieważ już nieco przekroczyłam czas przeznaczony na wywiad, rzucam okiem w stronę drzwi)

Myślisz, że przyjdą mnie wyrzucić, czy powinnam już wyjść sama?

Nie, nie, spokojnie możesz jeszcze pytać.

Podobnie jak wiele może być interpretacji obrazu, na tyle samo sposobów zrozumieć można muzykę. Przy okazji „Deep Calleth Upon Deep” na kanale Napalm Records ukazała się krótka seria „Track by track”, w której Satyr opowiadał o poszczególnych utworach. Czy taka z góry określona wizja jest dziś konieczna?

Na pewno nie konieczna, choć na pewno interesująca. Niektórym album może nawet podobać się bardziej, jeśli otrzymają pewien wgląd w zamiary twórców. Takie odkrywanie płyty na nowo jest intrygujące, może też rozbudzić ciekawość czy zainteresowanie. Jednak konieczna? Skądże! Podobnie jak inne dziedziny sztuki, muzyka powinna być otwarta na interpretacje. Mógłbym powiedzieć Ci teraz dokładnie, o czym są poszczególne utwory, ale wciąż nie wpłynie to całkowicie na Twoją ich indywidualną percepcję. Jeśli ta moja wizja nie jest pierwszą rzeczą, która przyszłaby Ci do głowy, mój zachwyt nad tym, jaka dana interpretacja jest wspaniała, pewnie tego nie zmieni. Jeśli jesteś jednak otwarta i zainteresowana nowymi spojrzeniami na dany temat, może wtedy posłuchasz albumu inaczej i również inne będą Twoje przeżycia z tym związane.

Dziękuję za rozmowę!

Alicja Sułkowska

Alicja Sułkowska

Wyrośnięty wampir emocjonalny o wątpliwym guście muzycznym.
Alicja Sułkowska

Latest posts by Alicja Sułkowska (see all)

Tagi: , , , , , , , .