Stawrogin: „Wypowiadanie pewnych rzeczy kosztuje”

Prawienie pochlebstw na wstępie byłoby zbędną kurtuazją, jednak kilka komplementów, wcale nie mijających się z prawdą, wydaje się nieuniknione – kto z Was w końcu nie zna dokonań Odrazy, zespołu, którego filarem jest mój rozmówca. Jeden z najlepszych polskich wokalistów, o czym mogliśmy przekonać się m.in. na zeszłorocznym wydawnictwie Biesy czy Ghost Chants Outre, a także sprawny muzyk, obejmujący rolę gitarzysty w Massemord czy wcześniej wspomnianej Odrazy. Niekiedy enigmatycznie i nie bez szczypty ironii na pytania odpowiedział Stawrogin.

Cześć! Cieszę się, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Co u Ciebie? Co ostatnio zajmowało Twój czas?

Cześć. Ostatnio trochę więcej palę – to ze spraw ważniejszych. Poza tym przepycham się z własnym ego, a skoro więcej palę, to chyba jednak przepychanki przegrywam. Poza tym jeździłem przez chwilę z zespołem weselnym (zastępstwo za gitarzystę Furii, w spektaklu Wesele w reżyserii Jana Klaty – przyp.red.), a teraz przyszedł czas, by na powrót zamknąć się w piwnicy.

Jak z Twojej perspektywy oceniasz występ w teatrze? W końcu na scenie współtowarzyszyli Wam aktorzy, a publiczność, choć w większości nieprzypadkowa, była raczej statycznym obserwatorem.

Grę w teatrze uznaję za najciekawsze dotychczasowe doświadczenie sceniczne. Zastępowałem Artura Rumińskiego, a jego partie poza regularnymi fragmentami utworów granymi przez cały zespół, to także rozmaite pejzaże muzyczne. W praktyce oznaczało to rzeczywistą grę z aktorami, w której dźwięki skoordynowane były z ruchem scenicznym. Prawdopodobnie dopiero podczas ostatniego ze spektakli byłem w stanie odsunąć od siebie zupełnie stres i chłonąć to, co działo się wokół – ostatecznie bowiem byłem widzem w uprzywilejowanej loży. Praca, jaką wykonują w Weselu aktorzy Teatru Starego jest niesamowita – praktycznie każda scena to małe dzieło sztuki, co jest także związane z reżyserią.

Przejdźmy więc do konkretów stricte muzycznych. Wydawnictwa, przy których pracowałeś cieszą się dobrymi recenzjami, i nie mam wątpliwości, że Twój udział w Massemord czy Odraza miał ogromne znaczenie. Pytanie więc, jak postrzegasz w ogóle muzykę, którą tworzysz, zależy Ci na pozytywnym odbiorze, czy to sztuka dla sztuki? A może tylko dla Ciebie?

Pomiędzy pozytywnym odbiorem a sztuką dla sztuki jest chyba jeszcze pojęcie samorealizacji, albo po prostu zwykła potrzeba wypełnienia życia kolorowymi kredkami. Nie mam pojęcia czemu robię to, co robię, choć pewnie życie bez tego byłoby uboższe. Z drugiej strony kto wie, może byłbym florystą albo księdzem. Pozytywny odbiór jest przyjemny, ale może zasadzić próżność. To nie pomaga w przepychaniu się z samym sobą. Wydaje mi się, że w życiu najważniejsze są te sfery, w których jesteśmy bardzo chujowi, bo właśnie w nich docelowo powinniśmy być najlepsi. Muzyka w tym wypadku to tylko przywilej. Gwoli jasności, mój udział w twórczości MasseMord ograniczał się do koncertów. Sterem, żaglem i okrętem zespołu jest Nihil.

Niewątpliwie „Biesy” Dostojewskiego to ważna dla Ciebie lektura, która miała wpływ na wybór pseudonimu. Dlaczego akurat ta ciężka powieść tak bardzo na Ciebie wpłynęła? A może wybór nazwy nie miał aż takich silnych inklinacji z historią Wierchowieńskich i Stawroginów?

Za projektem Biesy stoi PR, odpowiada za całość procesu twórczego, za nazwę, teksty itd. Myślę,że to jemu należy zadać powyższe pytanie. Mój pseudonim to zupełnie inna, raczej osobista sprawa i nie będę tu wylewny. Zawsze można mi mówić Ryj, brzmi zwięźlej, swojsko i tak jakby mniej pretensjonalnie.

Czyli niekoniecznie owa powieść miała wpływ na nazwę jednego z najświeższych przedsięwzięć – projektu Biesy, na którym zagościł Twój wokal?

Jak wyżej – pytajmy PR. Zgodzę się jednak – mój wokal tam zagościł w ścisłym tego słowa znaczeniu. Panie władzo, ja tu tylko tańczę.

Jesteś zwolennikiem filozofii nihilizmu? Anarchizmu?

Nie jestem. Od 31 lat uczę się żyć i zauważyłem, że etykiety są przereklamowane.

Wróćmy do muzyki. Jak to się stało, że związałeś swoje życie z metalem w ogóle?

To chyba sprawka kolegi Stefana, który w dalekiej przeszłości pożyczył mi pierwszą kasetę.

Cóż to był za album, który zrobił na Tobie takie wrażenie?

Ride the Lightning Metalliki.

Jesteś członkiem kolektywu LTWB, o którym śmiało można powiedzieć, że jest jedną z ważniejszych grup w Polsce. Jak udało się Wam połączyć siły, pomimo tego, że dzielą Was kilometry?

Nieocenioną rolę odegrał tu Renault Megane, to właśnie ten pojazd pomagał mi pokonywać A4 w relacji Kraków – Katowice.

Co Cię skłania, by podejmować wysiłek udzielania się w tak wielu projektach, a przy tym na różnych polach?

Lubię lepić muzykę z różnymi ludźmi – nie jestem wybitny na którymkolwiek z pól, ale przynajmniej mam możliwość uczestnictwa w całym procesie tworzenia. Poza tym muszę działać w zespołach – to wtórny proces socjalizacji, który łamie kręgosłupy wszystkim megalomanom, co to przesiadują w piwnicach z bólem dupy, że Black Sabbath był tylko jeden.

Zanim jednak Twoja kariera nabrała rozpędu, zapewne szlifowałeś swój talent w pomniejszych projektach. Mógłbyś opowiedzieć, jakie zachowałeś wspomnienia z początków swojej fascynacji ciężką muzyką?

„Kariera” to słowo, które zdecydowanie nie przystaje do tego, czym się zajmuję. Inicjatyw w młodości było sporo, niektóre to absolutny żart, inne nosiły w sobie potencjał, ale z tych czy innych powodów połknął je czas. Każdy z tych zespołów/projektów był natomiast nieoceniony jako warsztat.

Na Esperalem tkane Odrazy czy Światu jest wszystko jedno WTZ mieliśmy okazję przekonać się, że świetnie sobie radzisz również jako tekściarz. Czy często sięgasz po ten środek ekspresji?

Zdecydowanie nie – mam do powiedzenia coraz mniej i coraz trudniej mi to ubrać w formę. Ponadto wypowiadanie pewnych rzeczy kosztuje. Tu absolutnie nie wchodzi w grę oczyszczenie, sprawa ma się wręcz odwrotnie. Z perspektywy czasu uważam, że Esperalem Tkane to wielki manifest słabości i bezradności.

Kiedy jednak już przystępujesz do spisywania myśli, istotne jest dla Ciebie miejsce lub otoczenie?

Miejsce i otoczenie nie ma znaczenia, o ile jestem wówczas sam. To jedyny warunek. Najlepsze pomysły wpadają do głowy za kierownicą, niestety przy późniejszej konfrontacji z klawiaturą niewiele z tego w głowie zostaje.

A propos Odrazy, możemy spodziewać się wskrzeszenia zespołu?

Nie ma czego wskrzeszać, zespół żyje i zamierza zrobić sobie prezent z okazji dekady istnienia.

Twój wokal przechodzi czasami mniej a czasami bardziej zauważalne transformacje, jednak szczególnie tam, gdzie pojawiają się polskojęzyczne teksty, utwory stają się jakby bardziej esencjonalne i „żywe”. Rozumiem, że ma dla Ciebie znaczenie, w jakim języku wykonujesz utwór?

Oczywiście, że tak. Myślę w języku polskim więc śpiewam w tymże. Mowa oczywiście o tekstach moich lub autorstwa innych osób, z których treścią się identyfikuję.

Jak do tej pory nie było zbyt wielu okazji, by zobaczyć Twoją grę na żywo. Jest szansa, że kiedyś postanowisz pokazać któryś ze swoich projektów szerszej publiczności?

Jedynym projektem, w którym współdzielę bezwzględnie moc decyzyjną jest Odraza i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, iż szersza publiczność nigdy nas nie zobaczy. WTZ to dziecko Sarsa, z którym podróżuję radośnie niczym przyszyty do plecaka pluszowy miś. Jest mi dobrze, choć to kolega nadaje ton wyprawie. Niewykluczone, że w mijającym roku uda mi się stanąć na scenie w roli, którą lubię najbardziej, choć tu należy jeszcze wstrzymać się z wyrokami.

Z różnych źródeł wiem, że jako student brałeś udział w poszukiwaniach polskich grobów w Afryce, ale również odwiedziłeś osadzonych w zakładzie karnym, by przeprowadzić dla nich lekcje historii. Zdradzisz jeszcze jakieś ciekawe fakty z Twojego życia, powiedzmy, zawodowego? Zakładam, że ważne miejsce w Twoim sercu zajmuje historia Polski.

Grobów nie poszukiwaliśmy, a dokonywaliśmy ich renowacji, choć podczas wyjazdu bywaliśmy w stanach, które sugerowały, że i owszem poszukujemy grobów – własnych. Zakład karny to z kolei historia, o której przypomniała mi Szanowna Pani Redaktor, zupełnie wyparłem sprawę z pamięci. Historia jako nauka jest piękna, nie ma może gracji matematyki, ale w kapitalny sposób pokazuje nam, ile z perspektywy czasu znaczy to, co dla nas ważne, i jak bardzo determinuje nas to, co ponoć mamy w dupie.

Podejmujesz tego typu działania z pasji? A może ze zwykłej chęci przeżycia przygody, w końcu to sposób na oderwanie się od „tu i teraz”?

Ostatnio usłyszałem, że jestem człowiekiem pożądliwym, potrzebuję mocnej stymulacji emocjonalnej. Zarówno wyjazdy, jak i muzyka muszą wypełnić całkiem spory krater. W ostatecznym rozrachunku najsprawniej wypełnia go muzyka, wciąż jednak wyjeżdżam, gdy tylko nadarza się okazja. Kuszę śmierć i rachunek prawdopodobieństwa ilością czasu spędzonego za kółkiem.

Idąc dalej tym tropem, Odraza nieprzypadkowo została wybrana, by skomponować muzykę do filmu na temat niemieckiego obozu pracy, czego wynikiem jest mini album Kir?

Będąc zupełnie szczerym, zadziałał tu powszechny na muzycznych scenach mechanizm robienia dobrze kolegom. Tylko tyle i nic ponadto. Nikt przy zdrowych zmysłach nie obstawiłby nas przecież świadomie w roli muzyków podczas takiego wydarzenia na podstawie portfolio.

Gdzie w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać Twojej obecności?

W piwnicy. Będę tam za godzinę.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .