Vorgrum: „To manifest naszego sposobu bycia”

Zespołów grających pagan lub folk metal mamy na Starym Kontynencie co niemiara. Tyle że żaden z nich nie gra swojej muzyki w tak odmienny sposób, w jaki robi to argentyński Vorgrum. I właśnie z powodu tej dziwnej mieszanki blacku, thrashu, folku i metalu pogańskiego, debiutancki album Last Domain może stać się niespodziewanym hitem wśród tegorocznych premier. Dlatego też postanowiłem zrobić małe dochodzenie w kwestii tego pochodzącego z bardzo daleka, bandu.

Przede wszystkim witam was na europejskim terytorium, nawet jeśli tylko z płytowego i internetowego punktu widzenia. Pierwsze pytanie będzie rozgrzewkowe. Z historycznych doświadczeń wiemy, że zespoły powstają zazwyczaj jako swego rodzaju forma buntu muzyków przeciw społecznym regułom, politycznym zawieruchom i tak dalej. Czasem natomiast muzycy chcą po prostu powiedzieć światu coś osobistego, jakieś wewnętrzne przeżycia lub przemyślenia. Jak to było w waszym przypadku?
Witajcie! No więc z Vorgrum to było tak, że postanowiliśmy powołać do życia stworzenie, które będzie uzewnętrzniało naszą miłość do świata natury i nienawiść do ludzkich wynalazków, które codziennie ten świat niszczą. To manifest naszego sposobu bycia na co dzień. Niezależnie od tego, czy akurat jesteśmy pijani, czy martwimy się o naturę i jej ochronę, czy o nasze korzenie i folklor naszych przodków, którzy pojawili się w Argentynie z różnych zakątków świata.

Jaka jest sytuacja polityczna i społeczna w Argentynie? Czy takie kwestia wpływają na waszą muzykę?
Nie zwykliśmy rozmawiać o tych sprawach na forum publicznym. Tyle w tym temacie plotek i zdań odrębnych, że zazwyczaj taka dyskusja kończy się kłótnią z powodu różnic poglądowych. Nie chcemy także zostać podciągnięci pod jakiś konkretny polityczny lub społeczny sort. Poza tym polityka nie interesuje nas specjalnie, ani argentyńska ani światowa.

band2

OK. Wróćmy zatem do zespołu. Po kilku latach zmian w składzie i dopasowywania się do siebie wydaliście wreszcie wasz pierwszy pełnowymiarowy album. O czym jest Last Domain?
Płyta opowiada o ostatnim bastionie ludzkiej egzystencji na świecie. I o tym, jak Vorgrum niszczy arogancką rasę ludzką i imprezuje ostro po osiągniętym sukcesie [śmiech]. Zresztą samemu można się o tym przekonać studiując teksty naszych piosenek i słuchając różnorodnie, w zależności od tematyki, skomponowane melodie.

Premiera płyty miała miejsce półtora roku temu, lecz do tej pory dostępna była tylko w wersji cyfrowej. Czemu nie wydaliście jej na krążku wcześniej?
Wydaliśmy ją własnym nakładem w roku 2015. Niemniej z uwagi na dystrybucję płyta miała raczej charakter lokalny, a nie globalny. Choć paru fanów chętnie zapłaciło za daleką wysyłkę.

Wy jesteście z Ameryki Południowej a Via Nocturna z dalekiej Polski. Jak to się stało, że ta właśnie wytwórnia wprowadza was do świata fizycznych wydawnictw?
W zasadzie to szukaliśmy wytwórni, która wyda naszą płytę w Europie. I na mapie pojawiła się właśnie Via Nocturna. A ponieważ zaoferowali nam niezłe warunki, po prostu nie dało się powiedzieć nie. Poza tym bardzo jesteśmy ciekawi, ile osób poza Argentyną kupi nasz album.

Opowiedzcie coś więcej o tej współpracy. Czy ustalenie korzystnych dla obu stron warunków trwało długo? Czy całość materiału na płytę wraz z projektem okładki dostarczyliście wy, czy to Via Nocturna pomagała wam w jakichś kwestiach?
Poszło szybko. W zasadzie zaraz po zaledwie kilku drobnych poprawkach w kontrakcie zaczęła się produkcja płyty. To my wysyłaliśmy cały materiał włącznie z kompletem grafik. To jednak był ciężki temat, gdyż nasz grafik Aldo Requena był akurat poza Argentyną i do tego zgubił kopie naszej okładki. Zmusiliśmy go więc, by zrobił to wszystko jeszcze raz gdy był w Szwecji.

Znacie w ogóle Polskę? Wiedzieliście coś o niej, zanim zaczęliście współpracę z Via Nocturna?
Wiemy gdzie leży Wasz kraj i znamy troszkę historię Polski. I choć żaden z nas nigdy w Polsce nie był, wiem że będziemy grali koncert w Krakowie na ulicy Grodzkiej 42.

Znacie jakieś polskie kapele? Słuchacie i lubicie któreś z nich?
W zasadzie to nawet sporo kapel. Vader, Behemoth, Decapitated, Mgła, Vesania. I mógłbym tak wymieniać dość długo, więc lepiej skończmy ten temat.

Wspomnieliście o koncercie. Właśnie wydaliście w Europie nowy album. Dobrą praktyką jest rozpoczęcie trasy koncertowej zaraz po premierze. Jak to będzie w waszym przypadku?
Zaczynamy już w nadchodzącym tygodniu od koncertu we Włoszech. Na razie zakontraktowanych mamy 13 koncertów, w tym w Polsce. Na pewno będziemy grali w Krakowie 23 października.

Jeszcze w kwestii koncertowania. Dużo gracie w Buenos Aires? W Argentynie? W Ameryce Południowej?
Jak do tej pory graliśmy tylko w Buenos Aires. Natomiast w tym roku planujemy trasę ze Skiltronem w ramach ich jubileuszowej trasy The Clans Have United.

W Europie grany przez was gatunek muzyczny jest bardzo popularny. Ludzie pokochali kapele głównie ze Skandynawii i zazwyczaj gotują im gorące powitanie. Jak to wygląda w Argentynie? Czy folk i pagan metal są tam u was popularne?
Scena folk i pagan metalowa jest naprawdę malutka. Jesteśmy jedną z może dziesięciu kapel tego rodzaju. Co najwyżej dziesięciu. Tu u nas nie ma publiczności dla tego rodzaju sceny. Dobrą stroną jest to, że jednak choć powoli, to i u nas ten gatunek także rośnie.

Faktycznie domem dla takiej muzyki jest Europa. Dlaczego jednak postanowiliście podbić sceny tu, gdzie są one przepełnione przez różne folkowe i pogańskie hordy, a nie chcecie zostać pionierami tego gatunku w Argentynie?

Jak już wspominaliśmy folkowo-pogańska scena u nas jest bardzo mała. Próbujemy się przebić, ale albo w ogóle nie dostajemy zaproszeń, albo warunki kontraktowe są poniżej krytyki. Jeśli wspomnisz, że grasz folk metal, scena metalowa u nas tak jakby się na to hasło zamykała. Skończyliśmy więc grając z tymi samymi kapelami dla tej samej publiczności. Ciężko w taki wypadku o rozwój zarówno zespołu jaki całego gatunku.

Niezbyt wesołe perspektywy. Niemniej nasuwa mi się kolejne pytanie. Czy dostajecie jakąś pulę płyt Last Domain po to, żeby sprzedać je właśnie w Argentynie? Czy europejska edycja waszego albumu nie będzie u was osiągalna (nie mówię tu oczywiście o możliwości zamówienia jej przez ebay na przykład).
Mamy jeszcze płyty, które wydaliśmy własnym nakładem. Niemniej Via Nocturna zadbała o nas i przekazali nam pewną ilość kopii do sprzedaży podczas tournée po Argentynie.

Dobrze. Zmienię na chwilę tory wywiadu i zadam kilka pytań technicznych. Kto komponuje muzykę? Kto pisze teksty?
Generalnie muzykę komponuje Patrick i Folter, nasi gitarzyści. Później pozostali aranżują swoje partie instrumentalne. Teksty piszemy wspólnie. Najpierw na próbach określamy tematykę kawałków, a potem dopasowujemy teksty do tych pomysłów.

Jakie są wasze muzyczne inspiracje?
Muzyka metalowa ogólnie. Jeśli coś nam spasuje, próbujemy wykorzystać to w muzyce Vorgrum.

Dzięki. A teraz kilka pytań z serii poznawczych kulturowo. Argentyna, Podobnie jak Polska to kraje głęboko religijne. Macie nawet teraz swojego papieża! Wierzycie w Boga?
Niech ten temat pozostanie naszym sekretem…

Z tego co wiem, w Argentynie na drugim miejscu po Bogu jest piłka nożna. Gracie?
Taaak, futbol to jest coś tu u nas. Messi, Maradona i tak dalej. Mimo to my wolimy rugby. Albo sztuki walki.

W poprzednim pytaniu powiedziałem coś w stylu „z tego co wiem”. No właśnie, my tu w Polsce dość mało wiemy o Argentynie. Poprosimy więc o krótką lekcję tego, co tam u Was popularne, typowe i najbardziej lubiane przez Argentyńczyków?
Asado! [śmiech]. Mówimy często, że jesteśmy Vorgrum z kraju mięsiwa [org: we are Vorgrum from the Land of Carne – przyp. red.] Argentyna to kraj mięs, mamy swoje „asado”, czyli mięso pieczone na węglu drzewnym na grillu. U nas bardzo często się to jada. Ale Argentyna znana jest także z tango, dobrych win, Ferneta [likier ziołowy włoskiego pochodzenia, robiony na bazie spirytusu z winogron, zazwyczaj ok 45% – przyp. red.] z Colą i jeszcze paru innych rzeczy.

Czy muzyka (tak ogólnie) jest dla Argentyńczyków bardzo ważną sferą życia?
Generalnie… tak, muzyka jest bardzo ważna w naszym życiu. Ale sposób organizacji sceny muzycznej jest makabryczny. Muzycy są z góry na przegranej pozycji. Z naszego punktu widzenia trudno już o znalezienie miejsca, w który moglibyśmy zagrać. Nie mówiąc już o tym, ile trzeba się potem prosić o zapłatę za koncert. W niektórych miejscach wymaga się od muzyków zapłaty za to, że pozwala im się grać albo zabiera się im pieniądze ze sprzedaży biletów na pokrycie kosztów produkcji koncertu.

No cóż, mimo to dzięki za lekcje geografii i socjologii. Korzenie i fundamenty, na których powstają tak dobre płyty jak Last Domain są zawsze bardzo interesujące. Ale wybiegnę na chwilę w przyszłość. Co planujecie po tej premierze? Myślicie już o jakimś następnym albumie?
Zdradzę Ci tajemnicę. My już mamy cały materiał na następną płytę. Musimy skończyć tylko warstwę tekstową i popracować trochę nad aranżami. Mamy nadzieję nagrać album do końca marca przyszłego roku!

O, to pięknie! Dzięki zatem za taką informację! A czy na koniec chcecie jeszcze coś specjalnego przekazać czytelnikom Kvlt Magazine? Jakieś osobiste przesłanie?
Przede wszystkim dzięki za wywiad. Nieźle się ubawiliśmy odpowiadając na twoje pytania. No cóż, przede wszystkim mamy nadzieję na sporą publikę, która dzięki wam przyjdzie na nasze koncerty w Europie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o naszej trasie, śledźcie naszą stronę na Facebooku albo naszym koncie na Instagram. Dzięki za poświęcony czas. Pozdrawiamy czytelników Kvlt Magazine!

Tagi: , , , , , , , , , .