Xentrix: „szykujcie się na słuszną dawkę oldschoolowego thrashu”

Polscy fani Xentrix mogą czuć się trochę zawiedzeni.Ten uznawany niegdyś za najważniejszy thrash metalowy zespół, pochodzący z Wielkiej Brytanii, rzadko można zobaczyć w mediach. Na dodatek grupa, mimo że powstała równe trzy dekady temu, jeszcze nigdy u nas nie występowała. Szczęśliwie zobaczymy ją podczas nachodzącej Metalmanii i z tego też powodu zadzwoniliśmy do Kristiana Havarda (gitara). Porozmawialiśmy o historii grupy, ale i o nowym albumie, który, jak się okazuje,już w tym roku znajdzie się na rynku.

Kristian, Xentrix powstał w 1988 roku, tymczasem jak dotąd nie graliście jeszcze w Polsce. 

Gdyby to od nas zależało, gralibyśmy wszędzie. Udało nam się zagrać w Niemczech, Belgii czy Francji, ale faktycznie nie graliśmy jeszcze w Polsce. Kiedyś na każdy koncert musieliśmy dojechać, a koszty takiej podróży były bardzo duże. Obecnie nawet taki mały zespół jak nasz jest w stanie wybrać się także do tych trochę dalszych krajów, a to wszystko dzięki uprzejmości takich firm jak Ryanair czy EasyJet (śmiech). Dlatego w końcu udało nam się dotrzeć do Grecji czy Hiszpanii, a w kwietniu zagramy także i u Was. Nie możemy się już tego doczekać! Metal Mind, firma która wydała reedycje naszych albumów, jest z Polski. Kiedy więc dostaliśmy zaproszenie, pomyśleliśmy, że chyba mamy tutaj trochę fanów, więc nie zastanawialiśmy się długo.

Podejrzewam, że najwięcej uciechy swoim koncertem sprawicie miłośnikom Waszych dwóch pierwszych albumów.

Dokładnie. Nasz set opieramy przede wszystkim na piosenkach z Shattered Existence oraz For Whose Advantage?. Wiemy, że fani naprawdę lubią te albumy, szykujcie się więc na słuszną dawkę oldschoolowego thrashu.

Ludzie wciąż domagają się także Waszej przeróbki filmowego hitu Ghostbusters? Stało się to już Waszym przekleństwem?

Cóż, nagraliśmy ten numer tylko dla żartu, na potrzeby BBC Friday Rock Show. W zamyśle miał być wyemitowany tylko raz, ale wytwórnia zaczęła wtedy nalegać, aby wydać tę piosenkę na płycie. Nie spodobał nam się ten pomysł, dopytywaliśmy więc: „Ale wy tak na poważnie?„, a że ludzie z wytwórni nie odpuszczali, to machnęliśmy ręką i to zrobiliśmy. Grywamy więc ten numer, publice się podoba, ale nie wiem, czy na Metalmanii znajdzie się w secie.

Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym chwilę porozmawiać o Kin, Waszej trzecie płycie.

Żaden problem.

Czytałem ostatnio jej ciekawą recenzję. Pada tam takie stwierdzenie, że łatwo sobie wyobrazić sytuację, że ten album nie jest wydany przez Xentrix, ale przez Metallikę i osiąga nawet większy sukces niż Czarny Album. Co powiesz na taką opinię?

Zupełnie się z nią nie zgadzam (śmiech). Nagrywaliśmy Kin w dość zabawnych czasach. Wszyscy wokół zmieniali swoją muzykę. Utwory stawały się bardziej „piosenkowe”, a thrashowe wpływy traciły na znaczeniu. My też poszliśmy tą drogą. Lubię te piosenki, są naprawdę dobre, choć mają kiepską produkcję. Przyznam jednak, że nie przepadamy za graniem tych utworów na żywo. Zdarza się nam, ale okazjonalnie. Myślę, że mają za wolne tempo. Trudno mi jednak porównać Kin do Czarnego Albumu, bo go za bardzo nie lubię. Jestem fanem Metalliki, ale tej starszej, na przykład płyty Ride the Lightning.

Takie pozytywne oceny Kin, jak ta o której wspomniałem, są mniej liczne niż głosy krytyki, że ten kierunek jaki wtedy obraliście, był błędny. W czasach kiedy nagrywaliście tę płytę, czuliście, że tworzycie coś, co wzbudzi kontrowersje?

Nie, nie patrzyliśmy na to w ten sposób. Dla nas to była po prostu zmiana, naturalna ewolucja. Nie chcieliśmy być zespołem tylko jednego rodzaju muzyki. Postawiliśmy więc wtedy na bardziej melodyjne riffy, Chris (Astley– ówczesny wokalista i gitarzysta) zaczął śpiewać wolniej. Po latach patrzę jednak krytycznie na Kin. Najbardziej lubię nasze dwie pierwsze płyty, ich dynamikę i siłę. Znacznie lepiej mi się gra te piosenki.

A jak oceniasz Wasz czwarty album Scourge? Przyznam Ci się, że rzadko po niego sięgam, ale kiedy kilka dni temu odświeżyłem go sobie, uderzyła mnie jego moc. Miałem wrażenie jakby Machine Head spotkali Panterę.

Wydaje mi się, że to nie powinien być album Xentrix. Mieliśmy wtedy dwóch nowych ludzi w zespole, wokalistę i gitarzystę (odpowiednio- Simon Gordon oraz Andy Rudd– przyp.red.) i poszliśmy w innym kierunku muzycznym. Uważam, że to dobry album, ale nie zespołu Xentrix. Nie jest w żaden sposób reprezentatywny dla naszej kapeli, nie pasuje do reszty naszej dyskografii. Powinniśmy wtedy zmienić nazwę. Chcieliśmy nawet to zrobić, ale wytwórnia płytowa się na to nie zgodziła. Upierali się przy tym, by wydać tę płytę pod znanym szyldem, więc stwierdziliśmy: „No dobra„.

Czy te zmiany o których mówisz były powodem rozpadu zespołu w 1997 roku?

Przede wszystkim zrezygnowaliśmy z zespołu z powodu malejącego zainteresowania fanów. Rynek muzyczny drastycznie się wtedy zmienił. Połowa lat 90.przyniosła zainteresowanie innymi stylami muzycznymi, a na nasze koncerty przychodziło po 40-50 osób. Zespół po prostu umarł, wszystko samo naturalnie się skończyło. Nadal się spotykaliśmy, graliśmy muzykę w wolnych chwilach, ale już tylko dla przyjemności.

Gdybyś więc miał wehikuł czasu, cofnąłbyś się w przeszłość, aby zrobić coś inaczej?

Chyba tak, żeby podkraść riffy Slayerowi i Metallice (śmiech). Myślę, że zmieniłbym kilka rzeczy. Jak wspomniałem, wydałbym Scourge pod nazwą innego zespołu. Zrobiłbym Kin inaczej, tak by był bliższy stylowi Shattered Existence i For Whose Advantage?. No i przede wszystkim, prędzej zagrałbym w Polsce (śmiech).

Co czujesz, kiedy czytasz lub słyszysz, że Xentrix jest jednym z najbardziej niedocenionych zespołów?

Ponownie pozwolę sobie się z tym nie zgodzić (śmiech). Choć oczywiście takie opinie są bardzo miłe. Pierwszy album wydaliśmy blisko trzydzieści lat temu, a są ludzie którzy nadal chcą nas słuchać?! To niesamowite! Kiedy gramy koncert i widzę, jak pod sceną szaleją młodzi ludzie, myślę sobie: „Mój Boże, przecież nie było was na świecie, kiedy wychodziły te płyty„. Nie przemawia przeze mnie teraz sentyment, po prostu jestem wdzięczny, że tak jest.

Długo nie było Was na scenie. Wróciliście w 2006 roku, ale tylko na kilka koncertów. O prawdziwym comebacku można mówić dopiero od roku 2013.

Dokładnie tak.

Wszystko wydawało się iść dobrze, aż któregoś dnia Chris Astley ogłosił Wam, że opuszcza zespół. Dlaczego Chris odszedł? Wydawał się widzieć przyszłość Xentrix entuzjastycznie.

No właśnie! Tak nam się przynajmniej wydawało. Chris jest jednak dość dziwną, introwertyczną osobą. Któregoś dnia po prostu nam oznajmił, że już nie chce zajmować się muzyką. Nie przeszedł do innej kapeli, tylko stracił zainteresowanie graniem. Trochę się wahał, bo miał w pamięci sporo pozytywnych wspomnień związanych z Xentrix, ale powiedzieliśmy mu wprost, że jeśli chce powiedzieć „stop”, niech to zrobi teraz, a nie za pół roku, bo to by była tylko strata naszego czasu. Co ciekawe, my wtedy właśnie zakończyliśmy nagrywanie naszej nowej płyty, a on nam ogłosił swoją decyzję dosłownie chwilę po skończeniu prac. Znaleźliśmy się w trudnym położeniu. Mieliśmy wydać album, wiedząc, że nie możemy go promować koncertami? Musieliśmy więc zastanowić się co dalej. Cóż, Chris po raz drugi nas zostawił, bo przecież w latach 90. także od nas odszedł i to wtedy także miało spory wpływ na naszą ówczesną decyzję o zakończeniu działalności. Zmiana wokalisty jest dla zespołu znacznie trudniejsza, niż znalezienie na przykład gitarzysty. Ale to już na szczęście przeszłość. Teraz mamy rok 2018 i nowego wokalistę na pokładzie.

Dołączył do Was Jay Walsh. Powiesz o nim coś więcej?

Poznałem go jakieś dziesięć lat temu, w tamtym czasie grał chyba w zespole Fourwaykill. Powiedział mi wtedy, że jest fanem Xentrix i takie tam (śmiech). Spotkaliśmy się jakiś czas później w czasie wspólnego koncertu. Jego zespół grał razem z nami, kiedy jeszcze był z nami Chris. O współpracy zaczęliśmy rozmawiać, kiedy wpadliśmy na siebie na festiwalu Bloodstock. Jay powiedział mi , że chętnie pogra z nami na gitarze. Już z nim w składzie prowadziliśmy przesłuchania, szukając wokalisty. Te nie były zbyt owocne, więc któregoś dnia rzuciliśmy do Jay`a: „A może ty zaśpiewasz?„, na co on odparł: „Oczywiście, z przyjemnością„. Nieźle się wtedy zaskoczyliśmy (śmiech).Poprosił nas tylko o trochę czasu, żeby opanować jednoczesną grę ze śpiewem. Cieszę się, że udało nam się go znaleźć, myślę, że do nas pasuje. Nawet jego gitara ma taki kształt, jak ta Chrisa (śmiech). Żartuję oczywiście, przede wszystkim liczy się dla nas to, że się świetnie dogadujemy i fajnie spędzamy razem czas.

A co z tym albumem, który nagraliście? Dogracie wokale Jay`a i wydacie?

Dokładnie tym się teraz zajmujemy. Dogrywki są już na ukończeniu, potem zostanie nam jeszcze miks. Będziemy za wszelką cenę dążyć do tego, aby wyrobić się do lata. Pomaga nam w nagraniach Andy Sneap (nagrywał bądź produkował m.in. Accept, Nevermore, Exodus czy Arch Enemy- przyp.red.), nasz stary znajomy. Nie mogliśmy trafić lepiej, Andy jest naprawdę wspaniały, wyciska z nas wszystko, co mamy najlepszego.

Powiedz coś więcej o nowym albumie. Jaki ma tytuł, ile jest utworów i czy jest dużo thrash metalu? (śmiech)

Oczywiście! Wracamy bowiem klimatem do naszych dwóch pierwszych płyt, choć rzecz jasna brzmienie będzie współczesne. Płyta nosić będzie tytuł Bury the Pain, znajdzie się na niej dziesięć utworów. Okładkę zrobił Dan Goldsworthy, znany między innymi z obrazków, jakie przygotował dla Accept czy Hell. Jest doskonałym artystą i stworzył dla nas naprawdę świetną okładkę. Nie będę spoilerował, zobaczycie ją w swoim czasie, a ja tylko dodam, że nie mogę się doczekać, gdy ją zobaczę na winylowej edycji albumu. Jeśli ktoś, tak jak ja, lubi słuchać muzyki z 12 calowych płyt i delektować się przy tym okładką, na pewno będzie zadowolony.

Narobiłeś smaka…

Wierz mi, że my również jesteśmy głodni i nie możemy doczekać się premiery. Czekamy też na możliwość grania już nowych numerów na żywo. Myślę, że na Metalmanii zaprezentujemy jedną nową kompozycję.

Łatwo Ci było wejść z powrotem w buty kompozytora po dwudziestu latach przerwy?

Tak, bo nigdy nie przestałem grać, cały czas wymyślałem jakieś riffy czy solówki. Jedyna różnica między przeszłością a teraźniejszością widoczna jest w czasie nagrywania. Kiedyś było mniej technologii, dziś więcej korzystasz z komputera. Posiadanie studia we własnym domu też nie stanowi problemu. Można więc łatwo pracować nad nową muzyką i od razu ją nagrywać. Kiedyś więcej trzeba było opracowywać na próbach. Jest to więc inny sposób pracy, ale wydaje mi się, że obecnie wszystko odbywa się łatwiej i szybciej.

Na koniec mam dla Ciebie pytanie specjalne.

OK (śmiech).

Skąd się bierze Twoja potrzeba grania metalu? Ostatnio zostałeś dziadkiem, spędzasz czas na zabawach z wnuczką, możesz sobie w wolnych chwilach, nie wiem, łowić ryby albo oglądać na stadionie jak Manchester City demoluje kolejnego przeciwnika, a Ty tymczasem po latach przerwy wydajesz nową płytę i planujesz wojaże po świecie, żeby na koncertach chłostać fanów thrash metalem.

Naprawdę świetne pytanie (śmiech). Wiesz, my nie cierpimy z powodu nadmiernych wyjazdów, nie jesteśmy Metalliką i nie gramy tras koncertowych na sześciu kontynentach. Jesteśmy małym zespołem, który grywa dość rzadko. Dla nas jest to wspaniałe urozmaicenie. Kochamy to. Nie ma nic lepszego, niż pojechać ze swoją muzyką gdzieś, gdzie cię jeszcze z nią nie było, poznać nowych ludzi i świetnie się bawić. Dlatego też naprawdę cieszę się, że już niedługo po raz pierwszy zagramy w Polsce. Będziesz na Metalmanii?

Oczywiście.

W takim razie wpadnij do nas, napijemy się piwa (śmiech).

Tagi: , , , , , , , , , , , , .