<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Łukasz W., Autor w serwisie KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/author/lukaszw/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/author/lukaszw/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 Sep 2026 10:15:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Łukasz W., Autor w serwisie KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/author/lukaszw/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>BEHEMOTH &#8211; &#8222;I, Scvlptor&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/behemoth-i-scvlptor-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/behemoth-i-scvlptor-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Sep 2026 09:06:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[I Scvlptor]]></category>
		<category><![CDATA[Massacre Records]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Productions]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=364573</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nowa muzyka Behemoth przyszła niespodziewanie szybko, bo ledwie rok po The Shit ov God. Reklamowany jako „specjalne wydawnictwo” przygotowane we współpracy z&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/behemoth-i-scvlptor-2026/">BEHEMOTH &#8211; &#8222;I, Scvlptor&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nowa muzyka <strong>Behemoth</strong> przyszła niespodziewanie szybko, bo ledwie rok po <strong><em>The Shit ov God</em></strong>. Reklamowany jako „specjalne wydawnictwo” przygotowane we współpracy z <strong>Massacre Records,</strong> <strong><em>I, Scvlptor</em></strong> to coś na zasadzie składanki, a może bardziej EPki w stylu tych, jakie niegdyś zespół <strong>Nergala</strong> wypuszczał dość regularnie. W zestawie dostajemy trzy niepublikowane do tej pory utwory (dwa nowe i jeden odrzut z sesji nagraniowych ostatniego pełniaka), dwa re-recordingi, dwa covery (w tym jeden w wersji live) oraz alternatywny mix jednej z nowości. Brzmi jak coś dla tych największych fanów zespołu, prawda? No i takie właśnie jest.</p>
<p>Dwie nowe kompozycje są na dobrą sprawę głównym powodem, dla którego <strong><em>I, Scvlptor</em> </strong>koniec końców okazał się dla mnie interesujący. Utwór tytułowy to typowy nowoczesny <strong>Behemoth</strong> – marszowe tempo, ciężki riff i monumentalny, pełen patosu klimat. Ci, którym odpowiada wolniejsza i bardziej stonowana wersja zespołu będą zadowoleni, pozostali zapewne będą kręcić nosem (pewnie kręcą nim od jakiegoś czasu, wszak to od dawna znany singiel promujący wydawnictwo). Znacznie ciekawszy jest <strong><em>Lord ov the Horizons</em></strong>, z niemalże gothic-rockową pierwszą częścią i czystym śpiewem <strong>Nergala</strong> przechodzącym w skrzek i growl oraz minutą o wiele bardziej standardowej dla Behe blackowej galopady. To bez wątpienia najjaśniejszy punkt wydawnictwa, pokazujący jak bardzo zespół ewoluował przez lata. Jego umieszczoną na końcu krążka, surowiej zmiksowaną wersję uważam za to za całkowicie zbędne, sztuczne wydłużenie płyty. Prawdę powiedziawszy, po pierwszym odsłuchu całości wyłączałem<em> <strong>I, Scvlptor</strong></em> bądź wciskałem na pilocie replay przed nią. Trzecią z nowości jest odrzut z <strong><em>The Shit ov God</em> </strong>– <strong><em>Begotten</em></strong> – który chce stać się przebojowym numerem<strong><em>. </em></strong>Tutaj cieszyć może jedynie żwawe tempo, jednak bardzo szybko słychać, dlaczego nie znalazło się dla tej kompozycji miejsce na ostatnim pełniaku – jest dość nijaka i mało charakterystyczna, znacznie odstająca od wydanego w ubiegłym roku materiału.</p>
<p>Nowa wersja <strong><em>Rise of the Blackstorm of Evil </em></strong>to obok <strong><em>Lord ov the Horizons </em></strong>drugi strzał praktycznie w dziesiątkę. Umiejętnie przearanżowany numer, oryginalnie wydany na demie <strong><em>The Return of the Northern Moon, </em></strong>nie tyle zyskał tutaj nowe życie, co wręcz brzmi jak coś totalnie świeżego. Nie jest to dla mnie niespodzianka, bo z reguły re-recordingi kawałków z samych początków kariery wychodzą <strong>Behemothowi</strong> znakomicie, uwypuklając zajebistość, która w jakimś stopniu była przykryta obskurną produkcją. Bardzo chętnie zobaczyłbym kiedyś całe takie wydawnictwo, ale pod warunkiem, że trzymałoby się ono tych najbardziej zamierzchłych czasów w karierze Pomorskiej Bestii. A to dlatego, że nowa wersja <strong><em>In Thy Pandemaeternum </em></strong>jest po prostu poprawnym odświeżeniem, a <strong><em>Pandemonic Incantations </em></strong>w przeciwieństwie do wcześniejszych albumów/EPek/dem niekoniecznie potrzebuje takiego traktowania. Słucha się tej nowej wersji oczywiście dobrze, no ale&#8230; po co?</p>
<p>Mam zastrzeżenia do wrzuconych na <strong><em>I, Scvlptor </em></strong>coverów. Wykonawczo nie ma się oczywiście do czego przyczepić (chociaż wokal <strong>Shagratha</strong> z <strong>Dimmu Borgir </strong>w <strong><em>In League with Satan </em></strong>gryzł mnie niestety w uszy), jednak pamiętam jak <strong>Behemoth</strong> brał się za bary z utworami <strong>The Cure</strong>, <strong>Danzig</strong>, <strong>Davida Bowiego, Siekiery</strong> czy <strong>Nine Inch Nails. </strong>Tutaj dostajemy stworzony pod koncertowe skandowanie repertuar <strong>Venom</strong> i <strong>Bathory</strong>, a więc wybory idące w parze z tym, czym<strong> Behemoth</strong> zajmuje się na co dzień, a przez to dość bezpieczne, nie dające zespołowi zbyt wielkiego pola do popisu. Rozumiem, że to hołd dla zespołów, które ukształtowały <strong>Nergala</strong>, co współgra z tytułem wydawnictwa, no ale tak jak wspomniałem – przez to są poprawne i bez błysku, w dodatku studyjna wersja hymnu tegorocznego <strong>Mystica </strong>wypada sporo lepiej od wersji koncertowej, nagranej z <strong>Sakisem Tolisem </strong>z <strong>Rotting Christ</strong>.</p>
<p>Gdyby <strong><em>I, Scvlptor</em> </strong>był regularnym albumem, to pisałbym o nim w mocniejszych słowach, biorę jednak poprawkę na to, że to “specjalne wydawnictwo” – i jako takie spisuje się ono całkiem nieźle, a nawet ci nie będący behemothowymi die hardami fani znajdą tutaj coś wartego uwagi. Może i jest to kompilacja nierówna, ale nawet te słabsze pozycje z tracklisty nie schodzą poniżej pewnego przyzwoitego poziomu i choć osobom niezaznajomionym z <strong>Nergalem</strong> i jego kompanią (są jeszcze tacy?) raczej bym nie polecił sięgania po nią, to niezdecydowani sympatycy mogą bez strachu dorzucić ją do swojej kolekcji.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/behemoth-i-scvlptor-2026/">BEHEMOTH &#8211; &#8222;I, Scvlptor&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/behemoth-i-scvlptor-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Brutal Assault 2026 &#8211; Jaroměř (05-08.08.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/brutal-assault-2026-jaromer-05-08-08-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/brutal-assault-2026-jaromer-05-08-08-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2026 09:22:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Amenra]]></category>
		<category><![CDATA[BodyCount]]></category>
		<category><![CDATA[Brutal Assault]]></category>
		<category><![CDATA[Brutal Assault 2026]]></category>
		<category><![CDATA[Carpenter Burt]]></category>
		<category><![CDATA[Castle Rat]]></category>
		<category><![CDATA[Deafheaven]]></category>
		<category><![CDATA[festival]]></category>
		<category><![CDATA[health]]></category>
		<category><![CDATA[Jaromer]]></category>
		<category><![CDATA[Katatonia]]></category>
		<category><![CDATA[Kylesa]]></category>
		<category><![CDATA[marduk]]></category>
		<category><![CDATA[Psychonaut]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[Satyricon]]></category>
		<category><![CDATA[Triptykon]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=364098</guid>

					<description><![CDATA[<p>RELACJA Z 29 EDYCJI FESTIWALU BRUTAL ASSAULT „Islamiści mają Mekkę, metale mają Jaroměř” – zarówno tymi, jak i innymi słowami byłem przez&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/brutal-assault-2026-jaromer-05-08-08-2026/">Brutal Assault 2026 &#8211; Jaroměř (05-08.08.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>RELACJA Z 29 EDYCJI FESTIWALU BRUTAL ASSAULT</p>
<p>„Islamiści mają Mekkę, metale mają Jaroměř” – zarówno tymi, jak i innymi słowami byłem przez znajomych w ostatnich latach regularnie zachęcany do udziału w najsłynniejszym „czeskim polskim” festiwalu, <strong>Brutal Assault</strong>. Zawsze udawało mi się skutecznie temu opierać: a to nie pasował mi termin (rzadziej), a to w lineupie było zbyt mało kapel, które z wielką chęcią bym zobaczył, a jeśli takie już były, to miesiąc później grały też w Aleksandrowie Łódzkim (częściej), czasami zaś po prostu miałem lenia. Tym razem jednak kilkanaście zespołów stworzyło pakiet w moich oczach nieodpuszczalny, postanowiłem więc zadebiutować w fortecy Josefov i przekonać się na własne oczy, czy wielki entuzjazm moich redakcyjnych (i nie tylko) kolegów nie jest aby przesadzony.</p>
<p>Do Jaroměřa dotarłem późnym wtorkowym popołudniem, w dzień koncertów warm-upowych, w których jednak nie wziąłem udziału. Interesował mnie jedynie <strong>AHAB</strong>, który mam nadzieję zobaczyć już we wrześniu na <strong>Summer Dying Loud</strong>, postanowiłem więc poddać się obozowemu życiu (nie było łatwo). Odbiorem festiwalowej opaski zająłem się w kolejny poranek, przemiła obsługa wyjaśniła mi działanie bezgotówkowego systemu płatności i przekazała festiwalowy poradnik, a cały proces przebiegł bardzo szybko i sprawnie, mimo dość sporej liczby osób chcących osiągnąć to samo w tym samym momencie.</p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364105" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><strong>DZIEŃ I – środa, 05.08.2026</strong></p>
<p>Najbardziej skrojony pode mnie był lineup pierwszego dnia festiwalu. Koncertowanie rozpocząłem w południe, wraz z otwarciem głównych scen, które przypadło w zaszczycie rodakom z <strong>Belzebong</strong>, wypełniającym lukę po odwołanym <strong>Crowbar</strong>. Nie dość, że kopara opadła mi wraz z pierwszym moim wejściem na <strong>Emperor’s Square, </strong>to tłuste, smoliste, ciężkie i mocno zadymione riffy kieleckiego kwartetu połączone z mocarnym nagłośnieniem Marshall Stage zgodnie z oczekiwaniami wręcz wprasowały ją w ziemię. Następnie czekał mnie długi spacer po fortecy, namierzanie pozostałych scen oraz chłonięcie niepodrabialnego klimatu imprezy, który momentalnie do mnie trafił. Pod Marshalla wróciłem dopiero na <strong>Vended</strong>, chcąc sprawdzić, co zaprezentują synowie członków <strong>Slipknot</strong>, no i cóż – szału nie było, fanem nie zostanę, sukcesu na miarę zespołu ojców im nie wróżę.</p>
<p>Następnie czekała mnie trzygodzinna przygoda na umiejscowionej najdalej od wejścia na festiwal scenie Obscure, gdzie w psychodeliczno-stonerowe tango miały mnie zabrać trzy zespoły z rzędu. Na pierwszy rzut poszli panowie z <strong>Elder</strong> i był to znakomity, choć niestety ledwie czterdziestominutowy koncert, któremu jednak totalnie dałem się porwać. Grupa nie zaprezentowała w tym czasie zbyt wielu utworów (wydaje mi się, że trzy lub cztery, ale z racji ułatwiającego odlot skwaru i innych „okoliczności towarzyszących” zostawiam tu sobie margines błędu), jednak to co zaprezentowali, było energiczne i chwytliwe, a dynamika utworów nie pozwalała się nudzić. Po wszystkim było mi wstyd, że do tej pory skutecznie olewałem sprawdzenie tych utalentowanych Niemców. Następnie nadszedł mój pierwszy podczas tej edycji czas wyboru –  <strong>Nevermore</strong>, czy <strong>Coven</strong>? Na ratunek przyszedł lineup <strong>SDL</strong>a, postanowiłem więc dać szansę weteranom occult rocka. Myślę, że był to dobry wybór, gdyż dali oni całkiem przyjemny koncert, pozwalający zarówno potupać nóżką, jak i trochę odpocząć przed nadchodzącą, uwielbianą przeze mnie, <strong>Kylesą</strong>, którą byłem bardzo mocno podjarany. Tym razem skończyło się jednak zawodem, powiedziałbym nawet, że ogromnym. Mimo zaprezentowania niemałej liczby bangerów, w występie Amerykanów brakowało energii, zupełnie jakby chcieli po prostu odbębnić swój koncert przy jak najmniejszym nakładzie sił – jedynie <strong>Brian Duke</strong> starał się wykrzesać z siebie coś więcej niż granie na stojąco. Ten brak chęci udzielił się niestety statycznej publice, a jeśli dodać do tego nienajlepsze wrażenia akustyczne, to z bólem serca mogę mówić o najsłabszym z występów, które widziałem w środę. Szkoda, wielka szkoda.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364100" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Triptykon-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Triptykon-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Triptykon-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Triptykon-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Triptykon-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>Na szczęście więcej rozczarowań na ten dzień dla mnie nie przewidziano, może oprócz najgorszego kebaba, jakiego jadłem w życiu, z jednej z festiwalowych budek (serio, w tym celu lepiej iść na centrum Jaroměřa). Koncertowo było już tylko co najmniej bardzo dobrze – najpierw za sprawą końcówki występu thrashujących <strong>Municipal Waste</strong>, na który wybrałem się głównie po to, aby zająć dobrą miejscówę na <strong>Triptykon</strong>. Zespół legendarnego <strong>Toma G. Warriora </strong>zaprezentował się z gracją, jego lider znajduje się w dobrej formie wokalnej, a w środowy wieczór ewidentnie dopisywał mu też humor, bo rzucanych ze sceny żartów nie brakowało. Zagrany przez <strong>Triptykon</strong> materiał – wiadomo, klasa absolutnie światowa, zarówno w repertuarze <strong>Celtic Frost</strong>, jak i własnym. W połowie przeniosłem się jednak kilkadziesiąt metrów w lewo, aby być blisko sceny Sea Sheperd. Tam bowiem miało odbyć się prawdziwe misterium, będące jednym z głównych powodów mojego wypadu na tegorocznego Brutala – mowa oczywiście o koncercie belgijskiej <strong>Amenry</strong>. Trochę obawiałem się, czy w open airowej formule ich rytuał nie straci na mocy, ale dzięki późnej porze i odpowiedniej publice pod sceną (nie brakowało nawet łez) nic takiego nie miało na szczęście miejsca. Kto zespół zna, ten doskonale wie, że ich koncerty to w zasadzie mistyczne, duchowe przeżycie. Muzyka broni się sama, czarno-białe wizualizacje dodatkowo budują posępny klimat, a na Brutalu można było do tego pakietu dorzucić jeszcze potężne nagłośnienie (zapewne jeszcze nie raz będę o nim wspominał), dzięki któremu wejście zespołu w <strong><em>Boden </em></strong>po prostu urwało mi łeb tak, że musiałem szukać go na ziemi. Belgowie kolejny raz zapewnili mi cudowne, katartyczne doświadczenie, po którym ciężko było mi się otrząsnąć. Ucierpiał na tym niestety koncert <strong>Witch Club Satan</strong>, do którego udało mi się dotrwać, ale niestety z powodu ogromu emocji oraz wrażeń z mojego pierwszego dnia na <strong>Brutal Assault </strong>szybko postanowiłem wrócić do namiotu.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364099" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Amenra-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="443" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Amenra-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Amenra-300x111.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Amenra-800x295.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D1-Amenra-1536x567.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><strong>DZIEŃ II – czwartek, 06.08.2026</strong></p>
<p>Czwartek przywitał brutalową społeczność dość nieprzyjemną aurą i opadami deszczu, na szczęście niezbyt silnymi. Nie przeszkodziły mi one we wzięciu udziału w krótkim secie deathmetalowego <strong>Baest</strong> na głównej scenie. Duńczycy tradycyjnie dali radę, zarówno jeśli chodzi o granie, jak i samą rozrywkę – <strong>Simon Olsen </strong>dość szybko zeskoczył ze sceny i znalazł się z mikrofonem w samym środku moshpitu. Kolejnym koncertem, na którym zawitałem, był heavy/doomowy <strong>Castle Rat</strong>, muzycznie bardzo solidny, choć z małymi kłopotami dźwiękowymi. Prawdziwą robotę robił tutaj jednak utrzymany w klimatach średniowiecznego fantasy świetny performance. Liczne przebieranki, rekwizyty oraz storytelling zjawiskowej <strong>Riley Pinkerton </strong>sprawiły, że zapamiętam Amerykanów na długo. Po ponad dwugodzinnej przerwie na tak zwaną regenerację, wróciłem na moment pod scenę Obscure na <strong>Death Angel</strong>, jako że jest to jeden z tych thraszyków, które bardzo lubię, a koncerty <strong>Oseguedy </strong>i spółki zawsze dowożą, zaś następnie przechodząc obok mainów liznąłem jeszcze odrobiny <strong>Waltari </strong>(kompletnie nie dla mnie).</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364101" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Castle-Rat-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Castle-Rat-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Castle-Rat-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Castle-Rat-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Castle-Rat-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>W końcu nadszedł czas na moją pierwszą w życiu wizytę na niezbyt lubianym Octagonie, gdzie wkrótce pojawić miał się drugi z głównych argumentów, które przekonały mnie do wybrania się do Jaroměřa – belgijski post-metalowy <strong>Psychonaut</strong>. Jestem fanem tych chłopaków odkąd wydali <strong><em>Unfold the God Man</em></strong> i niesamowicie cieszę się, że w końcu udało mi się zobaczyć ich na żywo, a jeszcze w tym roku uda się to po raz kolejny. Spoiler alert: na żywo są tak samo dobrzy jak studyjnie, chociaż wydaje mi się, że nagłośnienie Octagonu niestety nie pozwoliło im w pełni rozwinąć skrzydeł i mogłoby być jeszcze lepiej. Nagrany przez chłopaków materiał jest jednak tak dobry, że bezproblemowo obronił się nawet w takich warunkach, o czym świadczyć może chociażby niesamowicie entuzjastyczne przyjęcie ich przez publikę. Przyjęcie, które trio na zakończenie koncertu chłonęło z nieudawaną skromnością i były to sceny prawie tak piękne, jak wieńczący ich set <strong><em>&#8230;Everything Else Is Just the Weather</em></strong>. Niewiele jest jednak na Brutalu czasu na rozpamiętywanie i kontemplowanie tego, co się właśnie zobaczyło – trzeba zasuwać na kolejne koncerty. Tymi w moim przypadku była nieplanowana, całkiem przyjemna (co było dla mnie zaskoczeniem, bo fanem nie jestem) końcówka <strong>Septicflesh </strong>oraz <strong>Body Count</strong>, co do którego miałem wysokie oczekiwania. Zawodu nie było – zespół zagrał na pełnej (slayerowy medley <strong><em>Raining Blood</em></strong> i <strong><em>Postmortem</em></strong> był chyba najdzikszym momentem całego festiwalu jeśli chodzi o jatkę pod sceną, niewiele spokojniej było podczas coveru <strong>The Exploited</strong>), z jajem i nieskończonymi pokładami energii. Każdy numer był jak solidny kopniak w dupę, <strong>Ice T </strong>co chwilę atakował słuchaczy swoją żartobliwie ofensywną konferansjerką i przypominał, kto tu jest najtwardszym z zawodników, dużo działo się też w kwestii samego scenicznego performance’u, w którym nie brakowało rekwizytów. Brutalowa publika chłonęła energię zespołu i oddawała ją z nawiązką, co poskutkowało jednym z lepszych występów, jakie widziałem podczas tegorocznej edycji.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364102" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Psychonaut-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Psychonaut-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Psychonaut-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Psychonaut-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D2-Psychonaut-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>Odpoczynek? Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie – musiałem odpuścić bis <strong>Body Count</strong>, aby zdążyć na Octagon, gdzie za moment zaczynać mieli Czesi z post-metalowego <strong>Lvmen</strong>, których szybko określiłem w głowie mianem „Amenry light”. Choć ładunek emocjonalny nie sięgał poziomu Belgów, to samo granie okazało się dość zbliżone. Mam tu na myśli przede wszystkim masywne riffy kontrastujące z delikatnymi zwolnieniami oraz krzyczano-śpiewany wokal, do tego całości towarzyszyły mroczne, niepokojące wizualizacje utrzymane w zielonej kolorystyce. Dla mnie petarda i jedno z festiwalowych odkryć, do którego na pewno wrócę w domowym zaciszu. A kolejne duże zaskoczenie na plus miało nadejść już za moment, kiedy w trakcie obozowych przygotowań do koncertu <strong>Fu Manchu</strong> usłyszałem z oddali znakomity, chwytliwy synthwave. Pierwsze dwa dosłyszane numery zachęciły mnie tak bardzo, że niemalże biegiem wróciłem pod scenę Sea Shepherd. Proszę państwa – dwa słowa: <strong>Carpenter Brut</strong>. Nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że elektroniczne granie może mi przypaść do gustu, jednak francuski projekt pobudził mnie do ruchu w sposób, o jaki do tej pory nie mogłem się podejrzewać. Nieco ponad pół godziny (bo na tyle zdążyłem) zostało przeze mnie pokracznie przetańczone, a nawet jeśli w okolicach Emperor’s Square był ktoś niewzruszony tym show, to wieńczący całość cover <strong><em>Maniac</em></strong> z repertuaru <strong>Michaela Sembello</strong> powinien poderwać do tanów nawet tak opornego osobnika/osobniczkę. W czwartkowej karcie znalazło się miejsce na jeszcze jedno ciasteczko, czyli wspomniane już przeze mnie <strong>Fu Manchu</strong>, kolejny z argumentów przesądzających o mojej wycieczce do Jaroměřa. Amerykanie to pewniak zarówno na płytach, jak i na żywo, w rękawie mają tyle hitów, że bujanie było tutaj gwarantowane. Szkoda jedynie dość okrojonego metrażu (jedynie 45 minut), przez który nie dane było nikomu usłyszeć <strong><em>Mongoose</em></strong>, (myślę, że można było dać im trochę więcej czasu na scenie Obscure), no i nakładania się ich występu z koncertem <strong>Alcest </strong>na głównej scenie. Pomimo tego nie opuszczałem tamtych okolic niezadowolony, bo przez te trzy kwadranse zespół dostarczył wysokooktanowej, nafuzzowanej jazdy. Unoszący się w powietrzu zapach siuwaxu dał pewność, że ta stosunkowo mało liczna publika, która dotarła na koncert, wiedziała po co przychodzi, Amerykanie spełnili te oczekiwania w stu procentach. Po tym wszystkim wybrałem się jeszcze na moment na <strong>Immolation</strong>, którzy akurat miażdżyli fanów na Sea Shepherd. Tak jak nie jestem jakimś wielkim szalikowcem death metalu, to jednak ten skład jest dla mnie gwarancją wysokiej jakości i zawsze chętnie sięgam po ich dokonania. W czwartkowy wieczór dałem im kwadrans, podczas którego upewniłem się, że na żywo <strong>Ross Dolan</strong> i reszta ekipy nadal potrafią łamać kości i kruszyć mury. Mój nastrój po <strong>Carpenter Brut</strong> i <strong>Fu Manchu</strong> był jednak całkiem inny, postanowiłem więc skorzystać z oferty gastronomicznej i dotrwać do kończącego wieczór <strong>Tormentora</strong>. Niestety nie dotrwałem.</p>
<p><strong>Dzień III – piątek, 07.08.2026</strong></p>
<p>Trzeci dzień tegorocznego <strong>Brutal Assault </strong>był dla mnie najsłabszym lineupowo i na dobrą sprawę niewiele pozycji w rozpisce jarało mnie na tyle, żeby traktować priorytetowo stawiennictwo pod sceną. Sytuację poprawiło trochę dołączenie do zabawy naszego blackowego <strong>Hate</strong>, które zawsze chętnie obejrzę, jeśli jest możliwość. Załoga <strong>Adama Buszko</strong> to od wielu, wielu lat gwarancja przynajmniej solidności, zarówno w kwestiach studyjnych, jak i koncertowych. Swój występ na <strong>Brutalu</strong> zespół może również zaliczyć jako udany, mnie osobiście bardzo ucieszyło zagranie moich ulubionych <strong><em>Erebos </em></strong>i <strong><em>Lux Aeterna</em></strong>. Muszę jednak przyznać, że południe nie było najlepszą godziną dla tego zespołu. Widziałem już <strong>Hate </strong>na otwartym powietrzu, ale w godzinach wieczornych i jednak wizualne kwestie tamtego występu wspominam o wiele lepiej. No ale mniejsza z tym, ważne że to, co płynęło ze sceny, się zgadzało.</p>
<p>Kwestie lineupowe finalnie nakłoniły mnie do udania się do centrum Jaroměřa i zwiedzenia tej niewielkiej mieściny, przetestowania jednej czy dwóch restauracji, aby w końcu zjeść coś porządnego, oraz porównania dostępnego na mieście piwa z tym festiwalowym. Nie byłem w tym odosobniony, a rozmowy z napotkanymi w miejskich lokalach festiwalowiczami oraz degustowanie lokalnych kulinariów wciągnęły mnie na tyle, że w drodze na <strong>Corrosion of Conformity</strong> z rozpaczą zdałem sobie sprawę, że panowie już dawno zeszli ze sceny. Shame on me, dałem więc kilka, może kilkanaście minut thrashującemu na Marshallu <strong>Coronerowi, </strong>a następnie zrobiłem w tył zwrot i jeszcze na „chwilę” wróciłem na centrum Jaroměřa.</p>
<p>Chwila ta trwała aż do końcówki seta <strong>Primus</strong>, na którym nie miałem zbytnio czasu zostać, bo musiałem pędzić na scenę Obscure, aby zobaczyć <strong>Sventevith</strong> – czyli <strong>Nergala</strong> odgrywającego pełnowymiarowy debiut <strong>Behemoth</strong> w towarzystwie islandzkiego <strong>Misþyrming</strong>. Doświadczenie muzyki Pomorskiej Bestii na żywo, odartej z pompy i patosu, czyli już od wielu lat nieodłącznych elementów koncertów Behe, okazało się bardzo odświeżające, podobnie jak czymś kompletnie dla mnie nowym był niestosujący żadnych teatralnych zagrywek <strong>Darski, </strong>w pełni żyjący odgrywaną przez Islandczyków muzyką, biegający po scenie jak oszalały, headbangujący i tryskający energią. Być może mogło to wypaść nieco lepiej pod kątem brzmieniowym, gdyż momentami muzyka zlewała się w ścianę dźwięku, a wokal <strong>Nergala</strong> był kompletnie niesłyszalny, z drugiej strony taka surowizna doskonale współgrała z klimatem <strong><em>Sventevith (Storming Near the Baltic)</em></strong>. Wprost nie mogę doczekać się powtórki na tegorocznym SDL. Występ ten przy okazji ponownie wzbudził we mnie poczucie, że <strong>Behemoth</strong> mógłby w przyszłości zająć się ponownym nagraniem swoich dwóch pierwszych krążków. Przebłyski potencjalnego efektu końcowego takich działań mieliśmy już na różnych pomniejszych wydawnictwach czy koncertówkach, na pewno nie obraziłbym się na w pełni studyjne re-recordingi.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364103" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Nerdzi-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Nerdzi-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Nerdzi-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Nerdzi-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Nerdzi-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>Występująca na głównej scenie <strong>Katatonia</strong> okazała się moim drugim co do rozmiarów rozczarowaniem imprezy. Zawód ten nosi tylko jedno imię – <strong>Jonas Renske</strong>. Zespół brzmiał przyzwoicie, choć na początek jego występu złożyły się głównie utwory z ostatnich, nieszczególnie powalających krążków. Niestety frontman kapeli po prostu nie domaga wokalnie, przynajmniej na żywo, przez co całościowe wrażenie było bardzo słabe. Po dwudziestu, a może nawet piętnastu minutach uznałem, że potrzebuję jakiegoś sprawdzonego, mocnego strzału – a że w tym samym czasie, co Szwedzi, zniszczenie i pożogę na scenie Obscure siał inny reprezentant tego kraju, <strong>Marduk</strong>, pospiesznie udałem się właśnie tam. Wściekle prujący przed siebie black Pancernej Dywizji był dokładnie tym, czego potrzebowałem, a highlightem było dla mnie drobne, nieplanowane cardio przy <strong><em>Blond Beast</em></strong>. Na <strong>Marduku</strong> mój piątek miał się w zasadzie zakończyć, życie napisało jednak swój własny scenariusz, i zahaczyłem jeszcze na chwilę o przyjemnie thrashujące <strong>Vio-lence</strong>.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364106" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Marduk-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="443" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Marduk-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Marduk-300x111.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Marduk-800x295.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D3-Marduk-1536x567.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><strong>Dzień IV – sobota, 08.08.2026</strong></p>
<p>W końcu nadszedł i on – ostatni dzień tegorocznego <strong>Brutal Assault</strong>, lineupowo prezentujący się w moich oczach o wiele obficiej niż dzień poprzedni, choć zacząłem go dość późno i nietypowo, bo od długiej wizyty na Octagonie, gdzie obejrzałem kolejno <strong>Conjurer</strong> i <strong>Doodseskader. </strong>Brytyjczycy spisali się doskonale, ciężarem wgniatając mnie w octagonowe podłoże, Belgowie za to nie do końca przypadli mi do gustu, choć pozornie wszystko w ich sztuce się zgadzało. Za serce jednak nie chwycili, a szkoda, bo po zespole byłego basisty <strong>Amenry</strong> spodziewałem się czegoś niesamowitego. Może właśnie w moich oczekiwaniach był problem? Nie zostałem więc do końca i pożegnałem się z nimi w trakcie występu, jednocześnie żegnając się z Octagonem, na który już nie wróciłem (po części dlatego, że dopchanie się na późniejsze <strong>Der Weg Einer Freiheit </strong>graniczyło z cudem).</p>
<p>Nie chcąc po raz tysięczny oglądać odgrywającego znowu te same numery <strong>Vadera</strong>, kolejne minuty spędziłem na oglądaniu w akcji metalcore’owego <strong>The Ghost Inside</strong> i przekonywaniu się na własnej skórze, że nie są to brzmienia dla mnie, a spora werwa członków zespołu w takiej sytuacji po prostu mi nie wystarczy. Przemęczyłem jednak, chcąc zająć dobre miejsce na koncert <strong>Candlemass</strong>. Szwedzi zadecydowali o zagraniu na feście swoich największych hitów z pierwszych czterech płyt i był to strzał w dziesiątkę, bolesny o tyle, że tutaj również nie mogłem zostać do końca – to są właśnie te plusy i minusy gęsto rozplanowanej festiwalowej czasówki. W sobotę postanowiłem dawać priorytet kapelom, których jeszcze nie widziałem, dlatego po mniej więcej trzydziestu minutach musiałem zasuwać na scenę Obscure i <strong>Deafheaven</strong>, i muszę przyznać, że był to jeden z ciekawszych występów, jakie obejrzałem na Brutalu. Fuzja black metalu z post metalem i shoegaze’em była niesamowicie intrygująca i dałem się jej porwać – świetne granie. Trochę mniej spasował mi wokal, jednak muzyka zdecydowanie była warta obecności na tym koncercie. Na pewno zagłębię się w dyskografię Amerykanów, tym bardziej, że już lata temu słyszałem o nich sporo dobrego.</p>
<p>Kolejne dwie godziny zabiłem, rzucając okiem i uchem na <strong>Left to Die</strong> (zawsze fajnie posłuchać <strong>Death</strong>, choć nie mogłem pozbyć się wrażenia obcowania ze smacznym, ale jednak odgrzanym po raz kolejny kotletem), próbując dopchać się na wspomniane wcześniej <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong>, co się niestety nie udało, słuchając przydługiego monologu <strong>Einara Selvika</strong> z <strong>Wardruny</strong> o podtrzymywaniu tradycji śpiewania (to śpiewaj, a nie gadaj tyle) i ostatni raz korzystając z festiwalowych dobrodziejstw gastronomiczno-piwnych. Następnie nadszedł kolejny i zarazem ostatni czas wielkiego wyboru – klasyk i pewniak w postaci <strong>Satyricon </strong>na mainie, czy może Obscure i industrialny <strong>Health</strong>, którego znam całe trzy utwory? Do odważnych świat należy, dodatkowo <strong>Satyricon</strong> zawita we wrześniu na <strong>Summer Dying Loud</strong>, postanowiłem więc dać szansę Amerykanom i cholera, to był znakomity wybór, dzięki któremu trio na stałe zapisało się w mojej głowie i zdążyło już wielokrotnie zawitać w domowych głośnikach. W sobotni wieczór show <strong>Health</strong> nie miało zbyt wiele wspólnego z tymi noise rockowymi kawałkami, które znałem, choć ściana dźwięku oczywiście była– tyle że utrzymana w klimatach industrialno-elektronicznych. Jak zapewne już się domyślacie, zespół w takim wydaniu bardzo mi siadł. Skupiony przede wszystkim na albumach <strong><em>Rat Wars</em></strong> i <strong><em>Conflict DLC </em></strong>koncert był odpowiednio mroczny i dzięki spokojnemu wokalowi <strong>Jake’a Duzsika </strong>melancholijny, a jego pulsująca rytmika pobudzała do smutnych tańców. Cóż, wybrałem się pod Obscure traktując tę kapelę jako ciekawostkę, a naprawdę mocno się wciągnąłem. Widzimy się ponownie już w listopadzie, bo wspólny koncert <strong>Health</strong> i <strong>Carpenter Brut</strong> po tegorocznym Brutalu jest dla mnie pozycją po prostu nie do ominięcia. Co najlepsze, dzięki długim nogom i silnej woli udało mi się jeszcze zdążyć na końcówkę koncertu <strong>Satyricon</strong> i co to była za końcówka – <strong><em>Mother North </em></strong>i <strong><em>K.I.N.G</em></strong>, a więc jedne z moich ulubionych kompozycji <strong>Satyra</strong> i <strong>Frosta</strong>. Klasa bijąca ze sceny sponsorowanej przez Sea Shepherd była niezaprzeczalna, jednak więcej o występie zespołu napiszę po Summer Dying Loud. Zakończyć <strong>BA2026</strong> postanowiłem wraz z <strong>Jamesem Kentem</strong>, czyli występem <strong>Perturbatora</strong>, którego mroczna elektronika oficjalnie zamykała koncerty na Marshallu. Było to bardzo przyjemne zamknięcie, ze świetną oprawą świetlną, ale jednak jeśli o synthwave chodzi, to w moich oczach show Francuza nie miał startu do tego, czego dwa dni wcześniej doświadczyłem za sprawą <strong>Carpenter Brut. </strong>Zostałem jednak do samego końca, ostatni raz chłonąc brutalowy klimat.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-364104" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D4-Satyricon-scaled.jpg" alt="" width="1200" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D4-Satyricon-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D4-Satyricon-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D4-Satyricon-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/09/BA-D4-Satyricon-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>Smutek towarzyszący pakowaniu gratów z pola namiotowego oznacza tylko jedno – twierdzo Josefov, jeszcze się zobaczymy! <strong>Brutal Assault </strong>to naprawdę klimatyczna impreza, do tego znakomicie zorganizowana. Brak kolejek, miła obsługa, przyjaźnie nastawieni festiwalowicze i lokalsi na mieście, zróżnicowany lineup, całe mnóstwo udanych koncertów&#8230; Niesamowicie się cieszę, że w końcu było mi dane tego doświadczyć. Miał to być raczej jednorazowy wypad z ciekawości, gdyż od festiwali zdecydowanie preferuję koncerty klubowe lub w najgorszym razie halowe, jednak biorąc pod uwagę tęsknotę za festiwalowym życiem, którą odczuwam pisząc te słowa&#8230; jeśli ktoś z Was zastanawia się nad wycieczką do Jaroměřa – planujcie wyjazd już teraz. Warto.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/3vHSaiytJLM?si=8QqIGoDt_v_-I2Gx" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<hr />
<p>Autorem zdjęć jest <strong>Mateusz Prokowski</strong>. Więcej fotografii z tegorocznego <strong>Brutal Assault</strong> znajdziecie w naszej galerii.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/brutal-assault-2026-jaromer-05-08-08-2026/">Brutal Assault 2026 &#8211; Jaroměř (05-08.08.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/brutal-assault-2026-jaromer-05-08-08-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HEMELBESTORMER &#8211; &#8222;The Radiant Veil&#8221; (2025)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hemelbestormer-the-radiant-veil-2025/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hemelbestormer-the-radiant-veil-2025/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 25 Jul 2026 08:45:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2025]]></category>
		<category><![CDATA[Hemelbestormer]]></category>
		<category><![CDATA[Pelagic Records]]></category>
		<category><![CDATA[post-metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[The Radiant Veil]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=354264</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nadszedł czas poznać kolejnego konia z bogatej i ozłoconej stajni Pelagic Records. Tym razem wybór padł na Hemelbestormer z Belgii. Internet szufladkuje&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hemelbestormer-the-radiant-veil-2025/">HEMELBESTORMER &#8211; &#8222;The Radiant Veil&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nadszedł czas poznać kolejnego konia z bogatej i ozłoconej stajni <strong>Pelagic Records</strong>. Tym razem wybór padł na <strong>Hemelbestormer</strong> z Belgii. Internet szufladkuje ten kwartet jako zajmujący się post metalem – to, w połączeniu z krajem pochodzenia, nie dało mi innej opcji niż sięgnięcie po zeszłoroczny <strong><em>The Radiant Veil</em></strong>, będący czwartym właściwym albumem w dorobku pochodzącej z Diepenbeek kapeli.</p>
<p>Dość szybko okazało się jednak, że panowie mają w zanadrzu więcej niż jedną sztuczkę. Modus operandi <strong>Hemelbestormer </strong>to rzeczywiście post metal, dodam, że z bardzo śladowym użyciem wokalu. W tych delikatniejszych fragmentach słuszne będą więc skojarzenia z post rockiem, gdzie indziej będzie bardziej progresywnie czy doomowo, a w niektórych miejscach (na przykład w <strong><em>Tiur</em></strong>) kwartet pokaże odrobinę inspiracji podchodzących pod black metal.</p>
<p>Każda z ośmiu przygotowanych przez zespół kompozycji, nazwanych imionami etruskich bogów, stanowi osobną podróż przez niezbadany wszechświat. Budowanie klimatu to jedna z jaśniejszych stron <strong><em>The Radiant Veil</em></strong> – Belgowie doskonale łączą delikatne pasaże z ciężkimi, przygniatającymi wręcz uderzeniami, brutalne uderzenia kontrastują z łagodnymi partiami, a pojawiające się tu czy tam syntezatory przypominają, że planeta Ziemia jest już daleko poza zasięgiem słuchacza. Mimo początkowych obaw, że liczące sobie ponad 10 minut instrumentale mogą mnie znużyć, nic takiego nie miało miejsca, zapewne dzięki wspomnianemu już niewielkiemu (ale jednak) użyciu wokali. Sądzę jednak, że nie jest przypadkiem to, że to właśnie te kompozycje, w których możemy usłyszeć <strong>Filipa Duponta</strong> czy <strong>Philipa Jamiesona</strong> (z zespołu <strong>Caspian</strong>) wypadają zdecydowanie najlepiej – ze szczególnym naciskiem na <strong><em>Turms</em></strong>, w którym łagodny śpiew wznosi tę kompozycję poziom wyżej od pozostałych. W takim <strong><em>Cel </em></strong>dostaniemy za to ciężki growl, tak więc nawet przy znikomym użyciu głosów formacja potrafi zamieszać. Nie będę jednak ukrywał, że drobny niedosyt pod tym względem jest, i nie obraziłbym się, gdyby w przyszłości zespół nieco odważniej postawił na wokal.</p>
<p>Czwarty pełniak <strong>Hemelbestormer </strong>zasila pokaźną grupę udanych wydawnictw wypuszczonych przez <strong>Pelagic Records</strong>. Dość pokaźny metraż okazał się niezbyt odczuwalny, <strong><em>The Radiant Veil </em></strong>płynęło sprawnie i naturalnie, zabierając mnie w interesującą przygodę bez potrzeby opuszczania kanapy. Obecnie patrzę na moje dotyczące go obawy z pewnym politowaniem – przecież to post metal z Belgii, to nie miało prawa być słabe. Jeśli macie godzinę z haczykiem, którą możecie w pełni poświęcić na skupienie się na odtwarzanej płycie, to ja wam ubiegłoroczny album kwartetu gorąco polecam – raczej nie pożałujecie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hemelbestormer-the-radiant-veil-2025/">HEMELBESTORMER &#8211; &#8222;The Radiant Veil&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hemelbestormer-the-radiant-veil-2025/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>BLINDEAD 23 &#8211; &#8222;Deuterium&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blindead-23-deuterium-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blindead-23-deuterium-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2026 08:53:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead]]></category>
		<category><![CDATA[Blindead 23]]></category>
		<category><![CDATA[Deuterium]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Production]]></category>
		<category><![CDATA[post-metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[sludge metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=352363</guid>

					<description><![CDATA[<p>OKIEM REDAKTORA ŁUKASZA Stało się – Blindead w końcu powrócili na całego. W mocno przemeblowanym „nowym-starym” składzie i pod delikatnie zmodyfikowaną nazwą,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blindead-23-deuterium-2026/">BLINDEAD 23 &#8211; &#8222;Deuterium&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">OKIEM REDAKTORA ŁUKASZA</p>
<p>Stało się – <strong>Blindead </strong>w końcu powrócili na całego. W mocno przemeblowanym „nowym-starym” składzie i pod delikatnie zmodyfikowaną nazwą, ale powrócili. Wydana dwa lata temu niezbyt satysfakcjonująca (przynajmniej mnie, choć <strong><em>Let Them Speak </em></strong>na zawsze w serduszku) EPka <strong><em>Vanishing </em></strong>okazała się jedynie odpowiednikiem strzału ostrzegawczego i czymś na przeczekanie piekiełka wydawniczego, w którym ugrzązł ich zapowiadany dużo wcześniej pierwszy pełniak<strong>. </strong>Koniec końców udało się wszystko spiąć, a krążek <strong><em>Deuterium </em></strong>dzięki <strong>Mystic Production </strong>oraz<strong> Peaceville Records </strong>ujrzał w ubiegłym miesiącu światło dzienne.</p>
<p>Panowie podzielili opowiadaną na płycie, ewidentnie nawiązującą do trudnych lat <strong>Mateusza Śmierzchalskiego</strong><em>,</em> historię o traumie, izolacji, walce z demonami oraz odrodzeniu na trzy rozdziały. Najlepsze co mają do zaoferowania umieścili na początku – dwuczęściowe <strong><em>Immersion </em></strong>prezentuje każdego asa w rękawie zespołu, i to nie w pigułce (łącznie ponad 18 minut). Bryluje przede wszystkim powracający do zespołu <strong>Patryk Zwoliński</strong>, którego potężny growl ma moc zrywania dachów, a pełen emocji czysty śpiew nadal jest bardzo miły dla ucha. Ciosane przez <strong>Havoca</strong> riffy wgniatają w podłogę, ocierając się w „dwójce” o death metal, a nieinwazyjne użycie przez niego syntezatorów oraz klawiszowe intro <strong><em>Immersion I</em></strong> oraz outro <strong><em>Immersion II</em></strong> <strong>Ojerssona </strong>dokładają ogromną cegłę do ponurego klimatu budowanego przez zespół. Klimatu, z którym nie do końca współgrał mi śpiewany przez byłego członka <strong>Tiamat </strong>czy <strong>Katatonii </strong>przebojowy refren otwierającej płytę kompozycji. A przynajmniej tak było na początku, bo z kolejnymi odsłuchami <strong><em>Deuterium </em></strong>łyknąłem każdy element obu „Immersji” bez popitki. Więcej wytchnienia przynosi zaśpiewany wyłącznie przez Szweda, nawiązujący do <strong><em>Ascension, </em></strong>delikatny <strong><em>Wither</em></strong>, swoją drogą najkrótszy na płycie. Dziesięciominutowy <strong><em>Worst Laid Plans </em></strong>to po raz kolejny cała paleta możliwości kapeli – miażdżący ciężar, równie ciężki klimat i całkiem nośny refren, w środku chwila wytchnienia równoważąca te przytłaczające doznania tylko po to, aby za chwilę znowu uderzyć – i już wiem, że odrodzenie <strong>Blindead </strong>to jedna z najlepszych rzeczy, jakie w ostatnich latach przydarzyły się polskiej scenie. No i na pewno jedna z najlepiej wyprodukowanych – brzmi to naprawdę znakomicie.</p>
<p>Dwie kolejne kompozycje budzą we mnie nieco mieszane odczucia. Numer tytułowy broni się według mnie głównie refrenem, pozostała jego część ponownie flirtuje z death metalem, lecz tym razem zróżnicowanie kompozycji nie jest tak bogate, jak w przypadku <strong><em>Immersion II</em></strong>, przez co na tle poprzednich kawałków wypada według mnie dość blado. Podoba mi się za to znacznie lżejszy, powiedziałbym nawet, że w dużej mierze prog-rockowy <strong><em>Towards the Dark</em></strong>, który został zaprezentowany już w 2022 roku. Ta jego lekkość mocno odstaje jednak od pozostałej zawartości <strong><em>Deuterium</em></strong>, traktuję go więc jako dowód drogi przebytej przez nową odsłonę <strong>Blindead</strong> od wtedy do dziś. Wieńczący album <strong><em>You Are the Universe</em></strong>, po nieco przerażających, zdehumanizowanych dźwiękach szybko kieruje się na „afflictionowe” tory – ten klimat fani zespołu rozpoznają momentalnie. Nie radzę jednak mocno skupiać na porównywaniu go z tamtym krążkiem, bo to niestety nie te buty. Zamiast tego polecam wsłuchać się w wokal i docenić, jak znakomicie jest to zaśpiewane. Szkoda, że tak krótkie – blisko dwie trzecie tych sześciu minut to pełniące rolę outra urokliwe klawisze <strong>Ojerssona</strong>.</p>
<p>Od pierwszej zapowiedzi tej płyty minęło tyle czasu, że hype na wielki comeback <strong>Blindead</strong> zdążył już bardzo mocno opaść. Na szczęście przygotowany przez zespół materiał szybko wzniecił we mnie tamtą podjarkę. Być może nie jest to album bez wad, jest on jednak tak dobry, że z niecierpliwością wyczekuję tego, co jeszcze uda się temu składowi stworzyć – a jestem przekonany, że stać ich na jeszcze więcej niż zaprezentowali przy okazji <strong><em>Deuterium</em></strong>. Niezmiernie mnie cieszy, że nowa płyta chłopaków dołącza do grona wydawnictw, przy których <strong><em>Niewiosna </em></strong>wygląda jak przykry wypadek przy pracy. Mam nadzieję, że uda mi się w tym roku sprawdzić ten materiał na żywo w trakcie jesiennej trasy koncertowej i tych wszystkich, którzy dotarli do końca tej recenzji przy okazji gorąco zachęcam do zainteresowania się tymi sztukami.</p>
<p style="text-align: right;">Ocena: <strong>8.5/10</strong></p>
<p style="text-align: center;">OKIEM REDAKTOR JOANNY</p>
<p>Wydawnictwa <strong>Blindead</strong>, we wszystkich dotychczasowych odsłonach, od dnia ujrzenia światła dziennego są dla mnie wydarzeniami zapisanymi w popisanym, wyświechtanym kalendarzu. Oczywiście śledzę i przeżywam wszystkie przetasowania zespołowe, ale nie będę ukrywać, że są to dla mnie raczej side stories, bowiem niezmiennie przyciągają mnie dwa z najważniejszych czynników, czyniących ten zespół wyjątkowym na tle innych – koncept i wokal. Nie jest tajemnicą, że technicznie muzycy <strong>Blindead</strong>, czy to pod tym szyldem, czy w innych projektach, błyszczą i właściwie nie można im niczego zarzucić. Mnie jednak od zawsze bardziej interesuje to drugie dno każdej płyty. To właśnie zabiera moją uwagę, tym razem również.</p>
<p>Historię resetu <strong>Blindead</strong> do <strong>Blindead 23</strong> pomijam z premedytacją. Powiedziano już o niej wszystko, i to z nawiązką. Jeśli ktoś jest zainteresowany co tu się wydarzyło w szczegółach, odsyłam do licznych wywiadów z zespołem. W kwadratowym zakręcie dochodzę do prostego wniosku: <strong>Patryk Zwoliński</strong>, kreślący muzyczne opowieści, w duecie z <strong>Mateuszem Śmierzchalskim</strong> stanowią kręgosłup kolejnego wcielenia zespołu, który wszedł dokładnie w to miejsce, które mnie zatrzymało przy nich na dłużej, choć EPka <strong><em>Vanishing</em></strong> nie bardzo zwiastowała taki obrót sprawy. Skupiając się natomiast na meritum nowej płyty <strong><em>Deuterium</em></strong>, wydanej przez legendarną wytwórnię <strong>Peaceville</strong>, a nagranej trzy lata temu w szwedzkim studiu Gröndahl, mogę wydać werdykt od razu – to kawał doskonałej współpracy kilku doświadczonych muzyków wysokiej klasy, ułożonej w przemyślaną, konsekwentną całość.</p>
<p>Sam kolektyw, zawiązany przy tworzeniu <strong><em>Deuterium</em></strong>, na papierze sprawiał wrażenie supergrupy. <strong>Roger Öjersson</strong> – znany z <strong>Tiamat</strong> i <strong>Katatonii</strong>, <strong>Vinicius Nunes</strong> – brazylijski multiinstrumentalista sesyjny, <strong>Maciej Janas</strong> – gitarzysta ukochanej przeze mnie <strong>Ketha</strong>, plus <strong>Paweł „Pavulon” Jaroszewicz</strong> – perkusyjna maszyna i trzon kilku zespołów. W tym całym personalnym tyglu <strong>Śmierzchalski</strong> i <strong>Zwoliński </strong>pozostali osią projektu i wszystko zaczęło się układać. Już przy pierwszym kontakcie z płytą można było z czystym sumieniem założyć, że miks osobowości i doświadczeń muzyków zwyczajnie musiał zadziałać. Ale znowu – to nadal side story.</p>
<p>Przede wszystkim wyjdę nieco naprzeciw mojemu redakcyjnemu koledze w kwestii numerów, które jego zdaniem odstają od całości. Moje subiektywne nieobiektywne odczucia są zgoła inne – tutaj każdy element ma swoje miejsce i swoją rolę, a nawet jeśli tempo narracji na moment się zmienia, to dla mnie ma to sens. Absolutnie świetnie wypada duet wokalny. Bujający, niemal hipnotyzujący głos <strong>Öjerssona</strong> znakomicie współgra z rozwścieczonym, niemal zwierzęcym rykiem <strong>Zwolińskiego</strong>, albo z tą jego ponurą, jedyną w swoim rodzaju melancholią. To jest dialog dwóch wokalistów, dwóch osobowości, które wzajemnie się uzupełniają. Szczególnie <strong><em>Immersion</em></strong> i rozbudowane <strong><em>Immersion II</em></strong> wybijają się mnogością pomysłów, wyważeniem ciężaru i przestrzeni oraz zwyczajnie fajnymi rozwiązaniami kompozycyjnymi. To właśnie te momenty, w których najlepiej słychać bogaty warsztat muzyków, przy czym to nie są popisówki, nie rywalizują, a faktycznie budują dramaturgię kompozycji. Moim faworytem pozostaje jednak utwór zamykający album. Tutaj <strong>Blindead 23</strong> brzmi najpełniej – fajny haczyk z riffem, napięcie, opowieść o podróży w głąb siebie, konfrontacji z własnymi demonami, najciemniejszymi emocjami i chwilami, w których człowiek grzęźnie w bezradności, aż w końcu przestaje z nią walczyć. To w prostym równaniu próba spojrzenia na własne słabości ze zrozumieniem i pogodzenia się z tym, że współistnieją. Po godzinie dociążania, wpuszczania na chwilę powietrza, gęstniejącego klimatu, <strong><em>You are the universe</em></strong> nie jest jednoznacznym happy endem, ale odpuszczeniem i zaakceptowaniem wszystkiego, czego nie można już zmienić, ze wszystkim tym, co czasami przytłacza i nie pozwala wypłynąć na powierzchnię. Sam koncept w dużej mierze wyrasta z osobistych doświadczeń <strong>Mateusza Śmierzchalskiego</strong>, niemniej zachowuje swego rodzaju uniwersalność. Każdy nosi w sobie światło i ciemność, a której z tych sił pozwolimy ostatecznie przejąć ster, zależy wyłącznie od nas.</p>
<p>Na podsumowanie zostaje mi słowo o produkcji. Nie do końca kupuję wyeksponowane wokale, cofnięte gitary i wyczyszczony sound. Nie traktuję tego jako minus płyty – to raczej kwestia mojego upodobania do większej ilości brudu w tak rozbudowanych kompozycyjnie albumach. Zdaję sobie sprawę, że stoję tu raczej w kontrze do większości opinii, dlatego zostawiam ten drobny zgrzyt bardziej pod własnym nosem niż pod adresem zespołu.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blindead-23-deuterium-2026/">BLINDEAD 23 &#8211; &#8222;Deuterium&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/blindead-23-deuterium-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2026 08:31:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Acid King]]></category>
		<category><![CDATA[Acidsloth]]></category>
		<category><![CDATA[Hermpolis]]></category>
		<category><![CDATA[knock out productions]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[ Hype Park]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=352360</guid>

					<description><![CDATA[<p> ŚWIĘTO STONERA W KRAKOWSKIM HYPE PARKU &#8211; RELACJA Z KONCERTU ACID KING 28 maja 2026 roku – w tym dniu po raz&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/">Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"> ŚWIĘTO STONERA W KRAKOWSKIM HYPE PARKU &#8211; RELACJA Z KONCERTU ACID KING</p>
<p>28 maja 2026 roku – w tym dniu po raz kolejny Kraków stał się krajową stolicą stonera, tym razem za sprawą <strong>Knock Out Productions</strong>, którym udało się ściągnąć do <strong>Hype Parku</strong> nie byle kogo, bo <strong>Acid King</strong> ogrywających swój klasyczny krążek <strong><em>Busse Woods</em></strong>. To jednak nie wszystkie atrakcje przygotowane na ten dzień przez organizatorów imprezy: w roli wsparcia zaprezentowały się dwie krajowe kapele coraz głośniej rozgaszczające się na polskiej scene – <strong>Hermopolis </strong>i <strong>Acidsloth</strong>. Wieczór zapowiadał się więc wybitnie i taki właśnie był.</p>
<p>Na pierwszy ogień poszli dżentelmeni tworzący <strong>Hermopolis</strong>, którzy zabrali słuchaczy w klimatyczną, naznaczoną psychodelą podróż w rejony egipskie i nie tylko. To band, który zawsze daje radę i tym razem nie było inaczej. Ciężar i gruzowanie mogące zawalić same piramidy zmieszane z delikatniejszymi partiami, świetne nagłośnienie <strong>Hype Parku</strong> idealnie pasujące do takiego grania, muzycy maksymalnie wczuci w swoją sztukę i klimat przez wielkie K – w przypadku tego tria jest to działający za każdym razem przepis na sukces. Otwarcie wieczoru trafiło więc w punkt i wysoko podniosło poprzeczkę kolejnemu na rozkładzie jazdy zespołowi.</p>
<p>O ile nazwa <strong>Acidsloth</strong> obiła się już o moje uszy, to z twórczością grupy do czwartku nie miałem żadnej styczności. Pożałowałem bardzo szybko, bo otwarcie ich koncertu określiłbym jako wręcz spektakularne – pierdolnięcie to było godne 3-funtowej armaty na Twierdzy Kłodzko. Już sama dzikość sludge’owych riffów i współgrająca z nią energia wokalistów mogłyby wystarczyć do poniesienia tego występu, a im dalej, tym było weselej. Pojawił się znakomity damski wokal (zarówno śpiewany, jak i krzyczany), znalazło się miejsce na kompozycje spokojniejsze i podchodzące bardziej pod post-sludge, na scenie zawitał nawet znany z <strong>Moonstone Jan Maniewski</strong> – w szczytowym momencie na scenie znajdowało się tyle osób, że nie byłem w stu procentach pewien, czy to nie są po prostu moje zwidy. Show z kategorii tych rewelacyjnych i biorących z zaskoczenia – takie niespodzianki to ja lubię!</p>
<p>Dowiozła również gwiazda wieczoru, choć ciężko, by było inaczej, kiedy na setliście znajduje się tak świetna płyta jak <strong><em>Busse Woods</em></strong>. Wydany w 1999 roku krążek stanowił część główną seta Amerykanów, oprócz niego usłyszeliśmy jeszcze <strong>Mind’s Eye</strong><em>, <strong>Teen Dusthead </strong></em>oraz absolutnie niezbędny <strong><em>2 Wheel Nation</em></strong>, setlista składała się więc wyłącznie z bangerów<strong><em>. </em></strong>Jako że zespół gra taki stoner doom, jaki tygryski lubią najbardziej, łatwo się domyślić doznań podczas ich występu. Dwa słowa – odlot totalny. Stan hipnozy został osiągnięty już podczas otwierającego utworu tytułowego z <strong><em>Busse Woods</em></strong> i minął dopiero gdy muzycy ostatecznie opuścili scenę. W tym czasie na scenie miejsce miało naprawdę potężne gruzowanie – tak potężne, że momentami ginął w nim wokal <strong>Lori Steinberg</strong>, co jednak w żadnym stopniu nie psuło odbioru walca z San Francisco. Walca, który przetoczył się przez deski <strong>Hype Parku</strong> nie zważając na żadne przeszkody – brawo, robota wykonana, po wszystkim nie było już czego zbierać. Szkoda jedynie, że prezentowany na trasie album był dostępny na merchu tylko w wersji winylowej. Ostrzyłem sobie zęby na ewentualny CD, ale niestety musiałem obejść się smakiem.</p>
<p style="text-align: center;">Setlista:<br />
<strong><em>Busse Woods<br />
Silent Circle<br />
Drive Fast, Take Chances<br />
39 Lashes<br />
Carve the 5<br />
Electric Machine<br />
Mind’s Eye<br />
2 Wheel Nation<br />
Teen Dusthead</em></strong></p>
<p>Słowem krótkiego podsumowania: w przeprowadzonym przeze mnie dzień później pokoncertowym „bilansie strat” znalazłem chociażby zauważalne przytępienie słuchu czy irytująco odczuwalne przy dowolnym ruszaniu głową zakwasy karku. To oznaczać może tylko jedno – kolejny prześwietny wieczór w krakowskim <strong>Hype Parku</strong>. Kto lubi tego typu klimaty, a nie dotarł w ten dzień do Krakowa naprawdę ma czego żałować.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/">Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>SZNUR &#8211; &#8222;Cwel&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-cwel/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-cwel/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Jun 2026 10:19:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Cwel]]></category>
		<category><![CDATA[Godz Ov War Productions]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[sznur]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351983</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od wydawniczego debiutu Sznura (rok 2018, jeszcze jako jednoosobowy projekt Setha) formacja ta systematycznie rośnie w oczach – stopniowo zwiększa się liczba&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-cwel/">SZNUR &#8211; &#8222;Cwel&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Od wydawniczego debiutu <strong>Sznura</strong> (rok 2018, jeszcze jako jednoosobowy projekt <strong>Setha</strong>) formacja ta systematycznie rośnie w oczach – stopniowo zwiększa się liczba jej członków, popularność oraz liczba wyplutych na świat płyt. Rosła też jakość tych ostatnich, czego kulminacją była wypuszczona trzy lata temu <strong><em>Ludzina </em></strong>(<a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-ludzina-2023/"><span style="text-decoration: underline;">recenzja</span></a>) – sznurowe opus magnum. Poprzeczkę panowie zawiesili sobie wysoko, a dołączenie do lineupu znanego głównie z <strong>Gruzji Limbo </strong>wysyłało w świat jasny sygnał – zespół nie zamierza spoczywać na laurach. Patrząc przez pryzmat <strong><em>Cwela</em></strong>, może jednak lepiej było choć na chwilę na nich spocząć? Choć zespół wypracował sobie już swój rozpoznawalny styl, to jednak kiepski singiel promujący ich nową płytę wzbudził we mnie obawy co do wyczerpywania się tej mocno eksploatowanej przez <strong>Sznur </strong>formuły. Całość krążka jedynie wzmocniła to wrażenie.</p>
<p>Na to, że pełne obleśnych obrazów, ziejące wszechobecnym ohydztwem i plugastwem teksty za czwartym razem nie budzą już większych emocji, machnąłem ręką już na <strong><em>Ludzinie</em></strong>, bo tamten krążek był fantastyczny w warstwie instrumentalnej i kompozycyjnej. <strong><em>Cwel</em></strong> jest pod tym względem o wiele słabszy, to bardziej płyta momentów – a te i tak nie są bardzo liczne. Najmocniej wypadają dwa pierwsze numery, bronią się riffami i odpowiednią dawką przebojowości – są po prostu chwytliwe i jeśli coś miałoby zagościć w koncertowych setlistach zespołu na dłużej, to właśnie albo <strong><em>Trociny</em></strong>, albo <strong><em>Stoję i patrzę jak ją gwałcą</em></strong>. Od utworu tytułowego aż do końca ma miejsce mocny zjazd, z którego wychwyciłem jedynie kilka lepszych fragmentów – konkretnie <strong><em>Człowiek wiadro</em></strong> i <strong><em>To co nie wypłynęło </em></strong>mają dobre końcówki. Cała reszta płyty niestety mnie nie powaliła, choć to na pewno solidne granie, które wierni fani tego pokręconego składu łykną bez popity. Bardzo podobał mi się jednak ten hiciarski <strong>Sznur</strong>, i choć panowie nadal próbują grać w ten sposób, to na <strong><em>Cwelu </em></strong>mocno brakuje mi właśnie totalnych bangerów, dla których będę miał ochotę wrzucić CD w odtwarzacz.</p>
<p>Zamiast tego dostaliśmy porcję przyzwoitych blackowych kawałków, która wyleciała z mojej głowy tak szybko, jak w nią wleciała. Prawdopodobnie uznałbym to za wystarczające mi w przypadku debiutantów, ale w przypadku tego składu to trochę za mało. No bo co to za <strong>Sznur</strong>, skoro nie ma na czym zawiesić ucha?</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-cwel/">SZNUR &#8211; &#8222;Cwel&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/sznur-cwel/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>NEON MÜD &#8211; &#8222;Mud and Black Water&#8221; (2025)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/neon-mud-mud-and-black-water-2025/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/neon-mud-mud-and-black-water-2025/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Jun 2026 09:53:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2025]]></category>
		<category><![CDATA[Mud and Black Water]]></category>
		<category><![CDATA[Neon Mud]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[stoner metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351977</guid>

					<description><![CDATA[<p>Stołeczny Neon Müd to jeden z tych zespołów, których nazwa obiła mi się już o uszy dzięki  trasie z innymi stonerowcami znad&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/neon-mud-mud-and-black-water-2025/">NEON MÜD &#8211; &#8222;Mud and Black Water&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Stołeczny <strong>Neon Müd </strong>to jeden z tych zespołów, których nazwa obiła mi się już o uszy dzięki  trasie z innymi stonerowcami znad Wisły – ubiegłorocznej serii występów u boku <strong>Taxi Caveman</strong>. Charakterystycznie wyglądających muzyków słuchało mi się wtedy całkiem dobrze, jednak zapamiętałem ich nie tyle z powodu muzyki, co scenicznej prezencji. Sama muzyka nie robi już takiego wrażenia, czego ostatecznym dowodem wydaje się być ich debiutancki pełniak – <strong><em>Mud and Black Water</em></strong>.</p>
<p>To w żadnym wypadku nie jest zła płyta. Słucha jej się tak samo jak <strong>Neon Mud </strong>na koncertach, czyli bardzo przyjemnie, nóżka chodzi, utrzymane w średnim lub wręcz wolnym tempie riffy bujają, wokal nie kłuje w uszy, album jest też odpowiednio wyprodukowany. Gdybym miał go opisać jednym słowem, to użyłbym  „dobry”. Nie jest to jednak krążek szczególnie zapamiętywalny. To zbiór solidnych, dobrze wykonanych stoner/doomowych numerów, ale obawiam się, że z racji braku wyróżniających się i zapadających w pamięć momentów będę go pomijał przy wybieraniu czegoś „do posłuchania” w domowym zaciszu, a szkoda.</p>
<p>Żeby nie było, fanom stonera czy stoner doomu zdecydowanie polecam sprawdzenie <strong><em>Mud and Black Water</em></strong>. Nie spodziewajcie się czegoś wybitnego, jednak jestem w pełni przekonany, że będzie to dla was udane nieco ponad pół godziny. Chyba warto, prawda? W końcu dobrych stonerków nigdy za wiele.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/neon-mud-mud-and-black-water-2025/">NEON MÜD &#8211; &#8222;Mud and Black Water&#8221; (2025)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/neon-mud-mud-and-black-water-2025/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>ZØRZA &#8211; &#8222;Twilight of the Golden Star&#8221; (2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorza-twilight-of-the-golden-star-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorza-twilight-of-the-golden-star-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Jun 2026 09:35:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Godz Ov War Productions]]></category>
		<category><![CDATA[melodic black metal]]></category>
		<category><![CDATA[post-black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Twilight of the Golden Star]]></category>
		<category><![CDATA[Zørza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351974</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dwa lata po premierze znakomitego Hellven, ze swoim drugim pełniakiem powraca ZØRZA. Wydany przez Godz ov War Productions krążek Twilight of the&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorza-twilight-of-the-golden-star-2026/">ZØRZA &#8211; &#8222;Twilight of the Golden Star&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa lata po premierze znakomitego <strong><em>Hellven</em></strong>, ze swoim drugim pełniakiem powraca <strong>ZØRZA.</strong> Wydany przez <strong>Godz ov War Productions</strong> krążek <strong><em>Twilight of the Golden Star </em></strong>przynosi w zasadzie tylko jedną zmianę względem poprzednika – na wokalu nie słyszymy już <strong>Refura</strong><em>, </em>jego miejsce zajął <strong>Amorth</strong>, a gościnnie swego głosu w pierwszych dwóch numerach użyczył również przez <strong>V. Vahntraum</strong>, którego kojarzyć możecie z <strong>Harakiri For the Sky</strong><em>.</em></p>
<p>W kwestii zorzowego modus operandi oraz jakości jego wykonania żadnej rewolucji, ani nawet szczególnej ewolucji w gruncie rzeczy nie ma – i bardzo dobrze, bo na polu melodyjnego post-blacku wielkopolski duet wraz z ponownie bębniącym <strong>Mateuszem Wróblem</strong> naprawdę nie ma sobie równych. Jedynym odstępstwem od tej tezy jest zamykający album <strong><em>The Devil Wears Well</em></strong> – tematycznie odstający od pozostałych kompozycji, trochę thrashowy, trochę satyriconowy (z wyraźnym wskazaniem na black’n’rollową erę Norwegów), po prostu znakomity, niesamowicie nośny i z ogromnym potencjałem headbangingowym. Zaprawdę powiadam wam – będzie to koncertowy killer. Dobrze też wiedzieć, że w takiej estetyce zespół również doskonale się odnajduje. Czy oznacza to więcej tego rodzaju prób w przyszłości? Byłbym na tak!</p>
<p>Pozostałe pięć numerów (sześć, jeśli wliczać trzyminutową trzecią odsłonę instrumentalnej <strong><em>Zorzy</em></strong>) nie odstępują niczym od tego, do czego panowie przyzwyczaili już swoich fanów. Już w otwierającym płytę numerze tytułowym zawarte jest wszystko, co tygryski lubią najbardziej – szybkie tempo, wgniatające w ziemię zwolnienie, chwytliwe melodie i ich podniosły nastrój, dzięki któremu ma się uczucie uczestniczenia w historii epickich rozmiarów. A dalej wcale nie jest gorzej – na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim fenomenalny <strong><em>Against Theocracy</em></strong> (kolejny kawałek, przy którym na samą myśl o koncercie boli mnie kark) i <strong><em>Stormspell</em></strong> z cudownej urody solówką, również <strong><em>My Wounds </em></strong>i <strong><em>Death III </em></strong>nie odstępują na krok od poziomu, którego od <strong>ZØRZY </strong>można oczekiwać. Cholera, w punkt pasuje tutaj nawet instrumentalna <strong><em>Zorza III</em></strong>, na której drugą odsłonę z <strong><em>Hellven </em></strong>trochę kręciłem nosem. Dużo lepiej od <strong><em>Refura </em></strong>wypada też <strong>Amorth</strong>, drobne użycie klawiszy tu i ówdzie dodaje całości klimatu, a materiał jest jeszcze lepiej wyprodukowany.</p>
<p>Myślałem, że wiele lepiej niż na <strong><em>Hellven </em></strong>być nie może, a tu proszę! Na <strong><em>Twilight of the Golden Star </em></strong>zespół poprawił drobne mankamenty poprzedniczki i dodatkowo jeszcze bardziej wzmocnił fundamenty swojego sukcesu. Efektem jest najlepsze jak do tej pory wydawnictwo <strong>ZØRZY</strong> – dające fanom więcej tego samego, ale na jeszcze wyższym poziomie wykonania, kończące się wskazówką, że skład może w przyszłości zawędrować w bardziej black’n’rollowe rejony. Dla mnie bomba, krążek ten jest według mnie bez wad, więc i ocena może być tylko jedna.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorza-twilight-of-the-golden-star-2026/">ZØRZA &#8211; &#8222;Twilight of the Golden Star&#8221; (2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/zorza-twilight-of-the-golden-star-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:31:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[CF98]]></category>
		<category><![CDATA[Hollywood Undead]]></category>
		<category><![CDATA[knock out productions]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[Lagwagon]]></category>
		<category><![CDATA[Lost Generation Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Papa Roach]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[Tauron Arena Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[The Offspring]]></category>
		<category><![CDATA[The Rasmus]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351749</guid>

					<description><![CDATA[<p>RELACJA Z PIERWSZEJ EDYCJI LOST GENERATION FESTIVAL Nostalgiczne podróże wkroczyły w nowy wymiar wraz ze zorganizowaną przez Knock Out Productions imprezą pod szyldem Lost Generation Festival. 16 czerwca krakowska Tauron Arena stała&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/">Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h1 style="text-align: center;">RELACJA Z PIERWSZEJ EDYCJI LOST GENERATION FESTIVAL</h1>
<p><span data-contrast="auto">Nostalgiczne podróże wkroczyły w nowy wymiar wraz ze zorganizowaną przez </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto"> imprezą pod szyldem </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto">. </span><b><span data-contrast="auto">16 czerwca </span></b><span data-contrast="auto">krakowska </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arena</span></b><span data-contrast="auto"> stała się królestwem tych, którzy wychowali się głównie na rockowych dźwiękach przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych – tytułowej straconej generacji. Na scenie pięć zespołów: </span><b><span data-contrast="auto">The Offspring</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">Hollywood Undead</span></b><span data-contrast="auto"> oraz </span><b><span data-contrast="auto">Lagwagon</span></b><span data-contrast="auto">,</span><b><span data-contrast="auto"> </span></b><span data-contrast="auto">a</span><b><span data-contrast="auto"> </span></b><span data-contrast="auto">poza nią – szereg utrzymanych w klimacie atrakcji, dzięki którym najwytrwalsi czas na festiwalowym „miasteczku” mogli aktywnie spędzać już od południa. Znaczna większość lineupu nie do końca wpisywała się w moje gusta, zarówno te aktualne, jak i te zamierzchłe, jednak kupiony byłem już w momencie ogłaszania </span><b><span data-contrast="auto">Offspring</span></b><span data-contrast="auto">, których nie udało mi się zobaczyć ostatnim razem w Łodzi, a których </span><b><i><span data-contrast="auto">Smash </span></i></b><span data-contrast="auto">i </span><b><i><span data-contrast="auto">Americana </span></i></b><span data-contrast="auto">często towarzyszyły mi za młodu. Kierunek we wtorek mogłem obrać więc tylko jeden – Kraków.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h2>ATRAKCJE TOWARZYSZĄCE</h2>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351759" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Jestem człowiekiem, który musi przynajmniej liznąć jak najwięcej punktów programu, dotarłem więc pod </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arenę </span></b><span data-contrast="auto">na tyle szybko, aby być świadkiem chociaż części tego, co poza koncertami przygotował </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out</span></b><span data-contrast="auto">. Już na samym wejściu umieszczono wystawę kilku lowriderów, a nieopodal znajdowało się boisko do koszykówki, przy którym zabawiłem nieco dłużej – akurat trwał mecz drużyn 3 na 3, rozgrywany przy dopingu grupy Cheerleaders Ergo Śląsk. Po nim odbył się konkurs rzutów osobistych, w trakcie którego dobiegły mnie hałasy od strony strefy Skate. Otóż obok rampy (na której oczywiście skejci pokazywali triki na deskach) miał miejsce krótki set lokalnego pop punkowego </span><b><span data-contrast="auto">CF89</span></b><span data-contrast="auto">, zresztą nie jedyny tego dnia. Działo się też „piętro” niżej, w strefie gier retro, w której można było samemu zostać skejtem (Tony Hawk’s Pro Skater), piłkarzem (FIFA 2001), obić komuś mordę (któryś ze starszych Tekkenów), pograć na firmowanych przez chociażby Metallicę czy Iron Maiden automatach do pinballa, starych komputerach czy innych maszynach arcade’owych. Odbywał się tu również przegapiony przeze mnie turniej na PSX. Z daleka posłuchałem </span><b><span data-contrast="auto">Dizzy Boys Brass Band</span></b><span data-contrast="auto"> coverujących w ogrodzie </span><b><i><span data-contrast="auto">Self Esteem </span></i></b><span data-contrast="auto">gwiazdy wieczoru, a szczęśliwcy mogli w pewnym momencie również załapać się na Dextera i Noodlesa grających piętnastominutowy set-niespodziankę</span><b><i><span data-contrast="auto"> </span></i></b><span data-contrast="auto">przy jednym z wejść na Arenę. Głodni? Naliczyłem łącznie około 10 food trucków (choć wszystkie zasłyszane przeze mnie opinie o grillu były nienajlepsze). Nudna przerwa między koncertami? No to mamy na telebimach kiss cam i beer cam. Dodam jeszcze, że organizatorzy umieścili czasową rozpiskę koncertów już w listopadzie, tak żeby każdy zainteresowany mógł zorganizować sobie logistykę na ten dzień. Na każdym kroku było czuć, że event był organizowany przez ludzi z pasją i sercem, którym zależało nie na jak największym wydojeniu publiki z PLNów, a na jej dobrej zabawie i sprawieniu, że ten dzień będzie naprawdę wyjątkowy – co w dzisiejszych czasach niestety nie jest normą w przypadku dużych eventów. Szacun </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto">, organizacyjnie pierwszy </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto"> to był majstersztyk.</span><span data-ccp-props="{&quot;134233117&quot;:false,&quot;134233118&quot;:false,&quot;201341983&quot;:0,&quot;335551550&quot;:1,&quot;335551620&quot;:1,&quot;335559685&quot;:0,&quot;335559737&quot;:0,&quot;335559738&quot;:0,&quot;335559739&quot;:160,&quot;335559740&quot;:259}"> </span></p>
<h2>KONCERTY</h2>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351758" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">A jak same koncerty? Otworzył je kalifornijski punkowy </span><b><span data-contrast="auto">Lagwagon</span></b><span data-contrast="auto">, druga pod względem długości stażu kapela występująca we wtorek. Obserwując ich koncert z piętra zauważyłem, że niestety pod scenę Amerykanie nie ściągnęli tłumów – pewnie to kwestia wciąż trwającej zabawy w wielu miejscach poza areną. Szkoda, bo to co słyszałem, powinno podobać się fanom wtorkowego headlinera, z drugiej strony ja sam mocno skróciłem sobie ich koncert, gdyż to dopiero w jego trakcie przypomniałem sobie o istnieniu wtedy jeszcze niezwiedzonej przeze mnie strefy gier retro. Zdążyłem jednak zobaczyć jak </span><b><span data-contrast="auto">Joey Cape </span></b><span data-contrast="auto">prezentuje z dumą swój brzuch i odgrywa na nim rytm perkusji któregoś z kawałków i nie żałuję. Z niezrozumiałych powodów, jako człowiek nie stroniący od różnych gier w życiu codziennym, obecnie nadrabiający System Shock 2, nie doceniłem przysysających możliwości strefy z maszynami, komputerami i konsolami – mój „krótki rekonesans” przeciągnął się aż do końcówki koncertu&#8230; </span><b><span data-contrast="auto">Hollywood Undead</span></b><span data-contrast="auto">, zdążyłem na dwa ostatnie kawałki. Cóż, nie mogę powiedzieć, abym żałował – to co słyszałem, kompletnie rozmijało się z tym, co lubię.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<p><span data-contrast="auto">Właściwe koncertowanie rozpocząłem więc od </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto">. Słuchało się </span><b><i><span data-contrast="auto">In the Shadows</span></i></b><span data-contrast="auto"> mając te 8 lat, oj słuchało – nie bijcie. Dla równowagi dodam, że Finowie zawsze byli dla mnie zespołem jednego hiciora. Po wydaniu płyty </span><b><i><span data-contrast="auto">Dead Letters</span></i></b><span data-contrast="auto">, na której można go znaleźć, słuch o nich właściwie zaginął. Poszedłem jednak pod samą scenę, bo wiedziałem, że bez tego bangera</span><b><i><span data-contrast="auto"> </span></i></b><span data-contrast="auto">się nie obejdzie, no i&#8230; tak, to JEST zespół jednej piosenki, choć uśmiechnąłem się jeszcze pod nosem, rozpoznając z zamierzchłych czasów oglądania VIVA Polska </span><b><i><span data-contrast="auto">First Day of My Life</span></i></b><span data-contrast="auto">. Pojawiło się wprawdzie jeszcze kilka nienajgorszych momentów, jednak większość występu </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto"> była dla mnie dość ciężkim przeżyciem – nie dość, że </span><b><span data-contrast="auto">Lauri Ylönen</span></b><span data-contrast="auto"> na żywo nie brzmi zbyt dobrze, to jeszcze spora część zaprezentowanych kawałków według mnie była po prostu słaba – szczególnie, jeśli zapowiadano je jako coś z zeszłorocznego albumu kapeli. Mimo tego uważam, że warto było wytrwać do zagranego na koniec </span><b><i><span data-contrast="auto">In the Shadows</span></i></b><span data-contrast="auto">, podczas którego na płycie rozpętała się prawdziwa impreza, tak jakby wszyscy czekali tylko na ten jeden numer. W sumie – tak pewnie było.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351756" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><b><span data-contrast="auto">Papa Roach </span></b><span data-contrast="auto">to zespół, z którym do tej pory było mi kompletnie nie po drodze – a przynajmniej tak myślałem do poniedziałku, kiedy to po szybkiej obczajce na Spotify wyszło, że znam więcej ich kawałków niż przypuszczałem. Nie znaczy to jednak, że twórczość zespołu niezmordowanie dowodzonego przez </span><b><span data-contrast="auto">Jacoby’ego Shaddixa</span></b><span data-contrast="auto"> do mnie trafia. Pod sceną zostałem więc bardziej z kronikarskiego obowiązku i&#8230; cholera, to był naprawdę przezajebisty koncert, show przez wielkie S. Wulkan energii na scenie i pod nią, zespół dostarczył fanom dokładnie to, czego oczekiwali – wysokooktanową jazdę bez trzymanki. Nie brakowało pirotechniki czy ogromnych kolorowych wizualizacji na ekranach za plecami formacji, członkowie zespołu sprawiali wrażenie autentycznie zaangażowanych w koncert, rozentuzjazmowany frontman co rusz zachęcał do kolejnych cirle pitów, a publika jadła mu z ręki aż za bardzo – czego efektem była przykra, piętnastominutowa interwencja medyczna po </span><b><i><span data-contrast="auto">&#8230;To Be Loved</span></i></b><span data-contrast="auto"> (mam nadzieję, że z nieszczęśnikiem wszystko w porządku). Nie wybiła ona jednak z rytmu ani </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto">, ani kipiącej żądzą zabawy płyty </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Areny</span></b><span data-contrast="auto">. W setliście było miejsce na kilka klasyków, ale też na sporo nowszych numerów i medley złożony z kilku nu-metalowych klasyków (</span><b><span data-contrast="auto">Korn, Deftones, Limp Bizkit, System of a Down</span></b><span data-contrast="auto">). Czegokolwiek Amerykanie nie grali, spotykało się z niesamowitym przyjęciem wypełnionego po brzegi obiektu i ja się temu wcale nie dziwię – scenicznie </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach </span></b><span data-contrast="auto">to naprawdę bestia i cieszę się niezmiernie, że zostali zaproszeni na tę imprezę.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h3 style="text-align: center;">Setlista Papa Roach 2026 Lost Generation Festival</h3>
<p style="text-align: center;"><b><i><span data-contrast="auto">Even If it Kills Me</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Blood Brothers</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Dead Cell</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">&#8230;To Be Loved</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Kill the Noise</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Getting Away With Murder</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">See U in Hell</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">California Love</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Liar</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Falling Apart</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Scars</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">BRAINDEAD</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Help</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Born for Greatness</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Between Angels and Insects</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Blind/My Own Summer (Shove It)/ Break Stuff/ Chop Suey</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Last Resort</span></i></b><span data-ccp-props="{&quot;335551550&quot;:2,&quot;335551620&quot;:2}"> </span><br />
<img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351755" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Wspomniana przeze mnie interwencja medyczna poskutkowała opóźnieniem startu koncertu </span><b><span data-contrast="auto">The Offspring </span></b><span data-contrast="auto">o kwadrans i początkowo Kalifornijczycy gnali przed siebie jak gdyby ich głównym celem było nadrobienie tego czasu – utwór za utworem, bez żadnych przerw na oklaski czy pogaduchy. Gdy jednak te ostatnie – </span><b><span data-contrast="auto">Dextera Hollanda</span></b><span data-contrast="auto"> z </span><b><span data-contrast="auto">Noodlesem </span></b><span data-contrast="auto">– już się pojawiły, żarty panów były przeważnie tak czerstwe, że szybko zatęskniłem za ich brakiem. Sam koncert był w zasadzie kopią tego, co grupa zaprezentowała w październiku w Łodzi – jedynymi wyjątkami były brak </span><b><i><span data-contrast="auto">Gone Away</span></i></b><span data-contrast="auto">, zamiast którego dostaliśmy fragment </span><b><i><span data-contrast="auto">Original Prankster</span></i></b><span data-contrast="auto"> połączony z fragmentem </span><b><i><span data-contrast="auto">Hit That</span></i></b><span data-contrast="auto"> oraz cover </span><b><span data-contrast="auto">Taylor Swift</span></b><i><span data-contrast="auto">. </span></i><span data-contrast="auto">A do tego bogatą oprawę (piłki, konfetti, buchające parą szkielety, kilka dmuchanych Guyów Cohenów, miks wizualizacji i grających muzyków na ekranie) i przegląd zespołowych greatest hits z dodatkiem dwóch numerów z kiepskiej </span><b><i><span data-contrast="auto">Supercharged</span></i></b><span data-contrast="auto"> oraz perkusyjnym solo</span><b><span data-contrast="auto"> Brandona Pertzborna</span></b><span data-contrast="auto"> po </span><b><i><span data-contrast="auto">Gotta Get Away</span></i></b><span data-contrast="auto">. Czytacie to, więc znacie ten zespół, nie muszę w takim razie chyba pisać, że zagrane to było na pełnej energii, a pogo na scenie nie ustawało niemalże ani na moment. Jedynym wyjątkiem od ogólnej „żwawości” występu </span><b><span data-contrast="auto">Offspring</span></b><span data-contrast="auto"> był segment poświęcony </span><b><span data-contrast="auto">Ozzy’emu Osbourne’owi</span></b><span data-contrast="auto">, który trochę zaburzył dotychczasowy flow koncertu (swoją drogą powtórka z rozrywki osiągnęła punkt szczytowy, kiedy </span><b><span data-contrast="auto">Noodles </span></b><span data-contrast="auto">określił bieżący rok kiepskim rokiem dla fanów </span><b><span data-contrast="auto">Black Sabbath</span></b><span data-contrast="auto"> – no cóż, w 2025 było aktualne). Udało się jednak na te wyżyny powrócić wraz z piorunującą końcówką. Ogółem jestem bardzo zadowolony, cieszę się, że mogłem w końcu zobaczyć </span><b><span data-contrast="auto">Hollanda </span></b><span data-contrast="auto">i ekipę. Wydawniczo może nie mają już zbyt wiele do powiedzenia, ale na żywo stary materiał wciąż bezproblemowo się broni.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h3 style="text-align: center;">Setlista The Offspring 2026 Lost Generation Festival</h3>
<p style="text-align: center;"><b><i><span data-contrast="auto">Come Out and Play</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">All I Want</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Want You Bad</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Looking Out for #1</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Staring at the Sun</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Hit That/Original Prankster</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Hammerhead</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Make It All Right</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Bad Habit</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Electric Funeral/Paranoid/Crazy Train</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">In the Hall of the Mountain King</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Love Story</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Gotta Get Away</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Why Don’t You Get a Job?</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Pretty Fly (for a White Guy)</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">The Kids Aren’t Alright</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">You’re Gonna Go Far, Kid</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Self Esteem</span></i></b><span data-ccp-props="{&quot;335551550&quot;:2,&quot;335551620&quot;:2}"> </span><br />
<img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351752" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Chciałbym krótko podsumować event i napisać, kto we wtorkowe popołudnie/wieczór wypadł najlepiej, ale nie umiem wybrać między świetnym </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto"> a rewelacyjną robotą organizacyjną wykonaną przez </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto">. Niezależnie od tego, na kogo by padło, pierwszy </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto"> był imprezą z przytupem i z tym samym przytupem przeszedł już do historii. Mam wielką nadzieję, że widzimy się w przyszłym roku – wyprzedana </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arena</span></b><span data-contrast="auto"> dobitnie pokazała, że jest spore zapotrzebowanie na takie nostalgiczne tripy w przeszłość.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<hr />
<p>Autorem zdjęć jest <a href="https://kvlt.pl/author/karpiu/"><strong>karpiu</strong></a>. Więcej fotografii z pierwszej edycji <strong>Lost Generation Festival </strong>znajdziecie <a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/lost-generation-the-offspring-papa-roach-the-rasmus-hollywood-undead-lagwagon-warszawa-16-06-2026/"><span style="text-decoration: underline;">tutaj</span></a>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/">Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Impact Festival 2026 &#8211; Limp Bizkit, Ecca Vandal, Drabusheyka &#8211; relacja z koncertu, Kraków (03.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/impact-festival-2026-limp-bizkit-ecca-vandal-drabusheyka-relacja-z-koncertu-krakow-03-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/impact-festival-2026-limp-bizkit-ecca-vandal-drabusheyka-relacja-z-koncertu-krakow-03-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2026 10:33:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Drabusheyka]]></category>
		<category><![CDATA[Ecca Vandal]]></category>
		<category><![CDATA[Impact Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Impact Festival 2026]]></category>
		<category><![CDATA[Impact is back]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[Limp Bizkit]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[Tauron Arena Kraków]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=350874</guid>

					<description><![CDATA[<p>Relacja z pierwszej od siedmiu lat edycji Impact Festival Po siedmioletniej przerwie o Impact Festival powrócił na koncertową mapę Polski&#8230; ale czy&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/impact-festival-2026-limp-bizkit-ecca-vandal-drabusheyka-relacja-z-koncertu-krakow-03-06-2026/">Impact Festival 2026 &#8211; Limp Bizkit, Ecca Vandal, Drabusheyka &#8211; relacja z koncertu, Kraków (03.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h1 style="text-align: center;">Relacja z pierwszej od siedmiu lat edycji Impact Festival</h1>
<p>Po siedmioletniej przerwie o<strong> Impact Festival</strong> powrócił na koncertową mapę Polski&#8230; ale czy na pewno? Zdania na ten temat są, delikatnie mówiąc, podzielone. Zaczęło się świetnie, bo od ogłoszenia <strong>Limp Bizkit</strong> jako headlinera tej kojarzonej z gwiazdorskimi lineupami i mocnymi brzmieniami imprezy, później zaś nastąpiła długa cisza. W końcu do składu tegorocznego <strong>Impactu</strong> <strong>Live Nation Polska </strong>dołączyli <strong>Eccę Vandal </strong>(mogliście usłyszeć ją supportującą <strong>Bizkitów </strong>podczas ostatniego koncertu w Łodzi), dziewiętnastoletniego rapera <strong>Nettspenda</strong> i&#8230; to by było na tyle. Mało tego, dzień przed koncertem młodziak wypadł ze składu i został zastąpiony niejakim <strong>Drabusheyką</strong> &#8211; również bardzo młodym “raperem” z Mysłowic. Co tu dużo mówić, wyglądało to bardzo słabo, a jeśli dodać do tego fakt, że na 24 godziny przed koncertem nadal próżno było szukać oficjalnej rozpiski czasowej, to krajobraz stawał się wręcz dramatyczny.</p>
<p>Co do samych występów – kilka minut z <strong>Drabusheyką</strong> to moje najgorsze doświadczenie koncertowe od bardzo dawna, a może nawet w ogóle. Gość biegał i skakał po całej długości sceny wyklinając na lewo i prawo, wykrzykując przy tym teksty, których słyszane przeze mnie strzępki wskazywały na intelektualny poziom dawnego gimnazjum i nieskutecznie zachęcając publikę do zabawy. Postanowiłem więc opuścić trybuny słysząc wykrzyczane “nie pierdolę się w tańcu, pierdolę się po tańcu, jak się kurwa bawicie Krakóóóóóóów”. No tak średnio bym powiedział. Nie da się za to ukryć, że <strong>Ecca Vandal </strong>skorzystała na tym koszmarnym show. Wystarczyło, że pochodząca z RPA artystka zaprezentowała publice rocka (choć niepozbawionego popowych wtrętów), a wrażenia już były o wiele, wiele lepsze. Pląsająca i wijąca się po scenie wokalistka dała energiczny, fajnie zaśpiewany koncert, który o wiele bardziej przypadł do gustu publice. Nie przekonała mnie jednak do siebie na tyle, abym miał szczególną ochotę obejrzeć ją ponownie. Supporty <strong>Bizkitów</strong> (nie bójmy się użyć tego określenia) całościowo wypadły więc słabo.</p>
<p>Dlaczego więc wydaje mi się, że nikt nie opuszczał krakowskiej <strong>Tauron Areny</strong> niezadowolony? Ano dlatego, że <strong>Fred Durst </strong>i jego wesoła kompania dali rewelacyjny, półtoragodzinny koncert, w trakcie którego banger gonił banger – o co nietrudno przy takim katalogu. Między bajki można było włożyć wieszczoną tu i ówdzie frekwencyjną klapę, gdyż sektor GA był zapełniony na oko w 85-90% (trybuny wypadły pod tym względem zauważalnie słabiej). Nigdy nie widziałem też, aby praktycznie CAŁA płyta wspólnie się bawiła, skakała i tak dalej – aż serce bolało obserwując to z góry i nie mogąc się dołączyć, choć tym razem trybuny również nie zamulały. Pochwalić mogę też nagłośnienie, chyba pierwszy raz w <strong>Tauron Arenie </strong>wypadło ono w moich uszach aż tak dobrze. Również członkowie <strong>Limp Bizkit </strong>dobrze bawili się w trakcie swojego show. Żartowniś <strong>Durst</strong> był w świetnym humorze i często komentował pojawiające się między utworami na telebimie memy, w trakcie utworów wyświetlane były zaś ich teksty (stąd też stosowane przez <strong>Freda</strong> określenie “karaoke”), co według mnie okazało się genialnym pomysłem ułatwiającym możliwość śpiewania klasyków razem z zespołem. Panowie roznieśli obiekt prezentując największe hiciory z większości swojej dyskografii, najwięcej reprezentantów “wystawiła” oczywiście <strong><em>Chocolate Starfish</em>&#8230;</strong><em>, </em>całkowicie pominięto za to <strong><em>Results May Vary</em></strong> (szkoda). Sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że zespół prezentuje według mnie nieudaną <strong><em>Still Sucks </em></strong>czymś więcej niż świetnym <strong><em>Dad Vibes, </em></strong>który swoją drogą na żywo jest prawdziwą petardą. W całym tym karaoke znalazło się jeszcze miejsce na metallicowy riff z <strong><em>Master of Puppets</em></strong>, dwukrotne wykonanie <strong><em>Break Stuff </em></strong>czy zaproszenie fanów na scenę do wspólnego wykonania <strong><em>Full Nelson</em></strong>. Nie znalazło się za to na kamery i boczne telebimy, przez co z daleka niemożliwym było dostrzeżenie szczegółów strojów członków zespołu czy detali ich scenicznej oprawy. Podobno w krakowskim obiekcie nie jest to nic nowego &#8211; tak czy siak, wielka szkoda. Z drugiej strony czy byłby czas na obserwowanie obrazu z kamer, kiedy wypada zdzierać gardło i świetnie się bawić?</p>
<p style="text-align: center;">Setlista:<br />
<strong><em>Out of Style</em></strong><br />
<strong><em>Bring it Back</em></strong><br />
<strong><em>My Generation</em></strong><br />
<strong><em>Show Me What You Got</em></strong><br />
<strong><em>Break Stuff</em></strong><br />
<strong><em>My Way</em></strong><br />
<strong><em>Rollin’ (Air Raid Vehicle)</em></strong><br />
<strong><em>Re-Arranged</em></strong><br />
<strong><em>Gold Cobra</em></strong><br />
<strong><em>Take a Look Around</em></strong><br />
<strong><em>Behind Blue Eyes</em></strong><br />
<strong><em>Dad Vibes</em></strong><br />
<strong><em>Nookie</em></strong><br />
<strong><em>Full Nelson</em></strong><br />
<strong><em>Faith</em></strong><br />
<strong><em>Hot Dog</em></strong><br />
<strong><em>Break Stuff</em></strong></p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-350887" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-scaled.jpg" alt="" width="100%" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-7-2048x1365.jpg 2048w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /> <img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-350888" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-scaled.jpg" alt="" width="100%" height="800" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/LB-3-2048x1365.jpg 2048w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p>Czy wieczór z <strong>Impactem 2026 </strong>uważam za udany? Tak. Czy był to tryumfalny powrót tej zasłużonej imprezy? Absolutnie nie. Mam jednak nadzieję, że na taki pełnoprawny comeback przyjdzie jeszcze czas. Mimo organizacyjno-lineupowej wtopy będę wspominał środowy wieczór bardzo ciepło. Było to moje pierwsze spotkanie z <strong>Limp Bizkit</strong> na żywo i Amerykanie pozostawili po sobie naprawdę bardzo dobre wrażenie, udowadniając, że koncertowo są na najwyższej możliwej półce. Wierzę, że wkrótce zobaczymy się ponownie &#8211; oby w nieco lepszej otoczce.</p>
<hr />
<p>Autorką zdjęć z koncertu jest <strong>Wiktoria Piersiala-Gawlik. </strong>Po więcej fotografii zapraszamy już wkrótce do naszej galerii.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/impact-festival-2026-limp-bizkit-ecca-vandal-drabusheyka-relacja-z-koncertu-krakow-03-06-2026/">Impact Festival 2026 &#8211; Limp Bizkit, Ecca Vandal, Drabusheyka &#8211; relacja z koncertu, Kraków (03.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/impact-festival-2026-limp-bizkit-ecca-vandal-drabusheyka-relacja-z-koncertu-krakow-03-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
