<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rafał Chmura, Autor w serwisie KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/author/rafalch/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/author/rafalch/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 24 Aug 2026 07:52:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Rafał Chmura, Autor w serwisie KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/author/rafalch/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 10 Dec 2022 10:01:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Atmospheric Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[deppresive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french band]]></category>
		<category><![CDATA[french black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french blck mea]]></category>
		<category><![CDATA[la cigue]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs de I’Ombre Productions]]></category>
		<category><![CDATA[peurbleue]]></category>
		<category><![CDATA[PEURBLEUE La Cigue]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=267491</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyczytałem kiedyś  na jednym z blogów, że w metalowej niszy funkcjonuje sporo ponad dwieście podgatunków. No cóż, każdemu według potrzeb, zwłaszcza zwolennikom&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/">PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Wyczytałem kiedyś  na jednym z blogów, że w metalowej niszy funkcjonuje sporo ponad dwieście podgatunków. No cóż, każdemu według potrzeb, zwłaszcza zwolennikom wąskich etykiet. Muzyka francuskiego <strong>Peurbleue</strong>, o którym nie wiadomo totalnie nic, określana jest mianem haunted black metalu. Pojęcie dość, wbrew pozorom, szerokie, ale wydaje się dobrym tropem na drodze do scharakteryzowania nowego albumu grupy <strong><em>La Cigue</em></strong>.</p>
<p>Nie zdziwię się, jeśli ktoś będzie miał problem z uznaniem tej muzyki za black metal. Najnowszy materiał francuskiej grupy płyty raczej nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, do czego przyzwyczaiła nas tamtejsza scena – żadnych blastów, szybkich partii, tremoli, czy opętanych wokali. Słowem nic, co mieściłoby się w tradycyjnym blacku. Niemniej konwencja ta okazuje się na tyle pojemna, że przyjmie nawet nawiedzone, mocno rozedrgane dźwięki gitar, którym bliżej do odhumanizowanych industriali i drone’ ów, niż do tradycyjnego metalu. Rzadko kiedy układają się one w jakąś melodię, są raczej zapisem sennych koszmarów, swoistym strumieniem świadomości przerażonego człowieka. Przerażonego nocą, ponurym klimatem miasta, innym człowiekiem. Tu piekłem jest ciemna ulica, pełna różnych niebezpieczeństw, gdzie każdy krok może spowodować różne niewesołe konsekwencje. Atmosfery dodają zasnute mgłą partie oparte wyłącznie na delikatnym klawiszu, przez które niełatwo się przebić. Osobną sprawą są wokalizy, koronujące ten dźwiękowy koszmar &#8211; wcale nie trzeba znać francuskiego, żeby odnieść wrażenie, że są suchą, pozbawioną emocjonalnego nacechowania relacją z bardzo nieprzyjemnych zdarzeń.</p>
<p>Gdyby się uprzeć przy szukaniu podobnych muzycznych tropów, należałoby w pierwszej kolejności przywołać portugalski <strong>Defuntos</strong>, choć <strong>Peurbleue</strong> zamienia cmentarne krypty na miejskie zaułki. Industrialny klimat i wszechobecne zgrzyty trochę kojarzą się z kosmicznym klimatem <strong>Mysticum</strong>, ale to jedyne podobieństwo.</p>
<p>Niecodzienny album, na pewno nie dla wszystkich. Początkujący prawdopodobnie nie dotrwają do trzeciego numeru, fani tradycyjnego podejścia do gatunku również nie mają tu czego szukać, chyba że są zainteresowani takimi eksperymentami. A czy jest to płyta udana? Jako zjawisko wypada całkiem ciekawie, ale nie sądzę, abym często do niej wracał.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/">PEURBLEUE &#8211; &#8222;La Cigue&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/peurbleue-la-cigue-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Dec 2022 15:54:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[melodic black metal]]></category>
		<category><![CDATA[polish black metal]]></category>
		<category><![CDATA[polski black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Szataniec]]></category>
		<category><![CDATA[Voidfire]]></category>
		<category><![CDATA[VOIDFIRE W Cienie]]></category>
		<category><![CDATA[W Cienie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=267372</guid>

					<description><![CDATA[<p>Gdyby poprosić fanów black metalu z dowolnego miejsca na świecie o wymienienie dobrych polskich kapel, każdy bez problemu przytoczy nawet kilkanaście nazw.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/">VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Gdyby poprosić fanów black metalu z dowolnego miejsca na świecie o wymienienie dobrych polskich kapel, każdy bez problemu przytoczy nawet kilkanaście nazw. Czy będzie wśród nich <strong>Voidfire</strong>? Nie będzie. Nie dlatego, że to kiepska kapela. Nie będzie ich, bo panowie stoją w opozycji do czołówki sceny. Nie ukrywają się za kapturami, nie tworzą aury anonimowości wokół siebie, nie wpisują się w żadne wiodące nurty i nie próbują wchodzić w zaklęte kręgi wzajemnych powiązań między najważniejszymi osobami na scenie. Tym samym nie mieli dotychczas szans na uszczknięcie choćby procenta popularności, jaką cieszą się największe zespoły. I choć wątpię, że chłopakom z <strong>Voidfire</strong> na tym zależy, to wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują zmianę tej sytuacji.</p>
<p>Dwa lata temu zespół zaznaczył swoją obecność dobrze przyjętym debiutem. Teraz wypuszcza drugi album, który kontynuuje obraną drogę i stanowi wyraz poszukiwań autorskiej ścieżki w black metalu. Muzykę tę dookreśla kategoria „melodic”, co na wiele osób może działać jak płachta na byka, ale bądźmy szczerzy – czasy, kiedy „prawdziwki” wyśmiewały ekstremalną muzykę z melodyjnymi konotacjami, dawno minęły. <strong>Voidfire</strong> w żadnym razie nie wstydzi się swojego charakteru. W ich przypadku wywodzi się on z post rockowych tradycji i opiera się na rozbudowanych pasażach oraz melancholijnych dźwiękach snujących się motywów gitary. Nie znajdziemy tu zbyt wielu opętanych blastów (choć początek <strong><em>Odchodząc w</em></strong>… może postawić sierść na karku niejednemu maniakowi agresji) czy tradycyjnych riffów. Zespół nie ucieka od akustycznych momentów na modłę <strong>Agalloch</strong>, nierzadko również pojawiają się brzmienia bliższe klasyce death metalu, także fragmenty których nie powstydziłby się <strong>Bathory</strong> z późniejszego okresu. Do tego czytelny (!) wrzask frontmana poprzeplatany melodeklamacjami lub czystą recytacją. Wokal jest istotną składową obecnego tu bardzo melancholijnego klimatu. Niewątpliwy wpływ na niego ma też warstwa liryczna. Tekściarz grupy <strong>Jakub Lisicki </strong>raczy nas po prostu wierszami, które są inspirowane m.in. poezją romantyzmu, realizmem magicznym, a nawet nihilizmem i znakomicie wpisują się w rozbudowane kompozycje.</p>
<p>Pierwsza płyta <strong>Voidfire</strong> wprowadzała w świat black metalowego nadrealizmu o melodyjnej, post blackowej naturze ogarniętego głęboką melancholią. Drugą płytą zespół potwierdza obrany kierunek, udowadniając przy tym, że ma sporo do powiedzenia i jest równorzędnym w stosunku do tuzów członkiem muzycznego świata. Jeśli tylko nie zatrzyma się w rozwoju &#8211;  będzie ustanawiał prawa.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/">VOIDFIRE &#8211; &#8222;W Cienie&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/voidfire-w-cienie-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Nov 2022 10:11:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french band]]></category>
		<category><![CDATA[french black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french metal band]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs de I’Ombre Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs De L’Ombre]]></category>
		<category><![CDATA[miasmes]]></category>
		<category><![CDATA[MIASMES Vermines]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[vermines]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=266045</guid>

					<description><![CDATA[<p>Les Acteurs De L’Ombre to marka, która nie zawodzi. Francuski label ma nosa do wynajdowania eksperymentalnych black metalowych perełek, ale czasem też&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/">MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Les Acteurs De L’Ombre</strong> to marka, która nie zawodzi. Francuski label ma nosa do wynajdowania eksperymentalnych black metalowych perełek, ale czasem też da światu coś tradycyjnego, co nie znaczy, że wtórnego i dalekiego od oryginalności. <strong>Miasmes </strong>wpisuje się w tę drugą opcję. Francuskie trio, które tworzą goście przewijający się przez kilkanaście innych zespołów debiutuje krótką, 23-minutową EPką, która jest jednym wielkim hołdem dla drugiej fali black metalu. Hołdem przemyślanym, ugruntowanym w tradycji, oddającym cesarzowi co jego, jednak dalekim od ślepej czołobitności i małpiej powtarzalności najbardziej cenionych wzorców gatunku.</p>
<p>Nie znaczy to, że <strong>Miasmes </strong>próbuje wymyślić coś z niczego. Panowie mają pełną świadomość, że próba wyważenia dawno otwartych drzwi to jedna z większych głupot jakie można zrobić i wiedzą, że nie da się napisać historii na nowo. Kluczem do sukcesu jest dobra inspiracja, daleka od bezmyślnego kopiowania. Panowie poszli na żywioł, nagrywając płytę właściwie na setkę, bez żadnej studyjnej obróbki (z wyjątkiem delikatnego grzebania przy nielicznych solówkach), potęgując atmosferę surowości i dźwiękowego niebezpieczeństwa. Punktem wyjścia jest norweski riff, który zawsze będzie w cenie, natomiast nadbudowa nie jest już taka oczywista, a przynajmniej nie przywołująca forpoczty spod znaku<strong><em> true norwegian black metal</em></strong>. Słychać tu trochę zasyfionego punka, który od czasu do czasu bujnie między blastami, słychać nowoczesne podejście do kompozycji, słychać w tym po prostu szczerość. Panowie wyraźnie czują miętę do bezkompromisowości <strong>Gorgoroth</strong>, ale balansują ją kompozycyjnym wyważeniem spod znaku <strong>Craft</strong>, co już daje kilka punktów więcej do oryginalności (oczywiście w ramach gatunku). Czuć w tej muzyce ducha odnowy gatunku – może nie tak wyraźnego jaki był udziałem nieodżałowanego <strong>Orcustus</strong>, bo i skala rozpoznawalności zespołu jest inna. Duże zadowolenie powinni odczuwać też fani <strong>Antaeus</strong>, a nawet <strong>Katharsis</strong>, choć ci ostatni mają świadomość (słuszną), że nikt nigdy nie podrobi charakterystycznego brzmienia i feelingu Niemców.</p>
<p>Znakomity debiut – krótki, intensywny, czerpiący z tradycji, nowoczesny w podejściu do tematu. Mądrze zainspirowany, świetnie skomponowany, jeszcze lepiej zagrany. Każdy, komu bliska jest druga fala blacku powinien wziąć na radar <strong>Miasmes,</strong> bo potencjał mają panowie ogromny. Nie mogę doczekać się więcej!</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/">MIASMES &#8211; &#8222;Vermines&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/miasmes-vermines-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HYRGAL &#8211; &#8222;Hyrgal&#8221; (2022)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hyrgal-hyrgal-2022/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hyrgal-hyrgal-2022/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 23 Nov 2022 10:01:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2022]]></category>
		<category><![CDATA[ablum review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[french band]]></category>
		<category><![CDATA[french black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Hyrgal]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs de I’Ombre Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Les Acteurs De L’Ombre]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=266040</guid>

					<description><![CDATA[<p>Francuski Hyrgal doczekał czasów, w których niemało osób czeka na ich nową muzykę. Zespół wybił się z przepastnego wora black metalowej anonimowości&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hyrgal-hyrgal-2022/">HYRGAL &#8211; &#8222;Hyrgal&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Francuski <strong>Hyrgal</strong> doczekał czasów, w których niemało osób czeka na ich nową muzykę. Zespół wybił się z przepastnego wora black metalowej anonimowości udanym debiutem, by dwa lata temu potwierdzić klasę bardzo udanym albumem <em><strong>Fin De Regne</strong></em>. W tak zwanym międzyczasie nastąpiły zmiany z składzie, zespół powiększył się o jedną osobę i teraz atakuje jako kwartet. Przekornie nadaje trzeciej płytę nazwę wziętą od nazwy grupy, co przeważnie ma na celu symboliczne zapoczątkowanie nowego rozdania. Czy tak jest w przypadku Francuzów?</p>
<p>Na pewno słychać krok do przodu. Jeśli do tej pory kompozycyjny dysonans i złamanie schematu w obrębie spójnej kompozycji było ukoronowaniem możliwości, tak tu jest punktem wyjścia. Zespołowi nie brakuje ambicji do wychodzenia przed szereg, ale nie ma mowy o żadnym bezmyślnym parciu do przodu opartym na sztuce dla sztuki. <strong>Hyrgal</strong> miesza w black metalowym kotle z niemałą intensywnością i ma coraz większe tendencje do wprowadzania nieoczywistych form, progresywnego zacięcia i mieszania dobroci drugiej fali ze współczesnym podejściem do komponowania, żeby nie powiedzieć transgresji. Swoją drogą to ostatnie określenie straciło już chyba pozytywne znaczenie w kontekście muzyki <strong>Deathspell Omega</strong>. Wspominam o tym, bo <strong>Hyrgal</strong> mocno inspiruje się dokonaniami bardziej znanych i uznanych rodaków pod wodzą szalonego Fina. Inspiracja jest wyraźna na poziomie kompozycyjnym, w zasadzie jest oparta na kręgosłupie stworzonym przez <strong>DsO</strong>, ale tam gdzie oni idą w kierunku pokręconej brutalności, <strong>Hyrgal</strong> wprowadza uproszczony motyw z nadbudową czerpiącą z tradycji. Jest tu obecna brutalność <strong>Antaeus</strong>, którą równoważą nieco wolniejsze tempa, lub wlokące się pod mocnym riffem gitarowe sola. Nierzadko da się wychwycić flow charakterystyczny dla <strong>Funeral Mist</strong>, lub momenty których nie powstydziłby się <strong>Blasphemer</strong> z czasów <strong>Mayhem</strong>. Doskonale słychać to w najbrutalniejszym na płycie <em><strong>Fureur Funeste</strong></em>, który mógłby z powodzeniem posłużyć za skondensowaną próbkę możliwości <strong>Hyrgal</strong>.</p>
<p>A te są naprawdę duże, wystarczy tylko dać tej płycie przebić się przez próg wejścia. Po pierwszym odsłuchu raczej nie zostanie w głowie zbyt wiele, bo podejście do progresywności nie wygra z podejściem do przebojowości. Ale gdy dacie tej płycie szansę, to zaskoczenie będzie niemałe. Trzecia płyta <strong>Hyrgal</strong> może nie stanie w jednym rzędzie z ostatnim dokonaniem <strong>Deathspell Omega</strong>, ale mistrz może czuć wyraźny oddech zdolnego ucznia na karku. A to już naprawdę sporo.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hyrgal-hyrgal-2022/">HYRGAL &#8211; &#8222;Hyrgal&#8221; (2022)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hyrgal-hyrgal-2022/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>CRYFEMAL &#8211; &#8222;Eterna Oscuridad&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cryfemal-eterna-oscuridad-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cryfemal-eterna-oscuridad-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 29 Jan 2021 14:37:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Cryfemal]]></category>
		<category><![CDATA[Ebola]]></category>
		<category><![CDATA[Eterna oscuridad]]></category>
		<category><![CDATA[Immortal Frost Productions]]></category>
		<category><![CDATA[metal from Spain]]></category>
		<category><![CDATA[spannis]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=224641</guid>

					<description><![CDATA[<p>Patrzę sobie na front płyty, na logo, na cover i zastanawiam się, czemu skandynawski twór nadaje albumowi tytuł po hiszpańsku. Odwracam, i&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cryfemal-eterna-oscuridad-2020/">CRYFEMAL &#8211; &#8222;Eterna Oscuridad&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Patrzę sobie na front płyty, na logo, na cover i zastanawiam się, czemu skandynawski twór nadaje albumowi tytuł po hiszpańsku. Odwracam, i widzę informację, że album nagrano i napisano na Teneryfie. Coś mi tu nie gra.</p>
<p>Po odpaleniu płyty, po raz kolejny upewniam się, z którą częścią Europy <strong>Cryfemal</strong> ma więcej wspólnego. Muzycznie bez wątpienia z zimną Norwegią, choć stojący za nim człowiek o pseudonimie <strong>Ebola</strong> to czystej krwi Hiszpan. Ciekawa sprawa, tym bardziej, że <strong><em>Eterna Oscuridad</em></strong> to już ósma, pełna płyta tego projektu.</p>
<p>Album sobie gra, a z głośników wieje wiatrem i chłodem. Dziewięć mroźnych strzałów, zbudowanych z black metalowych standardów drugiej fali, z delikatną, południowoeuropejską nadbudową. Jest szybko i konkretnie, muzycznie zaczyna kojarzyć się z takimi sprawami jak <strong>Dark Funeral</strong> czy środkowy <strong>Marduk</strong>, zwłaszcza jeśli do głosu dochodzi riff na tle black metalowej patatajki. Różnica polega na tym, że nie uświadczymy tu raczej typowej perkusyjnej nawałnicy opartej na wściekłych blastach – tempo, choć oczywiście bardzo szybkie, każe szukać inspiracji we wczesnej Grecji. Takie <strong><em>Insepulto</em></strong> brzmi jakby napędzony sterydami <strong>Rotting Christ</strong> próbował coverować <strong>Immortal</strong> i trzeba przyznać, że nie jest to złe.</p>
<p>W strukturach numerów niespodzianek raczej nie ma, wszystko już było i to dawno temu, <strong>Ebola</strong> nie sili się na żadne eksperymenty. Interesuje go zmasowany atak, black metal sam w sobie i sztuka dla sztuki &#8211; co oczywiście nie jest zarzutem, bo taka droga ma swoje uzasadnienie oraz całe grono oddanych fanów. Więcej zaczyna się dziać w drugiej połowie płyty – jest kilka zmian tempa, zwarta warstwa riffów ulega lekkiemu rozluźnieniu, wpuszczając nieco powietrza, tu i ówdzie pojawi się melodia, którą starzy maniacy znają i kochają od ponad dwóch dekad. Spod ciekawego, najbardziej urozmaiconego <strong><em>Culto A La Muerte</em></strong> wychodzi nawet nieśmiały klawisz, a sam numer jest czystym złem, zagranym na lekko heavy metalową modłę.</p>
<p>Nie sposób nie wspomnieć o wokalu, co w przypadku tak zwartych albumów często przesądza o ich sile rażenia. <strong>Ebola</strong> drze mordę z pełnym zaangażowaniem i nie odpuszcza nawet na sekundę, choć robi to trochę na jedno kopyto.</p>
<p>Płyta mija szybko, nawet bardzo, ale nie sięgam w kierunku przycisku „repeat”. To black metal jakich wiele, ani gorszy, ani lepszy od wszystkiego, co dawno znane. Do <strong><em>Eterna Oscuridad</em></strong> wrócę, kiedy będę miał ochotę na powrót do lat 90. w wykonaniu mniej znanych światu szaleńców.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cryfemal-eterna-oscuridad-2020/">CRYFEMAL &#8211; &#8222;Eterna Oscuridad&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/cryfemal-eterna-oscuridad-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>EMPHERIS/DEATH INVOKER &#8211; &#8222;Impure Spirits Of Destruction&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/empheris-death-invoker-impure-spirits-of-destruction-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/empheris-death-invoker-impure-spirits-of-destruction-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2020 08:17:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[blackened thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[death invoker]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Death/black metal]]></category>
		<category><![CDATA[death/thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[Empheris]]></category>
		<category><![CDATA[impure spirits of destruction]]></category>
		<category><![CDATA[Old Temple]]></category>
		<category><![CDATA[oldschool deah metal]]></category>
		<category><![CDATA[peruwiański metal]]></category>
		<category><![CDATA[polish band]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=214931</guid>

					<description><![CDATA[<p>Empheris to weterani metalowego podziemia z Warszawy, ale ich status wydaje się wciąż dość anonimowy. Grupa ma koncie trzy pełne albumy i&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/empheris-death-invoker-impure-spirits-of-destruction-2020/">EMPHERIS/DEATH INVOKER &#8211; &#8222;Impure Spirits Of Destruction&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Empheris</strong> to weterani metalowego podziemia z Warszawy, ale ich status wydaje się wciąż dość anonimowy. Grupa ma koncie trzy pełne albumy i cały stos demówek, EPek i splitów. Poprzedni rok zespół zamknął wspólnym wydawnictwem z peruwiańską grupą <strong>Death Invoker</strong>, której dorobek wydawniczy nie wyszedł poza dema i splity, w tym jeden z naszym <strong>Throneum</strong>.</p>
<p>Oba zespoły dzieli pół świata, ale łączy uwielbienie dla starego, obskurnego metalu i pełne oddanie sprawie, jeśli chodzi o intensywność przekazu. <strong><em>Impure Spirits Of Destruction</em></strong> zawiera po trzy utwory od obu grup, w tym po jednym, który jest intrem do zasadniczej części. Zakorzenione w symfonice <strong><em>Intro</em></strong> od <strong>Empheris</strong> zwiastuje złowieszczą nawałnicę brutalnych dźwięków, gotowych zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co napotka na swej drodze. I rzeczywiście – warszawiacy poruszają się w rozbujanej, wybuchowej miksturze black i thrash metalu, mającej swe korzenie w twórczości <strong>Venom</strong>, <strong>Bathory</strong> czy <strong>Hellhammer</strong>. Dodają do tego trochę speedu, odrobinę melodii i garść solówek, przenoszących klimatem w lata 80. Kompozycyjnie obu utworom blisko do takich grup jak <strong>Desaster</strong> czy <strong>Destroyer 666</strong>, ale brzmieniowo mamy do czynienia z totalnym oldschool’em.</p>
<p>Podobnie, choć bardziej złowieszczo wita nas <strong>Death Invoker</strong>. Peruwiańczycy brzmią jeszcze bardziej prymitywnie i hołdują tej samej stylistyce, co <strong>Empheris</strong>, choć w specyficznej, południowoamerykańskiej odsłonie. Ich muzyce bliżej do wyziewów <strong>Blasphemy</strong>, wściekłości pierwszej płyty <strong>Sarcofago</strong>, a w najbardziej rozszalałych momentach zbliżają się do black metalowego opętania wczesnego <strong>Beherit</strong>. W obu utworach słychać wszystko, co stanowi sól tego typu grania – szalone tempa, wokal z grobu, mieszankę riffów, którzy wszyscy znają na wylot. Czuć w tym odrobinę jedynego w swoim rodzaju latynoskiego szału, ale grobowe brzmienie i wyraźna intensywność muzyki kojarzy się z nieokrzesaniem sceny australijskiej.</p>
<p>Krótko, mocno, intensywnie, prosto w twarz. Tak jak powinno być. Wszystko się zgadza. Z drugiej strony, takich albumów jest na świecie na pęczki. Niemniej dla maniaków starej, pierwotnej, metalowej brutalności <strong><em>Impure Spirits Of Destruction</em></strong> będzie wodą na młyn.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/empheris-death-invoker-impure-spirits-of-destruction-2020/">EMPHERIS/DEATH INVOKER &#8211; &#8222;Impure Spirits Of Destruction&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/empheris-death-invoker-impure-spirits-of-destruction-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>BIESY &#8211; &#8222;Transsatanizm&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/biesy-transsatanizm-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/biesy-transsatanizm-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2020 08:11:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Avant-garde Black Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Biesy]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[faustyna IHS moreau]]></category>
		<category><![CDATA[Godz Ov War Productions]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Transsatanizm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=214926</guid>

					<description><![CDATA[<p>Biesy to projekt osobnika, który ukrywa się za ciekawym pseudonimem Faustyna IHS Moreau (jest znany też jako PR z Gruzji). Pierwszy album&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/biesy-transsatanizm-2020/">BIESY &#8211; &#8222;Transsatanizm&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Biesy</strong> to projekt osobnika, który ukrywa się za ciekawym pseudonimem <strong>Faustyna IHS Moreau</strong> (jest znany też jako <strong>PR</strong> z <strong>Gruzji</strong>). Pierwszy album <strong>Biesów</strong> odbił się dość szerokim echem w black metalowym środowisku i był odczytywany jako naturalna kontynuacja ścieżki obranej przez <strong>Odrazę</strong> – zarówno ze względu na muzykę, jak i wokale położone przez <strong>Stawrogina</strong>. Po trzech latach od debiutu <strong>Faustyna</strong> zostaje na placu boju sam i daje nam <strong><em>Transsatanizm</em></strong> – autorytarne dzieło, które będzie komentowane jeszcze długo.</p>
<p><strong><em>Noc Lekkich Obyczajów</em></strong> cuchnęła rynsztokiem i była bliska menelowi, który zaraz pięścią pogoni żonę po zakup najtańszego piwa za ostatnie grosze z zapomogi. Waliła patologią i była na wskroś miejska. <strong><em>Transsatanizm</em></strong> oddala się dość znacznie od tego klimatu, ale ciągle krąży nad miastem. Wychodzi z niebezpiecznej dzielnicy syfu i nędzy, snuje się między wieżowcami, kolorowymi witrynami sklepów i nocnych klubów. Przyciąga do siebie różnych świrów, wszelkich odszczepieńców, i każdego, kto odżywa w mieście dopiero po zmroku. Skupia w sobie jak w soczewce całą, kolorową menażerię i otacza ją mrocznym, miejskim transem. A ta lgnie do niego jak do kolejnej dawki mefedronu, spragniona odjazdów i przeniesienia się w inne wymiary świadomości. Temu miastu bliżej do wizji rodem z prozy <strong>Jakuba Żulczyka</strong> niż raportów opieki społecznej.</p>
<p>Specyficzny, przesiąknięty narkotykami klimat generują transowe gitary, zróżnicowane wokale we wszystkich skalach ekstremy, i wszelkie ozdobniki, które nie mają wiele wspólnego z black metalem. Po pierwszym odsłuchu można zadać pytanie, czy to w ogóle jeszcze black metal, czy już awangardowy, niedający się zamknąć w jakiekolwiek ryzy wybryk. Podstawą jest motoryczny black oparty na równych tempach, naszpikowany mnóstwem znakomitych riffów, nierzadko rozpływających się pod brutalnymi wokalami, lub pod przeszkadzajką w postaci klawiszowej plamy, elektronicznego beatu, industrialnego szumu, czy wplecionych dość bezczelnie bardzo ejtisowych melodii wygrywanych na tanim syntezatorze. Fragmenty czysto black metalowe są bardzo płynne i niosą swoją motoryką, ale jeśli wzmocnić je organową melodią, potrafią przenieść w rejony, jakich nikt nie spodziewałby się w tym mieście zastać. Wystarczy posłuchać końcowych fragmentów <strong><em>Golgota 2045</em></strong>, które są jak zaproszenie do rytuału nekromancji na dyskotekowym parkiecie. Podobne niedorzeczności dzieją się w numerze o wiele mówiącym tytule <strong><em>W Krainie Grzybów</em></strong> – być może najbardziej blackowym na płycie, sunącym się jak najczarniejsze koszmary pionierów religijnego oblicza gatunku, ale paradoksalnie największej grozy dodaje mu acid house’owa wstawka w środku. Zupełnym odjazdem jest <strong><em>Nowa Transylwania</em></strong>, krótki ale intensywny zgrzyt, na dodatek wybrany na promującego album singla. Brzmi to jak dźwiękowy zapis narkotykowej transakcji między <strong>Trentem Reznorem</strong> a <strong>Alecem Empire</strong>, a klimatu dodają rojenia na temat „nowej jakości boga”.</p>
<p>Teksty to osobny aspekt płyty, chociaż stanowią jej integralną, a być może najważniejszą część. Roi się w nich od dziwnych metafor, niezrozumiałych zwrotów i fraz, które frapują niejednoznacznością. Czasami ubrane w częstochowskie rymowanki, ale zdecydowanie bliżej im do transowego strumienia świadomości, a nawet twórczej biegunki. Być może czas pokaże, czy to zwykła grafomania, czy nowa jakość w black metalowej liryce, ale jedno jest pewne – nie sposób przejść obok nich obojętnie, a sama muzyka straciła by bez nich całą, nadnaturalną otoczkę.</p>
<p>Czy <strong><em>Transsatanizm</em></strong> okaże się ciekawostką na miarę czasów, czy awangardą niosącą pochodnię nowego? Tego nie wiem, ale patrząc na to, co dzieje się na polskiej (i nie tylko) scenie, skłaniałbym się raczej ku pierwszej opcji. Mimo całych pokładów nieoczywistości, narkotyczności i prób żenienia ze sobą rzeczy jak najdalszych od siebie, to jednak może nie wystarczyć, by nadać płycie status przełomowej. Nawet jeśli tak się nie stanie, to i tak będzie zapamiętana na długo i omawiana szeroko, bo w pełni na to zasługuje. Drugi album <strong>Biesów</strong> to cholernie wciągająca rzecz.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/biesy-transsatanizm-2020/">BIESY &#8211; &#8222;Transsatanizm&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/biesy-transsatanizm-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>FADHEIT &#8211; &#8222;Stilleben&#8221; (2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/fadheit-stilleben/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/fadheit-stilleben/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2020 08:06:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[deppresive black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Fadheit]]></category>
		<category><![CDATA[FADHEIT Stilleben]]></category>
		<category><![CDATA[polish band]]></category>
		<category><![CDATA[polish black metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Stilleben]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=214922</guid>

					<description><![CDATA[<p>Debiut młodego duetu z Łodzi dotarł do mnie ze sporym opóźnieniem, ale najważniejsze, że jest. Stilleben to cztery utwory, ponumerowane cyframi rzymskimi.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/fadheit-stilleben/">FADHEIT &#8211; &#8222;Stilleben&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Debiut młodego duetu z Łodzi dotarł do mnie ze sporym opóźnieniem, ale najważniejsze, że jest. <strong><em>Stilleben</em></strong> to cztery utwory, ponumerowane cyframi rzymskimi. Niektóre źródła internetowe określają wydawnictwo jako EPkę, ale sam zespół nazywa je demem, więc niech tak zostanie.</p>
<p>Znów mam do czynienia z ciekawą dawką niezwykłej surowizny i prymitywizmu w wykonaniu polskiego zespołu. <strong><em>Stilleben</em></strong> to jedna wielka szarzyzna, choć kojarząca się bardziej z industrialnymi przedmieściami, niż lasem i polem. Kompozycje oscylują wokół średnich temp, są przesiąknięte depresyjnymi, snującymi się gitarami i wypakowane spokojnymi, wygrywanymi na pojedynczych strunach motywami. Ponury, deszczowy klimat kreowany przez oszczędne gitary potrafi zmienić się na jeszcze bardziej przygnębiający, jeśli zespół postanowi przyśpieszyć. Natrafimy na kilka opętanych fragmentów rodem z najciemniejszej jaskini, które świetnie przenikają się ze spokojniejszymi momentami i fragmentami pozbawionymi perkusji. W najbrutalniejszej odsłonie kojarzy się to nieco z francuskim <strong>Kruel Kommando</strong>, choć brzmienie łodzian nie jest aż tak przesycone złem i brudem. Duszne, rozwleczone momenty przywodzą na myśl <strong>Defuntos</strong>, ale posępna melodyka i szara atmosfera każe skierować wzrok na <strong>Agalloch</strong>.</p>
<p>Wydawnictwo choć króciutkie, to jednak zostaje w głowie już po pierwszym odsłuchu, a klimat jaki generuje, nie pozwala szybko się z nim rozstać. Panowie świetnie wbili się w kanony depresyjnego black metalu, dodali trochę rozdzierającej melodyki, i jedynego w swoim rodzaju ducha opuszczonych i zdewastowanych przestrzeni miejskich. I to za sprawą samych instrumentów, bo dopiero po którymś z rzędu odsłuchu dotarło do mnie, że na <strong><em>Stilleben</em></strong> prawie nie ma wokalu. Prawie nie znaczy, że wcale, bo demoniczne zawodzenia w trzecim utworze potrafią podnieść sierść na karku.</p>
<p>Sugeruję zawarcie znajomości z demówką <strong>Fadheit</strong>, zwłaszcza że w Polsce ogólnie mało kto tak gra. Niech to będzie odskocznia od głównego nurtu rodzimej sceny, a także przedsmak większej przygody. Ptaszki ćwierkają, że jeszcze w tym roku pojawi się kolejne wydawnictwo grupy i prawdopodobnie będzie to pełny album. Czekam z niecierpliwością.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/fadheit-stilleben/">FADHEIT &#8211; &#8222;Stilleben&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/fadheit-stilleben/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>THRONEUM &#8211; &#8222;Oh Death&#8230; Oh Death&#8230; Determinate, Preach And Lead Us Astray&#8230;&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/throneum-oh-death-oh-death-determinate-preach-and-lead-us-astray-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/throneum-oh-death-oh-death-determinate-preach-and-lead-us-astray-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2020 07:57:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Black/Death Metal]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Godz Ov War Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Oh Death... Oh Death... Determinate Preach and Lead Us Astray...]]></category>
		<category><![CDATA[polish band]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Throneum]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=214915</guid>

					<description><![CDATA[<p>Throneum to już niemal instytucja na polskiej scenie oldschoolowego death/black metalu. Przez dwie dekady dopracował się imponującego dorobku twórczego i niósł sztandar&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/throneum-oh-death-oh-death-determinate-preach-and-lead-us-astray-2020/">THRONEUM &#8211; &#8222;Oh Death&#8230; Oh Death&#8230; Determinate, Preach And Lead Us Astray&#8230;&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Throneum</strong> to już niemal instytucja na polskiej scenie oldschoolowego death/black metalu. Przez dwie dekady dopracował się imponującego dorobku twórczego i niósł sztandar chwały obranej stylistyki. Dziesiąta, pełna odsłona zespołu przynosi zmiany. Duże, choć nie do końca zdefiniowane.</p>
<p>Już poprzedni album pokazywał, że grupie zaczyna być trochę ciasno w piwnicy, do której sama przed laty wlazła. Oldchoolowość muzyki przestała być celem samym w sobie, zaczęły się nieśmiałe zmagania z dłuższymi formami i przemycanie gitarowych jazgotów i dysonansów. Zespół ostrożnie uchylał drzwi, za którymi czaiły się nie do końca zbadane obszary i stawiał nieśmiały krok, by zerknąć, co tam się ciekawego dzieje. Było to dla niego na tyle intrygujące doświadczenie, że teraz postanowił te drzwi wykopać, wejść na pewniaka i dokładnie się rozejrzeć.</p>
<p>O tym, że coś mocno drgnęło, możemy się przekonać jeszcze przed odsłuchem. Po raz pierwszy w historii grupy pojawia się kolorowa okładka. Rażąca czerwień, zalatująca <strong>Danzigiem</strong> czcionka tytułu, odrobina zieleni… Kolejny szok pojawia się, gdy spojrzymy na listę utworów – <strong>Throneum</strong> i kilkunastominutowe kolosy? A jednak. I wcale nie jest to forma, która go przerasta. Duszne mielenie na gitarach i puchnąca od stęchlizny perkusja, które rozpoczynają album, zwiastują, że będzie tu sporo transu. <strong><em>Alpha: Soulside-Space-Stream</em></strong> to podany na mocnej dawce kwasu hołd dla prapoczątków death i black metalu. Dość standardowy początek zamienia się w hipnotyzujący strumień dźwięku uszytego z prostych form. Kilka riffów, tu i ówdzie przetkniętych krótkimi solówkami, bębny z wyraźnym, szamańskich sznytem, grobowy wokal. Niby nic, ale wystarczyło wszystko zapętlić, pomieszać, najprostsze formy rozciągnąć i dodać trochę rozedrgania w gitarowym szumie, by wywołać efekt obcowania z czymś niemal kosmicznym. Nie znaczy to, że zespół wysyła słuchacza w nieznane – to ciągle jest piwnica, być może bardziej śmierdząca, duszna i brudna niż kiedykolwiek wcześniej. Zespół czuje się w niej doskonale, ale dla lepszych wrażeń zapewnił sobie szeroki dopływ powietrza. Niekoniecznie świeżego, nawet niekoniecznie atmosferycznego. Grunt, że mieszanina gazów jest gęsta, zawiesista i działająca na percepcję. Zespół z lubością bierze potężnego bucha i chwilę trzyma w płucach. Dwa krótkie, zupełnie różne interludia świadczą o tym, że efekty mogą być zatrważające – atak następuje już na wydechu. <strong><em>Delta: Self-Appointed-Grandeur</em></strong> to black metalowy szał, dodatkowo pobudzony death’owymi elementami, ale prawdziwy odjazd następuje w okolicach trzeciej minuty, kiedy to na mroczne wyciszenie wjadą żeńskie zawodzenia. Robi się na tyle ciekawie, że już do końca numeru trzeba siedzieć jak na szpilkach, bo nie wiadomo, co nas może spotkać. Przeplatają się tu grobowe, czysto death metalowe pochody, doom metalowe naleciałości, trochę czarnych galopad i piekielne inkantacje na tle dysharmonicznych gitar. W międzyczasie kilka razy sprawdzałem, czy to na pewno nadal płyta <strong>Throneum</strong>, a tu jeszcze jedno interludium i kolejny dłuższy numer, który skupia w sobie wszystko to, co działo się wcześniej. <strong><em>Zeta: Archangel-Lucifer-God</em></strong> to już wiwisekcja death metalu przeprowadzona przez upalonego diabla.</p>
<p>Trudno oprzeć się wrażeniu, że <strong>Throneum</strong> poczuł się w nowym miejscu jak w domu. Oczywiście nie jest to teren całkowicie obcy i z gruntu nieznany. Zespół porusza się w nim bez skrępowania, odważnie spogląda w każdy zakątek i dostarcza słuchaczowi kapitalnych wrażeń. Chciałbym, żeby został w tym obszarze dłużej i zajrzał nie tylko w każdy kąt, ale pod każdy kamień. Jestem dziwnie spokojny, że znalazłby rzeczy, z których zbudowałby numery, jakich nie spodziewalibyśmy się w najśmielszych przypuszczeniach.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/throneum-oh-death-oh-death-determinate-preach-and-lead-us-astray-2020/">THRONEUM &#8211; &#8222;Oh Death&#8230; Oh Death&#8230; Determinate, Preach And Lead Us Astray&#8230;&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/throneum-oh-death-oh-death-determinate-preach-and-lead-us-astray-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>BARBARIC HORDE &#8211; &#8222;Axe of Superior Savagery&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/barbaric-horde-axe-of-superior-savagery-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/barbaric-horde-axe-of-superior-savagery-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2020 07:52:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2020]]></category>
		<category><![CDATA[album review]]></category>
		<category><![CDATA[Axe Of Superior Savagery]]></category>
		<category><![CDATA[bands from Portugal]]></category>
		<category><![CDATA[Barbaric Horde]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Death/black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Godz Ov War Productions]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=214912</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie wiedziałem jak zacząć tę recenzję. Zastanawiałem się, czy walnąć dłuższy elaborat, czy też streścić temat w jednym zdaniu. Pierwsza opcja odpadła,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/barbaric-horde-axe-of-superior-savagery-2020/">BARBARIC HORDE &#8211; &#8222;Axe of Superior Savagery&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiedziałem jak zacząć tę recenzję. Zastanawiałem się, czy walnąć dłuższy elaborat, czy też streścić temat w jednym zdaniu. Pierwsza opcja odpadła, bo niespecjalnie widzę sens długiego rozwodzenia się nad kolejną płytą, którą mało kto słyszał, a i tak każdy zna na wylot. Druga opcja była łatwiejsza, ale uznałem, że napisanie, że to barbarzyński death/black metal spod znaku <strong>Blasphemy</strong> byłoby nie w porządku.</p>
<p>O <strong>Barbaric Horde</strong> wiadomo tyle, że istnieje i pochodzi z Portugalii. Nie wiemy, kto jest odpowiedzialny za stworzenie tego potwora, ani ile osób trzyma go na smyczy. Zespół (przyjmijmy umownie, że to zespół) właśnie wypluł z trzewi debiutancką płytę za sprawą rodzimej <strong>Godz Of War Productions</strong>, a że ten label jest na fali wznoszącej, więc zapoznanie się z albumem jest bardzo wskazane.</p>
<p><strong><em>Axe Of Superior Savagery</em></strong> to półgodzinny zapis wściekłego przeczołgania się po świętościach. Bezczeszczenie, przemoc i jedno wielkie bluźnierstwo. <strong>Barbaric Horde</strong>, zgodnie ze swą nazwą, przywdziewa szaty nieokrzesanego dzikusa, będącego na usługach diabła, który w swym szale niszczenia nie ogląda się za siebie, nie bierze jeńców, a jedyne co po sobie zostawia, to zgliszcza. Bydlę obrało sobie za cel świątynie, ołtarze i wszystko, co chrześcijańskie. Powiedzieć, że jego szalone wyczyny to profanacja, to nic nie powiedzieć.</p>
<p>Portugalska załoga cofa się muzycznie do czasów, kiedy odkrywano war metal. Sama do tego światka nie wchodzi – obwąchuje go, dotyka, zagląda do środka, ale bardziej wydaje się zainteresowana procesem jego stworzenia niż przybraniem statusu aktywnego mieszkańca. Zespół wyrasta na glebie nawożonej przez <strong>Archgoat</strong> i <strong>Bestial Warlust, </strong>ale jego dalszy rozwój jest dość autonomiczny. Bliski war metalowej stylistyce, zwłaszcza jeśli chodzi o pancerną ścianę gitarowego dźwięku, ale oddala go od niej zbliżony do starego death metalu sposób konstruowania poszczególnych numerów. Większość oparta jest na rozpędzonym do granic możliwości tempie, ale czasami muzyka minimalnie wyhamuje, by ponownie ruszyć z kopyta. Czuć w tym podskórną nerwówkę, jakby zespół nie mógł się zdecydować, czy chce być wyznawcą <strong>Blashpemy</strong>, czy przyjąć nauki <strong>Diocletian</strong>.</p>
<p>Po kilkunastu odsłuchach widzę w tym metodę – <strong>Barbaric Horde </strong>wyraźnie pokazuje, że żartów nie ma, ale chyba celowo nie wykorzystuje całego potencjału, dając do zrozumienia, że jeszcze jest w stanie urosnąć. I jestem pewien, że urośnie, choć już jest niemały.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/barbaric-horde-axe-of-superior-savagery-2020/">BARBARIC HORDE &#8211; &#8222;Axe of Superior Savagery&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/barbaric-horde-axe-of-superior-savagery-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
