<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Relacje z koncertów rock i metal | KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/category/koncerty/relacje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/category/koncerty/relacje/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Fri, 31 Jul 2026 15:10:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Relacje z koncertów rock i metal | KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/category/koncerty/relacje/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Judas Priest – relacja z koncertu, Warszawa (28.07.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/judas-priest-relacja-z-koncertu-warszawa-28-07-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/judas-priest-relacja-z-koncertu-warszawa-28-07-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Hubert Pomykała]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Jul 2026 15:06:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Andy Sneap]]></category>
		<category><![CDATA[Faithkeepers]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[ian hill]]></category>
		<category><![CDATA[judas priest]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Live Nation Polska]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[Richie Faulkner]]></category>
		<category><![CDATA[Rob Halford]]></category>
		<category><![CDATA[Scorr Travis]]></category>
		<category><![CDATA[torwar]]></category>
		<category><![CDATA[warsaw]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=355272</guid>

					<description><![CDATA[<p>Myśląc nad wstępem, zdecydowałem, że zacznę od prywaty, a konkretniej wyznania, które może zostać odebrane przez część naszych czytelników nawet za nieco&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/judas-priest-relacja-z-koncertu-warszawa-28-07-2026/">Judas Priest – relacja z koncertu, Warszawa (28.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Myśląc nad wstępem, zdecydowałem, że zacznę od prywaty, a konkretniej wyznania, które może zostać odebrane przez część naszych czytelników nawet za nieco bezczelne. Gotowi? Prawdę mówiąc, nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem prawdziwego heavy metalu, wliczając również kojarzony z nim anturaż, czyli skórzane kurtki, ćwieki i tym podobne tematy. To po prostu nie moja bajka, zaś pod względem ubioru i etosu bliżej mi m.in. do hardkorowców.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Tak czy siak, kultowe <a href="https://kvlt.pl/newsy/judas-priest-udostepnia-cover-black-sabbath/"><strong>Judas Priest </strong></a>lubiłem w zasadzie odkąd tylko sięgam pamięcią, choć nie miałem wcześniej sposobności obejrzenia w akcji tej brytyjskiej grupy. Tym razem nadeszła idealna okazja, by wreszcie to zmienić – panowie przyjechali bowiem do Warszawy, gdzie od kilku lat mieszkam, natomiast koncert odbył się dokładnie… w moje urodziny. Okej, dziękuję Ci, doglądająca mnie Siło Wyższa, bardzo doceniam ten “zbieg okoliczności”.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">JUDAS PRIEST Z PRZEKROJOWĄ SETLISTĄ</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Słynni <strong>Judasi</strong> odwiedzili <strong>Torwar</strong> dzięki staraniom agencji <strong>Live Nation Polska</strong>, zaś pretekstem do przyjazdu <strong>Roba Halforda</strong> oraz kolegów była trwająca właśnie trasa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=rdJQmY_dp7A&amp;list=RDrdJQmY_dp7A&amp;start_radio=1"><em><strong>Faithkeepers</strong></em></a>. To z grubsza tournee opiewające w przekrojową setlistę, zawierającą numery wydane na przestrzeni kilku dekad. Jak zresztą przypomniał słynny wokalista,</span><i><span style="font-weight: 400;"> Judas Priest gra heavy metal od 50 lat</span></i><span style="font-weight: 400;">, więc nikt chyba nie ma wątpliwości, że było co celebrować.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">ŚWIATŁA, SCENOGRAFIA&#8230; AKCJA!</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Punktualnie o 21:00 wielka płachta zasłaniająca scenę opadła do pierwszych dźwięków <em><strong>You’ve Got Another Thing Comin’</strong></em> ze <em><strong>Screaming for Vengeance</strong></em>. Moją uwagę od razu przykuła względnie oszczędna, acz wysmakowana produkcja; oprócz podestu pod perkusję, za muzykami widniały cztery mniejsze telebimy oraz jeden pokaźnych rozmiarów, robiący za odpowiednik tzw. backdropu. Każdy z pięciu ekranów wyświetlał wizualizacje dla poszczególnych numerów, dodatkowo tworząc czasami wspólny złożony, gigantyczny obraz. Fajnie i z rozmachem, ale bez zbędnego przepychu. Dobrych wrażeń dopełniła ponadto zsynchronizowana praca świateł tudzież laserów.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Gitary i bębny uderzyły, po czym jakby mimowolnie zacząłem się rozglądać. Trybuny wyglądały na w pełni zapełnione, niemniej płyta obfitowała w luźniejsze miejsca. Summa summarum moim zdaniem udało się ją zapewnić w około ⅔. To jednak całkiem nieźle, gdy weźmiemy pod uwagę dość nietypowy termin koncertu – wydarzenie odbyło się bowiem we wtorkowy wieczór.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">NAGŁOŚNIENIE PODCZAS KONCERTU JUDAS PRIEST</h3>
<p>Wróćmy do setu. Jako drugie zagrano <em><strong>Metal Gods</strong></em>, zaś publiczność głośno skandowała tekst już podczas utworu numer trzy. Nic dziwnego, wszak było nim kultowe <em><strong>Breaking The Law</strong></em>. Tegoż dnia zespół prawie nie zwalniał tempa. Szybkie numery goniły jeszcze szybsze, zaś <em><strong>Painkiller</strong></em>zagrzmiał z doprawdy zatrważającą mocą. Panowie wciąż są w formie.</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Warszawski <strong>Torwar</strong> uchodzi powszechnie za obiekt wymagający akustycznie, niemniej w ciepłą noc 28 lipca wszystko zabrzmiało niemal bezbłędnie. Nagłośnieniowcom udało się wykręcić satysfakcjonujący, selektywny miks: warczący bas <strong>Iana Hilla</strong> komplementował “sterylną” perkusję <strong>Scotta Travisa</strong>, gitary <strong>Richiego Faulknera</strong> i <strong>Andy’ego Sneapa</strong> świetnie przebijały się zarówno w partiach granych unisono, jak i podczas wspólnych harmonii, a nad wszystkim górował czysty śpiew <strong>Halforda</strong>. Okej, legendarny wokalista miał ze dwa-trzy momenty, w których jego wokal lekko zadrżał, jednak były to raczej drobne potknięcia aniżeli błędy. Gdy tylko było trzeba, <strong>Rob</strong> bez większego problemu wchodził w wysokie rejestry, równie gładko wracając po chwili do swojej niższej, wiodącej barwy. Nie zmienia to faktu, że Anglik bez większego trudu był w stanie odtworzyć “skrzeczące” wokalnie <em><strong>Panic Attack</strong></em> z <em><strong>Invincible Shield</strong></em> dokładnie tak, jak mógłbym sobie tego życzyć.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">KONDYCJA ROBA HALFORDA</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">W tym miejscu podzielę się jeszcze jedną, krótką dygresją. Jeszcze niedawno bałem się, że nie zdążę obejrzeć występu <strong>Judas Priest</strong>. Później lęk ten pogłębiła dodatkowo nagła śmierć nieodżałowanego <strong>Ozzy’ego Osbourne’a</strong>, przez co zacząłem boleśnie żałować pominięcia zeszłorocznego przyjazdu JP do łódzkiej <strong>Atlas Areny</strong>.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Na szczęście zespół wrócił do nas nad wyraz szybko. Mogę zatem odetchnąć z ulgą, niemniej obiecuję sobie obejrzeć <strong>Judasów</strong> jeszcze co najmniej raz. Misja ta na bank zostanie zakończona powodzeniem, bo mimo że <strong>Rob Halford</strong> ma już 74 lata (!), ewidentnie wciąż daleko mu do emerytury przy kominku i w wygodnym fotelu. Obstawiam więc kolejne, rychłe powroty Anglików do naszego kraju.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W Warszawie słynny frontman pozostawał przede wszystkim statyczny, przemierzając podest wzdłuż i wszerz. Wokalista dwukrotnie przemówił do publiczności między numerami, kilkukrotnie jej pomachał, ale przede wszystkim zajął się śpiewaniem. Pod koniec półtoragodzinnego setu nie zabrakło jeszcze firmowego wjazdu na scenę motocyklem. W finale nadszedł czas na zabawę do<em><strong> Living After Midnight</strong></em> oraz długie pożegnania, pełne wzajemnych uścisków i uśmiechów posyłanych wszystkim członkom aktualnej inkarnacji Priest. Było konkretnie, ale też koleżeńsko. I to na tym etapie kariery! Kolejny przystanek trasy odhaczony, stolica Polski podbita. Robota wykonana należycie.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">CZY KONCERT JUDAS PRIEST SPEŁNIŁ OCZEKIWANIA?</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Opuszczając warszawską halę, zaobserwowałem mnóstwo uśmiechów na ustach fanów. Sam również wychodziłem zadowolony. Wiedziałem, że właśnie przyszło mi przeżyć koncert grupy-legendy, jednej z najważniejszych formacji w długiej i zawiłej historii całej muzyki metalowej. To nie wszystko: wcale nie przeszkadzały mi te wspomniane we wstępie skóry czy ćwieki. Nawet poniekąd się do nich przekonałem. Oberwałem ponadto setkami przeszywających riffów, napatrzyłem się na pełne ogni animacje i ujrzałem ludzi, których zawsze chciałem obejrzeć na żywo. Wszystko to oglądało się z nieskrywaną przyjemnością. I z równie wielką przyjemnością dorzucę, że ostatecznie otrzymałem więcej, niż mógłbym się spodziewać.</span></p>
<h3><strong>Setlista Judas Priest – Warszawa 2026, 28 lipca</strong></h3>
<ul>
<li>You&#8217;ve Got Another Thing Comin&#8217;</li>
<li>Metal Gods</li>
<li>Breaking the Law</li>
<li>The Ripper</li>
<li>The Sentinel</li>
<li>Desert Plains</li>
<li>Lightning Strike</li>
<li>Turbo Lover</li>
<li>Steeler</li>
<li>Delivering the Goods</li>
<li>Panic Attack</li>
<li>Victim of Changes</li>
<li>Halls of Valhalla</li>
<li>Painkiller</li>
<li>Electric Eye</li>
<li>Hell Bent for Leather</li>
<li>Living After Midnight</li>
</ul>
<p><iframe title="Judas Priest Live in Warsaw - Full Show (July 28th, 2026)" src="https://www.youtube.com/embed/rdJQmY_dp7A?list=RDrdJQmY_dp7A" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/judas-priest-relacja-z-koncertu-warszawa-28-07-2026/">Judas Priest – relacja z koncertu, Warszawa (28.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/judas-priest-relacja-z-koncertu-warszawa-28-07-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>In Flames, Bleed From Within &#8211; Gdańsk (15.07.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026-2/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Jul 2026 21:31:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Anders Friden]]></category>
		<category><![CDATA[B90]]></category>
		<category><![CDATA[Bleed From Within]]></category>
		<category><![CDATA[Chris Broderick]]></category>
		<category><![CDATA[Colony]]></category>
		<category><![CDATA[gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Goteborg]]></category>
		<category><![CDATA[In Flames]]></category>
		<category><![CDATA[Knock Out Prodcutions]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[live]]></category>
		<category><![CDATA[melodic death metal]]></category>
		<category><![CDATA[metalcore]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=354415</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trudno znaleźć zespół, który budzi we mnie równie ambiwalentne odczucia jak In Flames. Z jednej strony darzę kapelę ogromnym sentymentem (pięć pierwszych&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026-2/">In Flames, Bleed From Within &#8211; Gdańsk (15.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Trudno znaleźć zespół, który budzi we mnie równie ambiwalentne odczucia jak <strong>In Flames</strong>. Z jednej strony darzę kapelę ogromnym sentymentem (pięć pierwszych płyt to w końcu kanon szwedzkiego melodic death metalu), z drugiej &#8211; albumów wydanych w późniejszym okresie, szczególnie po 2008 roku, często trudno mi słuchać bez odczucia zażenowania.</p>
<p>Radość z obcowania z muzyką zespołu przyniósł mi na powrót wydany w 2023 roku <em><strong>Foregone</strong></em>, podlany bardzo przyzwoitym koncertem na Mystic Festivalu, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że na kolejny klubowy występ Szwedów w okolicy na pewno warto się wybrać.</p>
<p>Dogodna okazja nadarzyła się w połowie lipca, gdy grupa zawitała na dwa koncerty do Polski. Gęsto wypełnione gdańskie <strong>B90</strong> oraz wyprzedane wrocławskie <strong>A2</strong> udowodniły, że<strong> In Flames</strong> wciąż cieszy się w naszym kraju zauważalną popularnością. Mniejszą odznaczał się w Gdańsku pomysł zapewnienia sprawnej wentylacji, przez co koncert momentami przypominał bardziej harcowanie w saunie niż zabawę w postoczniowej hali przemysłowej.</p>
<p>Temperaturę już na wejściu skutecznie podniósł występujący tego wieczoru w roli supportu szkocki <strong>Bleed from Within</strong>. Główne skrzypce podczas występu grał sympatyczny frontman składu, który z pociesznym wyspiarskim akcentem zachęcał ludzi do niestrudzonego pogowania. &#8222;<em>Have you got good teeeejm with us, lads&#8221;?!</em> No pewnie! Nawet pomimo grania dość generycznego metalcore&#8217;u, którego szczyt popularności minął dobrych kilkanaście lat temu, bawiłem się podczas koncertu <strong>Bleed From Within</strong> naprawdę nieźle. Patrząc zresztą na reakcje publiczności, nie tylko ja &#8211; Szkoci zagrali bardzo dobrą, wysoce energetyczną sztukę, rozgrzewając publikę przed występem <strong>In Flames</strong> w sposób więcej niż przyzwoity.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-large" src="https://live.staticflickr.com/65535/55397686969_ba65f4469b_k.jpg" width="100%" /></p>
<p>Reprezentanci Göteborga zaczęli całkiem zaskakująco, bo od tytułowego utworu z przedpotopowego<em><strong> Colony</strong></em>. Tak odważny powrót do przeszłości z miejsca porwał publikę do żywiołowych reakcji, przez co przebywanie pod sceną sprowadzało się do bezwładnego dryfowania w gąszczu rozgorączkowanych fanów. Zespół postawił na dość przekrojowy set, sięgając zarówno do klasyki (<em>Artifacts of the Black Rain, Only for the Weak, Cloud Connected, Trigger</em>), jak i hojnie promując ostatni krążek studyjny (<em>State of Slow Decay, Meet Your Maker, Foregone Pt. 2, In the Dark</em>).</p>
<p>Nie obyło się niestety bez kilku mielizn w postaci dwóch-trzech bliżej nierozpoznawalnych dla mnie utworów z nowszych płyt, które dodatkowo boleśnie obnażyły deficyty wokalne <strong>Fridéna</strong>. Zespół pominął też odegranie swojego absolutnego evergreena w postaci <em>Pinball Map</em>, poza tym jednak do doboru utworów trudno było mieć większe zastrzeżenia.</p>
<p>Ciężko było mieć je również do nagłośnienia. Wokal <strong>Andersa</strong> momentami ginął wprawdzie w ścianie gitar, nie jestem jednak przekonany, czy w przypadku tego wokalisty nie był to zabieg celowy. Bardzo dobrze w roli gitarzysty sprawdził się za to <strong>Chris Broderick</strong>, udowadniając, że zarówno pod względem techniki, jak i &#8211; szczególnie na tle reszty &#8211; prezencji scenicznej okazał się dla szwedzkiego składu naprawdę udanym transferem.</p>
<p>Skoro już o energii mowa, nieco lepsza mogłaby być na pewno chemia i sceniczna więź między muzykami. Zespół wyglądał w Gdańsku bardziej jak grupa ustatkowanych pięćdziesięciolatków na etatowej zmianie, niezainteresowanych ponadprzeciętnie ani wzajemnymi relacjami, ani szerszą interakcją z publicznością. Mam wrażenie, że pod tym względem zeszłoroczny występ na <strong>Mysticu</strong> prezentował się znacznie lepiej.</p>
<p>Deficyt energetyczny nadrabiali za to z nawiązką fani, którzy nawet na moment nie zdejmowali nogi z gazu, wyciskając w Gdańsku &#8211; zarówno z siebie, jak i z okolicznych towarzyszy &#8211; prawdziwe siódme poty.</p>
<p>Czy był to zły koncert? Z pewnością nie. Jego niedoskonałości skutecznie zakrywał sentyment i radość z obcowania z zespołem, do którego trudno mi nie czuć rozczulającej sympatii. Dlatego daleki jestem od stwierdzenia, że wyjazd do Gdańska okazał się źródłem zawodu. Dobrze było po raz kolejny zobaczyć tych skurczybyków i choć na chwilę przypomnieć sobie, jak to jest znów mieć kilkanaście lat.</p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-large" src="https://live.staticflickr.com/65535/55397909725_7a42efda55_k.jpg" width="100%" /></p>
<p>Autorem zdjęć jest Stanisław Szczęśniak (<a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026/" target="_blank" rel="noopener">pełna fotorelacja tutaj</a>).</p>
<p><iframe title="Bleed from Within - Shrine (Full Album Stream)" src="https://www.youtube.com/embed/grBIWdUIhG8" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe><br />
<iframe title="In Flames - Colony (Official Full Album Stream)" src="https://www.youtube.com/embed/JBQCdUn3WYA" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026-2/">In Flames, Bleed From Within &#8211; Gdańsk (15.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/in-flames-bleed-from-within-gdansk-15-07-2026-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>System of a Down, Queens of the Stone Age, Acid Bath &#8211; relacja z dwóch koncertów, Warszawa (18.07.2026 i 19.07.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/system-of-a-down-warszawa/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/system-of-a-down-warszawa/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Hubert Pomykała]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 23 Jul 2026 12:07:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Acid Bath]]></category>
		<category><![CDATA[Daron Malakian]]></category>
		<category><![CDATA[Dax Riggs]]></category>
		<category><![CDATA[John Dolmayan]]></category>
		<category><![CDATA[Josh Homme]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Mike Sanchez]]></category>
		<category><![CDATA[nu metal]]></category>
		<category><![CDATA[PGE Narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[QOTSA]]></category>
		<category><![CDATA[Queens Of The Stone Age]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Sammy Pierre Duet]]></category>
		<category><![CDATA[Serj Tankian]]></category>
		<category><![CDATA[Shavo]]></category>
		<category><![CDATA[Sludge]]></category>
		<category><![CDATA[SOAD]]></category>
		<category><![CDATA[stadion narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[stoner]]></category>
		<category><![CDATA[System Of A Down]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=354127</guid>

					<description><![CDATA[<p>W jakiej kondycji pozostaje uwielbiane nad Wisłą System of a Down? Czy zabranie ze sobą na trasę słynnego QOTSA oraz powracającego do&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/system-of-a-down-warszawa/">System of a Down, Queens of the Stone Age, Acid Bath &#8211; relacja z dwóch koncertów, Warszawa (18.07.2026 i 19.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">W jakiej kondycji pozostaje uwielbiane nad Wisłą <a href="https://kvlt.pl/newsy/odsluch-nowej-epki-wokalisty-system-of-a-down/"><strong>System of a Down</strong></a>? Czy zabranie ze sobą na trasę słynnego <strong>QOTSA</strong> oraz powracającego do aktywności po latach niebytu <strong>Acid Bath</strong> było dobrym pomysłem? I czy<strong> SOAD</strong> zasłużenie DWUKROTNIE wyprzedał tak potężny obiekt, jakim jest <strong>PGE Narodowy</strong>?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Odpowiedzi na te pytania przyszło mi poznać w ciepłą noc 18 lipca oraz deszczowy i wietrzny niedzielny wieczór nazajutrz. To właśnie podczas wspomnianego letniego weekendu <strong>Serj</strong>, <strong>Daron</strong>, <strong>Shavo</strong> i <strong>John</strong> pojawili się na scenie postawionej wewnątrz stadionu. Gwoli redaktorskiego obowiązku dorzucę, iż organizatorem całego przedsięwzięcia była agencja <strong>Live Nation Polska</strong>.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">TO JUŻ PRAWIE MINIFESTIWAL</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Ciekawy roster wykonawców ulokowanych na plakacie sugerował, że tak naprawdę miałem do czynienia raczej z objazdowym minifestiwalem, aniżeli standardowym, międzynarodowym tournée jednej kapeli; po prostu nie mogłem odpuścić sobie choćby fragmentu występu żadnej z trzech odwiedzających Warszawę formacji. Dlaczego? Otóż występujące jako pierwsze <strong>Acid Bath</strong> było dla mnie prywatnie grupą z wielu powodów najważniejszą – w życiu nie spodziewałbym się, że nieodżałowana kapela z Luizjany kiedykolwiek się zejdzie, a tym bardziej przyjedzie do Polski. A jednak niemożliwe stało się możliwe.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Liczne nagrania z amerykańskich koncertów <strong>AB</strong>, dostępne w przepastnych zasobach YouTube’a, przekonywały mnie, że powrót <strong>Daxa Riggsa</strong> w sludge’owym formacie wciąż może mieć większy sens. Trzech oryginalnych członków (<strong>Dax</strong> plus gitarzyści <strong>Sammy Pierre Duet</strong> oraz <strong>Mike Sanchez</strong>) wspieranych jest na żywo przez aktualnego bębniarza <strong>Goatwhore</strong> i byłego basistę<strong> Crowbar</strong>. Taka ekipa przecież nie może zagrać kiepsko, prawda?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">No i nie zagrała, krótko mówiąc. Co prawda <strong>Acid Bath</strong> dysponowało jedynie półgodzinnym slotem, ale Amerykanom udało się wycisnąć z tego czasu dosłownie wszystko.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">KONCERTY ACID BATH DAŁY RADĘ</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Miło mi zatem napisać, iż noszący przeciwsłoneczne awiatorki, nieco wycofany <strong>Riggs</strong> pozostaje w świetnej kondycji wokalnej. Pozostali muzycy pilnują natomiast, by ciężkie, skrajnie przesterowane riffy uderzały z odpowiednią precyzją. Co jednak najważniejsze, czuć, że panom naprawdę chce się grać te ponad trzydziestoletnie numery. Nie jest to więc raczej reaktywacja podyktowana zwykłym skokiem na kasę.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jedynym minusem była długość setlisty, usłyszeliśmy bowiem jedynie pięć utworów — co jednak już otwierającemu <em><strong>Tranquilized</strong></em> nie przeszkodziło skutecznie poderwać pierwszych rzędów. Podczas obu 30-minutowych setów nie odnotowałem ponadto żadnej wpadki wykonawczej zarówno podczas śpiewu Daxa, jak i gry każdego z instrumentalistów. Na dodatek frekwencja chyba całkiem dopisała: polskie występy <strong>AB</strong> mogło oglądać nawet po kilkanaście tysięcy fanów, co pozostaje niezłym wynikiem, biorąc oczywiście pod uwagę dość wczesną porę dnia. Wszystko bowiem dobiegło końca punktualnie o 19:00.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">NAGŁOŚNIENIE PODCZAS ACID BATH</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Ilekroć odwiedzę <strong>PGE Narodowy</strong>, jakimś cudem wciąż zajmuję miejsca, w których nie sposób narzekać na brzmienie. W sobotę siedziałem na jednej z górnych trybun, blisko dachu, około ⅔ odległości od sceny, zaś w niedzielę usadzono mnie wewnątrz trybuny dolnej, mniej więcej pośrodku całego obiektu. Prawdę mówiąc, podczas wsłuchiwania się w koncerty nie odczułem żadnego dyskomfortu, co pozwoliło mi po prostu cieszyć się muzyką. Jasne, jakość wykręconego przez akustyków dźwięku nijak miała się do ideału, lecz obyło się bez kręcenia nosem. Ale ponownie: zdaję sobie sprawę, iż sporo osób czytających niniejszą relację mogło mieć zgoła odmienne wrażenia, wyniesione z zabawy na innych obszarach areny.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wracając do <strong>Acid Bath</strong>, miks już pierwszego zagranego utworu pozostawał co najmniej czytelny, zaś drugiego numeru, <em><strong>Bleed Me an Ocean</strong></em>, dało się już słuchać z przyjemnością. Później zagrano jeszcze <em><strong>Graveflower</strong></em>, <em><strong>Dead Girl</strong></em> i rewelacyjne <em><strong>Paegan Love Song</strong></em>, po czym piątka muzyków opuściła podest. Niedosyt pozostał, jednak na to, czego doświadczyłem, nie byłbym w stanie narzekać.</span></p>
<h3><strong>Setlista Acid Bath – Warszawa 2026</strong></h3>
<ul>
<li>Tranquilized</li>
<li>Bleed Me an Ocean</li>
<li>Graveflower</li>
<li>Dead Girl (w niedzielę 19.07 w wersji Agents of Oblivion)</li>
<li>Paegan Love Song</li>
</ul>
<h3 style="text-align: center;">QUEENS POSTANOWIŁO ZARYZYKOWAĆ</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Później przyszedł czas na <strong>Queens of the Stone Age</strong>. Dowodzona przez <strong>Josha Homme’a</strong> załoga jest aktualnie w bardzo ciekawym momencie kariery, walcząc najwyraźniej o wyzbycie się chyba jednak niesłusznie narzuconej lata temu etykiety dad-rockowców – dopiero co światło dzienne ujrzał bowiem udany singiel <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6gm9IWUuus0&amp;list=RD6gm9IWUuus0&amp;start_radio=1"><em><strong>Easy Street</strong></em></a>, a żeby tego było mało, słynny kwintet podjął się występowania jako gość specjalny na wielkiej objazdówce legendy nu-metalu. Czy 20 lat temu ktoś w ogóle śmiałby obstawiać u bukmacherów kurs na wspólną trasę <strong>QOTSA</strong> z <strong>SOAD</strong>-em? Szczerze wątpię, ale jak widać, czasy i obyczaje odbiorców się zmieniają.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Pozwolę sobie jeszcze na krótką dygresję. Zawsze cieszy mnie, gdy uznany, dysponujący ogromną bazą fanów zespół postanawia schować ego do kieszeni, by “zaryzykować wizerunkowo” rolą supportu. To z całą pewnością miła odmiana względem headlinowania wyłącznie dla własnej publiczności, a także oczywista szansa na dotarcie do nowych osób. </span></p>
<h3 style="text-align: center;">QOTSA W MISTRZOWSKIEJ KONDYCJI</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Pięciu mężczyzn nieśpiesznie zajęło miejsca z przodu przypominającej przewrócony blok ze Stonehenge scenografii około 19:30. Przedtem obejrzeliśmy jeszcze psychodeliczną animację ukazującą powykręcane twarze artystów w towarzystwie między innymi… galopujących koni oraz zachodów słońca. Wówczas szybko zaczęło stawać się jasne, że wraca dziwaczne <strong>QOTSA</strong>. Czyli będzie trochę jak za dawnych czasów.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Na <strong>PGE Narodowym</strong> dał się więc odczuć znany z pierwszych kilku płyt stonerowy “niepokój”, podlany charakterystycznym punk-rockowym etosem. To niewątpliwie zmiana ku lepszemu. Dysponująca niespełna godzinnym setem grupa podczas obu spędzonych w Warszawie dni postawiła wyłącznie na energiczne numery, ograniczając do minimum okołotaneczne podrygi z ostatnich albumów.<strong> QOTSA</strong> dowieźli zdecydowanie najlepszy koncert pierwszego wieczoru, drugiego zaś jedynie nieznacznie przegrywając z <strong>System of a Down</strong>.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Popularni <strong>Queensi</strong> w obu przypadkach zaczynali od <em><strong>Regular John</strong></em>, <em><strong>The Lost Art of Keeping a Secret</strong></em> i nośnego <em><strong>Do It Again</strong></em>. Między numerami niemalże brakowało tchu, gdyż kwintet „jechał” jeden banger za drugim. Oprócz typowego greatest hits (<em><strong>No One Know</strong><strong>s</strong></em>,<em><strong> Go With the Flow</strong></em>, <em><strong>Little Sister</strong></em>), nie zabrakło także deep cutów (<em><strong>The Fun Machine Took a Shit and Died</strong> </em>czy <em><strong>Run, Pig, Run</strong></em> z <em><strong>Era Vulgaris</strong></em>). Zwieńczenie całego tego chaosu kultowym <em><strong>A Song for the Dead</strong></em> dopełniło dzieła. Ponadto w niedzielę ten ostatni utwór przedłużono o ładnych kilka minut, co znacząco przełożyło się na dociążenie całej kompozycji. Było mocno, szybko i mrocznie, czyli dokładnie tak, jak sobie tego życzyłem. Martwię się jedynie zdrowiem <strong>Homme’a</strong>: twarz <strong>Josha</strong> stała się dziwnie różowa. Obstawiam, że to z powodu wieloletniego uzależnienia od alkoholu, z którym muzyk nie kryje się od dawna.</span></p>
<h3><strong>Setlista Queens of the Stone Age – Warszawa 2026, 18 lipca</strong></h3>
<ul>
<li>Regular John</li>
<li>The Lost Art of Keeping a Secret</li>
<li>Do It Again</li>
<li>Sick, Sick, Sick</li>
<li>The Fun Machine Took a Shit and Died</li>
<li>Paper Machete</li>
<li>My God Is the Sun</li>
<li>Run, Pig, Run</li>
<li>Little Sister</li>
<li>Go With the Flow</li>
<li>No One Knows</li>
<li>A Song for the Dead</li>
</ul>
<h3><strong>Setlista Queens of the Stone Age – Warszawa 2026, 19 lipca</strong></h3>
<ul>
<li>Regular John</li>
<li>The Lost Art of Keeping a Secret</li>
<li>Sick, Sick, Sick</li>
<li>You Think I Ain&#8217;t Worth a Dollar, but I Feel Like a Millionaire</li>
<li>The Fun Machine Took a Shit and Died</li>
<li>Paper Machete</li>
<li>My God Is the Sun</li>
<li>The Evil Has Landed</li>
<li>Little Sister</li>
<li>Go With the Flow</li>
<li>No One Knows</li>
<li>A Song for the Dead</li>
</ul>
<h3 style="text-align: center;">SOBOTA 18.07 | WRZAWA WITA SYSTEM OF A DOWN</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Punktualnie o 21:00 na scenę wkroczył <strong>John Dolmayan</strong>, sprawnie zajmując miejsce za pokaźnym zestawem perkusyjnym. Następnie wolnym, acz pewnym siebie krokiem zza kulis wszedł <strong>Daron Malakian</strong>. W tym momencie wrzawa fanów była już oszałamiająco głośna, głośniejsza od niejednego koncertu zorganizowanego na warszawskim stadionie.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Po chwili do noszącego nieodłączny czarny kapelusz gitarzysty dołączyli basista <strong>Shavo Odadjian</strong> (w żółtych podkolanówkach!) oraz legendarny <strong>Serj Tankian</strong>. Ten ostatni przywitał polskich fanów szerokim uśmiechem, kłaniając się w dystyngowanej, skórzanej marynarce.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Melodyjne intro do <em><strong>Soldier Side</strong></em> zostało sprawnie przełamane uderzeniem <em><strong>B.Y.O.B.</strong></em> Przez cały wieczór <strong>Dolmayan</strong> zasuwał za zestawem perkusyjnym niczym dobrze naoliwiona maszyna, natomiast <strong>Daron</strong> i <strong>Shavo</strong> szybko postawili na zapewnienie show popisami: piruety z instrumentami, opętańczy headbanging czy żywiołowe granie solówek, połączone z wymachiwaniem gitarą w powietrzu.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Coś za coś, ponieważ popisy odbyły się kosztem własnych partii – napisać, że obaj panowie grali po prostu niechlujnie, to jakby nie napisać nic. Tak czy siak, szczerze wątpię, by komuś mogło to jakoś mocniej przeszkadzać, gdyż <strong>SOAD</strong> słynie przecież z luźnego podejścia do własnych występów. Sam również nie przejąłem się więc zbytnio kiepsko wytłumionymi riffami, bądź co rusz niknącym basem.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">SOAD TO DZIŚ TRZECH PLUS JEDEN</h3>
<p><span style="font-weight: 400;"><strong>Serj Tankian</strong> śpiewał czysto i równo, oszczędzając głos. Nic jednak dziwnego, wszak wokalista zbliża się do sześćdziesiątki. Nie zmienia to faktu, iż jego firmowe krzyki zostały niemal całkowicie wyparte przez bardziej balladowy wokal. Przełożyło się to, rzecz jasna, na słabsze uderzenie: klasyki takie jak <em><strong>Deer Dance</strong></em>, <em><strong>Bounce</strong></em> czy obowiązkowe na koniec <em><strong>Sugar</strong></em> wybrzmiały poprawnie, lecz nie tak, jak można by sobie tego życzyć.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W sobotę najwięcej zarzutów miałem właśnie do samego <strong>Tankiana</strong>. Dlaczego? Artysta pozostawał statyczny, na dodatek rzadko pozwalając sobie na interakcje z publicznością. Sprawiał wrażenie trochę nieobecnego.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Pałeczkę przejmował pełen energii <strong>Daron</strong>, pozostając swego rodzaju mistrzem ceremonii. <strong>Malakian</strong> nadal jest bez wątpienia duszą <strong>SOAD</strong>-u, rewelacyjnie radząc sobie z harmoniami wokalnymi oraz nawiązywaniem współpracy z fanami. Tego dnia muzyk miał zresztą urodziny, z okazji których zgromadzeni w <strong>PGE Narodowym</strong> zaśpiewali mu gromkie &#8222;Happy Birthday&#8221;, wypuszczono także morze kolorowych baloników. “Balloons! It’s a nice touch”, skomentował ciepło.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">ZMĘCZONY SERJ</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Składająca się aż z 30 (!) numerów bądź fragmentów piosenek setlista z całą pewnością pozostawała wymagająca dla każdego w kapeli, niemniej niedyspozycja <strong>Serja</strong> dawała się we znaki. Nie będzie przesadą napisanie, iż jego forma stała w nadzwyczajnym kontraście do stale headbangującego <strong>Shavo</strong>, wygłupiającego się <strong>Darona</strong> oraz nieustannie bębniącego <strong>Johna</strong>, dysponującego cardio zawstydzającym niejednego sportowca.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Owego pamiętnego, sobotniego wieczoru <strong>Tankian</strong> wyglądał na zaniepokojonego lub niezadowolonego. Nie zrozumcie mnie źle: nie było mowy o żadnym negatywnym, “gwiazdorskim” zachowaniu w stylu choćby <strong>Morrissey’a</strong>, lecz raczej o zmęczeniu materiału spowodowanym może smutną koniecznością wykonywania tych samych utworów na długiej trasie. Warszawa była zresztą jej ostatnim przystankiem, a <strong>SOAD</strong> nie dysponuje przecież zbyt bogatą dyskografią.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">NOSTALGIA TO ZA MAŁO</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Co szczególnie ważne, <strong>System of a Down</strong> anno domini 2026 gra koncerty bez rozbudowanej scenografii. Po lewej i prawej stronie estrady widnieją jedynie pojedyncze podesty dla instrumentalistów, a za zespołem wyświetlane są wizualizacje. Z jednej strony doceniam minimalizm takiego rozwiązania, z drugiej uważam, że nie do końca się ono broni.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Swoją opinię motywuję obejrzeniem grupy w 2013 roku podczas koncertu w łódzkiej <strong>Atlas Arenie</strong> (cały set znajdziecie w dobrej jakości na YouTube). Miałem wrażenie, że teraz, 13 lat później w Warszawie, widziałem pod wieloma względami bliźniaczy, lecz mniej udany (nie oszukujmy się, głównie z powodu upływu czasu) występ, który ze względu na nostalgię miał prawo bronić się wtedy, ale w 2026 stracił moc sprawczą.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W 2013 postawiono na eksperymentalną setlistę (podobnie jak teraz przeważały numery z <em><strong>Toxicity</strong>,</em> niemniej zagrano również chociażby <em><strong>Holy Mountains</strong></em> z <em><strong>Hypnotize</strong></em>), a cały zespół znów przypominał głodny sukcesu monolit. Już wtedy jednak zaczynało brakować elementu nieprzewidywalności oraz swego rodzaju firmowego szaleństwa, stanowiącego niegdyś niezwykle ważną składową twórczości <strong>SOAD</strong>-u. I prawdę mówiąc, gdyby nie <strong>Daron</strong>, szaleństwo to raczej nie pojawiłoby się w Warszawie nawet w niewielkim stopniu.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W sobotę, mimo wielu posyłanych sobie nawzajem uśmiechów wszystkich czterech muzyków, brakowało mi głębszego porozumienia między instrumentalistami a <strong>Tankianem</strong>. Panowie najwyraźniej funkcjonują obecnie w systemie „trzy plus jeden”. Niespełna 60-letni wokalista w wywiadach przyznaje, że jeżdżenie w trasy jest dla niego nad wyraz wyczerpujące, szczególnie teraz, pięć lat po skomplikowanej operacji pleców. I choć w pełni rozumiem kwestie zdrowotne, moim zdaniem <strong>SOAD</strong> stać na znacznie więcej niż tylko odegranie starych utworów w albumowych, a więc i niezmienionych aranżacjach.</span></p>
<h3><strong>Setlista System of a Down – Warszawa 2026, 18 lipca <a href="https://www.setlist.fm/setlist/system-of-a-down/2026/pge-narodowy-warsaw-poland-b40018a.html">TUTAJ</a></strong></h3>
<h3 style="text-align: center;">NIEDZIELA 19.07 | WIĘCEJ LUZU</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Pomimo wiatru i przenikliwego deszczu niedzielna noc rozpoczęła się od porywającego wykonu <em><strong>X</strong></em>. Następnie natychmiast usłyszeliśmy <em><strong>Suite-Pee</strong></em> i nieśmiertelne <em><strong>Prison Song</strong></em>. Podczas refrenowych duetów wokalnych w <em><strong>Violent Pornography</strong></em> odnotowałem wreszcie pewien zalążek braterstwa, którego tak bardzo brakowało mi u <strong>SOAD</strong>-u kilkanaście godzin wcześniej. Cała czwórka z Los Angeles wreszcie zaczęła wyglądać na rozluźnioną. Nie ma co się oszukiwać: zapewne również dlatego, że przyszedł czas na koncert zamykający europejską trasę. Generalnie oba warszawskie sety nie różniły się od siebie w zbyt dużym stopniu. Owszem, tu i ówdzie pozmieniano kolejność numerów, jednak zarówno w sobotę, jak i niedzielę przeważały kawałki ze wspomnianego wcześniej <em><strong>Toxicity</strong> </em>oraz pamiętnego debiutu. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Po jakimś czasie <strong>Serj</strong> zaczął się wygłupiać, na przykład podstawiając mikrofon bębniącemu <strong>Johnowi</strong>, który powstrzymywał się, by nie parsknąć śmiechem podczas grania wymagających partii. W końcu również sam <strong>Tankian</strong> mocniej wczuł się w swoją rolę, pozwalając sobie wreszcie na coś więcej niż tylko oszczędne gestykulowanie podczas śpiewu. Pisząc kolokwialnie, chłop się po prostu ruszył i zaczął cieszyć się razem z widzami. Być może pomogło mu odświeżenie setlisty (pojawił się np. <em><strong>Mr. Jack</strong></em> ze <em><strong>Steal This Album!</strong></em> oraz <em><strong>DAM</strong></em> ze stareńkiego <em><strong>Demo Tape 1</strong></em>), lecz zmiany spotkały się z częściowym niezadowoleniem fanów, oczekujących chociażby niezagranej w niedzielę <em><strong>ATWY</strong></em>.</span></p>
<h3><strong>Setlista System of a Down – Warszawa 2026, 19 lipca <a href="https://www.setlist.fm/setlist/system-of-a-down/2026/pge-narodowy-warsaw-poland-3b41a8e4.html">TUTAJ</a></strong></h3>
<h3 style="text-align: center;">CZY KONCERTY SYSTEM OF A DOWN SPEŁNIŁY OCZEKIWANIA?</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Na niespełna dwie godziny wrócił więc cień ducha niegdysiejszej wersji <em><strong>System of a Down</strong></em>, dzięki czemu ostatecznie opuszczałem <strong>PGE Narodowy</strong> zadowolony. Tyle że sobotniego wieczoru wyszedłem z tego samego obiektu z mieszanymi uczuciami.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Na koniec wytłumaczmy sobie jedną sprawę: to oczywiste, że doświadczeni panowie po 50-tce raczej nie będą chcieli grać jak spragnieni kolejnych występów małolaci. Trudno zresztą byłoby tego od nich oczekiwać. Tak czy inaczej aktualnie dla <strong>SOAD</strong>-u widzę jedynie dwie opcje: albo pora przemodelować i odświeżyć formę występów, wymyślając podejście do koncertów niejako na nowo, albo na poważnie rozważyć zakończenie kariery. Lepiej bowiem pomyśleć o tym teraz, gdy jest się jeszcze na ustach wszystkich, niż stać się czymś na kształt własnej autoparodii.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Osobiście nie wyobrażam sobie dalszego objeżdżania świata z równie lekko, by nie napisać </span><i><span style="font-weight: 400;">leniwie</span></i><span style="font-weight: 400;"> podanym pakietem greatest hits, ponieważ nawet zbiór największych hitów trzeba umiejętnie zaprezentować. Pójście na łatwiznę, przynajmniej póki co, gryzie mi się z etosem słynnej kapeli. Tym bardziej że trudno wyobrazić sobie jeden z najbardziej kreatywnych zespołów wszech czasów cierpiący na nagły brak trafnych pomysłów.</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/system-of-a-down-warszawa/">System of a Down, Queens of the Stone Age, Acid Bath &#8211; relacja z dwóch koncertów, Warszawa (18.07.2026 i 19.07.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/system-of-a-down-warszawa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Cavalera — relacja z koncertu, Warszawa (28.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/cavalera-relacja-z-koncertu-warszawa-28-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/cavalera-relacja-z-koncertu-warszawa-28-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Hubert Pomykała]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2026 13:12:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Cavalera]]></category>
		<category><![CDATA[groove metal]]></category>
		<category><![CDATA[Iggor Cavalera]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Live Nation Polska]]></category>
		<category><![CDATA[max cavalera]]></category>
		<category><![CDATA[progresja]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[warsaw]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=353049</guid>

					<description><![CDATA[<p>“Dziś jest dosyć ciepło, nieprawdaż?” &#8211; takim żarcikiem rzucił ze sceny Max Cavalera podczas wyprzedanego koncertu słynnych Brazylijczyków. Przekornym, gdyż mury warszawskiej&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/cavalera-relacja-z-koncertu-warszawa-28-06-2026/">Cavalera — relacja z koncertu, Warszawa (28.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">“Dziś jest dosyć ciepło, nieprawdaż?” &#8211; takim żarcikiem rzucił ze sceny <strong>Max <a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/cavalera-wroclaw-23-06-2024/">Cavalera</a></strong> podczas wyprzedanego koncertu słynnych Brazylijczyków. Przekornym, gdyż mury warszawskiej <strong>Progresji</strong> dosłownie ociekały potem zarówno muzyków i ekipy technicznej, jak i wszystkich zgromadzonych. Podłoga natomiast lepiła się tak bardzo, iż nawet najbardziej śliska podeszwa z całą pewnością zyskałaby na przyczepności.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">PIEKIELNE WARUNKI ATMOSFERYCZNE</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Występ odbył się dzięki staraniom agencji <strong>Live Nation Polska</strong>, w piekielnie parną niedzielę 28 czerwca. Ciekawostka: tego dnia stacja pomiarowa Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej zarejestrowała aż 37,5°C w cieniu, co uczyniło tę niedzielę najgorętszą w historii stołecznych pomiarów. Żeby było śmieszniej, dorzucę, że przyjazd formacji<strong> Cavalera</strong> był kompletnie wyprzedany, a na wszechobecny ścisk natrafiałem nawet w najszerszych korytarzach.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Pozwolę sobie na jeszcze jedną, króciutką dygresję: oglądając w Progresji zeszłoroczną wiosną<strong> P.O.D.</strong>, również mogące poszczycić się sold outem, razem ze znajomymi musieliśmy sprawnie rozebrać się do T-shirtów, bo spocić się szło nawet od stania w bezruchu. Było po prostu BARDZO GORĄCO. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie pogromu, który miał nadejść wraz z letnią wizytą projektu <strong>Cavalera</strong>.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">SZACUNEK DLA KLUBU</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">W tym miejscu chciałbym podziękować ekipie stołecznego klubu za profesjonalne podejście do trudnych warunków pogodowych. Poprzez social media poinformowano m.in. o nieodpłatnej możliwości wnoszenia półlitrowych butelek wody, obniżeniu barowych cen tejże, a także sprowadzeniu dodatkowych wentylatorów. Co prawda nie dało się odczuć ich pracy, ale aż strach wyobrazić sobie, co by się działo bez nich &#8211; nigdy wcześniej nie przyszło mi bowiem uczestniczyć w gigu odbywającym się w równie hardkorowych okolicznościach. Niemniej pod pewnymi względami dodawały one uroku całemu przedsięwzięciu: dzięki przenikliwej wilgoci można było poczuć się “prawie” jak podczas przemierzania dżungli.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">RELACJA Z KONCERTU CAVALERA</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Wróćmy do przyjazdu Brazylijczyków. Uśmiechnięta <strong>Cavalera</strong> wyszła na scenę punktualnie o 21:00, Max natychmiast krzyknął do mikrofonu: “Chaos!”. Zaczęło się mocno: pod sceną szaleństwo, co chwilę ktoś wciągał inne osoby do mosh pitu. Chwilę później obserwowałem już naprawdę pokaźnych rozmiarów kocioł zwolenników wspólnego pogo.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Riffy <strong><em>Refuse/Resist</em></strong> zdawały się ciąć powietrze, <strong>Iggor Cavalera</strong> bębnił, jakby nie obawiał się o stan instrumentów (no i w końcu jeden z technicznych musiał podmienić mu werbel z powodu zerwanego naciągu), zaś mocno odchudzony <strong>Max</strong> czytelnie darł się tak, jak tylko on sam potrafi. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;"><strong>Travis Stone</strong> z <strong>Pig Destroyer</strong> skutecznie i precyzyjnie przedzierał się przez kolejne solówki, zaś <strong>Igor Amadeus Cavalera</strong> (nie mylić z Iggorem) dopełniał instrumentalny miks tłustym, ciężko przesterowanym basem. Zagrano oczywiście przede wszystkim <strong>Chaos A.D.</strong> (usłyszeliśmy krążek w całości), ale też dwa covery: takie sobie <em><strong>The Hunt</strong> </em>z katalogu <strong>New Model Army</strong> oraz znacznie lepiej brzmiące <em><strong>Polícia</strong></em> z repertuaru brazylijskiego <strong>Titãs</strong>.</span></p>
<h3 style="text-align: center;">CZY KONCERT GRUPY CAVALERA SPEŁNIŁ OCZEKIWANIA?</h3>
<p><span style="font-weight: 400;">Generalnie warszawski set formacji skwitowałbym, używając słowa: “nie” trzykrotnie. Doprecyzowując: nie odnotowałem dłużyzn ani momentów pełnych monotonii, nie brakowało w tym wszystkim wigoru, nie było też mowy o rozczarowaniu wykonawczym. Energetyczną i szybką zawartość Chaos A.D. rozładował klasycznie akustyczny Kaiowas. Przed odegraniem tego numeru <strong>Max</strong> poprosił zresztą, by rozświetlić <strong>Progresję</strong> światłem telefonów i zapalniczek, by </span><i><span style="font-weight: 400;">przemienić klub w las deszczowy Amazonii</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Co natomiast mogło wywołać kontrowersje? Cóż, koncert trwał łącznie ledwie 70 minut, wliczając już bisy. Jak dla mnie jednak była to idealna długość jak na tak intensywny thrash z elementami groove metalu, tym bardziej że drąc się podczas refrenu <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Q_WHGV5bejk&amp;list=RDQ_WHGV5bejk&amp;start_radio=1"><em><strong>Territory</strong></em></a>, niemalże straciłem głos. Mnóstwo osób uczyniło zresztą to samo, zaś w mojej okolicy (około ⅓ długości sali względem odległości od sceny) reakcja publiczności pozostawała żywiołowa aż do ostatnich zagranych nut. Było znakomicie i to na tyle, że pierwszy raz w życiu poważnie rozważam obejrzenie <strong>Soulfly</strong> na żywo. Widać i słychać, że <strong>Max</strong> wrócił do formy, a oglądanie go w wersji anno domini 2026 było dla mnie wyłącznie przyjemnością.</span></p>
<h3><strong>Setlista Cavalera – Warszawa 2026</strong></h3>
<ul>
<li>Refuse/Resist</li>
<li>Slave New World</li>
<li>Amen</li>
<li>Propaganda</li>
<li>Nomad</li>
<li>Manifest</li>
<li>The Hunt (New Model Army cover)</li>
<li>Kaiowas</li>
<li>Clenched Fist</li>
<li>We Who Are Not as Others</li>
<li>Biotech Is Godzilla</li>
<li>Polícia (Titãs cover)</li>
<li>Territory</li>
<li>Chaos B.C.</li>
</ul>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/cavalera-relacja-z-koncertu-warszawa-28-06-2026/">Cavalera — relacja z koncertu, Warszawa (28.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/cavalera-relacja-z-koncertu-warszawa-28-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>The Warning – relacja z koncertu, Warszawa (30.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/the-warning-relacja-z-koncertu-warszawa-30-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/the-warning-relacja-z-koncertu-warszawa-30-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[TomekB]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 03 Jul 2026 16:09:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Hard Rock]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[live nation]]></category>
		<category><![CDATA[progresja]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[Tabula Rasa]]></category>
		<category><![CDATA[The Warning]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=352534</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zespół The Warning wystąpił w Warszawie. Dla meksykańskiego trio był to drugi występ w naszym kraju. RELACJA Z KONCERTU THE WARNING The&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/the-warning-relacja-z-koncertu-warszawa-30-06-2026/">The Warning – relacja z koncertu, Warszawa (30.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zespół <strong>The Warning</strong> wystąpił w Warszawie. Dla meksykańskiego trio był to drugi występ w naszym kraju.</p>
<h3 style="text-align: center;">RELACJA Z KONCERTU THE WARNING</h3>
<p><strong>The Warning</strong> po raz pierwszy zagrały w Polsce dwa lata temu na Pol’And’Rock Festival. Tym razem trzy siostry z Monterrey wystąpiły w wyprzedanej stołecznej <strong>Progresji</strong>. Zanim Meksykanki pojawiły się na scenie, półgodzinny set zaprezentował zespół rockowy <strong>Tabula Rasa</strong>. Warszawski kwintet wpasował się muzycznie w charakter wieczoru – publika dobrze przyjęła występ, choć zebranych nie trzeba było bardzo rozgrzewać. Temperatura w Progresji wynosiła bowiem ok. 34 stopni (taką wartość wskazał zegarek z termometrem). Upalny dzień bardzo dawał się we znaki przez cały wieczór. Mimo zamontowanych dodatkowych wentylatorów, warunki do odbioru muzyki nie były komfortowe. Cóż można było jednak zrobić, jak nie szaleć do rockowych brzmień w strugach potu?</p>
<p><strong>The Warning</strong> pojawiły się na scenie przy dźwiękach ogromnej ekscytacji zebranych. Zagorzałych fanów składu było co niemiara – dało się to łatwo usłyszeć. Okrzyki i piski po chwili zagłuszyły dźwięki otwierającego set <em><strong>MORE</strong></em>. Zaskoczeniem był minimalizm scenograficzny koncertu – zespół zagrał na tle czarnej kotary, bez choćby małego banneru czy flagi z nazwą. Na scenie nie było żadnego dodatkowego oświetlenia, dymiarek. Ale to, co najważniejsze – było. I to na świetnym poziomie.</p>
<p>Muzyka. Ponad pięć kwadransów rewelacyjnej rockowej muzyki, świetnego brzmienia i zaraźliwej, meksykańskiej scenicznej energii. Wokalistka i gitarzystka <strong>Daniela Villarreal</strong> wiodła prym w kontakcie z publicznością. Każdy z utworów cechował swoisty pazur w głosie i śpiewie 26-latki. Muchas gracias, Warsaw! – wykrzyknęła <strong>Daniela</strong> po ciężkim brzmieniowo i efektownym wokalnie CHOKE. Ależ ta dziewczyna ma ogień w głosie! Po chwili Meksykanki wykonały pierwszy tego wieczoru utwór po hiszpańsku. Qué más quieres wprawiło w ruch meksykańskie flagi, których wśród publiczności nie brakowało.</p>
<h3 style="text-align: center;">UTWORY Z NOWEJ PŁYTY THE WARNING</h3>
<p>Zespół zaprezentował także utwór z zapowiedzianej na koniec sierpnia nowej płyty zatytułowanej <em><strong>Everything’s Falling</strong></em>. Najpierw usłyszeliśmy ciężkie, psychodeliczne, nieco industrialne <em><strong>Ego</strong></em>. Zespół znów zaśpiewał po hiszpańsku. Utwór został świetnie przyjęty przez warszawską publiczność. Podobnie było z dwoma innymi nowymi numerami – <em><strong>Ritual</strong></em> i <em><strong>Kerosene</strong></em>. Po tym ostatnim utworze, zespół zszedł ze sceny. Każdy obecny w Progresji potrzebował tej przerwy – pot lał się z uczestników koncertu. Nie inaczej było z artystkami, które dawały z siebie wszystko. Daniela świetnie podkręcała ekscytację publiczności, ale śpiewająca perkusistka <strong>Paulina</strong> oraz robiąca chórki basistka <strong>Alejandra</strong> również przekazywały zebranym świetną energię. Publika reagowała chóralnymi śpiewami a capella w przerwach między numerami oraz gromkim aplauzem po każdym komunikacie wokalistki, m.in. zapewnieniu o szybkim powrocie do Polski.</p>
<p>Po kilkuminutowej przerwie zespół zagrał na bis dwa utwory. Skoczne <em><strong>EVOLVE</strong></em> wprawiło spoconą Progresję w rytmiczny ruch wertykalny. Każdy pragnął powietrza, ale jeszcze bardziej wysokiej jakości rocka made in Mexico. Mimo trudnych warunków, <strong>The Warning</strong> dowiozło wysoki poziom muzyczny do samego końca. Set sfinalizował utwór <em><strong>Automatic Sun</strong></em>, po którym siostrzane trio stanęło na skraju sceny i ukłonami podziękowało jakże żywiołowej publiczności.</p>
<h3 style="text-align: center;">CZY KONCERT THE WARNING SPEŁNIŁ OCZEKIWANIA?</h3>
<p><strong>The Warning</strong> zaprezentowało świetną rockową sztukę, która porwała wypełnioną po brzegi Progresję. Muzyka broni się sama. Po warszawskim koncercie można powiedzieć, że siostry <strong>Villarreal</strong>, szczególnie niezwykle charyzmatyczna wokalistka, gwarantują wysoką jakość. Występ <strong>The Warning</strong> był bez wątpienia wydarzeniem wartym uwagi i wydanych pieniędzy.</p>
<h3><strong>Setlista The Warning &#8211; Warszawa 2026</strong></h3>
<ul>
<li>MORE</li>
<li>S!CK</li>
<li>Satisfied</li>
<li>CHOKE</li>
<li>Six Feet Deep</li>
<li>Qué más quieres</li>
<li>Escapism</li>
<li>Ego</li>
<li>MONEY</li>
<li>Survive</li>
<li>DISCIPLE</li>
<li>Ritual</li>
<li>Sharks</li>
<li>Hell You Call a Dream</li>
<li>MARTIRIO</li>
<li>Kerosene</li>
<li>EVOLVE</li>
<li>Automatic Sun</li>
</ul>
<p><iframe title="The Warning - Ritual (Official Video)" src="https://www.youtube.com/embed/juwlhYHWHTM" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/the-warning-relacja-z-koncertu-warszawa-30-06-2026/">The Warning – relacja z koncertu, Warszawa (30.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/the-warning-relacja-z-koncertu-warszawa-30-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2026 08:31:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Acid King]]></category>
		<category><![CDATA[Acidsloth]]></category>
		<category><![CDATA[Hermpolis]]></category>
		<category><![CDATA[knock out productions]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[ Hype Park]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=352360</guid>

					<description><![CDATA[<p> ŚWIĘTO STONERA W KRAKOWSKIM HYPE PARKU &#8211; RELACJA Z KONCERTU ACID KING 28 maja 2026 roku – w tym dniu po raz&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/">Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"> ŚWIĘTO STONERA W KRAKOWSKIM HYPE PARKU &#8211; RELACJA Z KONCERTU ACID KING</p>
<p>28 maja 2026 roku – w tym dniu po raz kolejny Kraków stał się krajową stolicą stonera, tym razem za sprawą <strong>Knock Out Productions</strong>, którym udało się ściągnąć do <strong>Hype Parku</strong> nie byle kogo, bo <strong>Acid King</strong> ogrywających swój klasyczny krążek <strong><em>Busse Woods</em></strong>. To jednak nie wszystkie atrakcje przygotowane na ten dzień przez organizatorów imprezy: w roli wsparcia zaprezentowały się dwie krajowe kapele coraz głośniej rozgaszczające się na polskiej scene – <strong>Hermopolis </strong>i <strong>Acidsloth</strong>. Wieczór zapowiadał się więc wybitnie i taki właśnie był.</p>
<p>Na pierwszy ogień poszli dżentelmeni tworzący <strong>Hermopolis</strong>, którzy zabrali słuchaczy w klimatyczną, naznaczoną psychodelą podróż w rejony egipskie i nie tylko. To band, który zawsze daje radę i tym razem nie było inaczej. Ciężar i gruzowanie mogące zawalić same piramidy zmieszane z delikatniejszymi partiami, świetne nagłośnienie <strong>Hype Parku</strong> idealnie pasujące do takiego grania, muzycy maksymalnie wczuci w swoją sztukę i klimat przez wielkie K – w przypadku tego tria jest to działający za każdym razem przepis na sukces. Otwarcie wieczoru trafiło więc w punkt i wysoko podniosło poprzeczkę kolejnemu na rozkładzie jazdy zespołowi.</p>
<p>O ile nazwa <strong>Acidsloth</strong> obiła się już o moje uszy, to z twórczością grupy do czwartku nie miałem żadnej styczności. Pożałowałem bardzo szybko, bo otwarcie ich koncertu określiłbym jako wręcz spektakularne – pierdolnięcie to było godne 3-funtowej armaty na Twierdzy Kłodzko. Już sama dzikość sludge’owych riffów i współgrająca z nią energia wokalistów mogłyby wystarczyć do poniesienia tego występu, a im dalej, tym było weselej. Pojawił się znakomity damski wokal (zarówno śpiewany, jak i krzyczany), znalazło się miejsce na kompozycje spokojniejsze i podchodzące bardziej pod post-sludge, na scenie zawitał nawet znany z <strong>Moonstone Jan Maniewski</strong> – w szczytowym momencie na scenie znajdowało się tyle osób, że nie byłem w stu procentach pewien, czy to nie są po prostu moje zwidy. Show z kategorii tych rewelacyjnych i biorących z zaskoczenia – takie niespodzianki to ja lubię!</p>
<p>Dowiozła również gwiazda wieczoru, choć ciężko, by było inaczej, kiedy na setliście znajduje się tak świetna płyta jak <strong><em>Busse Woods</em></strong>. Wydany w 1999 roku krążek stanowił część główną seta Amerykanów, oprócz niego usłyszeliśmy jeszcze <strong>Mind’s Eye</strong><em>, <strong>Teen Dusthead </strong></em>oraz absolutnie niezbędny <strong><em>2 Wheel Nation</em></strong>, setlista składała się więc wyłącznie z bangerów<strong><em>. </em></strong>Jako że zespół gra taki stoner doom, jaki tygryski lubią najbardziej, łatwo się domyślić doznań podczas ich występu. Dwa słowa – odlot totalny. Stan hipnozy został osiągnięty już podczas otwierającego utworu tytułowego z <strong><em>Busse Woods</em></strong> i minął dopiero gdy muzycy ostatecznie opuścili scenę. W tym czasie na scenie miejsce miało naprawdę potężne gruzowanie – tak potężne, że momentami ginął w nim wokal <strong>Lori Steinberg</strong>, co jednak w żadnym stopniu nie psuło odbioru walca z San Francisco. Walca, który przetoczył się przez deski <strong>Hype Parku</strong> nie zważając na żadne przeszkody – brawo, robota wykonana, po wszystkim nie było już czego zbierać. Szkoda jedynie, że prezentowany na trasie album był dostępny na merchu tylko w wersji winylowej. Ostrzyłem sobie zęby na ewentualny CD, ale niestety musiałem obejść się smakiem.</p>
<p style="text-align: center;">Setlista:<br />
<strong><em>Busse Woods<br />
Silent Circle<br />
Drive Fast, Take Chances<br />
39 Lashes<br />
Carve the 5<br />
Electric Machine<br />
Mind’s Eye<br />
2 Wheel Nation<br />
Teen Dusthead</em></strong></p>
<p>Słowem krótkiego podsumowania: w przeprowadzonym przeze mnie dzień później pokoncertowym „bilansie strat” znalazłem chociażby zauważalne przytępienie słuchu czy irytująco odczuwalne przy dowolnym ruszaniu głową zakwasy karku. To oznaczać może tylko jedno – kolejny prześwietny wieczór w krakowskim <strong>Hype Parku</strong>. Kto lubi tego typu klimaty, a nie dotarł w ten dzień do Krakowa naprawdę ma czego żałować.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/">Acid King, Acidsloth, Hermopolis &#8211; relacja z koncertu, Kraków (28.05.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/acid-king-acidsloth-hermopolis-relacja-z-koncertu-krakow-28-05-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mystic Festival 2026 &#8211; relacja z festiwalu, Gdańsk (03-06.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/mystic-festival-2026-relacja-z-festiwalu-gdansk-03-06-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/mystic-festival-2026-relacja-z-festiwalu-gdansk-03-06-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 28 Jun 2026 16:18:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Anthrax]]></category>
		<category><![CDATA[Behemoth]]></category>
		<category><![CDATA[Black Label Society]]></category>
		<category><![CDATA[black metal]]></category>
		<category><![CDATA[Blood Incantation]]></category>
		<category><![CDATA[Carpenter Brut]]></category>
		<category><![CDATA[Corrosion Of Conformity]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[decapitated]]></category>
		<category><![CDATA[doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[Down]]></category>
		<category><![CDATA[gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Cisowska]]></category>
		<category><![CDATA[Kanonenfieber]]></category>
		<category><![CDATA[Mastodon]]></category>
		<category><![CDATA[Megadeth]]></category>
		<category><![CDATA[metal festival]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Coalition]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Mystic Festival 2026]]></category>
		<category><![CDATA[polska scena metalowa]]></category>
		<category><![CDATA[Relacja Koncertowa]]></category>
		<category><![CDATA[stocznia gdańska]]></category>
		<category><![CDATA[the gathering]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351159</guid>

					<description><![CDATA[<p>Mystic Festival 2026 – ostatnia edycja w gdańskiej stoczni Początek czerwca w świeckiej tradycji festiwalowicza muzyki ciężkiej i okolic oznacza tylko jedno&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/mystic-festival-2026-relacja-z-festiwalu-gdansk-03-06-06-2026/">Mystic Festival 2026 &#8211; relacja z festiwalu, Gdańsk (03-06.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h2>Mystic Festival 2026 – ostatnia edycja w gdańskiej stoczni</h2>
<p>Początek czerwca w świeckiej tradycji festiwalowicza muzyki ciężkiej i okolic oznacza tylko jedno &#8211; wizytę na Mystic Festival! Ostatnia, piąta edycja w miejscówce gdańskiej stoczni po raz kolejny okazała się nie tylko przystankiem na mapie koncertowej, ale utwierdzeniem w przekonaniu o najwyższym poziomie imprezy masowej o takiej skali dla tak specyficznego targetu, jakim są maniacs, stonerowcy, białe adidaski, metalcore&#8217;owcy, ambientowcy, post-metale i inne ultrasy. Wszyscy z jednego kotła, choć każdy inny, z niekłamaną ekscytacją wybierali co dla nich najlepsze: od wielkich nazw w postaci <strong>Down, Megadeth, Mastodon, Black Label Society</strong> czy <strong>Corrosion of Conformity</strong>, po odkopane z odmętów <strong>Djerv</strong>, <strong>Discharmonic Orchestra</strong>, <strong>The Gathering</strong>, polską scenę z ugruntowanymi cnotami, to znaczy markami, od <strong>Decapitated</strong>, <strong>Behemoth</strong>,<strong> Damnation</strong>, niszowe jazzy jak <strong>Quantum Trio,</strong> przedziwne <strong>Neptunian Maximalism</strong>, albo progowe kosmosy <strong>Blood Incantation</strong>. W przerwach między wędrówkami od sceny do sceny na spragnionych oddechu czekały strefy relaksu, wywiady w ramach Mystic Talks, wystawa plakatów Jakuba Demiańczuka, retrogaming w piwnicach, VHS Hell z repertuarem dla widza wymagającego oraz wrestling podkręcony tematycznymi muzycznymi bitwami gatunkowymi.</p>
<h2>Mystic Festival 2026 w Gdańsku – nostalgia, ciężar i pożegnanie wyjątkowej lokalizacji</h2>
<p>Być może przesadzam, ale ta edycja od początku nosiła znamiona nostalgii, końca pewnej epoki i świadomości rozpoczęcia kolejnej. Klimatu, jaki ma stocznia, po prostu nie da się odtworzyć &#8211; coś tutaj definitywnie dobiegło końca. Nie ma jednak co płakać, bo już wiadomo, że za rok Mystic odbędzie się w gdańskiej Letnicy, obok Polsat Plus Areny. A ponieważ <strong>Mystic Coalition</strong> udowodniło przez ostatnie lata, że dysponują świetną ekipą z ogromem doświadczenia, pomysłów i niespożytą energią, można spokojnie spodziewać się… niespodziewanego w nowym festiwalowym miasteczku.</p>
<p>Tymczasem zapraszam do wspominek i podwójnej relacji z wydarzenia!</p>
<h2>Relacja z Mystic Festival 2026 – Warm-up Day</h2>
<p>Moja rozgrzewka mysticowa to przede wszystkim oczekiwanie na odgrzanego kotleta, o którym niemal zapomniałam, w postaci <strong>Discharmonic Orchestra</strong>. Och, jak byłam ich ciekawa na żywo! Zanim jednak godzina wybiła, sprawdziłam jak wyglądał tegoroczny rozstaw scen i co gdzie można zakupić. Zmiany, zmiany, ale minimalne &#8211; wróciła mała scena plenerowa na Elektryków jako The Void, Drizzly Grizzly zamieniło się w strefę relaksu i wywiadowczą dla Mystic Talks, B90 zostało Sabbath Stage, po drugiej stronie klubu dostaliśmy Monster Energy Dessert Stage, plus dwie plenerówki: Park Stage i główna, największa. Najpierw podejrzliwy look na dwie pierwsze propozycje od <strong>Extensy</strong> i <strong>Blackgold</strong>. Pudło, ale i za wczesna pora na westchnienia, więc zawrót na pięcie na death metalowe <strong>Embryonic Autopsy</strong> i równie szybki zwrot do światła. Właściwym rozpoczęciem dla mnie został zespół pieśni i tańca <strong>Dola</strong>. Świetna energia, miły sludge tu i ówdzie, zero zaskoczenia dobrą formą, same pozytywy, tym bardziej, że bałam się o tę mini-scenę. Zanim udałam się do miejsca przeznaczenia tego dnia, szybki rzut uchem na <strong>Frontside</strong>. Wszystko rozumiem, że nowy na wokalu chciał pokazać, co potrafi, rozumiem też, że zespół ma swoją fanbazę, bo publika dopisała całkiem potężna. I na tym poprzestanę, wybaczcie, z pięciu minut pobytu na tym koncercie wnioski mam niemiłe i nie muszę się nimi dzielić. Za to skrajnie inne odczucia wywołali doświadczeni życiem <strong>Discharmonic Orchestra</strong>. Bardzo podobał mi się ten eklektyzm na scenie. Jak już robić miszmasz, to wskazany z polotem godnym ich wyobraźni. Setlista najlepsza &#8211; pojawiły się <em>The Venus Between Us,</em> <em>Perishing Passion</em> i parę hitów z mojej ulubionej płyty <em>Not to Be Undimensional Conscious</em>. Dostaliśmy nawet klang, na przykład w <em>The Return of the Living Beat</em>. Zdziwieni? Tak, widziałam po niektórych twarzach. Kochani, awangardowy death to u nich tylko definicja z założenia. Świetna rzecz. Tymczasem w pięknym słońcu na Park Stage zainstalował się teksański <strong>Kublai Khan TX</strong>, czyli metalcore(?)/ hardcore z wokalistą w białej bokserce, który pokrzykiwał, wygrażając niebu, i napinając mięśnie. Nie powiem, że mi się podobało, ale coś tu się jednak zdarzyło, prawie nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Fajnie zaskoczył za to <strong>Neckbreakker, </strong>wręcz tak, że dziś wspominam ten ciężar jako jeden z lepszych dnia pierwszego. Później wybierać mi było dane między <strong>Grave</strong> a <strong>Damnation</strong>, więc każdego zobaczyłam po mniej niż pół. Coś niedobrego działo się na scenie Desert, <strong>Grave</strong> nie brzmiał dobrze, o tajemnej selektywności (uwielbiam to słowo) nie było mowy. Za to <strong>Damnation</strong> w update&#8217;owanym składzie całkiem okej. <em>Update</em> okazał się zresztą słowem-kluczem dla wielu zespołów występujących w tym roku, tak na marginesie. Dalej <strong>Six Feet Under</strong> z ciekawości. To nie są i nie będą moje rejony, znam memy, znam anegdotki, i taki ze mnie tu znawca ich dorobku, jak każdy profesor internetu od nagłośnienia tudzież układania line-upu na festiwalach. Ale co tu się wydarzyło &#8211; kwiki, dystans na scenie, bez koszmarków w postaci coverów AC/DC, w swej brzydocie było to w jakiś sposób niemal urocze, że nic sobie nie robili z każdego potknięcia. A może to tak właśnie miało być? Kolejny przystanek to <strong>Unleashed</strong> i tu się muszę zatrzymać, żeby jeszcze raz złapać oddech w myślach. Tak dusznego, zadymionego i lepkiego koncertu nie doświadczyłam już później. Nie dało się tu ustać, ale to też świadczy o wysokim jednak zainteresowaniu mysticowców szwedzkimi deatmetalowcami. Niestety zawód, bardzo niemerytoryczny, wybaczcie, dla mnie ewakuacja była konieczna. Na liście do odhaczenia modern metal od <strong>Ice Nine Kills</strong> oraz punkt wieczoru <strong>Neptunian Maximalism</strong>. Ten pierwszy okazał się tym, czym myślałam, czyli jestem stara. Festiwalowy metalcore sprawdzam zawsze dla zabawy, a tu mieliśmy taki z gwiazdką, w klimacie horroru, z elementami nu metalu, może w kierunku Sleep Token. Nie, oj nie łapię się w target, niemniej doceniam dynamikę na scenie (!). Za to belgijski kolektyw drone-jazzowy <strong>Neptunian Maximalism</strong> to mieli być moi ludzie! Może i zagrali jeden numer, który trwał 27 minut, w tym 15 minut pralkowego intro. I może ledwo to przeżyłam, ale przynajmniej nic z tego nie zrozumiałam. Ostatnim punktem Warm-up Day był <strong>Kanonenfieber</strong>, czyli czołgi, wojna, black/death, bardzo ładnie. Niby w punkt, ale nie zrobił na mnie takiego koncertowego wrażenia, jak za pierwszym razem niegdyś, dwa lata temu, zostawiam rozprawę na ten temat innym.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352120" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-800x533.jpg" alt="six feet under" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/SIX-FEET-UNDER-20-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h3>Warm-up Day na Mystic Festival 2026 [red. Synu]</h3>
<p>Line-up Mystic Festival 2026 nie przekonywał mnie do tegorocznej wizyty w Gdańsku tylko do chwili, gdy w sieci gruchnęła informacja, że będzie to pożegnanie imprezy z dotychczasową lokalizacją. Last dance w gdańskiej stoczni po prostu nie mógł odbyć się beze mojego udziału. Dziś wiem, że była to decyzja absolutnie słuszna. Mimo skromniejszego &#8211; jak na możliwości i rangę imprezy &#8211; składu, liczba znakomitych koncertów i zapadających w pamięć wydarzeń godnie zamknęła stoczniowy rozdział historii Mystica.</p>
<p>Logistyka środka tygodnia sprawiła, że do Gdańska dotarłem dopiero późnym popołudniem Warm Up Day. Festiwal zainaugurowałem koncertem <strong>Damnation</strong> i muszę przyznać, że był to początek wyjątkowo udany. Kawał historii polskiego death metalu &#8211; choć reaktywowany jedynie w częściowym składzie &#8211; zabrzmiał z niesłabnącą młodzieńczą werwą i wciąż wyraźnie rozpalonym ogniem entuzjazmu w oczach. Skoro o historii mowa, wydawać by się mogło, że wyłącznie na niej opierać się będzie również koncert <strong>Six Feet Under</strong>. Ku mojemu zaskoczeniu powszechne pogłoski (zważając na studyjne potworki produkowane od lat pod tym szyldem, całkowicie zresztą uzasadnione) o artystycznej śmierci <strong>Chrisa Barnesa</strong> okazały się tym razem mocno przesadzone. Zadziwiająco dobra forma byłego frontmana<strong> Cannibal Corpse,</strong> pozytywna energia płynąca ze sceny i nieskrępowana zabawa przy łopatologicznie prostym, ale jednocześnie niezwykle urokliwym i tanecznym death metalu przyniosły mi naprawdę sporo frajdy. Nie mniej przebojowy okazał się koncert <strong>Unleashed</strong>, jednak ze względu na potężny ścisk, panujący w <strong>B90</strong> postanowiłem opuścić występ Szwedów już po kilku utworach. To, co zastałem po wyjściu z klubu, było jednym z najpiękniejszych obrazów pierwszego dnia festiwalu. Na niewielkiej scenie, w blasku zachodzącego słońca cudownie oświetlającego zabudowania stoczni, swój niezwykle nastrojowy koncert dawała <strong>A.A. Williams</strong>. Obserwując emocjonalny występ Brytyjki, utwierdzałem się w przekonaniu, że niezależnie od tego, jak świetlana przyszłość czeka <strong>Mystic Festival</strong>, tak magiczne widoki już się w przypadku tej imprezy po prostu nie powtórzą. Spacerując między scenami, zdołałem jedynie rzucić okiem na występ <strong>Ice Nine Kills</strong>. Szopka, którą zobaczyłem na scenie, skutecznie wyleczyła mnie jednak z ochoty pozostania z tym zespołem na dłużej. Bardzo liczyłem natomiast na <strong>Kanonenfieber</strong>, zamykający <strong>Warm Up Day</strong> na<strong> Desert Stage</strong>. Niestety, poza imponującą oprawą sceniczną nie znalazłem pod sceną niczego, co choć częściowo spełniłoby moje oczekiwania. Zespół rozrósł się, nabrał teatralnego sznytu, ale gdzieś po drodze zgubił surowość i klimat grozy Wielkiej Wojny. Ładny teatr, efektowna zabawa.. i niestety niewiele ponad to. Dokładnie odwrotną drogę przebyły moje oczekiwania wobec koncertu<strong> Priest</strong>. Przez pierwszych kilka numerów nie mogłem pozbyć się myśli, że nie o taki synthwave walczyłem. Z minuty na minutę sceniczna energia zespołu zaczęła jednak udzielać się również mnie i ostatecznie uznałem, że choć z projektem studyjnie raczej się nie zaprzyjaźnię, na ewentualnie kolejny ich koncert wybiorę się już z prawdziwą przyjemnością.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352121" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-800x533.jpg" alt="damnation mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DAMNATION-14-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h2>Mystic Festival 2026 – dzień pierwszy: thrash metal, klasycy i kosmiczny finał</h2>
<p>Jeśli Warm-up Day był świętem death metalu, to <strong>dzień pierwszy Mystic Festiwal 2026 był dniem thrashu i katan</strong>, a z powodu konotacji rodzinnych dla mnie był trochę dniem dziecka. Na pięciu scenach rozgrywała się walka o widza, tego znającego każdy riff wielkich tuzów, i tego, który szukał zupełnie innych wrażeń niż staroszkolne granko. Na początek <strong>Heathen</strong> na głównej, na którym zjawiłam się na koniec przy numerze <em>Goblin&#8217;s blade. </em>Dobre, poprawne, nic soczystego tu nie opowiem. Dalej niezła przebieżka. Zaczęłam od rodzimego, nie-metalowego <strong>Ciśnienia</strong> z metalową duszą, bez gitar, za to z saksofonem i skrzypcami. Nie omijajcie ich koncertów, ci wariaci nie raz was zaskoczą! W tył zwrot na Dessert zobaczyć stoner rockowych <strong>Truckfighters</strong> &#8211; znów kiepskie nagłośnienie tej sceny, niestety też kłopoty na scenie, odbiłam się zupełnie i pewnie już nie wrócę do tej kapeli, przynajmniej nie intencjonalnie. W drodze na <strong>Overkill</strong> oczom mym ukazało się kilku postawnych facetów w kolorowych tunikach demolujących Park Stage, grających nu metal&#8230;. z Indii. To <strong>Bloodywood</strong> i tego widoku nie zapomnę długo. Raz, że było to całkiem dobre (serio!), dwa, że momentalnie przyciągnęło uwagę sporej ilości metalowców, podobnie jak ja otwierających oczy ze zdziwienia. Nie jestem fanką tych wszystkich głupawek i śmiesznostek scenicznych, metal to wojna, ma być prawdziwie. A oni rzeczywiście wyglądali na zawodowców. I jeszcze ta okrutna wstawka Panjabi MC, którą wszyscy znają, a nikt nie wie o co chodzi. Sama nazwa &#8211; Bloodywood &#8211; trzymajcie mnie. Po <strong>Overkill</strong> nie spodziewałam się niczego innego jak klasy i tak też było. Koncert na jedną gitarę, było<em> Rotten the Core</em> oraz <em>Fuck you</em>, żaden numer nie odstawał, wszystko odegrane pod linijkę, choć nie bez przyczyny partie instrumentalne były chyba wydłużane. Znak czasu jednak można było odczuć. Bardzo dobrze wypadli<strong> Decapitated</strong>. Ani sekundy oddechu, wszystko w punkt, nowy na wokalu dwoił się i troił, Vogg absolutnie rewelacyjny. Czegoś mi jednak zabrakło, i nie umiem nazwać czego. Może wy macie pomysł gdzie wady? Rzut uchem i znów próba bilokacji, bo za rogiem już snuł się <strong>Psychonaut</strong>, a w B90 rządziła ekipa <strong>Djerv</strong>. <strong>Psychonaut</strong> zatrzymał mnie do połowy setu, przy długawym intro do <em>Violate Consensus Reality</em> i side&#8217;ach z taśmy nie utrzymali uwagi, szkoda, może klubowy koncert bardziej się sprawdzi. Niemniej trzech facetów, świetne czyste i brudne wokale, zaangażowanie, wszystko, z czego belgijski post-metal słynie. Za to <strong>Djerv</strong> fantastyczni. Zapomniałam o tej kapeli na śmierć. Norweski black&#8217;n&#8217;roll, wokalistka <strong>Agnete Kjølsrud</strong> była prawdziwą wodzirejką, może czasem przeginała z konferansjerką, ale przymknęłam oko, bo całość zupełnie dla mnie niespodziewanie popłynęła w bardzo fajny, niemal przebojowy vibe. I zwrot na Main Stage obejrzeć <strong>Anthrax</strong>. Znów zero zaskoczenia świetnym poziomem wykonania (tylko ten Belladonna&#8230;wybaczcie, nie moje gusta). Oczywiście, że pojawiło się <em>Caught in a Mosh </em>albo <em>Metal Thrashing Mad, </em>ale panowie zaprezentowali też nowinkę, zapowiadającą kolejny album. Siła tkwi w determinacji, cóż. Bardzo fajny koncert. Dalej trochę emocji, choć nie w tym miejscu ich się spodziewałam. Na Park Stage rozpostarli się <strong>Cavalera Conspiracy, </strong>czyli dla niektórych ta prawilna Sepultura, ażeby odegrać w całości <em>Chaos A.D</em>. Chciałabym się tu porozpływać, bo głosów o koncercie dnia było sporo, ale dla mnie to był jedynie przystanek i ciekawostka, na przykład taka, jak koncertowo można zepsuć numer New Model Army <em>The Hunt.</em> Po co brać się za cover, którego nie można zaśpiewać &#8211; nie wiem, może dla efektu. Zaś klasyczki jak <em>Biotech is Godzilla</em> ciągle fajne, tak samo jak <em>Territory</em>, z intro <em>Odens Ride Over Nordland</em><strong> Bathory</strong>. <strong>Marduk</strong> i <strong>Belphegor</strong> poświęciłam na czas regeneracji, by na noc zmierzyć się z burzą rudych loków i kosmicznym progiem. O <strong>Megadeth</strong> można powiedzieć sporo, ale nie to, że się skończyli, choć ponoć to trasa pożegnalna. Owszem, <strong>Dave Mustaine</strong> nie domaga wokalnie, ale technicznie jest ciągle dobrze. Forma była! Świetnie popłynęły <em>I don&#8217;t care</em>, <em>Mechanix</em>, albo <em>Ride the lighting</em> Mety. Punktem dnia, wieczoru i jak się potem okazało całego festiwalu był koncert <strong>Blood Incantation</strong>. Bardzo liczyłam na to, że plener zatrze lekki zawód klubowego koncertu w warszawskiej Progresji i dostałam więcej niż potrzebowałam. Doskonała oprawa sceniczna, świetny sound na Park Stage, odegranie całego albumu <em>Absolute Elsewhere l</em>epiej niż mogłabym sobie wymarzyć. Szkoda, że ze zmęczenia nie chłonęłam tego bardziej, ale przynajmniej otwarte trzecie oko na czole było bardzo szczęśliwe.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352122" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BLOOD-INCANTATION-2-1-800x533.jpg" alt="blood incantation mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BLOOD-INCANTATION-2-1-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BLOOD-INCANTATION-2-1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BLOOD-INCANTATION-2-1-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BLOOD-INCANTATION-2-1-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h3>Mystic Festival 2026 – dzień pierwszy [red. Synu]</h3>
<p>Pierwszy dzień festiwalu rozpocząłem od <strong>Return to Dust</strong>. Koncert zdecydowanie lepszy muzycznie niż wokalnie, choć basiście zespołu nie można odmówić starań o ratowanie sytuacji. Zagrany na zakończenie cover Outkast pozwolił na szczęście nieco poprawić końcową ocenę występu. Tego samego nie mogę powiedzieć o <strong>Heathen</strong>. Zalatujący lekką naftaliną thrash metal, mimo szczerych chęci z mojej strony, bardzo szybko wygonił mnie spod głównej sceny. Humor poprawił mi za to radosny koncert <strong>Truckfighters</strong>, choć był to już kolejny występ na <strong>Desert Stage</strong> wyraźnie pokrzywdzony przez fatalne brzmienie. Z całkowitego zaskoczenia wziął mnie natomiast <strong>Noctem</strong>, na który trafiłem właściwie przypadkiem. Planowałem zostać na dwa utwory, a ostatecznie stałem jak wryty do samego końca. Jadowity black metal z żółcią wyplutą z samego dna wątroby – czyli dokładnie to, czego mógłbym słuchać godzinami. Kolejnym znakomitym koncertem w B90 był norweski <strong>Djerv</strong> z charyzmatyczną <strong>Agnete Kjølsrud</strong>, która wspólnie z zespołem rozkręciła w klubie prawdziwy festiwal śpiewu i tańca. Takiej umiejętności przekazywania energii i panowania nad publicznością nie da się nauczyć &#8211; to po prostu trzeba mieć. Druga część dnia w ogóle okazała się prawdziwą sinusoidą emocji. Na wyżyny pozytywnych wrażeń wyniósł mnie <strong>Anthrax</strong>, pokazując całej stawce, jak gra się klasyczny thrash metal, nieoglądający się na metrykę i liczbę siwych włosów (w przypadku<strong> Scotta Iana</strong> oczywiście na brodzie). Radość szybko ustąpiła jednak rozczarowaniu podczas koncertu <strong>Marduka</strong>, który stał się kolejną ofiarą fatalnego nagłośnienia <strong>Desert Stage</strong>. Zespół dodatkowo zmagał się z całą serią problemów technicznych i choć zostawił na scenie serce, po występie Szwedów dominującym uczuciem było rozczarowanie zmarnowanym potencjałem. Do samego dna, pozbawionego pozytywnych odczuć, sprowadziły mnie dodatkowo <strong>Megadeth</strong> i<strong> Tides From Nebula</strong>. Pierwsi wynudzili mnie okrutnie (<strong>Dave Mustaine</strong> już nawet nie próbował udawać, że mu zależy), drudzy, po powrocie do grania jako trio i odtwarzaniu połowy ścieżek z podkładu, nie zasłużyli nawet na szerszy komentarz. Na szczęście finał dnia w postaci<strong> Blood Incantation</strong> wynagrodził wszystkie rozczarowania z nawiązką. Zespół widziałem rok temu w Warszawie i już wtedy wydawał się monumentalny, jednak to, co zaprezentował na scenie <strong>Mystic Festival</strong>, przerosło moje oczekiwania. Otwarte na oścież wrota do serca supernowej, prawdziwa kosmiczna podróż przez międzygwiezdne mgławice i death metal osiągający idealną harmonię z rockiem progresywnym. Są dziś wielcy.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352123" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-800x533.jpg" alt="truck fighters mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TRUCK-FIGHTERS-13-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h2>Mystic Festival 2026 – dzień drugi: sludge, doom, deszcz i amerykański ciężar</h2>
<p>Drugi dzień Mysitc Festu okazał się nieco wymagający pod względem fizycznym &#8211; ulewy, błoto, mżawki i duchota klubowa, ale kto by się tym przejmował. Ten dzień to amerykański luz i&#8230; doom. Pasowało idealnie. Z racji różnych perturbacji mój dzień drugi festiwalu zaczął się od <strong>Eyehategod</strong> na głównej &#8211; dobrze się słuchało, gorzej oglądało, i dobrze wiecie, co mam na myśli. Niski sludge, dociążające riffy i jakaś dziwna szczerość w wokalu, choć serio, Mike Williams przyprawiał o dreszcze. Spacer z parasolem na<strong> Black Tusk</strong> i tu miłe zaskoczenie, jak fajnie, sprawnie to bujało, tym bardziej że mieli być dla mnie przegryzką przed <strong>Coroner</strong>em. Pewnie nikogo nie zdziwi, jak zastosuję tu wyświechtany frazes, że szwajcarski zegar nadal tyka. No tyka, choć wykręcona tak zwana sekcja rytmiczna zabrała za bardzo gitary. Koncertem dnia mieli być dla mnie <strong>Corrosion of Confornity</strong> i jak wspaniale poprawili mi humor. Wypisana na brodatych twarzach niewymuszona frajda, fajne wokale, bangery z finałowym <em>Clean my Wounds</em>, miodzio! Tym samym odpuściłam <strong>Der Weg Einer Freiheit</strong> i zupełnie beznamiętnie pominęłam <strong>Benediction</strong>. Interesował mnie <strong>Death to All</strong>, i mimo że nie oceniam tego koncertu jako spalony <em>cover band</em>, to jednak muszę być tu szczera, że nostalgia bardzo chciała wygrać z obiektywizmem. Koncertowy projekt <strong>Death</strong> z <strong>Maxem Phelpsem</strong> dzielą dziedzictwo <strong>Chucka Schuldinera</strong> na pięć, i sądzę, że w trakcie setu dopowiedziałam sobie resztę, na przykład pasję, której ostatecznie zabrakło. I tak odeszłam właściwie zdezorientowana. Zwrot pod najmniejszą scenę, gdzie już rządził jak na swoim <strong>Jorgen Munkeby</strong> z <strong>Shining</strong>. Oczywiście, że weszłam w te wygibasy i romanse z jazzem jak dzik w rzodkiewki. <strong>Munkeby</strong> jest frontmanem totalnym. Jako absolutna fanka płyt <em>Blackjazz</em> i upchanej hitami <em>One one one</em>, dysonans z nowymi numerami jest wręcz przepaścią, a na żywo większym przecinkiem, ale nie szkodzi. Saksofon robi robotę za każdym razem! Spóźniłam się na <strong>Down</strong> bez żalu. Etap sympatii do zespołu minął mi bezpowrotnie i wybaczcie, nie pochylę tu czoła. Okej, było w porządku, <strong>Anselmo</strong> był w formie, lepiej wygląda, lepiej śpiewa, nie mniej, nie więcej. Najbardziej ucieszyły mnie pląsy CoC i ich &#8222;wtargnięcie&#8221; bez pardonu na scenę. Kolejne spóźnienie na coś ciekawego, czyli <strong>Fulci</strong>. Kto lubuje się w horrorach, ten zajrzał do kina gore, gdzie królem jest właśnie włoski reżyser <strong>Fulci</strong>. Muzycy pożyczyli od niego co najgorsze i wrzucili do death metalowego sosu, i ta zabawa się sprawdza. <strong>Rotting Christ</strong> widziałam zbyt wiele razy, więc odpuściłam, podobnie <strong>Electric Wizard</strong> &#8211; tu nie zmienię zdania, doceniam rozmach, ale to nie dla mnie. W zamian wybrałam mini-scenę i rodzime <strong>Quantum Trio</strong>, które elegancko zmiotło mnie z planszy swoim wściekłym jazzem. Tu się kłaniam w pas, bardzo lubię improwizacje z suspensem. Na fali dobrodziejstw popłynęli też <strong>Today is the Day</strong>, bardzo dobry zgniatacz duszy, nisko, niepokojąco, w setliście znalazły się numery z zakurzonego <em>In the Eyes of God</em>, ale i nowszego <em>Never Give In</em> również. Jeden z lepszych koncertów tego dnia! Na finał <strong>Black Label Society </strong>i <strong>Zakk Wylde</strong>, będący Zakkiem w pełnej krasie, czyli solóweczki pro, plus bicie się w pierś obowiązkowo. Nie zrozumcie mnie źle, mam słabość do <strong>Zakka</strong>, ale to trochę taka lubość z sentymentu. Natomiast pościelówy i memoriały to nie moja mapa wrażeń, pozostałam tu nieczuła. Technicznie koncert bez zarzutu. Ostatkiem sił w mokrych ciuchach, włosach i ze spływającym tuszem do rzęs sprawdziłam, czy <strong>Carpenter Brut</strong> to ciągle wysoka półka estetyki dark synth. A i owszem. Znów świetna, nocna oprawa sceniczna Park Stage, dobre nagłośnienie i&#8230; przestało padać. Szkoda, że ja padałam już kompletnie.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352124" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-800x533.jpg" alt="today is the day mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/TODAY-IS-THE-DAY-5-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h3>Mystic Festival 2026 – dzień drugi [red. Synu]</h3>
<p>Drugi dzień <strong>Mystica</strong> upłynął przede wszystkim pod znakiem podróży do Nowego Orleanu i Północnej Karoliny. Sludge&#8217;owe, bagienne i ciężkie riffy <strong>Eyehategod</strong>, poprawione rdzawym, spieczonym w słońcu brzmieniem <strong>Corrosion of Conformity</strong>, znalazły swój finał w znakomitym koncercie <strong>Down</strong>. Poza kapitalną muzyką, siłą występu Amerykanów była zaraźliwa energia i poczucie uczestnictwa w spotkaniu starych znajomych, którzy po prostu znakomicie bawią się we własnym towarzystwie. No i <strong>Phil Anselmo</strong> &#8211; szef absolutny, który nawet mimo kilku widocznych wpadek wyszedł ze scenicznych zmagań obronną ręką, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie. Poza deszczem nadciągnęły nad Gdańsk pod wieczór gęste chmury zieleni, naniesione za sprawą<strong> Electric Wizard</strong>. Przesterowane riffy Brytyjczyków brzęczały mi w uszach jeszcze długo po zakończeniu ich monstrualnego występu. Nie wiem, czy dałoby się zmieścić w jakimikolwiek koncercie więcej fuzzu, Szatana i filmów, przy kręceniu których pochodne LSD łykano bez przegryzania, ale chęci do sprawdzania percepcyjnych granic tolerancji muzykom składu z pewnością nie brakowało. Od biesiadnej potupajki pt. <strong>Black Label Society</strong> odbiłem się stosunkowo szybko, by wrócić w okolice Elektryków na wyczekiwany przeze mnie <strong>Primordial</strong>. Cóż mogę powiedzieć &#8211; Irlandczycy stali się następnymi pokrzywdzonymi przez <strong>Desert Stage</strong> i podobnie jak wcześniej <strong>Marduk</strong>, mimo pozostawienia na scenie potu i krwi, nie byli w stanie zaprezentować nawet połowy swoich możliwości. Szansę od losu, w postaci występu na Park Stage, doskonale wykorzystał za to <strong>Carpenter Brut</strong>. Podobnie jak rok wcześniej Perturbator, Francuz zaprezentował w Gdańsku prawdziwą siłę i potencjał muzyki synthwave&#8217;owej na metalowym festiwalu. Jestem przekonany, że zaaranżowany przez artystę cover<em> Maniac</em> porwał tej nocy do tańca nie tylko teren stoczni, ale i sporą część okolicznego śródmieścia.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352125" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DOWN-7-800x533.jpg" alt="down mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DOWN-7-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DOWN-7-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DOWN-7-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/DOWN-7-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h2>Mystic Festival 2026 – dzień trzeci: Mastodon, Behemoth i finał w stoczni</h2>
<p>Ostatni dzień Mystic i na ostatnim wdechu parę zaskoczeń i jeden pewniak. Na początek bardzo dobra <strong>Hostia</strong> z rzeszą fanów &#8211; ten fioletowy merch to zaiste strzał w dziesiątkę. Po trzrech dniach krążenia dokonałam w głowie oceny, że scena Desert miała jednak najgorsze nagłośnienie ze wszystkich i trudno, bywa i tak. Potem rzut oka na młodziaków z<strong> Godslut</strong> i pokiwanie z aprobatą, jest nadzieja w młodzieży i to gruba. Bardzo ciekawie wypadli Szwedzi z <strong>Martyrdöd, </strong>z definicji black z crustem, z praktyki energiczny black&#8217;n&#8217;roll. Na drugim biegunie na scenie Desert zainstalował się <strong>Scour</strong>, black pod wodzą Anselmo i to było&#8230; takie sobie. Wspominałam już o braku sympatii do wyżej wymienionego, ale nawet jakbym chciała zapomnieć kto tak sobie nic nie robi z tego, że jest na scenie, to i tak z uniesień pozostało mi uniesienie brwi. <strong>Turbo</strong> pominęłam, nie miałam czasu, bo wybrałam najmniejszą scenę i ostatnie minuty z <strong>Youth Code</strong>. I cóż to był za wybór! Niby elektro, niby industrial, dziewczyna nakrzyczała na wszystkich, wlazła na daszek obok sceny i jeszcze bardziej porządziła. Ależ to było fajne! Bardzo żałuję, że wcześniej tam nie zawitałam. Prime time soboty to dla mnie oczywiście <strong>Mastodon</strong>. A tu setlista marzeń, zawierająca numery z płyt, z którymi mi po drodze, zarówno <em>Crack The Skye</em>, <em>Emperor of Sand</em>, jak i <em>Hushed and Grim</em>. Dalej wycieczka na <strong>Bolzer</strong> z bagażem współczucia, bowiem już było wiadomo, że sprzęt im nie dojechał, koncert się opóźnił, a jak już się zaczął, to z nerwówką bijącą ze sceny. Żal mi było pana Okoi i jego zdezolowanej formy wokalnej, szkoda<strong>. Saxon</strong> poświęciłam intencjonalnie na kolację i ruszyłam obejrzeć jak się ma <strong>Gaahls Wyrd.</strong> Niestety zrządzeniem losu zgubiłam cel, dotarłam na końcówkę i odnalazłam się dopiero na finał Main Stage, aby zobaczyć, co usmaży <strong>Behemoth</strong>. I cóż tu pisać, to był jeden z najlepszych występów edycji. Półtoragodzinne show najwyższej próby, pirotechnika, choreo (wiadomo!), druga scena w środku tłumu, produkcja na światowym poziomie i tu nie ma dyskusji. Repertuar pozostawiam bez oceny, ja oglądałam teatr i byłam zagospodarowana do finału. Na odchodne jeszcze chwila z <strong>The Gathering</strong> i Anneke. Nie zdołałam utrzymać uwagi ze zmęczenia, ale pod nosem uśmiechałam się, że wspaniale ta przygoda z festiwalem się kończy.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352127" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-800x533.jpg" alt="youth code mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/YOUTH-CODE-1-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h3>Mystic Festival 2026 – dzień trzeci [red. Synu]</h3>
<p>Trzeci dzień rozpocząłem od koncertu Greków z <strong>Yoth Iria</strong>. Zapytacie o wrażenia? <strong>Rotting Christ</strong> potrzebowało ponad dwudziestu lat, by zacząć zjadać własny ogon. <strong>Yoth Iria</strong> wystarczyło zaledwie kilka, żeby zacząć zjadać ogon <strong>Rotting Christ</strong>. Paskudne wizualizacje wygenerowane przez AI, generyczna muzyka, bezbarwny frontman i czterdzieści pięć minut festiwalowego życia, którego niestety nikt mi nie odda. Humor na szczęście szybko poprawił mi koncert<strong> Godslut</strong>. Młode szczawiki, a techniczny death metal mielą tak, że lecą wióry. Ze swoimi festiwalowymi występami wyraźnie nie poradzili sobie tego dnia Szwedzi. Myślę tu zarówno o pozbawionym choćby śladowych ilości ikry <strong>Evergrey</strong>, jak i zalatującym festyniarskim paździerzem <strong>Pain</strong>, które okazały się sporymi, koncertowymi rozczarowaniami. Co ciekawe oba zespoły studyjnie bardzo lubię, tym razem jednak mocno się na ich występach przejechałem. Na szczęście także w sobotę można było liczyć na niezawodnego wujka Phila, który tego dnia pojawił się na scenie Mystica ponownie &#8211; tym razem ze<strong> Scour</strong>. Jestem bliski stwierdzenia, że był to jedyny koncert, któremu katastrofalne brzmienie Desert Stage zupełnie nie przeszkadzało (kakofonia dźwięków, wydobywająca się z głośników i tak nie potrzebowała lepszej oprawy). Do tego<strong> Anselmo</strong> growlujący z kartki, <strong>Kirk Windstein</strong> uwijający się w roli technicznego, ogólny chaos i 250% wyjebki na wszystko dookoła. Cudownie katastrofalny i piękny w swojej nieporadności występ. Bawiłem się znakomicie. W końcu przyszedł czas na jeden z dwóch najważniejszych koncertów ostatniego dnia festiwalu. <strong>Mastodon</strong> rozkręcał się długo, początkowo sprawiając wrażenie nieco stremowanego i przez kilka pierwszych utworów szukającego odpowiedniej częstotliwości. Kiedy jednak wszystko w końcu zatrybiło, Amerykanie dali jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Mystica. Wszyscy, którzy spodziewali się, że odejście i niespodziewana śmierć Brenta Hindsa widocznie osłabi zespół, mogli odłożyć swoje obawy na bok. Forma grupy, dodatkowo napędzana entuzjazmem i miłością fanów, była tego wieczoru znakomita. Wielu narzekało na wybór sobotniego headlinera i upatrywało w nim pójścia organizatorów na łatwiznę. <strong>Behemoth</strong> bardzo szybko zamknął jednak usta swoim krytykom. Oprawa, skala produkcji i rozmach widowiska przyćmiły swoim ogromem wszystko, co wydarzyło się na tegorocznym <strong>Mysticu</strong>. Można narzekać na dzisiejszy poziom muzyki grupy, artystyczny kierunek w którym podąża, o megalomanii <strong>Nergala</strong> z grzeczności nawet nie wspominając, jednak miejsca, w którym <strong>Behemoth</strong> obecnie się znajduje i pozycji, jaką sobie wypracował, niekt nie jest mu w stanie odebrać. Na największe emocje przyszło mi jednak poczekać aż do ostatniego koncertu festiwalu. Trudno byłoby wyobrazić sobie piękniejsze pożegnanie gdańskiej stoczni niż to, które swoim fanom zafundował <strong>The Gathering</strong>. Zjawiskowa, wokalnie perfekcyjna <strong>Anneke van Giersbergen</strong>, znakomite brzmienie <strong>Park Stage</strong>, zmrok zapadający nad terenem stoczni i odegrany w całości pomnikowy<em> Mandylion</em>. Potok słów ugrzązł mi w gardle, pozostawiając miejsce wyłącznie dla emocji.</p>
<h2>Podsumowanie Mystic Festival 2026 – koniec stoczniowego rozdziału</h2>
<p>Czas pokaże, w którą stronę pożegluje okręt pod banderą <strong>Mystic Festival</strong>. Jedno jest pewne &#8211; cudna przygoda z gdańską Stocznią już się nie powtórzy, tym bardziej cieszę się, że miałem okazję wziąć udział w jej finałowej odsłonie. Było znakomicie.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-352126" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-800x533.jpg" alt="behemoth mystic festival 2026" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-800x533.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-1536x1024.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-2048x1365.jpg 2048w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/BEHEMOTH-1-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h2>Mystic Festival 2027 – nowa lokalizacja i oczekiwanie na kolejny rozdział</h2>
<p>Podsumowanie będzie krótkie treściwe &#8211; to był piękny czas, i przede wszystkim bezpieczne, zaufane miejsce festiwalowe. Bardzo wyczekujemy kolejnej edycji i na pewno będziemy rzetelnie raportować o wszystkich nowinkach na arenie <strong>Mystic Festival 2027</strong>!</p>
<p>Do następnego!</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Zdjęcia: Joanna Cisowska, pełna galeria dostępna tutaj: <a href="https://kvlt.pl/koncerty/mystic-festival-2026-warm-up-day-3-06-2026/">Warm-up</a>, <a href="https://kvlt.pl/koncerty/mystic-festival-2026-day-1-4-06-2026/">Dzień 1</a>, <a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/mystic-festival-2026-day-2-5-06-2026/">Dzień 2</a>, <a href="https://kvlt.pl/koncerty/mystic-festival-2026-day-3-6-06-2026/">Dzień 3</a></em></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/mystic-festival-2026-relacja-z-festiwalu-gdansk-03-06-06-2026/">Mystic Festival 2026 &#8211; relacja z festiwalu, Gdańsk (03-06.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/mystic-festival-2026-relacja-z-festiwalu-gdansk-03-06-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Frontside, Hamulec – relacja z koncertu, Warszawa (11.04.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/frontside-hamulec-relacja-z-koncertu-warszawa-11-04-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/frontside-hamulec-relacja-z-koncertu-warszawa-11-04-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[TomekB]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 22 Jun 2026 13:21:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[2026]]></category>
		<category><![CDATA[Diving Stove]]></category>
		<category><![CDATA[frontside]]></category>
		<category><![CDATA[Hamulec]]></category>
		<category><![CDATA[hardcore]]></category>
		<category><![CDATA[KnockOut Productions]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[proxima]]></category>
		<category><![CDATA[relacja z koncertu]]></category>
		<category><![CDATA[Schizma]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351875</guid>

					<description><![CDATA[<p>Frontside, Hamulec &#8211; relacja z koncertu Składy Frontside i Hamulec wystąpiły w Warszawie w ramach wspólnej trasy Chaosu Nastał Czas. Do mocarności&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/frontside-hamulec-relacja-z-koncertu-warszawa-11-04-2026/">Frontside, Hamulec – relacja z koncertu, Warszawa (11.04.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3 style="text-align: center;">Frontside, Hamulec &#8211; relacja z koncertu</h3>
<p>Składy <strong>Frontside</strong> i <strong>Hamulec</strong> wystąpiły w Warszawie w ramach wspólnej trasy <strong>Chaosu Nastał Czas</strong>. Do mocarności tego wydarzenia swoją cegiełkę dołożyły supporty – thrashmetalowe <strong>Diving Stove</strong> i legenda hardcore’u, <strong>Schizma</strong>.</p>
<p>Koncert <strong>Hamulca</strong> zaczął się niewinnie – od muzyki z bajki Koziołek Matołek. Poczucie frywolności i zabawy zostały jednak momentalnie zmiażdżone utworem <em><strong>Rzeź</strong></em>. Ekstremalnie szybki numer natychmiast rozpętał pogo. Wokalista <strong>Mikołaj Koralewski</strong> od pierwszych minut koncertu zachęcał publikę do aktywnego fizycznie udziału w koncercie. Tempo było tak zawrotne, że podczas drugiego utworu (<em><strong>Stos</strong></em>), występ musiał zostać przerwany – wydawało się, że jeden z uczestników wydarzenia zaniemógł. Po chwili jednak sytuacja się wyjaśniła i wszyscy uczestnicy w pełni zdrowia mogli znów się bawić. <strong>Hamulec</strong> wznowił koncert krótką, spontanicznie zagraną piosenką – „Najważniejsze jest bezpieczeństwo”.</p>
<p>Po chwili zespół kontynuował thrashmetalową młóckę. Wybrzmiały <em><strong>Popiół</strong></em> i <em><strong>Bagno</strong></em>. <strong>Hamulec</strong> chętnie nawiązywał rozmowę z publicznością, opowiadając mniej lub bardziej zabawne anegdoty. Często przy mikrofonie pojawiał się perkusista <strong>Filip Karolewski</strong>, który szalonymi okrzykami zachęcał publikę do jeszcze pełniejszego oddawania się muzyce. Zespół z Będzina zagrał następnie utwór z nowej płyty, który wzbudził aplauz publiczności. Po chwili na skraju sceny znów pojawił się perkusista, który wykonał… salto, i zapowiedział najszybszy numer wieczoru. <em><strong>222&#215;3</strong></em> rozkręciło potężny młyn. Po chwili basista <strong>Kacper Sobczyk</strong> znalazł się wśród publiczności, nakręcając zabawę jeszcze bardziej. W końcówce koncertu na scenie gościnnie pojawił się gitarzysta Krzysztof, który wykonał z <strong>Hamulcem</strong> utwór <em><strong>Śmierć</strong></em>, gdy w tym czasie wokalista pływał na rękach publiczności. Set <strong>Hamulca</strong> zakończył nagrany wspólnie ze <strong>Stacją B.</strong> <em><strong>Nowy brud</strong></em>. Zespół podziękował i pożegnał się przy dźwiękach muzyki węgierskiego zespołu Omega. Po takim młodzieńczym szaleństwie, chwila oddechu była absolutnie niezbędna.</p>
<h3><strong>Setlista Hamulec &#8211; Warszawa 2026</strong></h3>
<ul>
<li>Rzeź</li>
<li>Stos</li>
<li>Popiół</li>
<li>Bagno</li>
<li>222&#215;3</li>
<li>Skraj</li>
<li>!!!</li>
<li>Las</li>
<li>Śmierć</li>
<li>Nowy brud</li>
</ul>
<p>Kiedy z głośników wybrzmiało <em><strong>Mouth to War</strong></em> <strong>Pantery</strong>, wiadomo było, że gwiazda wieczoru zaraz pojawi się na deskach <strong>Proximy</strong>. Po chwili usłyszeliśmy prawie trzyminutowe intro Initium z najnowszej płyty <strong>Frontside</strong>. Muzyka z albumu zatytułowanego <em><strong>Nemesis</strong></em> wypełniła początek setu sosnowieckiego składu. Zespół zaczął od potężnego uderzenia – kompozycji <em><strong>Omen</strong></em> otwierającej płytę. Utwór wyraźnie przypadł publice do gustu. Wielu obecnych, szczególnie spośród wieloletnich fanów zespołu, cieszyło się obecnością <strong>Frontside</strong> na scenie. Na starsze utwory nie musieli długo czekać. Zespół zaserwował dwa numery ze <em><strong>Zmierzchu Bogów</strong> </em>– <em><strong>Apokalipsa trwa</strong></em> i <em><strong>Brzemię piekła</strong></em> oraz <em><strong>Droga Krzyżowa</strong></em> z <em><strong>Absolutusa</strong></em> rozruszały Proximę. Wokalista <strong>Mollie</strong> szalał na scenie, przeskakując z jednego podestu na drugi. Po chwili <strong>Frontside</strong> powrócił do nowej płyty, zapowiadając w kilku słowach utwór <em><strong>Kapłani diabła</strong></em>. Nowe numery sosnowiczan wypadały naprawdę okazale na żywo.</p>
<p>Po wykonaniu przez gitarzystę Demona szybkiej ankiety, która wykazała, że dla wielu uczestników był to pierwszy koncert zespołu z Sosnowca, <strong>Frontside</strong> sprawdził jak nowym odbiorcom podobają się klasyki, na które czekali wieloletni fani składu. Wynik mógł być tylko jeden – wspólny młyn. <strong>Frontside</strong> wykonał <em><strong>Zniszczyć wszystko</strong></em> oraz <em><strong>Bez przebaczenia</strong></em>, a Proxima oddawała się potędze brzmienia gitar <strong>Demona</strong> i <strong>Darona</strong>. W secie <strong>Frontside</strong> nie mogło oczywiście zabraknąć utworu <em><strong>Wspomnienia jak relikwie</strong></em>, który został wykrzyczany na całe gardło przez każdego, kto znał ten numer. Występ zakończył utwór <em><strong>Dopóki moje serce bije</strong></em> wykonany przy wsparciu perkusisty <strong>Hamulca</strong>. Było to idealne zwieńczenie metalowego wieczoru, który pokazał, że polski metal potrafi łączyć pokolenia. Czarne serca uczestników tego wydarzenia, zarówno tych młodych, jak i tych nieco starszych, na pewno były ukontentowane.</p>
<h3><strong>Setlista Frontside &#8211; Warszawa 2026</strong></h3>
<ul>
<li>Omen</li>
<li>Apokalipsa trwa</li>
<li>Brzemię piekła</li>
<li>Droga krzyżowa</li>
<li>Syndrom mesjasz</li>
<li>Kapłani diabła</li>
<li>Stąd do przeszłości</li>
<li>Zniszczyć wszystko</li>
<li>Bez Przebaczenia</li>
<li>Martwe serca</li>
<li>Wspomnienia jak relikwie</li>
<li>Naszym przeznaczeniem jest płonąć</li>
<li>Granice rozsądku</li>
<li>Dopóki moje serce bije</li>
</ul>
<p><iframe title="Frontside - Omen (Official Video)" src="https://www.youtube.com/embed/OZGy5MbO0BI" width="100%" height="450" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/frontside-hamulec-relacja-z-koncertu-warszawa-11-04-2026/">Frontside, Hamulec – relacja z koncertu, Warszawa (11.04.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/frontside-hamulec-relacja-z-koncertu-warszawa-11-04-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Thy Catafalque &#8211; relacja z koncertu, Warszawa (08.04.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/thy-catafalque-relacja-z-koncertu-08-04-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/thy-catafalque-relacja-z-koncertu-08-04-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[TomekB]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 22 Jun 2026 12:55:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Avant-garde Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Bong-Ra]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Thy Catafalque]]></category>
		<category><![CDATA[VooDoo Club]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351835</guid>

					<description><![CDATA[<p>Thy Catafalque – relacja z koncertu Węgierski skład Thy Catafalque wystąpił w Warszawie w ramach europejskiej trasy promującej najnowszy album. Na scenie&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/thy-catafalque-relacja-z-koncertu-08-04-2026/">Thy Catafalque &#8211; relacja z koncertu, Warszawa (08.04.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3 style="text-align: center;">Thy Catafalque – relacja z koncertu</h3>
<p><strong><br />
</strong>Węgierski skład <strong>Thy Catafalque</strong> wystąpił w Warszawie w ramach europejskiej trasy promującej najnowszy album. Na scenie Voodoo Club wspierał ich holendersko-węgierski <strong>Bong-Ra</strong>.</p>
<p>Koncert pochodzącego z Utrechtu supportu rozpoczął się od agresywnej gry świateł. Oślepiające stroboskopy i złowieszczy pogłos stworzyły atmosferę nadchodzącej burzy, z lovecraftowskim Cthulhu kroczącym przez ocean. Sztorm istotnie się rozpętał, kiedy breakcore’owe trio rozpoczęło swój muzyczny rytuał. Weteran metalowego podziemia <strong>Jason Köhnen</strong> kierował muzyczną nawałnicą. Ryk z zaświatów niósł się pod niskim sufitem klubu, spowijając umysły wpatrzonej w błyski na scenie publiczności. Ośmiostrunowe gitary Węgrów <strong>Attili Kovácsa</strong> i <strong>Botonda Fogla</strong> były niezbędne do wydobycia takich czeluści piekieł – bez dodatkowych strun Lucyfera niemożliwe byłoby wywołanie tak przejmującej atmosfery.</p>
<p><strong>Köhnen</strong> złowieszczo artykułował kolejne wersy bogatych lirycznie utworów. Dźwięki przypominające syk węża niosły się po sali. Publiczność w skupieniu chłonęła grozę. Przy utworze <em><strong>Messiah</strong></em> z pełną mocą ruszyły dymiarki i gęsty dym spowił VooDoo Club. Można było poczuć się jak w filmie Johna Carpentera. W tych piwnicznych, nisko sufitowych okolicznościach poczucie niepokoju było niezwykle przejmujące. Brutalność i surowość sludge’u, grindu oraz industrialnego metalu <strong>Köhnena</strong> i spółki tworzyły wrażenie uczestnictwa w immersyjnym spektaklu teatralnym. „Thank you, Warsaw!” – tymi słowami lider <strong>Bong-Ra</strong> zakończył występ. Było to znakomite wprowadzenie do głównego wydarzenia wieczoru.</p>
<h4 style="text-align: left;"><strong>Setlista Bong-Ra &#8211; Warszawa 2026</strong></h4>
<ul>
<li>Harmony Cloak</li>
<li>Dystopic</li>
<li>Death#2</li>
<li>Nothing Virus</li>
<li>I Am Nothing (666Mph rework)</li>
<li>Messiah</li>
<li>Duality of One</li>
<li>SO36</li>
</ul>
<p>&nbsp;</p>
<p><img decoding="async" class="size-large wp-image-351861" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque-800x534.jpg" alt="" width="100%" height="421" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque-1536x1025.jpg 1536w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" />Fot. Wiktoria Wójcik</p>
<p>Węgierski projekt dowodzony przez <strong>Tamása Kátai</strong> promował w Warszawie swój dwunasty album <em><strong>XII: A gyönyörű álmok ezután jönnek</strong></em>. Był to pierwszy występ grupy w naszym kraju. Oszczędne, ale dynamiczne światła dały sygnał, że rozpoczyna się kolejne muzyczne trzęsienie ziemi. Intro z dźwiękami wybuchów bombowych wskazywało, że Węgrzy podtrzymają atmosferę grozy, stworzoną wcześniej przez <strong>Bong-Ra</strong>. <strong>Thy Catafalque</strong> rozpoczęli od mocnego uderzenia. Growl w <em><strong>Néma vermek</strong></em> przetoczył się przez salę. Po chwili wokal przejęła <strong>Martina Horváth</strong>. Melodyjny <em><strong>Napút</strong></em>, choć wokalnie delikatniejszy, utrzymał atmosferę melancholii i niepokoju. Muzyczna poezja Węgrów urzekała publiczność, która nagradzała muzyków gromkimi brawami po każdym utworze. Po chwili zespół zaserwował elektroniczny atak. Po niespiesznym wstępie <em><strong>Szarvas</strong></em> rozkręcił się na dobre, a do tego doszedł podwójny growl. Chwilę później zabrzmiała chóralna recytacja.</p>
<p>Eklektyzm Węgrów był najwyższej próby i trwał przez kolejną godzinę. Avant-garde metal przybierał różne oblicza: power metalowe riffy, mantryczne śpiewy w jakże tajemniczo i rytualnie brzmiącym języku węgierskim, spontaniczne wrzaski, flet, syntezatory, tribalowe bębny, a wreszcie baśniowe aranżacje z dźwiękami wiolonczeli na pierwszym planie i damsko-męskimi chórami. Chwila melancholijnej delikatności, by za moment ustąpić miejsca metalowemu walcowi – <strong>Thy Catafalque</strong> po prostu nie potrafi nudzić. Ten niezwykle wielowymiarowy muzycznie koncert zakończył oczywiście utwór <em><strong>A gyönyörű álmok ezután jönnek</strong></em>. Zespół wyraził nadzieję na szybki powrót do Polski i przy akompaniamencie długiej, głośnej burzy oklasków zszedł ze sceny. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejny występ Węgrów w naszym kraju. W większej sali odbiór sztuki <strong>Thy Catafalque</strong> powinien być jeszcze pełniejszy.</p>
<p><img decoding="async" class="size-large wp-image-351862" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque2.jpg" alt="" width="100%" height="420" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque2.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/thycatafalque2-300x200.jpg 300w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /></p>
<h4 style="text-align: left;"><strong>Setlista Thy Catafalque &#8211; Warszawa 2026</strong></h4>
<ul>
<li style="text-align: left;">Néma vermek</li>
<li style="text-align: left;">Trilobita</li>
<li style="text-align: left;">Napút</li>
<li style="text-align: left;">Szarvas</li>
<li style="text-align: left;">Mezolit</li>
<li style="text-align: left;">Embersólyom</li>
<li style="text-align: left;">Köd utánam</li>
<li style="text-align: left;">Csillagkohó</li>
<li style="text-align: left;">Kő koppan</li>
<li style="text-align: left;">Töltés</li>
<li style="text-align: left;">Kel keleti szél</li>
<li style="text-align: left;">Ködkirály</li>
<li style="text-align: left;">Jura</li>
<li style="text-align: left;">Aláhullás</li>
<li style="text-align: left;">Fehérvasárnap</li>
<li style="text-align: left;">A gyönyörű álmok ezután jönnek</li>
</ul>
<p>Zdjęcia autorstwa Wiktorii Wójcik. Pełną galerię zdjęć jej autorstwa znajdziecie <a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/thy-catafalque-warszawa-7-04-2026/" target="_blank" rel="noopener">TUTAJ</a>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/thy-catafalque-relacja-z-koncertu-08-04-2026/">Thy Catafalque &#8211; relacja z koncertu, Warszawa (08.04.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/thy-catafalque-relacja-z-koncertu-08-04-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</title>
		<link>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz W.]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:31:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[CF98]]></category>
		<category><![CDATA[Hollywood Undead]]></category>
		<category><![CDATA[knock out productions]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[Lagwagon]]></category>
		<category><![CDATA[Lost Generation Festival]]></category>
		<category><![CDATA[Papa Roach]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>
		<category><![CDATA[report]]></category>
		<category><![CDATA[Tauron Arena Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[The Offspring]]></category>
		<category><![CDATA[The Rasmus]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=351749</guid>

					<description><![CDATA[<p>RELACJA Z PIERWSZEJ EDYCJI LOST GENERATION FESTIVAL Nostalgiczne podróże wkroczyły w nowy wymiar wraz ze zorganizowaną przez Knock Out Productions imprezą pod szyldem Lost Generation Festival. 16 czerwca krakowska Tauron Arena stała&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/">Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h1 style="text-align: center;">RELACJA Z PIERWSZEJ EDYCJI LOST GENERATION FESTIVAL</h1>
<p><span data-contrast="auto">Nostalgiczne podróże wkroczyły w nowy wymiar wraz ze zorganizowaną przez </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto"> imprezą pod szyldem </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto">. </span><b><span data-contrast="auto">16 czerwca </span></b><span data-contrast="auto">krakowska </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arena</span></b><span data-contrast="auto"> stała się królestwem tych, którzy wychowali się głównie na rockowych dźwiękach przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych – tytułowej straconej generacji. Na scenie pięć zespołów: </span><b><span data-contrast="auto">The Offspring</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto">, </span><b><span data-contrast="auto">Hollywood Undead</span></b><span data-contrast="auto"> oraz </span><b><span data-contrast="auto">Lagwagon</span></b><span data-contrast="auto">,</span><b><span data-contrast="auto"> </span></b><span data-contrast="auto">a</span><b><span data-contrast="auto"> </span></b><span data-contrast="auto">poza nią – szereg utrzymanych w klimacie atrakcji, dzięki którym najwytrwalsi czas na festiwalowym „miasteczku” mogli aktywnie spędzać już od południa. Znaczna większość lineupu nie do końca wpisywała się w moje gusta, zarówno te aktualne, jak i te zamierzchłe, jednak kupiony byłem już w momencie ogłaszania </span><b><span data-contrast="auto">Offspring</span></b><span data-contrast="auto">, których nie udało mi się zobaczyć ostatnim razem w Łodzi, a których </span><b><i><span data-contrast="auto">Smash </span></i></b><span data-contrast="auto">i </span><b><i><span data-contrast="auto">Americana </span></i></b><span data-contrast="auto">często towarzyszyły mi za młodu. Kierunek we wtorek mogłem obrać więc tylko jeden – Kraków.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h2>ATRAKCJE TOWARZYSZĄCE</h2>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351759" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lost-Gen-1-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Jestem człowiekiem, który musi przynajmniej liznąć jak najwięcej punktów programu, dotarłem więc pod </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arenę </span></b><span data-contrast="auto">na tyle szybko, aby być świadkiem chociaż części tego, co poza koncertami przygotował </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out</span></b><span data-contrast="auto">. Już na samym wejściu umieszczono wystawę kilku lowriderów, a nieopodal znajdowało się boisko do koszykówki, przy którym zabawiłem nieco dłużej – akurat trwał mecz drużyn 3 na 3, rozgrywany przy dopingu grupy Cheerleaders Ergo Śląsk. Po nim odbył się konkurs rzutów osobistych, w trakcie którego dobiegły mnie hałasy od strony strefy Skate. Otóż obok rampy (na której oczywiście skejci pokazywali triki na deskach) miał miejsce krótki set lokalnego pop punkowego </span><b><span data-contrast="auto">CF89</span></b><span data-contrast="auto">, zresztą nie jedyny tego dnia. Działo się też „piętro” niżej, w strefie gier retro, w której można było samemu zostać skejtem (Tony Hawk’s Pro Skater), piłkarzem (FIFA 2001), obić komuś mordę (któryś ze starszych Tekkenów), pograć na firmowanych przez chociażby Metallicę czy Iron Maiden automatach do pinballa, starych komputerach czy innych maszynach arcade’owych. Odbywał się tu również przegapiony przeze mnie turniej na PSX. Z daleka posłuchałem </span><b><span data-contrast="auto">Dizzy Boys Brass Band</span></b><span data-contrast="auto"> coverujących w ogrodzie </span><b><i><span data-contrast="auto">Self Esteem </span></i></b><span data-contrast="auto">gwiazdy wieczoru, a szczęśliwcy mogli w pewnym momencie również załapać się na Dextera i Noodlesa grających piętnastominutowy set-niespodziankę</span><b><i><span data-contrast="auto"> </span></i></b><span data-contrast="auto">przy jednym z wejść na Arenę. Głodni? Naliczyłem łącznie około 10 food trucków (choć wszystkie zasłyszane przeze mnie opinie o grillu były nienajlepsze). Nudna przerwa między koncertami? No to mamy na telebimach kiss cam i beer cam. Dodam jeszcze, że organizatorzy umieścili czasową rozpiskę koncertów już w listopadzie, tak żeby każdy zainteresowany mógł zorganizować sobie logistykę na ten dzień. Na każdym kroku było czuć, że event był organizowany przez ludzi z pasją i sercem, którym zależało nie na jak największym wydojeniu publiki z PLNów, a na jej dobrej zabawie i sprawieniu, że ten dzień będzie naprawdę wyjątkowy – co w dzisiejszych czasach niestety nie jest normą w przypadku dużych eventów. Szacun </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto">, organizacyjnie pierwszy </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto"> to był majstersztyk.</span><span data-ccp-props="{&quot;134233117&quot;:false,&quot;134233118&quot;:false,&quot;201341983&quot;:0,&quot;335551550&quot;:1,&quot;335551620&quot;:1,&quot;335559685&quot;:0,&quot;335559737&quot;:0,&quot;335559738&quot;:0,&quot;335559739&quot;:160,&quot;335559740&quot;:259}"> </span></p>
<h2>KONCERTY</h2>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351758" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/lagwagon-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">A jak same koncerty? Otworzył je kalifornijski punkowy </span><b><span data-contrast="auto">Lagwagon</span></b><span data-contrast="auto">, druga pod względem długości stażu kapela występująca we wtorek. Obserwując ich koncert z piętra zauważyłem, że niestety pod scenę Amerykanie nie ściągnęli tłumów – pewnie to kwestia wciąż trwającej zabawy w wielu miejscach poza areną. Szkoda, bo to co słyszałem, powinno podobać się fanom wtorkowego headlinera, z drugiej strony ja sam mocno skróciłem sobie ich koncert, gdyż to dopiero w jego trakcie przypomniałem sobie o istnieniu wtedy jeszcze niezwiedzonej przeze mnie strefy gier retro. Zdążyłem jednak zobaczyć jak </span><b><span data-contrast="auto">Joey Cape </span></b><span data-contrast="auto">prezentuje z dumą swój brzuch i odgrywa na nim rytm perkusji któregoś z kawałków i nie żałuję. Z niezrozumiałych powodów, jako człowiek nie stroniący od różnych gier w życiu codziennym, obecnie nadrabiający System Shock 2, nie doceniłem przysysających możliwości strefy z maszynami, komputerami i konsolami – mój „krótki rekonesans” przeciągnął się aż do końcówki koncertu&#8230; </span><b><span data-contrast="auto">Hollywood Undead</span></b><span data-contrast="auto">, zdążyłem na dwa ostatnie kawałki. Cóż, nie mogę powiedzieć, abym żałował – to co słyszałem, kompletnie rozmijało się z tym, co lubię.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<p><span data-contrast="auto">Właściwe koncertowanie rozpocząłem więc od </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto">. Słuchało się </span><b><i><span data-contrast="auto">In the Shadows</span></i></b><span data-contrast="auto"> mając te 8 lat, oj słuchało – nie bijcie. Dla równowagi dodam, że Finowie zawsze byli dla mnie zespołem jednego hiciora. Po wydaniu płyty </span><b><i><span data-contrast="auto">Dead Letters</span></i></b><span data-contrast="auto">, na której można go znaleźć, słuch o nich właściwie zaginął. Poszedłem jednak pod samą scenę, bo wiedziałem, że bez tego bangera</span><b><i><span data-contrast="auto"> </span></i></b><span data-contrast="auto">się nie obejdzie, no i&#8230; tak, to JEST zespół jednej piosenki, choć uśmiechnąłem się jeszcze pod nosem, rozpoznając z zamierzchłych czasów oglądania VIVA Polska </span><b><i><span data-contrast="auto">First Day of My Life</span></i></b><span data-contrast="auto">. Pojawiło się wprawdzie jeszcze kilka nienajgorszych momentów, jednak większość występu </span><b><span data-contrast="auto">The Rasmus</span></b><span data-contrast="auto"> była dla mnie dość ciężkim przeżyciem – nie dość, że </span><b><span data-contrast="auto">Lauri Ylönen</span></b><span data-contrast="auto"> na żywo nie brzmi zbyt dobrze, to jeszcze spora część zaprezentowanych kawałków według mnie była po prostu słaba – szczególnie, jeśli zapowiadano je jako coś z zeszłorocznego albumu kapeli. Mimo tego uważam, że warto było wytrwać do zagranego na koniec </span><b><i><span data-contrast="auto">In the Shadows</span></i></b><span data-contrast="auto">, podczas którego na płycie rozpętała się prawdziwa impreza, tak jakby wszyscy czekali tylko na ten jeden numer. W sumie – tak pewnie było.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351756" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-rasmus-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><b><span data-contrast="auto">Papa Roach </span></b><span data-contrast="auto">to zespół, z którym do tej pory było mi kompletnie nie po drodze – a przynajmniej tak myślałem do poniedziałku, kiedy to po szybkiej obczajce na Spotify wyszło, że znam więcej ich kawałków niż przypuszczałem. Nie znaczy to jednak, że twórczość zespołu niezmordowanie dowodzonego przez </span><b><span data-contrast="auto">Jacoby’ego Shaddixa</span></b><span data-contrast="auto"> do mnie trafia. Pod sceną zostałem więc bardziej z kronikarskiego obowiązku i&#8230; cholera, to był naprawdę przezajebisty koncert, show przez wielkie S. Wulkan energii na scenie i pod nią, zespół dostarczył fanom dokładnie to, czego oczekiwali – wysokooktanową jazdę bez trzymanki. Nie brakowało pirotechniki czy ogromnych kolorowych wizualizacji na ekranach za plecami formacji, członkowie zespołu sprawiali wrażenie autentycznie zaangażowanych w koncert, rozentuzjazmowany frontman co rusz zachęcał do kolejnych cirle pitów, a publika jadła mu z ręki aż za bardzo – czego efektem była przykra, piętnastominutowa interwencja medyczna po </span><b><i><span data-contrast="auto">&#8230;To Be Loved</span></i></b><span data-contrast="auto"> (mam nadzieję, że z nieszczęśnikiem wszystko w porządku). Nie wybiła ona jednak z rytmu ani </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto">, ani kipiącej żądzą zabawy płyty </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Areny</span></b><span data-contrast="auto">. W setliście było miejsce na kilka klasyków, ale też na sporo nowszych numerów i medley złożony z kilku nu-metalowych klasyków (</span><b><span data-contrast="auto">Korn, Deftones, Limp Bizkit, System of a Down</span></b><span data-contrast="auto">). Czegokolwiek Amerykanie nie grali, spotykało się z niesamowitym przyjęciem wypełnionego po brzegi obiektu i ja się temu wcale nie dziwię – scenicznie </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach </span></b><span data-contrast="auto">to naprawdę bestia i cieszę się niezmiernie, że zostali zaproszeni na tę imprezę.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h3 style="text-align: center;">Setlista Papa Roach 2026 Lost Generation Festival</h3>
<p style="text-align: center;"><b><i><span data-contrast="auto">Even If it Kills Me</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Blood Brothers</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Dead Cell</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">&#8230;To Be Loved</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Kill the Noise</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Getting Away With Murder</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">See U in Hell</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">California Love</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Liar</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Falling Apart</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Scars</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">BRAINDEAD</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Help</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Born for Greatness</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Between Angels and Insects</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Blind/My Own Summer (Shove It)/ Break Stuff/ Chop Suey</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Last Resort</span></i></b><span data-ccp-props="{&quot;335551550&quot;:2,&quot;335551620&quot;:2}"> </span><br />
<img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351755" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/papa-roach-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Wspomniana przeze mnie interwencja medyczna poskutkowała opóźnieniem startu koncertu </span><b><span data-contrast="auto">The Offspring </span></b><span data-contrast="auto">o kwadrans i początkowo Kalifornijczycy gnali przed siebie jak gdyby ich głównym celem było nadrobienie tego czasu – utwór za utworem, bez żadnych przerw na oklaski czy pogaduchy. Gdy jednak te ostatnie – </span><b><span data-contrast="auto">Dextera Hollanda</span></b><span data-contrast="auto"> z </span><b><span data-contrast="auto">Noodlesem </span></b><span data-contrast="auto">– już się pojawiły, żarty panów były przeważnie tak czerstwe, że szybko zatęskniłem za ich brakiem. Sam koncert był w zasadzie kopią tego, co grupa zaprezentowała w październiku w Łodzi – jedynymi wyjątkami były brak </span><b><i><span data-contrast="auto">Gone Away</span></i></b><span data-contrast="auto">, zamiast którego dostaliśmy fragment </span><b><i><span data-contrast="auto">Original Prankster</span></i></b><span data-contrast="auto"> połączony z fragmentem </span><b><i><span data-contrast="auto">Hit That</span></i></b><span data-contrast="auto"> oraz cover </span><b><span data-contrast="auto">Taylor Swift</span></b><i><span data-contrast="auto">. </span></i><span data-contrast="auto">A do tego bogatą oprawę (piłki, konfetti, buchające parą szkielety, kilka dmuchanych Guyów Cohenów, miks wizualizacji i grających muzyków na ekranie) i przegląd zespołowych greatest hits z dodatkiem dwóch numerów z kiepskiej </span><b><i><span data-contrast="auto">Supercharged</span></i></b><span data-contrast="auto"> oraz perkusyjnym solo</span><b><span data-contrast="auto"> Brandona Pertzborna</span></b><span data-contrast="auto"> po </span><b><i><span data-contrast="auto">Gotta Get Away</span></i></b><span data-contrast="auto">. Czytacie to, więc znacie ten zespół, nie muszę w takim razie chyba pisać, że zagrane to było na pełnej energii, a pogo na scenie nie ustawało niemalże ani na moment. Jedynym wyjątkiem od ogólnej „żwawości” występu </span><b><span data-contrast="auto">Offspring</span></b><span data-contrast="auto"> był segment poświęcony </span><b><span data-contrast="auto">Ozzy’emu Osbourne’owi</span></b><span data-contrast="auto">, który trochę zaburzył dotychczasowy flow koncertu (swoją drogą powtórka z rozrywki osiągnęła punkt szczytowy, kiedy </span><b><span data-contrast="auto">Noodles </span></b><span data-contrast="auto">określił bieżący rok kiepskim rokiem dla fanów </span><b><span data-contrast="auto">Black Sabbath</span></b><span data-contrast="auto"> – no cóż, w 2025 było aktualne). Udało się jednak na te wyżyny powrócić wraz z piorunującą końcówką. Ogółem jestem bardzo zadowolony, cieszę się, że mogłem w końcu zobaczyć </span><b><span data-contrast="auto">Hollanda </span></b><span data-contrast="auto">i ekipę. Wydawniczo może nie mają już zbyt wiele do powiedzenia, ale na żywo stary materiał wciąż bezproblemowo się broni.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<h3 style="text-align: center;">Setlista The Offspring 2026 Lost Generation Festival</h3>
<p style="text-align: center;"><b><i><span data-contrast="auto">Come Out and Play</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">All I Want</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Want You Bad</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Looking Out for #1</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Staring at the Sun</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Hit That/Original Prankster</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Hammerhead</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Make It All Right</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Bad Habit</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Electric Funeral/Paranoid/Crazy Train</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">In the Hall of the Mountain King</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Love Story</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Gotta Get Away</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Why Don’t You Get a Job?</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Pretty Fly (for a White Guy)</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">The Kids Aren’t Alright</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">You’re Gonna Go Far, Kid</span></i></b><br />
<b><i><span data-contrast="auto">Self Esteem</span></i></b><span data-ccp-props="{&quot;335551550&quot;:2,&quot;335551620&quot;:2}"> </span><br />
<img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-351752" src="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-scaled.jpg" alt="" width="100%" srcset="https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-scaled.jpg 1200w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-300x200.jpg 300w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-800x534.jpg 800w, https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2026/06/the-offspring-1536x1024.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1200px) 100vw, 1200px" /></p>
<p><span data-contrast="auto">Chciałbym krótko podsumować event i napisać, kto we wtorkowe popołudnie/wieczór wypadł najlepiej, ale nie umiem wybrać między świetnym </span><b><span data-contrast="auto">Papa Roach</span></b><span data-contrast="auto"> a rewelacyjną robotą organizacyjną wykonaną przez </span><b><span data-contrast="auto">Knock Out Productions</span></b><span data-contrast="auto">. Niezależnie od tego, na kogo by padło, pierwszy </span><b><span data-contrast="auto">Lost Generation Festival</span></b><span data-contrast="auto"> był imprezą z przytupem i z tym samym przytupem przeszedł już do historii. Mam wielką nadzieję, że widzimy się w przyszłym roku – wyprzedana </span><b><span data-contrast="auto">Tauron Arena</span></b><span data-contrast="auto"> dobitnie pokazała, że jest spore zapotrzebowanie na takie nostalgiczne tripy w przeszłość.</span><span data-ccp-props="{}"> </span></p>
<hr />
<p>Autorem zdjęć jest <a href="https://kvlt.pl/author/karpiu/"><strong>karpiu</strong></a>. Więcej fotografii z pierwszej edycji <strong>Lost Generation Festival </strong>znajdziecie <a href="https://kvlt.pl/koncerty/zdjecia/lost-generation-the-offspring-papa-roach-the-rasmus-hollywood-undead-lagwagon-warszawa-16-06-2026/"><span style="text-decoration: underline;">tutaj</span></a>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/">Lost Generation Festival &#8211; relacja z festiwalu, Kraków (16.06.2026)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/koncerty/relacje/lost-generation-festival-krakow-16-06-2026/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
