Po czwartkowej wizycie w NRD (relacja z Infernalis Resurgentis 2023), niedziela miała upłynąć mi pod znakiem zgoła odmiennych doznań muzycznych. Do Torunia zawitała bowiem Armia, która w ramach jubileuszu 30-lecia wydania, miała w całości odegrać swój najważniejszy (uznawany zresztą w ogóle za jeden z najistotniejszych w historii polskiej muzyki rockowej) album Legenda.
Koncert zaplanowano w klubie Lizard King, który na mapie toruńskich sal muzycznych odznacza się bardzo przyzwoitymi warunkami, zarówno pod względem wizualnym (przestronna scena w dużej, wyremontowanej sali jednej ze staromiejskich kamienic), jak i akustyczno/brzmieniowo/dźwiękowym. Wszystko to sprawiało, że o kwestie techniczne i organizacyjne byłem całkowicie spokojny. Frekwencyjnie koncert też miał obronić się w miarę dobrze, bo choć olbrzymiego ścisku nie było, coś ponad dwie 2 setki zgromadzonych osób, wizualnie zapełniło klub w stopniu wystarczającym.
W ramach wydarzenia nie zaplanowano występów gości i supportów, co pozwalało sądzić, że sam zespół*, poza utworami ze swojej (nomen omen) legendarnej płyty, uraczy fanów dodatkową dawką muzyki, sięgając po inne utwory z pokaźnego dorobku studyjnego (chociaż tak rozbudowanej setlisty mało kto się chyba spodziewał).
Niemal z zegarkiem w ręku zespół rozpoczął od instrumentalnego wprowadzenia, po którym na scenie zagościł wyczekiwany Tomasz Budzyński. Tradycyjnie w t-shircie i czapce na skroniach, z radością, luzem i nieukrywanym uśmiechem zaintonował Kochaj mnie. No i rozbrzmiała w kolejności studyjnej cała Legenda, przy której publika z miejsca rozkręciła bardzo energiczne harce, śpiewając z liderem Armii doskonale znane teksty. Przy moich ulubionych Gdzie ja tam będziesz Ty, Opowieści zimowej, czy To czego nigdy nie widziałem sam zresztą oddałem się beztroskim śpiewom, bo nie sposób było nie poczuć wyjątkowego klimatu występu i nie dać się ponieść dobrej energii wytworzonej między zespołem i fanami. Koncertowi towarzyszyły też momenty wzruszające (jak ten, w którym Budzy pozdrowił uniesionymi w górę rękoma nieżyjących już dziś kompanów – Roberta Brylewskiego, Piotra „Stopę” Żyżelewicza i Sławomira Gołaszewskiego) jak i budujące (podczas których padały np. słowa wsparcia dla walczącej Ukrainy).
Po Legendzie zespół postanowił odegrać drugi pełnoprawny set, złożony z przekrojowo potraktowanej dyskografii (w tym kawałków z Czasu i bytu, Ducha, Pocałunku mongolskiego księcia, Der Prozess i Freak) . Fani usłyszeli m.in. Jeżeli, Niezwyciężonego, Piosenkę po nic, Inaczej niż zwykle, Sen nocy letniej, Złego porucznika, Statek burz, On jest tu, Jestem drzewo, jestem ptak, Soul side story i Break out. Biorąc pod uwagę niespożyte pokłady energii, słowa Budzyńskiego, wypowiedziane w momencie wywołania zespołu na kolejny (bodaj trzeci) bis („jestem stary i zmęczony, w końcu urodziłem się w ’62 roku”) zabrzmiały jak całkowicie niepotrzebna kurtuazja. W ogóle można było odnieść wrażenie, że pozostałych (w części o połowę młodszych muzyków) koncertowy wysiłek dopadał znacznie dotkliwiej, niż niezmordowanego lidera Armii.
Zagrało w niedzielę w zasadzie wszystko – oprawa wizualna, nagłośnienie, warunki, forma zespołu, reakcje i przyjęcie publiki. Myślę, że szukanie przy wyjściu z toruńskiego „Lizarda” osób zawiedzionych, byłoby misją daremną. Świetny koncert, dowodzący tego, że niektóre albumy i niektórzy artyści muzycznie starzeją się bardzo powoli.
* pisząc zespół, mam na myśli oczywiście głównie Budzego, bo poza nim skład grupy tworzą dziś etatowi muzycy (choć miłym rodzinnym akcentem jest to, że obowiązki gitarzysty pełni obecnie syn lidera Armii).
Autorką fotografii jest Julia Marszewska.
- Angrrsth – Złudnia (2025) - 12 grudnia 2025
- Post Mortem #19 – Toruń (29.11.2025) - 10 grudnia 2025
- Owls Woods Graves, Above Aurora, Garota – Toruń (25.11.2025) - 3 grudnia 2025
Tagi: 30-lecie, armia, Armia gra Legendę, fotorelacja, koncert, legenda, Lizard King, relacja, Tomasz Budzyński.






