Site icon KVLT

Crypta, Nakkeknaekker, Plaguemace, Hostia – Poznań (07.04.2024)

Ostatnio wiele koncertów, na które mam okazję się wybrać, odbywa się w niedziele, co niezmiennie oznacza świetne zakończenie weekendu. Nie inaczej było na pierwszym polskim przystanku trasy Crypty, który odbył się w poznańskich 2Progach. Również dzięki znakomitym supportom (znanym i lubianym bluźniercom z Hostii oraz duńskim kapelom Plaguemace i Nakkeknaekker) event obiecywał porządną dawkę deathu i istne święto dla maniaków ekstremalnego metalu.

Należę do osób, do których śmiały, antyklerykalny image Hostii jak najbardziej przemawia, a połączenie death metalu i grindcore’a w ich wykonaniu mogło mieć jedynie piorunujący efekt.
Frekwencja była już zacna, zapełniało się miejsce pod barierkami, a duża liczba bandshirtów kazała się domyślać, że wiele osób przyszło do klubu z myślą właśnie o Hostii. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę niezmiennie wysoki poziom prezentowany przez zespół, swobodną konferansjerkę Pacha i brutalną moc bijącą z ich repertuaru. Pełna profeska.
Nie obyło się bez pokazania środkowego palca wartościom chrześcijańskim, rekwizytów scenicznych (wśród których znalazła się zakrwawiona głowa manekina w welonie zakonnicy) oraz rzucenia paroma żartami. Znakomity występ Hostii był przy okazji najlepszym przypomnieniem, że warto przychodzić na wszystkie supporty!

Crypta nie była jedynym zespołem, który promował w trasie swój najnowszy album. Wydawszy debiutanckie LP w zeszłym roku, Plaguemace z Danii również mają na koncie nowego pełniaka – i to całkiem udanego, jak pozwalała się domyślić koncertowa setlista. Kapela zaprezentowała solidnie wykonany death metal, a instrumentarium oraz głęboki, wydzierany z trzewi growl także świadczą o tym, że technicznie wszystko było na wysokim poziomie.
Frontman wielokrotnie kierował w stronę publiki pełne uznania polskie „dziękuję” , a podczas finałowego utworu wskoczył nawet w tłum, dołączając do pogo pod sceną. Zdecydowanie udany występ – pełen luzu i funu, podkręcający atmosferę w klubie wirtuozerskimi solówkami i szybką, mocarną pracą bębnów.

Dwa pierwsze supporty wysoko postawiły poprzeczkę Nakkeknaekker. Na szczęście kapela sprostała temu zadaniu, rozgrzewając publikę do czerwoności już od pierwszych taktów (nazwę zespołu można przetłumaczyć jako '”łamacz szyj”, nie powinna więc dziwić siła rażenia ich muzyki).
Prezentowany przez zespół death metal brzmiał dość tradycyjnie, został natomiast podkręcony do maksimum, dzięki entuzjazmowi występujących. Szybko okazało się, że Nakkeknaekker radzą sobie wprost doskonale – najmłodszy wiekiem i stażem skład wieczoru był w stanie rozsadzić klub swoją energią. Wokalista wielokrotnie zachęcał widownię, by podejść bliżej i namawiał (z powodzeniem) do rozkręcania pogo czy circle pitu.
Pod kątem technicznym również nie można się było do niczego przyczepić i set młodej ekipy wypadł znakomicie. Trzymam kciuki za dalsze działania chłopaków – to właśnie takie kapele pokazują, że nie należy się martwić o przyszłość metalu czy szeroko pojętej muzyki alternatywnej.

Wkrótce po Nakkeknaekker na scenę wniesiono rekwizyty sceniczne Crypty (miecze nawiązujące do okładki najnowszego albumu), i tylko kwestią czasu było, aż w klubie rozpęta się istne deathmetalowe piekło). Zespół przywitano głośno i z entuzjazmem, zaś same artystki bez zbędnych ceregieli zabrały się za The Other Side of Anger. Praca dwóch gitar stworzyła fantastyczny efekt ściany dźwięku, a sekcja rytmiczna wypadła potężnie, akcentowały ją dodatkowo sceniczne grymasy Fernandy Liry, wczuwającej się w stu procentach w show.

Setlista opierała się głównie na najnowszym wydawnictwie kwartetu, Shades or Sorrow, jednak nie zabrakło też utworów z debiutu. Naprawdę mnie to ucieszyło, głównie dlatego, że drugi numer wieczoru, Kali, to mój absolutny faworyt w repertuarze Crypty. Podczas tego kawałka pozostało jedynie asystować artystkom w wykrzykiwaniu imienia hinduskiej bogini śmierci i odrodzenia i nie żałować szyi w headbangingu.

Brazylijska grupa nie zwalniała tempa i serwowała widowni hit za hitem, czego doskonałymi przykładami były Poisonous Apathy oraz Lift the Blindfold. Zdolności każdej z artystek zasługują na uznanie (nie mogłam wyjść z podziwu zwłaszcza nad Luaną Dametto, która grała na perkusji tak szybko, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie), poza tym udowodniły, że ich materiał najlepiej broni się na żywo. Chociaż cenię sobie ich studyjne dokonania, to ciężko mi się pozbyć wrażenia, że dźwięk na albumach kwartetu został „wygładzony” do perfekcji, podczas gdy występ na żywo naprawdę pozwolił wybrzmieć dzikości ich materiału. Lwia część repertuaru Crypty to istne koncertowe niszczyciele – to się nazywa klasa!

Zespół utrzymywał wysoki poziom przez cały czas trwania koncertu, a momenty, w których tempo minimalnie zwalniało (takich jak partie Lullaby for the Forsaken czy Under the Black Wings), jedynie akcentowały najmocniejsze punkty wieczoru. Koncert zakończyła nieświęta trójca utworów złożona z klimatycznego Agents of Chaos, okrutnie mocnego Lord of Ruins oraz hitu z debiutanckiego albumu, From the Ashes. Ostatni numer wieczoru ostatecznie dorzucił do pieca, spowodował dźwiękowe zniszczenie w 2Progach i bez wątpienia stanowił wielki finał wieczoru. Ciężko było odczuwać niedosyt po występach czterech energicznych, świetnych na poziomie technicznym kapel, które razem stanowiły istną mieszankę wybuchową.

Setlista Crypty:
The Other Side of Anger
Kali
Poisonous Apathy
Lift the Blindfold
The Outsider
Lullaby for the Forsaken
Stronghold
The Limbo
Trial of Traitors
Under the Black Wings
Dark Clouds
Dark Night of the Soul
Agents of Chaos
Lord of Ruins
From the Ashes

Niedzielny wieczór stanowił wspaniałą okazję do zdarcia gardła i wyżycia się na swoich kręgach szyjnych. W repertuarze wydarzenia nie było słabych punktów, a z koncertu zadowolona była chyba nie tylko publika – kapele nawzajem oglądały swoje występy, stojąc w tłumie i wręcz zachęcając zebranych do pogowania.
Poznańska odsłona trasy dostarczyła mi mnóstwa pozytywnych wrażeń i pozostaje jedynie podziękować Gryf Events za zorganizowanie tak udanego wydarzenia w znakomitym składzie.
Do następnego!

Zdjęcia: Lilit Ghazareh

Pełna galeria

Exit mobile version