Site icon KVLT

Deus Mortem, Venefices, Devilpriest – Poznań (31.10.2024)

Premiera nowej płyty Deus Mortem i jesienna trasa koncertowa po Polsce, od chwili ogłoszenia były dla mnie jednymi z najważniejszych wydarzeń na polskiej scenie metalowej tej jesieni. Nic więc dziwnego, że postanowiłem skorzystać z pierwszej nadarzającej się okazji i wyruszyłem 31 października do Poznania, by wziąć udział w pierwszej odsłonie tour Krwawy Świt nad Polską 2024.

Choć Deus Mortem widziałem w akcji zaledwie przed rokiem w Jarocinie, poziom wspomnianego występu (wzmocniony dodatkowo tym, że zespół miał zaprezentować w Poznaniu premierowy materiał), już sam w sobie stanowił wystarczającą rekomendację do rychłej powtórki. Przyznać muszę, że miałem nad słuchaczami, zainteresowanymi czwartkowym koncertem, lekką przewagę – dostęp do przedpremierowego odsłuchu Thanatosa sprawił, że do stolicy Wielkopolski udawałem się z dobrą znajomością nadchodzącej płyty zespołu, co tylko zaostrzyło mój apetyt na wieczorne zmagania w 2Progach.

Wieczór otworzył znany mi już z występów na żywo Devilpriest. Nasze poprzednie spotkanie w Toruniu (w ramach trasy Profanacja i Bluźnierstwo u boku Stillborn) naznaczone było jednak zespołowymi kłopotami personalno-logistycznymi, które widocznie osłabiły impakt skróconego z tego powodu koncertu. Tym razem na szczęście wszystko zagrało jak należy, dzięki czemu Ślązacy mogli wytoczyć przed publiką swoje najcięższe działa. Przywodzący naturalne skojarzenia z Morbid Angel (doprawione jednak solidnie blackową siarką) death metal, przejechał po poznańskiej publice z siłą tarana, pozostawiając po sobie w większości porozszarpywane i nadpalone korpusy. Na szczególną uwagę, poza techniczną biegłością (szacunek dla Toma Hermiesa, grającego podczas tour co wieczór dwa koncerty) zasługuje moim zdaniem specyficzna „chwytliwość” muzyki Devilpriest, dzięki której, nawet bez przesadnie dogłębnej znajomości dokonań studyjnych, bawiłem się na otwierającym event występie naprawdę znakomicie.

Drugi zespół wieczoru – Venefices – postawił na bardziej bezpośredni i znacznie prostszy w kontekście środków black/death z wyraźnym zabarwieniem war metalowym. Wybór naturalny, zważywszy na fakt, że kieleckie komando uznać można za inkarnację doskonale znanego miłośnikom gruzu Bestial Raids. Było więc mordowanie na pełen etat, z jednoczesnym sprawdzaniem wytrzymałości konstrukcyjnej ścian poznańskiego klubu. Sztuka Venefices może nie posiekała mnie na plasterki jako całość, jednak jej elementy – ze szczególnym uwzględnieniem wybijających się między blastami, plemienno-atawistycznych bębnów Desolatora – robiły znakomitą robotę.

Po dwóch partiach rozgrzewkowych przyszedł w końcu czas na danie główne. Nie mam zamiaru koloryzować rzeczywistości i pisać, że obyło się bez zgrzytów, bo zespół mimo wyraźnie bojowego nastawienia, był od początku występu dość mocno krzywdzony przez nagłośnieniowca (nie jest łatwo o właściwy odbiór koncertu, kiedy trzeba domyślać się, co kapela w danym momencie gra). Z czasem sytuacja uległa na szczęście poprawie, jednak przez pozbawione selektywności gitary, zaprezentowane numery (szczególnie te premierowe) nie miały szansy nabrać moim zdaniem właściwej wyrazistości. Tym gorzej, że to właśnie wspaniałymi melodiami (nie chcę za dużo zdradzać przed recenzją albumu) Thanatos stoi. Zastrzeżeń nie można mieć było natomiast do scenicznej formy i prezencji zespołu – Deus Mortem to dla mnie od lat jeden z najważniejszych graczy polskiej sceny black metalowej i nie ma tu miejsca nawet na drobne negocjacje. Był w tej sztuce diabeł, emanujący czarnym blaskiem, był prometejski płomień, niosący sprawczą emancypację jednostki, była ognista krew płynąca z Edenu, były też w końcu wspaniałe hymny ku czci kosmicznego chaosu. I mimo, że w całym występie zabrakło nieco żywiołowości publiki (frekwencja, jak na miasto wielkości Poznania, też była zresztą mocno średnia), kark i struny głosowe zdołałem solidnie nadwyrężyć.

Podsumowując czwartkowy przelot na trasie Toruń-Poznań w dwóch słowach: było warto, trzymam jednak kciuki, by na pozostałych koncertach (na rozpisce są wciąż 3 daty) udało się zadbać o lepsze nagłośnienie oraz większą frekwencję, dzięki której możliwe będzie rozkręcenie pod sceną właściwego dla poziomu imprezy, diabelskiego młyn.



Exit mobile version