Site icon KVLT

French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026)

Ze względu na napięty koncertowy grafik nie dotarłam na zeszłoroczny gig French Police, co postanowiłam nadrobić, kiedy tylko zapowiedzieli powrót do naszego kraju.

W roli supportu ogłoszono francuski projekt Rémiego Lauvergne pod nazwą Sad Madona, który jak dotąd miałam przyjemność widzieć na żywo jedynie raz. Zarówno skład, jak i miejsce imprezy (poznańska Minoga należy do klubów, do których lubię wracać) przemawiały więc na korzyść koncertu, w którym – jak się okazało – warto było uczestniczyć.

Klub zapełnił się już na Sad Madona, co stanowiło dobrą zapowiedź czwartkowego wieczoru.
Tłum pod sceną z widocznym zaangażowaniem wsłuchiwał się w muzykę. Zaprezentowany set składał się w dużej mierze z utworów z najnowszego wydawnictwa Amor Hardcore, od shoegaze’owego Chloroform, przez powolne, oniryczne Blush, aż po mroczniejsze New Flesh.

Highlightem występu było dla mnie Witch Coast, które wypadło fenomenalnie i wprost hipnotyzująco dzięki zapętlonemu motywowi przewodniemu. Utwory z nowego albumu jeszcze bardziej przemówiły do mnie na żywo, a klimat potrafił wprawić w trans, dzięki czemu koncert minął niepostrzeżenie.
Ależ ja to lubię, kiedy na scenie wystarczy zaledwie jedna osoba do zapewnienia świetnego show!
Bez wątpienia będę czekać na następny gig Sad Madona.

Indie rock połączony z darkwave? Czemu nie. French Police dobrze się odnajdują w łączeniu tych gatunków. Nie bez powodu indie rock wymieniam pierwszy – więcej tu rockowej dynamiki niż gotyckiego zacięcia i nie jest to żaden zarzut.
Zespół dobrze się odnalazł wśród w dużej mierze gotyckiej publiczności i zapewnił solidny, spójny set.
Nie było tu rewelacji czy fajerwerków, ale też pewnie nie o to chodziło na kolejnym już koncercie podczas trasy. Trójka artystów bez zbędnego dramatyzmu czy „wielkiego wejścia” przejęła scenę, z której po chwili popłynęły przyjemne w odsłuchu, niespieszne riffy.

Frontman zespołu Brian Flores wymieniał Interpol wśród swoich największych muzycznych inspiracji i ciężko się temu dziwić. Dynamika i prostota repertuaru przywodzą na myśl klasyków gatunku, jednak w żadnym wypadku nie stanowią ich kopii.
French Police najzwyczajniej w świecie grają krótkie, chwytliwe numery, i to właśnie z takich utworów składała się setlista w Poznaniu. Nie zabrakło nośnych hitów takich jak CDMX czy Dance With Me, od razu rozpoznanych i ciepło przyjętych przez publiczność.

Artyści nie są typem showmanów, o czym często wspominają w wywiadach, i mają raczej nieśmiałe usposobienie. Potwierdziło się to na polskim przystanku ich trasy, podczas którego konferansjerka została ograniczona do minimum, a sami członkowie French Police wyglądali na skupionych raczej na swoich instrumentach, niż na zebranej publiczności.
Gdy scenę zasnuła mgła i wypełniło niebieskie światło, artyści pozwolili przemówić muzyce, co sprawiało wrażenie szczerego, bezpośredniego podejścia. Przyznam, że osobiście wolę zdawkowe zwracanie się do publiczności, niż zapowiadanie każdego z utworów czy przeplatanie setu niewiele wnoszącą do muzyki gadką, w związku z czym praktyczne podejście French Police nie było dla mnie rozczarowujące.

Nie przeszkadzała również pewna przewidywalność ich występu – pozostawione na koniec Hidalgo oraz (a jakże) Vampiro rozruszały widownię i stanowiły idealne domknięcie wieczoru.
Pomimo pewnej zachowawczości i prostoty występu, French Police zapewnili zebranej publiczności koncert na wysokim poziomie, z kolei Sad Madona przedstawił według mnie jeszcze ciekawszy set, balansujący gdzieś pomiędzy shoegaze a darkwave.

Nie ukrywam, że szalenie mnie cieszy tak duża ilość właśnie darkwave’owych oraz post-punkowych klimatów zarówno w Pod Minogą, jak i na koncertowej mapie Polski w ogóle. Pozostaje mieć nadzieję, że tendencja się utrzyma, a gotycka publiczność w naszym kraju wciąż będzie miała z czego wśród organizowanych koncertów wybierać.

Exit mobile version