Najlepszym sposobem na odskocznię od słonecznej, letniej aury (a przy okazji od nadciągających upałów) jest pogrążenie się w muzyce chłodnej, emocjonalnej i na wskroś mrocznej. Dzięki ekipie Winiary Bookings było to możliwe na koncertach Harakiri for the Sky. Chyba nikt ceniący sobie tak ciężkie, przygnębiające muzyczne klimaty nie miał wymówki, by nie stawić się na jednym z czterech polskich koncertów grupy.
Przed Austriakami występował francuski band Celeste oraz duński Sunken. Choć zetknęłam się już z twórczością supportów, nie miałam jeszcze okazji do sprawdzenia ich na żywo, z tym większą ciekawością stawiłam się więc w 2Progach punktualnie na otwarcie drzwi.
Sunken zaprezentowali poznańskiej widowni melodyjny, wręcz nastrojowy black metal utrzymany głównie w średnich tempach. Choć na samym początku przeważały dość spokojne, pełne melancholii partie gitar, to duński skład doskonale wiedział, jak podkręcić atmosferę. Utwory z ich repertuaru wypadły klimatycznie, brzmiały ciekawie, a kontrast między bardziej stonowanymi brzmieniami spod znaku doom/atmospheric blacku i szybszymi numerami sprawdził się naprawdę dobrze.
Nie obyło się bez podziękowań dla widowni i konferansjerki z kategorii krótkich i treściwych.
Przez znaczną część setu muzyków zasłaniała sztuczna mgła, co nie wpłynęło zbytnio na jakość i odbiór ich występu (chociaż szkoda, że drummera odwalającego kawał dobrej roboty za zestawem perkusyjnym często w ogóle nie było widać).
Wraz z wejściem na scenę Celeste stało się jasne, że do pieca dokładał każdy zespół. Wkrótce w 2Progach rozległ się ciężki, smolisty black metal połączony ze sludge. Ściana dźwięku dosłownie uderzała w pierwsze rzędy słuchaczy, a całości dopełniał jednostajny, gardłowy wokal.
Różnice pomiędzy utworami nie za bardzo dały się jednak odczuć, a jednym z niewielu urozmaiceń było… włączenie przez artystów lamp-czołówek świecących na czerwono podczas odgrywania drugiego utworu. Trzeba przyznać, że wśród kłębów mgły, która nie do końca opadła po występie Sunken, był to całkiem niezły pomysł.
Kolejny support wieczoru zaprezentował set na dobrym poziomie – chociaż w mój gust bardziej trafili rozpoczynający wieczór Skandynawowie, to nie dopatrzyłam się (czy też nie dosłuchałam) u francuskiego zespołu rażącej monotonii.
Po opuszczeniu sceny przez supporty pozostało jedynie czekać na gwiazdę sobotniego wieczoru. Techniczni szybko uporali się z rozwieszeniem backdropu oraz ustawieniem na scenie surowych, monolitycznych dekoracji, na których widniał napis HFTS, a światła wkrótce przygasły. Rozwiała się również wszechobecna wcześniej mgła, co obiecywało dobry widok na artystów w pełni oddanych swojej muzyce.
Repertuar, jaki prezentowali Harakiri For The Sky, miał za zadanie przygniatać nie tylko ciężarem riffów, ale i ładunkiem emocjonalnym, i tak było w istocie. Mocnym początkiem było I, Pallbearer, na które tłum nie pozostał obojętny. Zebrana pod sceną publiczność szalała i skandowała, dając upust swojemu entuzjazmowi coraz wyraźniej z każdym utworem. Ani trochę nie dziwił fakt, że z ciepłym przyjęciem spotykały się również kolejne prezentowane utwory z najnowszego albumu Mære, takie jak rewelacyjne Sing For The Damage We’ve Done.
Wkrótce zamiast walca wiedeńskiego doczekano się Heroin Waltz, a wieczór trwał w najlepsze przy porywających dźwiękach z repertuaru austriackiego bandu. Choć można było spodziewać się utworów dynamicznych i intensywnych, twórczość Harakiri for the Sky pozostawała posępna, a często również introspekcyjna. Frontman oraz reszta zespołu nie zagadywali zbytnio publiki, pozwalając na to, by muzyka mówiła sama za siebie – nie obyło się jednak bez podziękowań, a podczas wyjścia zespołu na bisy widać było zadowolenie i wdzięczność na twarzach muzyków.
Na koniec pozostawiono Us Against December Skies oraz Song to Say Goodbye, cover Placebo, który znakomicie sprawdził się w warunkach klubowych. Wielki plus dla wokalisty JJ, który po raz kolejny podszedł pod same barierki, a nawet wskoczył w tłum, by towarzyszyć zachwyconej widowni. Sami artyści również wyglądali na szczerze poruszonych i zadowolonych, a oklaski i skandowanie było słychać jeszcze przez dłuższą chwilę po zakończeniu koncertu. Wieczór w 2Progach był znakomitą okazją do wysłuchania na żywo black metalu przesyconego emocjonalnym ciężarem i melancholią, bez hołdowania corpse paintowi i muzykom prześcigającym się w coraz to bardziej karkołomnych tempach i świdrujących tremolach. Do bardzo dobrej atmosfery przyczyniło się również to, jak artyści oglądali nawzajem swoje występy wmieszani w tłum, a po zakończeniu koncertów można było podejść do stoiska z merchem i podziękować im za świetny show.
Za mną kolejny pamiętny wieczór zorganizowany przez Winiary Bookings. Nie obyło się bez poruszającej, zaprezentowanej na wysokim poziomie muzyki, ponadto jak to najczęściej bywa na uczęszczanych przeze mnie koncertach w 2Progach, sami występujący zdawali się być w swoim żywiole zarówno na scenie, jak i poza nią. Z takimi koncertowymi wrażeniami powinno się wracać po każdym gigu!

- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026
- Cold in Berlin – „Wounds” (2025) - 3 marca 2026
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025






