Site icon KVLT

Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026)

Nic tak nie poprawia humoru w środku tygodnia, jak dobry koncert. Jeśli czas pozwala, warto wsiąść w najdogodniejszy środek transportu i przejechać się na pobliski event, zwłaszcza, jeśli sprawcami zamieszania są Hexvessel wraz z Aluk Todolo.

Spośród trzech zespołów zapowiedzianych na to środowe wydarzenie wcześniej na żywo nie miałam okazji sprawdzić tylko tego, co w blackmetalowej sztuce ma do powiedzenia BaarRa.
Przesłuchanie ich albumu przed koncertem pozwoliło mi stwierdzić, że krakowski band wpasuje się świetnie na support przed Aluk Todolo – i tak było w istocie. Niestety dotarłam do klubu na ostatnie utwory w ich secie, jednak zaliczam go do udanych.

Najdziwniejszym i chyba najbardziej pokręconym składem wieczoru okazali się Aluk Todolo.
Złożony z gitary oraz sekcji rytmicznej, dźwiękowy rytuał zespołu wciągał i intrygował.
Publika włączyła się do koncertu od razu, dość szybko podchwytując często połamany rytm utworów. W odpowiednich momentach pojawiały się oklaski i okrzyki uznania spod sceny, jednak zebrani słuchacze zdawali się przede wszystkim pozostawać w kontemplacyjnym nastroju.

Francuzi zaprezentowali set przepełniony nieoczywistymi, czasem wręcz niepokojącymi dźwiękami, a ich pozbawiony wokalu repertuar pozwalał w pełni skupić się na muzyce osadzonej w stylu noise/ambient.
Miało to w sobie pewną blackmetalową wrażliwość i klimat właściwy najbardziej ekstremalnym gatunkom muzycznym, nie dziwił więc fakt, że typowo metalowej publice koncert wyraźnie przypadł do gustu.

Obiecywał on przy okazji bardzo ciekawe połączenie z headlinerem wieczoru, którego członkowie przepadają zresztą za towarzyszącym im w trasie zespołem. Frontman Hexvessel określa ich w końcu mianem swojego „najulubieńszego” bandu, a uważniejsi obserwatorzy z pewnością dostrzegli wytatuowane na jego ramieniu logo Aluk Todolo.

To, co w najnowszym materiale Hexvessel najlepsze – surowość brzmienia połączona z mistycznym, podniosłym klimatem – wybrzmiało z mocą w Zaścianku. Od mocnego otwieracza w postaci Mother Destroyer robiło się już jedynie lepiej. Klub zalało czerwone światło i wypełniło iście blackmetalowe tremolo, wkrótce zestawione z pełnym emocji wokalem.

Drobne problemy techniczne na początku nie przeszkodziły zespołowi. Artyści byli wyraźnie w dobrych humorach, a Mat McNerney wielokrotnie dziękował (również po polsku!) zebranej publice. Wszelkie wtrącenia, komentarze i zwracanie się do publiczności były naturalne i niewymuszone, sprawiały wrażenie nie tylko pełnej profeski, ale też dużego dystansu artystów do samych siebie.
Black metal black metalem, ale same uśmiechy, jakie wymieniali między sobą członkowie grupy, jak i widoczna frajda, jaką sprawiało im granie na żywo, najzwyczajniej w świecie cieszyły.

W równym stopniu cieszył fakt, że muzycy Aluk Todolo byli obecni wśród widowni podczas koncertu Hexvessel, a headliner wieczoru przekazywał im podziękowania ze sceny. Prosty gest, który jednocześnie niezbicie świadczył o wdzięczności i po prostu ludzkim podejściu do towarzyszy trasy.

Zarówno pełen profesjonalizm, jak i nieskrywana przyjemność z grania na żywo wpłynęły na moje pozytywne odczucia. Tym sposobem ani się obejrzałam, a zespół płynnie przeszedł do numeru Eternal Meadow (dawniej granego raczej w połowie setu) oraz piekielnie wprost mocnego A Dark & Graceful Wilderness z najnowszego albumu.

Numery z dwóch ostatnich wydawnictw, Nocturne oraz Polar Veil, przeważały w setliście. Można więc było liczyć na agresywne, rozpędzone riffy, growl i niezwykle dynamiczną pracę perkusji, jednak repertuar fińsko-brytyjskiego bandu nie stracił przy tym nic ze swojego szamańskiego klimatu.

Rytualny charakter ich występów wciąż był obecny, ponadto artyści pozwolili sobie również na zwolnienie tempa. Zapowiedziane jako odstępstwo od ich typowego ostatnimi czasy, blackowego repertuaru, wkrótce rozległo się Cosmic Truth. Pochodzący z When We Are Death obecnie utwór ten rzadko gości na setlistach, dzięki czemu urzeka ze zdwojoną siłą.
Intro na klawiszach, poruszający wokal i tekst – mistrzostwo. No i jak tu nie lubić Hexvessel

Od rozpoczętego wzniosłymi chórami, monumentalnego i poruszającego Older Than the Gods poprzez dynamiczne Spirit Masked Wolf aż po hipnotyczne i posępne A Cabin in Montana, Hexvessel zapewnili słuchaczom fantastyczny set.
Ten gig bez wątpienia należał do tych, podczas których można całkowicie zatracić się w muzyce, niemalże wpaść w trans. W pewnym momencie wokalista grupy zasugerował nawet, żeby zamknąć oczy i wspólnie z muzykami przenieść się do lasu – sądząc po zachwycie wśród publiki, wielu słuchaczom się to udało.

Hexvessel to zespół, który potrafi wynieść metal do rangi sztuki, co ponownie udowodnił swoim koncertem w Krakowie. Taki występ trzeba już w zasadzie nazwać rytuałem, a za ten fantastyczny, szamański wieczór można jedynie podziękować Iron Realm Productions.

Setlista:
Mother Destroyer
Eternal Meadow
Inward Landscapes
A Dark & Graceful Wilderness
Crepuscular Creatures
Older than the gods
Spirit Masked Wolf
Ring
A Cabin in Montana
Cosmic Truth
Phoebus

Exit mobile version