Miłośnikom folku raczej nie trzeba przedstawiać Lili Refrain, która po występie na Summer Dying Loud trafiła do szerszej publiczności w Polsce – co bardzo mnie cieszy.
Słuchaczom, którzy lubują się w rytualnych, ambientowych klimatach, raczej ciężko przejść obojętnie obok tej artystki, konsekwentnie rozwijającej warsztat i często koncertującej po Europie.
Polski odcinek trasy Lili Refrain (dwa dni wcześniej grała w Aleksandrowie Łódzkim, a poprzedniego dnia w Krakowie) rozpoczynały występy Moriah Woods.
Artystka z Colorado dysponuje mocnym wokalem, w Piątym Domu jej repertuar wypadł ponadto jeszcze ciekawiej, niż miałam okazję usłyszeć wcześniej.
Chociaż kompozycje pozostały w dużej mierze minimalistyczne, z zapętlonymi motywami przewodnimi i trzonem w postaci głosu Amerykanki, to każdy z utworów miał w sobie transowy, mistyczny klimat. Było w tym trochę folku, nieco Americany, coś z ambientu… pojawił się nawet cover utworu Chrisa Isaaka. Mowa tu oczywiście o Wicked Game, zresztą bardzo przejmująco zinterpretowanym. Moriah zadedykowała go organizatorowi wydarzenia, co sprawiło, że utwór zabrzmiał jeszcze lepiej.
Nie obyło się bez podziękowań dla dźwiękowca, głównej wykonawczyni wieczoru, jak i dla widowni – nie było wątpliwości, że set Moriah Woods został ciepło przyjęty. Trwające dość długo oklaski, w pełni skupiona publika z zaciekawieniem słuchająca występu artystki – naprawdę świetne show na rozpoczęcie wieczoru.
Lili Refrain, inaczej niż to mają w zwyczaju np. Eivør czy Myrkur dobierające muzyków sesyjnych na swoje koncerty, występuje na żywo sama. Z jednej strony mamy tu zróżnicowane instrumentarium, z drugiej zapętlone po nagraniu na żywo wokale – rozwiązania, po które sięga, zawsze się sprawdzają.
Przed występem Lili Refrain przechadzała się pośród widowni, potrząsając trzymanymi w dłońmi dzwonkami. Dźwięk został następnie nagrany i zapętlony, a sama występująca dała się poznać od niesamowicie otwartej, zwyczajnie ludzkiej strony. Zero napinki, dystansu czy sztuczności – po prostu artystka ciesząca się z tego, że jest wśród ludzi.
Świetny pomysł na siebie, a przy okazji chyba najlepsza rzecz, jaką można zrobić na niewyprzedanym koncercie, przy czym „niewyprzedany” nie oznacza „słabo się sprzedający”. Tutaj muszę przyznać, że chociaż gig odbył się w środę, to frekwencja była wyższa, niż w Piątym Domu bywa w weekendy!
Po krótkim wstępie w klubie rozległy się dźwięki utworu Ichor. Dzięki tak dobremu trackowi otwierającemu można było od razu poznać się na muzycznym kunszcie głównej gwiazdy wieczoru – pierwsze dźwięki dzwonków oraz bębna stanowiły tło dla imponującego wokalu, tak donośnego, że momentami można było się zdziwić, jak drobna osoba nim dysponuje.
Kolejny plus stosunkowo małego koncertu – dźwiękowy rytuał Lili Refrain można było wręcz poczuć na własnej skórze.
Na scenie znajdowało się między innymi pięć mikrofonów do loopów, które artystka zaprezentowała w przerwie przed utworem Nagal. Zapętlone dźwięki, które nadawały przestrzeni jej muzyce, zostały dodatkowo pokazane na przykładzie tego, co mówiła do publiczności – kwestie, które skierowała do widowni, zostały nagrane i nałożone na siebie, stanowiąc nieoczywisty wstęp do utworu z najnowszego albumu.
Różnorodne, ale stosunkowo proste instrumentarium – wokal, gitara, dwa syntezatory oraz ustawiony po boku sceny bęben – wystarczyły, żeby występ artystki nabrał cech pogańskiego obrzędu. Nie obyło się bez wzniosłego, bardzo „wiedźmowego” Mami Wata czy mocnego Ahi Tapu z wybijanym na bębnie rytmem.
Na setliście znalazło się również miejsce dla Travellers, aranżacji nabierającej ciężaru i klimatu dzięki gitarze i niezmiennie hipnotyzującemu wokalowi. Czysty śpiew, szepty przypominające rzucane zaklęcia, a nawet okazjonalny, niski wokal brzmiący niczym skrzyżowanie growlu ze śpiewem gardłowym – Lili Refrain ma świetne możliwości wokalne, a wszyscy zebrani w Piątym Domu otrzymali doskonałą okazję się o tym przekonać.
Lili Refrain wielokrotnie dziękowała zebranej w klubie widowni, wyraźnie zadowolona z tego, że po raz pierwszy może zagrać w Katowicach. Pozostaje liczyć na to, że nie będzie to jej ostatni śląski koncert i czekać na kolejny występ. Tak udany wieczór zasługuje na powtórkę!
- Lili Refrain, Moriah Woods – Katowice (15.04.2026) - 23 kwietnia 2026
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026

