Amorphis, Soilwork, Jinjer, Nailed to Obscurity – Kraków (20.01.2019)
Marcel
W trzecią niedzielę bieżącego roku miałem przyjemność wzięcia udziału w iście interesującym wydarzeniu, jakim okazał się koncert grup Amorphis i Soilwork. Skład eventu uzupełniały formacje Jinjer oraz Nailed to Obscurity. Pomimo niesprzyjającej zimowej aury, atmosfera w krakowskim klubie Kwadrat była gorąca. Całkowicie wyprzedany jedyny polski przystanek trasy Queen of Time / Verklighetenbył dla mnie pierwszym koncertem w tym roku. A że był to gig naprawdę udany, to i ja optymistycznie patrzę w przyszłość. Zapraszam do lektury.
Pod sceną Kwadratu znalazłem się mniej więcej w połowie setu Nailed to Obscurity. Twórczość Niemców nie jest mi szczególnie znana, ale to, co usłyszałem w Krakowie było bardzo obiecujące. Niewiele ponad półgodzinny gig kwintetu zza naszej zachodniej granicy określam jako udany, choć podobnie jak twórczość występującego chwilę później zespołu Jinjer – nie jest to moja bajka. Plus za stworzenie hipnotycznej, tajemniczej atmosfery, która udzieliła się publiczności.
Po Niemcach z Nailed to Obscurity nadszedł czas na ukraińską ww. formację Jinjer, której obecność na scenie wywołała niemałe poruszenie wśród licznej grupy fanów. Nie mogę powiedzieć, żeby nieco generyczne core’owe riffy przypadły mi do gustu. Ukraińskiej ekipie nie można odmówić jednak zaangażowania i energii, którą dzielili się z publicznością. Całe show skradła oczywiście wokalistka, Tatiana Shmailyuk, której brutalny growl przyprawiłby niejednego mężczyznę o kompleksy. Frontmanka Jinjer dawała z siebie wszystko i naprawdę mi się to podobało. Duży szacunek dla grupy z Ukrainy, ale niestety – nie jest to zespół, który zagości na dłużej na mojej playliście. Mimo wszystko potrafię zrozumieć, dlaczego ten zespół cieszy się sporą popularnością w naszym kraju.
Kwadrans po godzinie 20.00 na scenie zameldowali się Szwedzi z Soilwork. Zaczęli mocnym uderzeniem – Arrival zachęcił zebraną publiczność do działania. Ekipa BjörnaStrida grała szybko, melodyjnie i przede wszystkim bardzo efektownie. I choć skład zespołu na przestrzeni lat zmieniał się bardzo często, po szwedzkiej formacji nie było tego widać. Strid po raz kolejny udowodnił, jak uniwersalnym jest wokalistą. Jego zgrabne i płynne przejścia z czystego wokalu w wysokie krzyki czy też niski growl wydawały się niemal dziecinnie proste w jego wykonaniu. W trwającym godzinę i piętnaście minut secie oczywiście nie zabrakło klasyków, jak Nerve, Bastard Chain, czy też wielkiego finału w postaci chóralnie odśpiewanego Stabbing the Drama. Najnowsze wydawnictwo zatytułowane Verkligheten nie jest może najwspanialszym osiągnięciem Szwedów, ale utwory Full Moon Shoals czy Stålfågel zyskały nową jakość w odsłonie na żywo. Mógłbym przyczepić się do setlisty, jako że w moim odczuciu zabrakło w niej przede wszystkim utworów z The Chainheart Machine, Figure Number Five oraz sztandarowej kompozycji Spectrum of Eternity z The Living Infinite. Cóż, nie można mieć wszystkiego, ale koniec końców koncert Soilwork wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Szkoda, że różnica w nagłośnieniu w stosunku do występującego chwilę później ansamblu Amorphis była kolosalna, bo jestem wielkim fanem wokalu Strida, a ten momentami nie mógł przebić się przez ścianę dźwięku. Muzycy Soilwork zapewnili publiczności dawkę solidnej energii przed zespołem o zgoła innej charakterystyce, który za chwilę miał pojawić się na deskach Kwadratu.
Set Soilwork:
Arrival The Crestfallen Nerve Full Moon Shoals Death in General Like the Average Stalker The Akuma Afterglow Drowning with Silence The Phantom The Nurturing Glance Bastard Chain As We Speak The Living Infinite II Stålfågel Witan Stabbing the Drama
Finowie z Amorphis weszli na scenę przy okrzykach tłumnie zebranych fanów, którzy wręcz nie mieścili się w krakowskim klubie. Jeszcze przed ich pojawieniem się z głośników puszczono intro utworu The Bee, do którego już chwilę później szalała rozentuzjazmowana publiczność. Ostatni na scenie pokazał się wokalista Tomi Joutsen, którego niezwykle głęboki growl przeszył salę Kwadratu. Fiński sekstet to zespół z prawdziwego zdarzenia – każdy jego członek to wirtuoz swojego instrumentu, a Joutsen to moim zdaniem jeden z najlepszych wokalistów bieżącego stulecia i nie ma w tym ani krzty przesady. Keyboardzista Santeri Kallio swoimi pięknymi melodiami urozmaicał niektóre sekcje utworów, co wzbudziło we mnie niemały podziw. Płynne przejścia pomiędzy utworami dodawały występowi dynamiki. Publiczność nie przestawała śpiewać i bawić się pod sceną ani na chwilę. Niesamowite wykonanie utworów Sky Is Mine, Message in the Amber, Bad Blood czy też Hopeless Days zapierało dech w piersiach, a to przecież jeszcze nie koniec zabawy. Amorphis zagrali aż sześć utworów z najnowszego wydawnictwa Queen of Time i wszystkie z nich wypadły kapitalnie. W przypadku fińskiej ekipy nie ma znaczenia, czy grają starszy materiał, czy ten najbardziej aktualny, bo znakomita większość ich dokonań to czyste złoto. Co prawda nie miałbym nic przeciwko, gdyby zagrali coś z Elegy czy Tuoneli, ale na obecną setlistę też nikt nie ma prawa narzekać. Właściwą część koncertu Finowie zwieńczyli klasyczną kompozycją Black Winter Day, która po 25 latach od wydania legendarnego krążka Tales from the Thousand Lakes wciąż brzmi hipnotycznie i równie poruszająco. Na dwuotworowy bis złożyły się kawałki Death of a King oraz odśpiewany w polifonii kilkuset gardeł House of Sleep, którego wykonanie powinno zostać wydane jako live video ze względu na niesamowitą atmosferę, jaka udzieliła się publiczności. To już naprawdę był koniec. Zmęczona a zarazem wielce usatysfakcjonowana krakowska publiczność uczciła koncert Finów gromkimi brawami, a moment później muzycy Amorphis zrobili sobie na jej tle zdjęcie.
Set Amorphis:
The Bee The Golden Elk Sky Is Mine Sacrifice Message in the Amber Silver Bride Bad Blood Wrong Direction Daughter of Hate Heart of the Giant Hopeless Days Black Winter Day _____________________________ Death of a King House of Sleep
Bardzo miło wspominam zeszłą niedzielę i cieszę się, że w końcu mogłem zobaczyć w akcji grupy Amorphis i Soilwork, i to za jednym zamachem. Kolejny raz słowa uznania dla włodarzy agencji Knock Out Productions za profesjonalną organizację tego całkowicie wyprzedanego koncertu. Z mojej strony to już wszystko, mam nadzieję, że obie grupy powrócą do Polski jak najszybciej, bo bawiłem się naprawdę przednio. Do następnego!