Arkangel, Sorcerer, Hellbound – 2 Progi Poznań (09.09.2025)

Gdy Winiary Bookings ogłosiło jedyny koncert Arkangel w Polsce, niezmiernie się ucieszyłem. Dla wielu czytających te słowa nazwa ta może być nieznana, ale ja czekałem na ten moment ponad dwadzieścia lat. Belgijscy evil metalcore’owcy są jednym z moim ulubionych zespołów w ogóle, niestety ich dosyć przerywana działalność sceniczna nie sprzyjała pojawianiu się w ostatnich latach w naszych rejonach. Wraz z Arkangel przyjechały dwie godne załogi w postaci francuskiego Sorcerer i pochodzącego z Glasgow Hellbound. Impreza odbyła się 9 września 2025 roku w klubie 2 Progi.

Była to moja pierwsza wizyta w 2Progach i przyznaję, że miejsce przypadło mi do gustu. Dobra akustyka, sensowna logistyka i nie za wysoka scena idealnie pasują do niewielkich eventów, a wręcz idealnie wpasowały się w ten wieczór. Po gorączkowych zakupach merchu poszliśmy pod scenę, gdzie jak się okazało występ swój kończyli młodzi gniewni z Hellbound. Bardzo żałuję, że zobaczyłem tylko ostatnie półtora utworu z setu, chłopaki może i jeszcze mają trochę czasu, by stać się zawodową załogą, ale zdecydowanie nadrabiali chęciami i żywiołem. Brzmieli bardzo selektywnie, a zamykający występ breakdown wbił publikę na do widzenia w glebę.

Przepinka kapel odbyła się błyskawicznie i za moment na scenie stali załoganci z Sorcerer. Natrafiałem na ich ostatni album Devotion kilka razy, ale nigdy nie znalazłem czasu, żeby spędzić z nim więcej czasu. Cieszyłem się bardzo, że będę miał okazję poznać band najpierw w wersji live.
Pochodzący z Paryża skład nie miał zamiaru brać jeńców i od początku zaczął punktować publikę swoim zróżnicowanym hardcore’em. Muzycy zaczęli jakby nieśmiało, trochę zamknięci w sobie, ale z każdym utworem ich zachowanie stawało się bardziej ekspresyjne, a rozwrzeszczany wokalista miotał się po scenie z błyskiem szaleństwa w oczach. Wykonawczo wszystko się tu zgadzało, a brzmienie było czyste jak kryształ, dzięki czemu gdy zespół uderzał ciężarem, wszystko drżało, a uczucie gęsiej skórki nie odstępowało. Zostałem kupiony i słucham ostatniego albumu pisząc te słowa.

Między zejściem Sorcerer, a koncertem Arkangel mieliśmy całe pół godziny na ploty i zbicie piątek ze spotkanymi ziomeczkami. Udało mi się również zamienić kilka słów z założycielem Arkangel Michelem Kirbym.
Zgodnie z zapowiedziami o 21.30 zaczęły wybrzmiewać odgłosy intra. Rapowy kawałek dobrze nastroił publikę, która z uśmiechami na gębach czekała na bohaterów tego wieczoru.

Litości nie było od pierwszych nut. Arkangel to jedna z brutalniejszych załóg, jakie w życiu słyszałem, i określanie jej metalcoreém znaczy zupełnie co innego niż w przypadku nowomodnego, pięknego śpiewania. Zainfekowany do granic możliwości złem i Slayerem klimat lał się z głośników jak rozgrzana lawa, zmuszając tancerzy do ostrej zabawy na dancefloorze, który w mgnieniu oka stał się mokry i niebezpieczny. Muzycy rzucali w nas killerami, nie zapominając o najważniejszych utworach i skupiając set wokół swojego zdecydowanego numeru jeden w postaci płyty Dead Man Walking (1999). Jestem pewien, że były świetne Behold the Face of Death, In the Embrace of Truth i From Heaven We Fall. Ta trójca sama w sobie zrobiłaby mi wieczór, ale Arkangel zapodał równo czterdzieści pięć minut, utrzymując wysokie ciśnienie przez pełen czas swojej totalnej dominacji na scenie.
Zdecydowanie widać było, że czerpią dużą radość z gry, a zachowanie publiki dodawało im skrzydeł. Jako ciekawostkę dodam, że w składzie zespołu jest aż dwóch muzyków znanych z Hangman’s Chair, basista Clément Hanvic i gitarzysta Julien Rour Chanut.
Jako mały minus muszę wytknąć stan upojenia alkoholowego wokalisty, który wykonał swoją robotę dobrze, ale myślę, że na mniejszej bombie byłoby znacznie lepiej. Nie zmienia to absolutnie faktu, że jego wokal to mistrzostwo świata i wyjątek na scenie, którego nie da się podrobić w tak potężnej postaci.

Czy wyjazd był udany? Oczywiście, k***a! Wszystko ułożyło się bardzo dobrze, timing eventu idealnie wbił w realia koncertów odbywających się w środku tygodnia, a kapele zagrały bardzo dobrze. Nie odnotowałem żadnych słabych momentów, a delikatnie słabsza kondycja wokalisty Arkangel nie zaważyła na odbiorze całości występu. Fenomen Arkangel jest spory, kapela nie nagrała niczego nowego od 2008 roku, ale z małymi przerwami regularnie koncertuje i sprzedaje tony merchu, pozostając cały czas w dobrej formie. Zobaczyłem jeden z najważniejszych bandów w moim życiu i jestem z tego powodu szczęśliwy.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .