Batushka, Hyperion, Condescension – Tallinn (20.10.2018)

Cieszący się niesłabnącą popularnością Batushka zakończyli trasę „End of Litourgiya” koncertem w Tallinnie.
Nic dziwnego, że gig był wyprzedany, a fani przybywali nie tylko z Estonii, co można było stwierdzić po usłyszanych rozmowach w przeróżnych językach. Większość dyskusji łączyło jedno: słyszalny zachwyt, towarzyszący wypowiadanej lepiej lub gorzej nazwie polskiego zespołu.

Pierwszym supportem wieczoru była estońska grupa Condescension. Założony zaledwie w 2014 roku zespół prezentował się jednak jak należy, a muzycy wyraźnie czuli się dobrze na scenie i mieli ze sobą świetny kontakt. Wokalista zadbał również o kontakt z widownią – nie bał się zagadywać do publiki, dziękował słuchaczom za przybycie, rzucił nawet kilkoma żartami. Poza własnym materiałem grupa zagrała również cover Slayera. Wybranym przez nich utworem było Raining Blood, które ożywiło publikę i spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem.

Zbierający się w klubie Tapper tłum zaczynał się coraz lepiej bawić, ponadto większości zebranych fanów przypadł do gustu również szwedzki Hyperion, występujący jako drugi zespół. W porównaniu z pozytywnym zaskoczeniem, jakim okazali się Condescension, Hyperion wypadli mimo wszystko mniej interesująco. Połączenie death metalu z wolniejszymi melodiami w wykonaniu grupy brzmiało dosyć niezgrabnie, a pojawiający się miejscami czysty wokal też był średnio udany.
Wokalista miał jednak niezły kontakt z publiką, co nadrabiało muzyczne niedociągnięcia podczas występu. Pełni entuzjazmu fani odpowiadali krzykami uznania na słowa frontmana, machali głowami, a po pewnym czasie utworzyli nawet trwający przez kilka utworów mosh pit.

Gdy Hyperion opuścili scenę, słuchaczom pozostało tylko czekać na gwiazdę wieczoru.
Napięcie przed występem Batushki zostało zbudowane dzięki bardzo długiemu intro. Warto jednak było te prawie dziesięć minut przeczekać, gdyż po tym czasie zza dymu wyłoniły się zakapturzone sylwetki muzyków.
Chóralne śpiewy, które równie dobrze można by usłyszeć na prawosławnej mszy, rozległy się w rockowym klubie i zmieszały ze znacznie cięższym brzmieniem black metalu. Charakterystyczne dla Batushki kompozycje zawładnęły widownią na dobre.

Długie intro wraz z pierwszą częścią albumu Litourgiya przygotowały słuchaczy na piorunującą kakofonię otwierającą utwór Yekteniya II. Równowaga między czystym, głębokim głosem lidera grupy oraz mocnym brzmieniem gitar i wyrazistą perkusją jak zawsze doskonale się sprawdziła. Batushka po raz kolejny udowodnili, że po mistrzowsku połączyli black metal z muzyką cerkiewną.

Podobnie jak inne występy zamaskowanych muzyków, tak i ten koncert był równoznaczny z profesjonalnym podejściem zespołu do grania na żywo, a przede wszystkim z ich zdolnościami do zjednywania sobie widowni. Gdzie jak gdzie, ale na koncertach Batushki można wiele przeżyć. Ludzie wznoszący ręce jak w modlitwie, rozpętujące się o rzucany przez wokalistę różaniec walki, fani przynoszący prawosławne ikony na koncert … wśród tłumu w Tallinnie znalazła się na przykład wielbicielka zespołu przez cały koncert ściskająca różaniec w dłoniach (!).

Ósma część albumu zapowiedziała zbliżający się koniec całej ceremonii. Choć każdy set zespołu składa się z dokładnie tych samych utworów i niemalże identycznych gestów, każdy set jest też w stanie wzbudzić zachwyt u słuchaczy.
Zbliżający się koncert Batushki w Krośnie na pewno będzie równie udany, bo chociaż występy zespołu są zaplanowane do przewidywalności (ze względu oczywiście na nagrany przez nich materiał), to można je oglądać z prawdziwym zachwytem.

 

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .