Behemoth, Satyricon, Rotting Christ – Wrocław (25.04.2025)

Takie okazje nie zdarzają się często: trzy kultowe black metalowe kapele, z których każda mogłaby na własnym headlinerskim koncercie wyprzedać niejedną halę czy niejeden klub, na wspólnej trasie koncertowej – myślę, że pojawiające się tu i ówdzie określanie serii koncertów The Unholy Trinity „największą trasą black metalową w historii” nie jest wcale tak przesadne, jak mogłoby się wydawać. W role bohaterów tego „bluźnierczego spędu” (cytat z gorliwych katolików odmawiających różaniec pod wrocławską Halą Stulecia) wcielili się uwielbiani nad Wisłą Grecy z Rotting Christ, absolutnie kvltowy Satyricon oraz polski muzyczny towar eksportowy – powracający niebawem z bardzo udaną (recenzja już wkrótce na naszym portalu) nową płytą Behemoth. 

Ogłoszeniu koncertowej czasówki towarzyszył oczywiście wielki lament – no bo jak to tak otwierający wydarzenie Rotting Christ jedynie 35 minut, a krajowy headliner dużo dłużej, olaboga. Spokojnie, zespół braci Tolis gości w Polsce co chwila, nadrobicie sobie następnym razem. Jako że fanem formacji nie jestem, długość ich występu wydała mi się w sam raz, choć muszę przyznać, że odkąd widziałem ich w ubiegłym roku w Krakowie, bawię się na ich koncertach coraz lepiej. Swój niewielki sceniczny czas Grecy wykorzystali dość dobrze, choć nie ułatwiały im tego kompromitujące problemy z kilkukrotnie całkowicie ginącym dźwiękiem, za każdym razem trwało to może z sekundę, ale i tak drobny niesmak pozostał i poszedł w świat – wszak event był streamowany globalnie. Na szczęście oprócz tego przykrego faktu, nagłośnienie dawało radę. Niestety zespół zaprezentował głównie utwory z nowszych płyt – oprócz obowiązkowego Non Serviam posłuchaliśmy jeszcze reprezentacji Kata ton daimona eaytoy, Pro Xristou, Rituals czy The Heretics, jako że Panowie miękną z płyty na płytę całość nie należała więc do najcięższych. Nóżka za to chodziła, dlatego też zapamiętam ich show pozytywnie.

Setlista:
666
P’unchaw kachun – Tuta kachun
Fire, God and Fear
Kata ton daimona eaytoy
Like Father, Like Son
Elthe Kyrie
Non Serviam
Societas Satanas
Grandis Spiritus Diavolos 

Prawdziwe mięsko zaczęło się dopiero z wyjściem na scenę Satyricon w aż sześcioosobowym składzie. Dużo czasu już minęło od mojego ostatniego koncertu Satyra i Frosta, za dużo, bo za rzadko do nas przyjeżdżają. A w formie byli znakomitej, chyba nawet najlepszej z moich dotychczasowych trzech spotkań z Norwegami. W setliście praktycznie same hiciory, na czele z zabójczym Fuel for Hatred, obowiązkowym Mother North, nieśmiertelnymi The Pentagram Burns i K.I.N.G. Zespół odrobinę odkurzył też „starocie” i ze starszych płyt zagrał jeszcze świetny Forhekset i Hvite Krists Dod, choć ten ostatni moim zdaniem wypadł akurat najsłabiej. Na scenie brylował oczywiście bardzo ruchliwy Satyr, wokalnie absolutnie bezbłędny. Ponownie bardzo dobrze wypadło nagłośnienie – choć może powinienem użyć słowa „wypadłoby”, bo nieco kartonowo brzmiąca perkusja Frosta momentami raziła mnie w uszy. Mimo tego był to występ z kategorii znakomitych i bardzo mocno wyczekuję headlinerskiego występu tej legendarnej już formacji w jednym z polskich klubów. 

Setlista:
Now, Diabolical
Our World, It Rumbles Tonight
Black Crow on a Tombstone
Deep Calleth Upon Deep
Hvite Krists dod
Forhekset
The Pentagram Burns
Fuel for Hatred
Mother North
K.I.N.G. 

 

Jedni powiedzą, że to jasełka, ja powiem, że to dopracowany spektakl na światowym poziomie – niezależnie od opinii, każdy wie, czego aktualnie można spodziewać się po występach Behemoth. Zgromadzona we Wrocławiu publiczność (będąca przy okazji najliczniejszą w całej karierze Pomorskiej Bestii) dostała dokładnie to, po co przyszła – pełen ognia, rekwizytów, starannie wyreżyserowany show nie pozostawiający zbyt wiele miejsca na przypadek. Do tego dołóżmy jeszcze perfekcyjne odegranie piętnastu zaprezentowanych kompozycji, w tym trzech świetnych singli z nadchodzącego trzynastego albumu zespołu (tytułowy The Shit ov God wykonany z udziałem wokalistki zespołu Chaostar na żywo sporo zyskał) oraz fakt, że podobnie jak ich poprzednicy, tak i  Behemoth znajduje się obecnie w wyśmienitej formie, ze szczególnym naciskiem na wokal lidera grupy, którego głos już od lat nie brzmiał tak mocno jak w piątkowy wieczór – powinniście właśnie przed oczami mieć koncert doskonały. Jako fan zespołu Nergala byłem po prostu wpiekłowzięty, nawet jeśli za którymś razem z kolei (ten był moim dziewiątym) ta widowiskowa oprawa nie powoduje już takiego opadu szczeny, jak za tym pierwszym. Cieszy również to, że grupa nie zapomina o swoich korzeniach, i za każdym razem wplata w swoje setlisty coś z tak zwanych zamierzchłych czasów – tym razem był to Cursed Angel of Doom. Chciałbym doczekać kiedyś trasy, podczas której Behemoth ograniczy się do wykonania wyłącznie starych numerów w nowych aranżacjach – gdy wydawali Sventevith czy Grom śmigałem jeszcze w pieluchach, fajnie byłoby usłyszeć na żywo więcej numerów z tamtego okresu. Ale tak, jak jest, też jest dobrze. 

Setlista:
The Shadow Elite
Ora Pro Nobis, Lucifer
Demigod
The Shit ov God
Conquer All
Blow Your Trumpets Gabriel
Ov Fire and the Void
Lvciferaeon
Bartzabel
Solve (z taśmy)
Wolves ov Siberia
Once Upon a Pale Horse
Christians to the Lions
Cursed Angel of Doom
Chant for Eschaton 2000
O Father O Satan O Sun!  

Myślę że nie będzie przekłamaniem, jeśli określę piątkowy wieczór w Hali Stulecia świętem black metalu – pozostaje podziękować Knock Out Productions za zorganizowanie tego fenomenalnego bluźnierczego spędu oraz występującym zespołom za dostarczenie sporej dawki świetnej muzyki. Wydaje mi się, iż niemożliwym było znaleźć po tym wszystkim kogoś niezadowolonego z doświadczenia. Całościowo był to na pewno jeden z lepszych eventów tego roku, kto nie był „bo na Behemoth to nie”, z całą pewnością ma czego żałować.  


Zdjęcia autorstwa Beatrycze Ratajczak. Więcej zdjęć z koncertu już wkrótce w naszej galerii.

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .