Blindead 23, Obscure Sphinx, Wij, Kryształ – Kraków (16.01.2025)

Rok 2025 stał się kolejnym, szybko zainaugurowanym przeze mnie koncertowo. Tym razem była to zasługa Mystic Coalition, dzięki którym odbyła się licząca cztery przystanki minitrasa pod znakiem powrotów z niebytu. Zarówno Obscure Sphinx, jak i Blindead (teraz z dopiskiem 23) przerwali niedawno wydawniczą posuchę nowymi pozycjami – pierwsi jeszcze w tym miesiącu wydali recenzowaną przeze mnie „albumoEPkę” (zdania są podzielone) Emovere, drudzy zaś swój szumnie zapowiadany wielki powrót rozpoczęli we wrześniu ubiegłego roku trzyutworowym wydawnictwem Vanishing. Te zasłużone dla polskiego post metalu formacje wspierać miał lubiany przez spore grono polskich metaluchów Wij oraz coldwave’owy Kryształ. Zestaw zacny, szybko zaplanowałem więc wizytę w krakowskim klubie Kwadrat, któremu przypadł zaszczyt otwarcia minitrasy.

Z Kryształem zapoznałem się już na ostatniej edycji Soulstone Gathering Festival, po której obiecywałem sobie sprawdzić temat (hehe…) w domowym zaciszu. Biję się w pierś – nie sprawdziłem. Nie będę więc znowu pisał, że to zrobię, choć ochotę mam po ich czwartkowym występie jeszcze większą niż poprzednio – a to dlatego, że po raz kolejny ta mieszanka post punka z zimną falą i innymi „bliskoznacznymi” gatunkami bardzo przypadła mi do gustu. Bas chodził jak marzenie (nie spodziewałem się, że w Kwadracie można tak dobrze brzmieć), kipiący energią Yury Kasyanenko na scenie bawił się może nawet lepiej niż niektórzy z fanów zespołu i tylko szkoda, że nie zobaczyło tego więcej osób… choć i tak jak na zespół otwierający wieczór nie było pod tym względem tragedii.

Albo co mi tam – niniejszym uroczyście obiecuję, że do czasu następnego koncertu Kryształu, na którym będę, zapoznam się z ich studyjnymi płytami.

Setlista:
Z nami czy bez nas
Kwiaty zła
Radość
Wieloryby
Młody Bóg
Koniec magii

Po bardzo przyjemnym i udanym rozpoczęciu eventu, przed zadaniem rozgrzania publiczności stanął stołeczny Wij, typowany przeze mnie już w momencie ogłoszenia trasy na najsłabszy punkt programu. Odwrotnie niż zazwyczaj ma to miejsce w bukmacherce, mój typ się sprawdził – przynajmniej według mnie. W żadnym wypadku nie chcę tutaj skrzywdzić Grzegorza Palucha i Mikołaja Malanowskiego, bo muzycznie zespół wypadł moim zdaniem świetnie – rock’and’rollowa energia, którą te riffy aż kipiały, zachęcała do niczym nieskrępowanej zabawy i jak najbardziej mi się to podobało. Jednak trudno mi zmierzyć, o ile lepiej grupa by wypadła, gdyby mikrofon nie był obsadzony przez Tuję Szmaragd. Frontwoman Wija również można pozazdrościć scenicznej żywiołowości, którą mogłaby obdarzyć nawet tych najsztywniejszych koncertowych bywalców, no i fajnie – tyle, że na porządny damski śpiew trzeba było jeszcze długo czekać, gdyż jej wokal po prostu działa na mnie jak płachta na byka, drażni i sprawia, że nie jestem w stanie czerpać z muzyki warszawiaków pełnej radości. A że instrumentalistom nie udało się Tuji zagłuszyć, to niestety koniec tego występu przywitałem z wielką ulgą. Zdaję sobie jednak sprawę, że moja opinia stanowi zdecydowaną mniejszość – wnioskuję tak przede wszystkim po bardzo gorącym przyjęciu zespołu przez publiczność oraz stale rosnącej popularności formacji w naszym kraju.

Setlista:
Panzerfura
Żmij
Jutra nie ma
Skrzypłocz
Kat
Niezatapialny
Lucyferyna
Oko
Poroniec
Z raju won
Brek Zarith

Obscure Sphinx na zawsze będą mieli w moim sercu specjalne miejsce. Pierwszy koncert, w jakim wziąłem udział? Grali. Pierwszy support, w którym się z miejsca zakochałem? Tak, to oni. Pierwsza kupiona przeze mnie na merchu płyta? Void Mother. Nic więc dziwnego, że wieści o tym, iż zespół po kilkuletniej ciszy zamierza wrócić, przyjąłem z ogromnym entuzjazmem. Ich koncert na ubiegłorocznym Summer Dying Loud był czymś absolutnie znakomitym, jednym z najbardziej przepełnionych emocjami występów, w jakich dane mi było uczestniczyć. W Kwadracie doszło niemalże do powtórki: grupa dodała do setlisty dwa, wtedy jeszcze nieznane kawałki z Emovere oraz wzbogaciła oprawę o wyświetlane za plecami perkusisty sugestywne wizualizacje oraz fragmenty wideoklipów, akustyka Kwadratu zadaniu sprostała niestety jedynie połowicznie (jestem w stanie wybaczyć ścianę dźwięku w tych brutalniejszych fragmentach kompozycji, ale momentami ginącego w tym wszystkim śpiewu Wielebnej już nie). Całość nadal oceniam jako rewelacyjną i pełną magii, ale jednak dałbym się pochlastać za to, aby usłyszeć ją z takim pierdolnięciem, jak miało to miejsce w Aleksandrowie Łódzkim. Na szczęście czego Kwadrat nie dogłośnił, to Zosia Fraś doczarowała. Każdy, nawet najdelikatniejszy ruch, każda zmiana mimiki, każde spojrzenie – to wszystko było dopracowane do perfekcji i stanowiło nie tyle integralną część występu zespołu, co wręcz jego główny punkt. Nie ma u nas w kraju drugiej takiej wokalistki i zapewne długo nie będzie, a więc uprzejmie proszę: już nigdy nie każcie nam na siebie znowu tak długo czekać. Na koniec doczekaliśmy się jeszcze zadedykowania koncertu zmarłemu w ten dzień Davidowi Lynchowi, po czym wyraźnie poruszona Fraś opuściła scenę.

Setlista:
Velorio (z taśmy)
Lunar Caustic
Scarcity Hunter
Nieprawota
As I Stood Upon the Shore
Nothing Left
Nastiez
Nethergrove

Gdy wkrótce po wydaniu fatalnej według mnie Niewiosny oraz koncertach i festiwalach promujących nagrany z Nihilem materiał, historia Blindead dobiegła końca, poczułem smutek, że to akurat TO wydawnictwo okazało się tym ostatnim rozdziałem. Nie musieliśmy jednak długo czekać na napędzaną przez Havoca reaktywację pod szyldem Blindead 23, która zapowiadała się o tyle obiecująco, że członkiem nowego bandu został wieloletni i dla wielu fanów najlepszy z wokalistów oryginalnego Blindead Patryk Zwoliński. Hucznie zapowiadany powrót nie przebiegł jednak zgodnie z planem, zamiast pełnego albumu dostaliśmy EP Vanishing, a towarzyszący powołaniu nowej odsłony grupy do życia wielki hype zdążył już nieco ulecieć. Na zakończonej już minitrasie zespół ograł dwa materiały: właśnie rzeczoną EPkę wydaną już pod nowym szyldem, oraz opus magnum oryginalnego BlindeadAffliction XXIX II MXMVI. Vanishing na żywo nie odbiega niczym od jej studyjnego odpowiednika – Haunting i Let Them Speak żarły jak trzeba, przeciągnięty Void mnie znudził i wywołał nagły wzrost zniecierpliwienia oczekiwaniem na całość Affliction, które, również wzorem studyjnego oryginału, na żywo było sztosem przeokrutnym – i to pomimo tego, że Zwolińskiego niestety dość często nie dało się dosłyszeć. Świetne było za to nagłośnienie instrumentarium, w szczególności kruszące mury klubu bębny. Dodatkowo zespół wzbogacił swój występ o wyświetlające klimatyczne wizualizacje panele na scenie, oko można było zawiesić również na statywie na mikrofon Zwolińskiego, który jednak wyglądał dość komicznie i myślę, że dobrym pomysłem byłaby rezygnacja z niego w przyszłości.

Setlista:
Haunting
Let Them Speak
Void
Self Consciousness Is Desire and
After 38 Weeks
My New Playground Became
Dark and Gray
So It Feels Like Misunderstanding When
All My Hopes and Dreams Turn Into
Affliction XXVII II MMIX

Słowem podsumowania – otwarcie minitrasy Obscure Sphinx i Blindead 23 było świetne, choć mogło być jeszcze lepsze, gdyby po prostu odbyło się w innym klubie – na pozostałe miejscówki wypisane na bilecie spoglądałem niestety ze sporą zazdrością. Każdy z występujących zespołów zaprezentował coś innego, każdy dał mi jakieś powody do zadowolenia. Królami i królową wieczoru bez wątpienia została formacja Obscure Sphinx ze zjawiskową, hipnotyzującą Wielebną. Wspaniałym doświadczeniem było również usłyszenie Affliction… na żywo – swego czasu bardzo żałowałem, że nigdy nie będzie mi to dane, więc z tego miejsca bardzo dziękuję Mystic Coalition za zorganizowanie tak wyśmienitej trasy.


Autorem zdjęć jest karpiu. Więcej fotografii już wkrótce w naszej galerii.

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .