Site icon KVLT

Christ Agony, Thy Worshiper, Ragehammer – Wrocław (27.01.2017)

Nie minął nawet rok odkąd Christ Agony po raz ostatni zjechał Polskę wzdłuż i wszerz, siejąc zniszczenie i pożogę, a tu znów czekała nas powtórka z rozrywki. Tym razem zabójcy ze Stillborn towarzyszyli Chrytusom tylko w mniejszych miejscowościach, a na drugą część trasy, po największych polskich miastach, zaproszono Ragehammer oraz Thy Worshiper. I już na początek, bez przesadnego włazidupstwa, chylę czoła przed Left Hand Sounds za zorganizowanie takiego składu. Obsadzenie w roli supportów autorów jednych z najgłośniejszych premier płytowych 2016 roku okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie tylko gwarantowało muzykę na najwyższym poziomie, ale także miało wpływ na fantastyczną frekwencję. Na moje oko we wrocławskim Firleju zjawiło się dwukrotnie więcej osób niż na ubiegłorocznej Black Blood Tour.

Dwie minuty przed czasem na scenie zameldował się Ragehammer i  Panowie z miejsca ruszyli z taką werwą, jakby ten koncert miał być ostatnią rzeczą w ich życiu. Dość szybko pojawili się więc pierwsi entuzjaści moshowania i headbangingu. Ok, w „napierdalaniu” nie dorównywali Tymoteuszowi Jędrzejczykowi, ale umówmy się – kto dorównuje? No właśnie, wspomniany Heretik Hellstörm… Wokalista Ragehammer to człowiek z niesamowitą charyzmą, pewnością siebie i umiejętnością przyciągania uwagi. To on głównie robi show. Corpsebutcher i Bestial Avenger skupiają się głównie na grze (fantastycznej, dodajmy), a w tym czasie Tymoteusz roznosi scenę. I nawet jeśli  jest to szaleństwo kontrolowane, to nie można odmówić mu wyjątkowej umiejętności dowodzenia zespołem na scenie. Z takim czujem trzeba się urodzić. No ale ja się tu rozpisuję o Heretiku, a nawet słowem nie wspomniałem o muzyce. Domyślacie się jednak, że żarło jak cholera. Żałuję jedynie, że tylko przez dwa kwadranse mogliśmy się raczyć tym retro_thrasho_blackiem o wysokim stężeniu siarki.

[Best_Wordpress_Gallery id=”20″ gal_title=”2017.01.207 Ragehammer Wrocław”]

Pełna galeria zdjęć na  stronie www.kotylak.pl

Zastanawiałem się jak wypadnie na żywo Thy Worshiper. Nie grają muzyki lekkiej i sympatycznej. Tym dźwiękom trzeba dać czas i poświęcić sporo uwagi. Zespół miał więc niełatwe zadanie, aby po podrywających do zabawy piosenkach Ragehammer zaprezentować…dziady. I część publiczności chyba zwątpiła, bo już na początku występu kilkanaście osób czmychnęło spod sceny. Na dodatek spora część osób, która została, poświęcała się pogawędkom przy piwie. Nie powiem, było to irytujące, szczególnie w momentach, kiedy grupa prezentowała cichsze, nastrojowe fragmenty. Zespół jednak konsekwentnie robił swoje i ostatecznie wyszedł z tego pojedynku z tarczą.

Niemałe wrażenie robił pomysł na wizualną stronę spektaklu- Marcin Gąsiorowski, schowany za gustownym „kościstym” mikrofonem, niczym szaman przewodził tym muzycznym, nomen omen, klechdom. Po jego bokach, umorusani brudem gitarzysta oraz basista, którzy nie tylko czarowali swoimi partiami, ale także stanowili coś na podobieństwo chóru dośpiewującego sporą część tekstów. Schowany za bębnami Bartosz Maruszak, o podobnie przybrudzonym wyglądzie, wygrywał plemienne rytmy. Nie mogło także zabraknąć  pięknych, kobiecych zaśpiewów, za które odpowiedzialna była nowa w zespole Monika Lubas.

Ową sferę wizualną było łatwiej docenić niż samą muzykę, gdyż w odbiorze dźwięków trochę przeszkadzało nagłośnienie. Dobrze, że nie było zbyt głośno, szkoda jednak, że było niedostatecznie selektywnie. Dało się na szczęście wychwycić trochę smaczków i niuansów budujących niepowtarzalny ludowo wiejski klimat. Nie był to, jak wspomniałem, koncert łatwy i przyznaję, że tuż po jego zakończeniu nie byłem w stu procentach kupiony, ale dni mijają, a ja nadal myślę o tym występie. Znaczy się było bardzo dobrze.

[Best_Wordpress_Gallery id=”21″ gal_title=”2017.01.207 Thy Worshiper Wrocław”]

Pełna galeria zdjęć na  stronie www.kotylak.pl

W przypadku gwiazdy wieczoru do głowy przychodzą mi w większości narzekania. Nie dlatego, że gig słaby. Mam po prostu wysokie wymagania wobec Christ Agony. To jeden z najważniejszych i najznakomitszych zespołów na polskiej scenie. I przy okazji najbardziej oryginalnych. Bo mimo faktu, że inspiracje Cezara są silnie wyczuwalne, to udało mu się (i to już na początku działalności) wypracować swój charakterystyczny i niepodrabialny styl. Każdy metalowiec obudzony o trzeciej nad ranem już po sekundzie pozna, co to za zespół. Dlatego dziwi mnie, że Cezar i jego kompani na koncertach grają w kółko to samo, ignorując tyle fantastycznych rzeczy ze swojej dyskografii. Iron Maiden to przy nich mistrzowie mieszania w setliście. Chrystusy mają na koncie nowy, ze wszech miar udany album, niby wyruszają na trasę promującą, ale i tak w secie po raz kolejny przede wszystkim ogrywany jest Moonlight. Jeżeli sięgają po inne albumy, także grają z nich wciąż to samo – jeśli coś z Elysium, to na pewno Sadness of Immorality; jeśli z Condemnation, to na pewno pierwsza część utworu tytułowego itp. Nie ma także co liczyć na ani jeden utwór z debiutu odegrany w całości. Szkoda. Marzy mi się, aby któregoś dnia usłyszeć Urtica Diaoica Cultha, Athyrium Typha Luciferi, Diaboli Necronasti, Inceremonical, Heredity, Dark Goddes, Darkside, Devil’s Invocation czy Psalm Ov Livia Khao’tsu, przecież te numery są równie dobre jak te, które były grane. Ale ok, dość kręcenia nosem. Uczciwie muszę zespołowi oddać, że zagrali fantastyczną sztukę. Cezar, Reyash i Młody stanowią zgrany team, rozumiejący się na scenie bez słów, co od razu widać. Dało się także bez trudu zauważyć, że niesie ich świetna frekwencja i żywiołowa reakcja publiki, nie oszczędzali się więc. Podobało mi się także, że Cezary z Tomkiem w znacznie większym stopniu niż jeszcze niedawno, dzielili się wokalami – brzmiało to potężnie! Do tego tłusty sound gitar. Słowem- głowa sama się machała. Pod sceną harcował nawet sam Heretik Hellstörm.

[Best_Wordpress_Gallery id=”22″ gal_title=”2017.01.27 Christ Agony Wrocław”]

Pełna galeria zdjęć na  stronie www.kotylak.pl

Exit mobile version