13 października stolica Górnego Śląska zatrzęsła się w posadach. Biorąc pod uwagę częste tąpnięcia z okolicznych kopalń, nie było to nic szczególnie niespodziewanego, tym razem jednak powód stanowiło zupełnie coś innego – krótka (niestety) wizyta zespołów Conan i Thra w katowickim Piątym Domu, ściśle związana z promocją wydanej przez liverpoolczyków w kwietniu tego roku płyty Violence Dimension.
Amerykańska Thra towarzyszy brytyjczykom na calutkiej trasie i jest to wielce trafiony wybór – poniedziałkowe trzy kwadranse z kwartetem zapewniły dobrą, a do tego muzycznie wpisującą się w klimat wieczoru rozgrzewkę. Mieszanka death metalu, doomu i sludge’u musi przecież dobrze mielić, a jeśli dodać do tego jeszcze odrobinę blackmetalowych przyspieszeń (choć te, według mnie, były najsłabszą częścią występu) otrzymamy miks naprawdę wybuchowy. Do wybitności trochę zespołowi niestety brakuje, odniosłem wrażenie, jakby panowie ewidentnie byli nastawieni nie na zapisanie się w świadomości słuchaczy na dłużej, a po prostu na przerobienie ich na mielonkę. Ale czy to źle? Grunt, że się udało.
Jeśli po koncercie Thry czułem się jak po czołowym zderzeniu z walcem, to nie wiem co powiedzieć o dziele zniszczenia dokonanym chwilę później przez Conan. Wprasowali mnie w podłogę? Dowodzona przez Jona Davisa (nie mylić z Jonathanem) muzycznie nieszczególnie się rozwija, jednak w swojej niszy trwale utrzymuje wysoki poziom regularnie wydawanych albumów. Jak wspomniałem, na trwającej europejskiej trasie promują swoją kwietniową premierę, której połowę można było usłyszeć w Katowicach. Oprócz tego zespół skupił się głównie na ostatnich wydawnictwach, choć nie ominął też początków swojej kariery. Wszystko na pełnym skupieniu na morderczym gitarowym natarciu, bez częstego kontaktu z publiką, choć to nie zarzut – przyszedłem, by mnie zmasakrowano i cel ten został osiągnięty w stu procentach. Mankament znalazłem tylko jeden – Conan na scenie spędził jedynie godzinę, rozpoczynając z dziesięciominutowym opóźnieniem i kończąc mniej więcej kwadrans przed godziną 22. Myślę, że bez problemu dałoby się zmieścić w katowickiej setliście jeszcze jeden wałek w ramach bisu, tak na dobicie. Grupa nie dała się jednak przebłagać i szybko opuściła scenę sprawiając, że od startu Thry do końca Conan minęły dwie godziny. Mało.
Mało, ale za to skutecznie – jeśli jedynym powodem do narzekań jest czas trwania koncertu, świadczy to o jego pozytywnym odbiorze. Obie kapele dostarczyły mi dokładnie takich wrażeń, po jakie przyszedłem. Jak to mówią teraz młodzi ludzie – były ciężary, choć mierzenie się akurat z takiego rodzaju ciężarami należy do tych przyjemnych doświadczeń.
Autorem zdjęć jest Norbert Dorobisz. Więcej fotografii z koncertu znajdziecie w naszej galerii.
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026

