Jeszcze przed Wielkanocą w warszawskiej Progresji wystąpiło Dark Tranquillity. Koncert formacji poprzedziły sety portugalskiego Moonspell oraz pochodzącego z Hamburga Hiraes. Organizatorem całego przedsięwzięcia było Knock Out Productions.
Mimo że w stosunku 2:1 przeważał melodeath (wszak Hiraes para się z grubsza tym samym gatunkiem metalu, co słynne DT), po koszulkach zgromadzonych widać było, że sporo osób odwiedziło klub dla uwielbianych w naszym kraju Portugalczyków. Prawdę mówiąc, fani Moonspell wyraźnie przeważali liczebnie, a na dodatek byli głośniejsi i bardziej żywiołowi. Po koncercie ekipy dowodzonej przez Fernanda Ribeiro wyraźny był też odpływ części ludzi. Cóż, ich strata, ponieważ Dark Tranquillity było tego pamiętnego wieczoru w fenomenalnej formie koncertowej.
Miałem okazję widzieć jedynie dwa numery w wykonaniu Hiraes, więc wspomnę o Niemcach możliwie krótko. Band zdawał się robić wszystko, by przekonać do siebie wizytujących Progresję. Charyzmatyczna Britta Görtz świetnie sprawdziła się w roli frontwoman, zaś towarzyszący jej instrumentaliści precyzyjnie egzekwowali kolejne riffy czy zagrywki perkusyjne. To wszystko w towarzystwie nieustającego headbangingu. Zawsze zauważam zespoły „otwierające” wydarzenie, będące w stanie zaserwować show nie gorsze od headlinera; podczas takich sytuacji czuję bowiem niemalże bijący z podestu głód osiągnięcia bliżej niesprecyzowanego czegoś więcej. I najwyraźniej nie byłem jedyną osobą, doceniającą kipiący zewsząd potencjał, ponieważ po ostatnich nutach zagranych przez Hiraes owacje publiczności zdawały się nie gasnąć.
Nadszedł czas na Moonspell. Nim się zorientowałem, z głośników popłynęło intro w postaci Perverse… Almost Religious, a zaraz po nim zaprezentowano klasyk gotyku, jakim niewątpliwie wciąż pozostaje Opium. Utwór zabrzmiał odpowiednio mocno, ale mam sporo do zarzucenia pod względem aktualnego wizerunku formacji. Oj, zdecydowanie przyda mu się odświeżenie, bo poszczególni członkowie kapeli podchodzą przecież pod pięćdziesiątkę. Najgorzej sprawa miała się z Fernando Ribeiro, którego niegdyś bezdyskusyjną urodę zaczął w końcu doganiać wiek; trochę zbyt obcisły kremowy t-shirt połączony ze skórzaną, rozpiętą kamizelką i do tego częste wymachiwanie językiem w stronę publiczności potrafiły wywołać niesmak. Dodajmy do tego fryzurę kiepsko kamuflującą postępującą łysinę, by nakreślić wrażenie obcowania z typem omijanego szerokim łukiem wuja. Panie Ribeiro, najwyższa pora przemodelować dotychczasowe show i pomyśleć o doborze stosowniejszego stroju, podkreślającego status lidera, a nie deprecjonującego Pana osobę.
Nie zrozumcie mnie źle, wygłupy Fernanda nijak mają się do kondycji koncertowej zespołu, ponieważ pod względem wykonawczym wszystko stało na najwyższym poziomie. Tylko widok nieco za bardzo rubasznego Ribeiro powodował, że do końca setu Portugalczyków nie byłem w stanie przestać nazywać ich wymyślonym naprędce Wujspell.
Przekrojowy set zbudowano przede wszystkim na podstawie kultowego Irreligious, z którego usłyszeliśmy jeszcze Awake!, a także obowiązkowe Full Moon Madness, oraz krążka Extinct z 2015 roku. Ponadto obchodzący tego dnia urodziny gitarzysta Ricardo Amorim dostał możliwość uczczenia swojego święta wyborem kompozycji. Padło na melodyjny numer Domina z Extinct, zaś jego porywające wykonanie stanowiło jeden z najmocniejszych momentów występu.
Setlista:
Perverse… Almost Religious (nagranie z taśmy)
Opium
Awake!
Common Prayers
Extinct
Night Eternal
Finisterra
In and Above Men
From Lowering Skies
Everything Invaded
Magdalene (zagrane na żywo po raz pierwszy od 2015)
Breathe (Until We Are No More)
Alma Mater
Full Moon Madness
Po dłuższej przerwie światła zgasły, zaś sceną zawładnęło Dark Tranquillity pod wodzą niezmordowanego Mikaela Stannego. Tego faceta chyba nie da się nie lubić, ponieważ między kolejnymi growlami głównie się uśmiecha, a do publiczności zwraca w sposób wyłącznie serdeczny, nie szczędząc przy tym pochwał. Na dodatek jego kondycja wokalna pozostaje niezmiennie rewelacyjna i mimo że niedawno w szeregach DT nastąpiły pewne roszady, grupa zdaje się być aktualnie jeszcze silniejsza niż wcześniej. To głównie dzięki duetowi gitarzystów, wymiatających kolejne solówki z odczuwalną lekkością. Oni również nie przestawali się uśmiechać.
Jak sprawa miała się z doborem utworów? Miłośnicy melodeathu mogli być dosłownie zachwyceni setlistą, gdyż oprócz promowania zeszłorocznego, całkiem niezłego krążka Endtime Signals (reprezentowało go aż pięć numerów), sięgnięto po kilka niegranych od lat klasyków. Nie sposób było się nudzić, tym bardziej że DT wykorzystuje na żywo zsynchronizowaną grę świateł oraz trzy pionowe telebimy do wyświetlania wizualizacji stworzonych pod konkretne kompozycje. Jakie są konsekwencje przykładania się do show, zapytacie? Ano takie, że przez cały półtoragodzinny set stałem jak wryty i sam również nie przestawałem się „szczerzyć” z nieskrywanej radości. Przyznaję, przed warszawskim koncertem Stannego oraz kolegów do Progresji szedłem stricte z ciekawości, ale opuszczałem ją już jako pełnoprawny fan projektu z Göteborga. Niewiele występów tak na mnie działa, a ostatnimi czasy nic podobnego nie zrobiło na mnie nawet zbliżonego wrażenia. Byłem dosłownie w szoku, wyłącznie pozytywnym, i niech niniejsze słowa stanowią stosowną rekomendację. A Wy po prostu obejrzyjcie Dark Tranquillity w akcji, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Zróbcie sobie tę przyjemność.
Setlista:
Shivers and Voids
Hours Passed in Exile
Unforgivable
Forward Momentum
Wayward Eyes
Terminus (Where Death Is Most Alive)
Atoma
Nothing to No One
The Last Imagination
One Thought
Cathode Ray Sunshine
Empty Me
Not Nothing
Phantom Days
Final Resistance
ThereIn
The Wonders at Your Feet
Lost to Apathy
Misery’s Crown
- Czernina — „Oszukać Listopad” (2025) - 21 stycznia 2026
- KANNABINOID już w styczniu w Lublinie - 3 grudnia 2025
- SYSTEM OF A DOWN, QUEENS OF THE STONE AGE oraz ACID BATH na koncercie w Polsce w 2026 roku - 10 września 2025

