Site icon KVLT

Depeche Mode – Warszawa (02.08.2023)

Popularni Depesze ponownie odwiedzili Warszawę. Zorganizowane przez Live Nation Polska wydarzenie było niewątpliwym sukcesem frekwencyjnym. Zarówno płytę, jak i trybuny stadionu gęsto wypełniła publiczność, ale… czy ktokolwiek spodziewał się, że będzie inaczej? Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że poprzedni warszawski koncert grupy (2017 rok, trasa promująca Spirit – przyp. red.) promowały billboardy opatrzone dopiskiem „sold out”. Na tegoroczny przyjazd Brytyjczyków do stolicy Polski wybrali się przede wszystkim odbiorcy reprezentujący pokolenie X. Dało się to zaobserwować w trakcie wspólnego spaceru od stacji metra Stadion Narodowy aż do chodników rozlokowanych wewnątrz tego obiektu. Owe „Iksy” to rówieśnicy członków zespołu, a także słuchacze, którzy mieli okazję wsłuchiwać się w dokonania płytowe DM na bieżąco w czasach szczytu popularności formacji. Niemniej na stadion przywędrowało kilka pokoleń ich fanów: od seniorów po młodych rodziców z kilkuletnimi dziećmi.

Zdążyłem zasiąść na dolnej trybunie stadionu (dość blisko sceny) w ostatniej chwili, tuż przed startem setu Brytyjczyków. Dziesięć minut przed 21:00 z głośników zaczęło wydobywać się instrumentalne intro. Była nim mocno przesterowana partia syntezatorów zamykająca Speak to Me, kawałek pochodzący z Memento Mori, czyli najnowszego krążka formacji. W akompaniamencie oklasków na scenę wkroczył legendarny Martin Gore, a za nim dwóch członków koncertowego wcielenia grupy: pełniący obowiązki klawiszowca i basisty Peter Gordeno oraz bębniarz Christian Eigner. W międzyczasie obsługa techniczna włączyła jedyny tego wieczoru element scenografii. Mowa tu o wielkiej, podświetlonej neonami literze „M”, będącej wykorzystywanym w charakterze dodatkowego telebimu niekonwencjonalnym ekranem. Wtedy do zgromadzonego na estradzie tria dołączył ubrany w cekinową marynarkę Dave Gahan. Słynny wokalista został przywitany przez polską publiczność oklaskami. Zespół rozpoczął od oszczędnego w formie, nieco transowego My Cosmos Is Mine. Zaraz po nim zagrano Wagging Tongue, które w wydaniu koncertowym brzmi mocniej niż nagranie albumowe. Taki start występu stanowił świetną przeciwwagę dla zaprezentowanych później hitów, jakie niegdyś wzniosły DM na szczyt muzyki elektronicznej. Dlatego, że w obu ww. utworach syntezatory umiejscowiono niejako na drugim planie, mały one za zadanie tworzyć tło dla kameralnych wokaliz Gahana. Zrobiło się nieco melancholijnie. Rozpoczęcie wieczoru od My Cosmos Is Mine i Wagging Tongue ukierunkowało ton całego koncertu, który oprócz rockowo-tanecznego charakteru oferował także sporo sentymentalnych czy nostalgicznych momentów. Dodam, że oba ww. numery pochodzą z Memento Mori, a grupa rozpoczyna od nich każdy set aktualnie trwającej międzynarodowej trasy promującej to wydawnictwo.

Trzecim zagranym numerem było żywiołowo przyjęte Walking in My Shoes, w trakcie którego na telebimach obejrzeliśmy zbliżenie na kremowe, nieco ekstrawaganckie buty frontmana. Następne w kolejce było porywające It’s No Good i przejmujące Sister Of Night z rewelacyjnej płyty Ultra. Oniryczny klimat „Siostry Nocy”  podtrzymało In Your Room w wersji Zephyr Mix. Później zrobiło się nieco skoczniej, ale tylko przez chwilę. Z głośników poleciało Everything Counts zakończone skandowanym przez publiczność refrenem. Gahan postanowił wyręczyć się dźwiękiem wypuszczonym z około 60 tysięcy gardeł, chwilę wcześniej zaczepnie zachęcając polskich fanów do grupowego nucenia partii utworu. Gdy instrumenty ucichły, Dave przeszedł się po stanowiącym część sceny wybiegu, a następnie użył sformułowania: „Być może jest nieco za wcześnie na wspólne śpiewanie, ale to przecież Warszawa!”. Efekt? Zgromadzeni na stadionie fani natychmiast podchwycili słowa refrenu. Doskonale wypadło także Precious, a jeszcze lepiej ponadczasowe I Feel You. World in My Eyes zadedykowano zmarłemu w ubiegłym roku wieloletniemu członkowi Depeche Mode, Andy’emu Fletcherowi. W trakcie gdy zespół wykonywał utwór, na telebimach pojawiła się wizualizacja zamykającego oczy i zasłaniającego twarz dłonią Andy’ego. Równocześnie, na przeciwległych od sceny trybunach górnych PGE Narodowego, latarki telefonów zaczęły wyświetlać słowo „FLETCH”. To akcja zaproponowana przez Piotra, który postanowił złączyć oddanych fanów DM za pomocą social mediów. Mimo że litery „L” oraz „E” nie były zbyt czytelne, łatwo było wywnioskować, jaki napis próbują pokazać muzykom polscy fani. Wspaniale wypadło zaśpiewane solowo przez Martina Gore’a Strangelove, a mroczne Wrong i rewelacyjne Stripped pozwoliły na chwilę oddechu przed sekcją obowiązkowych hitów wieńczących koncert. Przed zdecydowanie najgłośniej przyjętym Enjoy the Silence (zagranym przyzwoicie, ale w sposób niewyróżniający się na tle całego setu) usłyszeliśmy jeszcze wysoce energetyczne John the Revelator z Playing the Angel, po czym zespół opuścił scenę.

Na bisy trzeba było chwilę zaczekać. Rozpoczęły się one od magicznego wykonania Waiting for the Night. Dave i Martin zaśpiewali balladę w obowiązkowym duecie, czyniąc to pośród gąszczu ludzi zgromadzonych na płycie stadionu. Okazało się, że do fosy utworzonej tuż przed wybiegiem wpuszczono Iwa – chłopca, nad którym Gahan pochylił się z mikrofonem, pozwalając mu zanucić outro utworu. Młodzieniec bez wątpienia poradził sobie z tym zadaniem, a Dave w nagrodę pogłaskał go po głowie, w międzyczasie posyłając szeroki uśmiech przyglądającemu się całej sytuacji z nieskrywaną radością Martinowi. Po wszystkim obaj panowie wycofali się do standardowo zajmowanych przez nich miejsc przed wielkim „M”. Nadeszła ostatnia szansa, by zachęcić ludzi do zabawy. Odpowiednim ku temu powodem było wykonanie słynnego Just Can’t Get Enough. Widok morza ludzi pochłoniętego tańcem spowodował, że sam ochoczo do nich dołączyłem. Pod koniec koncertu ponownie zrobiło się melancholijnie – to przez kilkukrotne powtórzenie słów „I’m taking a ride with my best friend”, stanowiących wstęp do Never Let Me Down Again. Jako ostatni usłyszeliśmy kolejny wielki hit Depeche Mode, czyli Personal Jesus. Jego wykonanie wypadło lepiej od Enjoy the Silence, ale uważam, że tego wieczoru usłyszeliśmy utwory zagrane przez grupę z większym przekonaniem. Formacja grała w Warszawie przez dwie godziny i piętnaście minut. Dodam, że nie wymieniłem wszystkich zaprezentowanych kompozycji – odsyłam więc do setlisty znajdującej się pod relacją.

Jak wypadli poszczególni muzycy? Zaskakująco dobrze. Po pierwsze nie odnotowałem żadnych większych potknięć wykonawczych – ot, Gore czasami zagrał daną frazę na jednej ze swoich gitar nieco nierówno, a Gahan tu i tam nie wyciągnął kilku partii wokalnych. Mimo tego nie wpłynęło to na mój odbiór całego występu, bowiem kondycja DM w wersji Anno Domini 2023 wciąż jest najwyższej próby. Dave Gahan na PGE Narodowym przypomniał wszystkim zgromadzonym, że wciąż jest jednym z najlepszych frontmanów na świecie. Jego kondycja jest powalająca, a umiejętności wokalne nadal robią piorunujące wrażenie. Sceniczny Dave nie uległ drastycznym zmianom względem tego, do czego Brytyjczyk przyzwyczaił nas przed laty, tyle że dziś wokalista inaczej rozkłada akcenty swojego show. Gahan wije się na scenie, kręci wokół własnej osi i angażuje swoje biodra w zmysłowym tańcu. Oddani fani grupy wiedzą, że to standardowy pakiet wrażeń serwowany przez Depeche Mode, niemniej Gahan wciąż potrafi go obronić swoją niepodważalną charyzmą. Jest ona zresztą jego najpotężniejszą bronią. Legendarny wokalista robi wszystko, by usatysfakcjonować swoich fanów, przy czym zdarza mu się także celowo zdominować publiczność, wykorzystując jeden z wielu gestów należących do szerokiej palety umiejętności zarezerwowanych wyłącznie dla najznamienitszych frontmanów. Wyjątkowo łatwo wychodzi mu pociąganie za sznurki, odbiorcy jego spektaklu robią to, czego sobie zażyczy, a każde nieznaczne potknięcie wokalne uchodzi mu na sucho. Seksapil nadal nie jest mu obcy, jednakże muzyk nie emanuje już nim tak bardzo, jak miało to miejsce w latach największej popularności grupy. Gahan zaprzestał farbować włosy i nie pokazał w Warszawie swojego torsu, do samego końca występu pozostając w odsłaniającej ramiona kamizelce. To dobrze, bo – powiedzmy sobie szczerze – muzycy Depeche Mode to dziś raczej starsi panowie i nie sposób to ukryć. Tak oto w 2023 roku, po ponad 40 latach od startu kariery słynnych Depeszów, Dave świadomie wybiera rolę „mistrza ceremonii”, odrzucając prezencję sceniczną charakteryzującą stereotypową gwiazdę rocka. I bez wątpienia wychodzi mu to z klasą, gracją i elegancją.

Martin Gore pozostawał nieco w cieniu, stacjonując za swoimi syntezatorami. Zdarzyło mu się także kilkukrotnie przemierzyć wybieg, grając na gitarze bądź śpiewając do mikrofonu. Na jego twarzy często malowało się zadowolenie z warszawskiego występu grupy. Zaznaczę, że wyraźny entuzjazm wszystkich czterech muzyków współtworzących koncertowe wcielenie Depeche Mode był mocno odczuwalny. Pojawiało się wiele uśmiechów i wzajemnych uprzejmości. Widząc je, przypomniał mi się cytat z jednego z telewizyjnych wywiadów, które udzieliła grupa w trakcie promocji Spirit. Gahan rzekł w nim: „These times we’re mostly entertainers”. Rozrywkowość, o której wspomniał wówczas Dave, zdefiniowała warszawski występ DM. W trakcie pożegnania ze zgromadzonymi na stadionie fanami widać było, że pielęgnowana latami przyjaźń Gahana i Gore’a wciąż jest bardzo żywa, ponieważ ich wzajemne reakcje wobec siebie sprawiały wrażenie szczerych, ciepłych i życzliwych. Do rzeczy – Depeche Mode koncerty gra przede wszystkim po to, by uszczęśliwić swoich fanów. Prywatnie jestem przekonany, że zdecydowana większość zgromadzonych na PGE Narodowym osób opuszczała stadion co najmniej usatysfakcjonowana tak samo, jak i ja. Przypominam, że w lutym przyszłego roku grupa zawita dwukrotnie do łódzkiej Atlas Areny. Jeżeli nie mieliście dotychczas okazji wybrać się na koncert Dave’a, Martina, Petera i Christiana, koniecznie to nadróbcie. Za kilka lat może po prostu nie być ku temu kolejnej okazji.

Setlista
Speak to Me (nagranie, wyłącznie outro)
My Cosmos Is Mine
Wagging Tongue
Walking in My Shoes
It’s No Good
Sister of Night
In Your Room (Zephyr Mix)
Everything Counts
Precious
Speak to Me
A Question of Lust
Strangelove (wersja akustyczna)
Ghosts Again
I Feel You
A Pain That I’m Used To (Jacques Lu Cont Remix)
World in My Eyes
Wrong

Stripped
John the Revelator
Enjoy the Silence

Waiting for the Night
Just Can’t Get Enough
Never Let Me Down Again
Personal Jesus

Wykonane przez Wojciecha Iwaszkiewicza (JakośSięKręci) zdjęcia pochodzą z koncertu Depeche Mode w Tauron Arena Kraków (04.08.2023). Pełną galerię foto z tego wydarzenia znajdziecie tutaj.

Exit mobile version