Zacznę od kwestii kluczowej: jeżeli wciąż zastanawiacie się, czy warto wybrać się na kolejny koncert legendarnych Depeszy w Polsce (odbędzie się on już dzisiaj, tj. w czwartek 29.02 w Atlas Arenie), sam gorąco Was ku temu zachęcam. Nie mam wątpliwości, że warto wziąć w nim udział. Celowo pominę w tym miejscu świetną kondycję grupy, którą omówię kilka akapitów niżej. Nim opowiem więcej o zespole i zagranych utworach, zwrócę uwagę na wybór miejsca. W ostatni wtorek lutego br. łódzki obiekt po raz wtóry udowodnił, że jest wyjątkowo wdzięcznym miejscem na organizację podobnych przedsięwzięć. Set Depeche Mode w mieszczącej kilkanaście tysięcy osób Atlas Arenie sprawiał niemalże kameralne wrażenie. I bardzo dobrze, ponieważ zapewnienie odpowiednich warunków do obcowania z momentami mroczną i przepełnioną erotyzmem twórczością Brytyjczyków z Basildon, spotęgowało wrażenia z jej odbioru. Co więcej, akustycy spisali się na medal, wykorzystując pełny potencjał nagłośnienia hali. Dźwięk zrealizowano doskonale: było głośno i selektywnie, ale bez huku, zgrzytów i dudnienia, co spowodowało, że wsłuchiwanie się w poszczególne warstwy syntezatorowych barw evergreenów DM zachwycało. Ciepłe opinie fanów napotkanych przeze mnie po zakończeniu wydarzenia zdają się to potwierdzać.

Świetnie wypadła także praca ekipy zajmującej się oświetleniem i oprawą wizualną, przy czym pragnę zaznaczyć, że nie mam zastrzeżeń nie tylko do produkcji i organizacji (odpowiadało za nią Live Nation). W ubiegłym roku miałem okazję widzieć Depeche Mode na PGE Narodowym (moją relację z tego wydarzenia przeczytacie TUTAJ). Wraz ze mną na stadion przybyło wówczas prawie 60 tysięcy fanów. I również wtedy było wspaniale, ale w łódzkim obiekcie znacznie łatwiej było mi wczuć się w nastrój koncertu.

Wróćmy do początku. Światła hali przygasły na dziesięć minut przed 21:00. Wówczas z głośników popłynęły pierwsze dźwięki Speak to Me, czyli instrumentalnego outro ostatniego dotychczas albumu Depeche Mode, Memento Mori. Paradoksalnie ten sam numer robi za intro, którym zespół rozpoczyna każdy występ trasy promującej wspomniany krążek. Po chwili na scenę wkroczył legendarny Martin Gore, a za nim muzycy koncertowego wcielenia grupy: Peter Gordeno i Christian Eigner. Następnie dołączył do nich kipiący niepodważalną charyzmą, pewnością siebie i gracją Dave Gahan. Słynny wokalista, występujący w białych butach i mieniącej się marynarce, prawie natychmiast wtargnął na wybieg. Artysta przeszedł się po nim w akompaniamencie żywiołowego przyjęcia publiczności. Tuż po powitaniu zgromadzonych w Atlas Arenie fanów, pełen skład Depeche Mode zagrał dwa numery pochodzące właśnie z Memento Mori, tj. pompatyczne My Cosmos is Mine i bardziej “tradycyjne”, acz dystyngowane Wagging Tongue. Jeżeli widzieliście DM na zeszłorocznym koncercie w Warszawie, podobnie jak i mi przyszło Wam w Łodzi ujrzeć bliźniaczo podobne rozpoczęcie całego widowiska. Widowisko to zresztą odpowiednie słowo; przy tak ogromnym przedsięwzięciu, jakim jest międzynarodowe tournée, wszystko musi być dopracowane do perfekcji zarówno logistycznie, brzmieniowo, jak i wizualnie. Nie bez znaczenia pozostają ustawione z tyłu sceny wielostrefowe telebimy, które przecina wielka, podświetlana litera M. Najważniejszą sprawą pozostaje powtarzalność serwowanego show. A ta w przypadku Memento Mori World Tour godna jest podziwu. Obejrzyjcie nagrania z kilku wcześniejszych przystanków trasy, a podzielicie moje zdanie. Jestem zresztą przekonany, że większość osób mających przyjemność oglądać polskie występy Brytyjczyków z zeszłego roku, może mieć podobne zdanie do mojego.

Nieco później z Memento Mori przyszło nam usłyszeć jeszcze wspaniałe Before We Drown, do którego kilka tygodni temu zadebiutował przejmujący, czarno biały klip w reżyserii wieloletniego współpracownika grupy, Antona Corbjina. Jego dzieło wyświetlano zresztą jako wizualizację zdobiącą scenę w trakcie odgrywania tej kompozycji. Jakie numery weszły w skład setlisty? Między innymi cztery piosenki z mrocznego Songs of Faith and Devotion (Walking in My Shoes, In Your Room w wersji Zephyr Mix, I Feel You oraz poruszające pięknem Condemnation) i trzy numery z Music for the Masses: wsparte wyświetlanym na telebimach klipem Behind the Wheel, doskonałe Never Let Me Down Again i zaśpiewane przez Martina Strangelove w aranżacji na piano. Gore zaśpiewał jeszcze Somebody z płyty Some Great Reward, po czym Gahan standardowo skomplementował jego umiejętności wokalne, mówiąc do mikrofonu o anielskim głosie współzałożyciela grupy. Album Playing the Angel reprezentował remix A Pain That I’m Used To producenta Stewarta Price’a, podpisującego się niegdyś pseudonimem Jacques Lu Cont. Było także klimatyczne Precious i moim zdaniem zagrane nieco bez energii John The Revelator. Być może to dlatego, że Dave chyba przechodzi przeziębienie. Słychać było sporo chrząkania, a przez pierwszych kilka numerów wokaliście zdarzało się wypaść wokalnie poza tonację kilku utworów. Później było już nieco lepiej, a końcówka koncertu przebiegła bez zarzutu. Pomimo dolegliwości zdrowotnych, słynnemu frontmanowi nie można odmówić ruchliwości. Muzyk przemierzał scenę wzdłuż i wszerz wielokrotnie, regularnie pozwalając sobie na piruety, przemarsze ze statywem mikrofonowym i zagrzewanie publiczności do kolejnych aktywności. Tych było kilka: mowa o wspólnym śpiewaniu, podnoszeniu wrzawy “na zawołanie” i machaniu rękami w rytm. Zaznaczę, że Depeche Mode nawet z przeziębionym Dave’em Gahanem to wciąż band pełen werwy, grający z charakterystycznym, trudnym do sprecyzowania zacięciem. Dało się je odczuć między innymi w trakcie Policy of Truth i intymnego Stripped, w trakcie którego zza muzyków wyłaniała się czerwona, przyciemniona poświata. Przejmujące wykonanie Black Celebration zadedykowano zmarłemu nagle wieloletniemu członkowi grupy, Andy’emu Fletcherowi. W międzyczasie zagrano także skróconą wersję… Happy Birthday. Uszczęśliwiło ono Magdę, obchodzącą tegoż dnia 22 urodziny. Sam również życzę z tej okazji wszystkiego najlepszego!

Bodaj najsłabszymi momentami łódzkiego koncertu były wykonania wielkich hitów, jakimi bez wątpienia są Enjoy the Silence, Just Can’t Get Enough i Personal Jesus. Dało się odczuć, że Dave i Martin są wyraźnie zmęczeni nieustannym graniem tych samych klasyków przez dekady funkcjonowania ich grupy. Nie zmienia to faktu, że przedłużone aranżacje kompozycji, wzbogacone m.in.: o popisy perkusyjne Eignera i doskonale dopasowaną grę świateł, wciąż robią niemałe wrażenie. Instrumentalnie natomiast Depeche Mode gra we własnej lidze. Do kontroli syntezatorów i sampli nie sposób jest się przyczepić, ale gra na gitarze Martina Gore’a pełna była przydźwięków i niedoskonałości. Tyle że nijak nie wpływała ona na odbiór aktualnie odgrywanego numeru. Błędy zdarzają się najlepszym i tak też było w tym przypadku.
Chwilę po 23:00 było już po wszystkim. Pozostało odstać swoje w kolejce do szatni bądź toalety, po czym opuścić budynek Atlas Areny. Prywatnie mam szczerą nadzieję, że Depeche Mode odwiedzi Polskę w ramach trasy Memento Mori nie tylko w czwartek 29.02 – jeżeli zespół zdecyduje się dodać kolejne daty występów w naszym kraju, na pewno obejrzę choć jeden z nich. I z całą pewnością będę z niego zadowolony, nawet jeżeli dostanę dokładnie to samo show z nieco zmienioną setlistą. Mi to wystarcza, a na dodatek nie ma mowy o przesycie, ponieważ aktualne wydanie koncertowe Gahana, Gore’a i kolegów jest niezwykle przekonujące.
—
PS Mnóstwo osób opuszczało swoje trybuny i płytę obiektu tuż po Enjoy the Silence, zamykającym pierwszą część setu, uważając najwyraźniej, że koncert dobiegł końca. Nie róbcie tak, pozostańcie na swoich miejscach! Depeche Mode w trakcie aktualnej trasy zawsze wychodzi na bisy, a po powrocie na scenie grupa odegrała aż cztery kompozycje. Muszę przyznać, że zadziwił mnie widok ludzi zatrzymujących się nagle na schodach, z niedowierzaniem przyglądających się z oddali muzykom przystępującym do kontynuowania występu.
PS 2. Aktualnie DM wykonuje naprzemiennie dwie setlisty, nie dokonując w nich żadnych zmian. W Internecie bez trudu znajdziecie zestaw utworów, który na 99% będzie można usłyszeć w Łodzi już dzisiaj.

Setlista
Speak to Me (nagranie, wyłącznie outro)
My Cosmos Is Mine
Wagging Tongue
Walking in My Shoes
It’s No Good
Policy of Truth
In Your Room (Zephyr Mix)
Everything Counts
Happy Birthday to You (krótki cover)
Precious
Before We Drown
Strangelove (wersja akustyczna)
Somebody
Ghosts Again
I Feel You
A Pain That I’m Used To (Jacques Lu Cont Remix)
Behind the Wheel
Black Celebration
Stripped
John the Revelator
Enjoy the Silence
Condemnation
Just Can’t Get Enough
Never Let Me Down Again
Personal Jesus
—
Autorem zdjęć z łódzkiego koncertu jest Radosław Żydowicz. Zapraszamy również do naszej galerii z zeszłorocznego koncertu Depeche Mode na Tauron Arena Kraków – odnośnik.
- Czernina — „Oszukać Listopad” (2025) - 21 stycznia 2026
- KANNABINOID już w styczniu w Lublinie - 3 grudnia 2025
- SYSTEM OF A DOWN, QUEENS OF THE STONE AGE oraz ACID BATH na koncercie w Polsce w 2026 roku - 10 września 2025






