Jeśli jesień, mokro, zimno i szaro to Fink wskakuje na wszystkie czasowe playlisty i wypełnia przestrzeń swoim ciepłym, niskim głosem. W tym roku polscy fani tego utalentowanego Brytyjczyka mieli okazję kolejny raz doświadczyć jego talentu na żywo na dwóch koncertach, które zorganizowała agencja Automatik. Mnie udało się trafić do klubu Palladium, świetnie tego wieczoru nagłośnionego i przygotowanego na przyjęcie Fina Greenalla i towarzyszącego mu zespołu. Piękny był to wieczór, pełen emocji i – co tu ukrywać – wzruszeń. Głos Finka zasługuje na peany, cóż.
Ale najpierw support. Koncert headlinera poprzedziła Sophie Hunger, szwedzka multiinstrumentalistka, kompozytorka filmowa, poetka. Wokalistkę można kojarzyć ze współpracy z wieloma muzykami, na przykład ze Stevenem Wilsonem na ostatnim wydawnictwie To the Bone, jednak niekoniecznie jest szerzej znana, nawet w niszy, jaką zdaje się reprezentuje, a szkoda. Na scenie wystąpiła z gitarą akustyczną i towarzyszącym jej w występie perkusistą. Set był minimalny w środki, a jednak w jakiś sposób całkiem bogaty w emocje.
Po dawce damskiego folkowego śpiewu z lekką obsuwą czasową zaprezentował się Fink i jego zespół. Koncert otworzył numer We Watch the Stars z najnowszego albumu artysty Bloom Innocent (2019) i z miejsca było wiadomo, że to będzie dobry występ. Na pewno akustyka, nagłośnienie Palladium i jak dla mnie skromna, typowa, ale wystarczająca oprawa świetlna były dobrymi filarami koncertu, dzięki czemu w pełni w końcu dałam się ująć pięknym piosenkom Finka.
Setlista:
We Watch the Stars
Resurgam
I Just Want a Yes
Once You Get a Taste
Warm Shadow
Yesterday Was Hard on All of Us
Cracks Appear
Out Loud
Pilgrim
Looking Too Closely
Bloom Innocent
This Is the Thing
Bis:
Walkin’ in the Sun
To by było na tyle, myślę, że nie więcej jestem w stanie opowiedzieć o koncercie, który od początku do końca był po prostu, najzwyczajniej w świecie bardzo dobry. Z twórczością Finka od jakiegoś czasu przeżywam niejako kryzysy, bo albo czaruje, albo niestety czasami za bardzo szarżuje i potrafi znudzić. Natomiast kontakt z artystą na żywo to doświadczenie warte za każdym razem przeżycia. Mocny, piękny wokal, zero instrumentalnych potknięć i refleksyjny, nieco melancholijny klimat – czego chcieć więcej jesienią.
Do następnego!
- Mystic Festival 2026 – relacja z festiwalu, Gdańsk (03-06.06.2026) - 28 czerwca 2026
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
