Ostatni koncert w roku musi skończyć się czymś dobrym, stwierdziłam. Stąd decyzja o koncercie Hamferð i Svartmálm w Oslo zapadła dosyć szybko. Tym razem gig miał się odbyć w pubie Revolver, zaraz obok Kniven, który jest znanym miejscem spotkań norweskich metali, a w czasie Inferno Festival służy jako dodatkowa scena. W Revolverze jednak nigdy nie byłam i omyłkowo weszłam do samego pubu, jednak okazało się, że scena znajduje się za budynkiem, w piwnicy. Prawdziwe DIY, w środku nawet nie było szatni, a w Oslo śnieg i zima pełną parą, więc wiele osób po prostu stało w kurtkach. Poza tym scena okazała się niska i malutka, jak zresztą cała ta miejscówka. Zastanawiałam się, jak taka scena pomieści sześciu rosłych Farerów…
Svartmálm zagrali wszystkie utwory ze swojego pierwszego longplay’a o nazwie takiej samej jak zespół, i dokładnie w tej samej kolejności, jednak ich występu absolutnie nie można nazwać nudnym. Widać było, że zespół nie jest wprawiony w graniu przed większą, międzynarodową publiką (obecne tournee było ich pierwszym poza Wyspami Owczymi), ale radzili sobie naprawdę dobrze. Takie Vík Frá Mær brzmiało doskonale na żywo, będąc chyba najlepszym utworem podczas koncertu. Publice też podobało się to, co słyszą, kiwali głowami, sącząc piwo, czy lekko bujając się do rytmu. Doskonała rozgrzewka przed tym, co miało nastąpić za chwilę.
Jón Aldará popisywał się swoim głosem, który notabene był w doskonałej formie – słuchacze mieli okazję zaznajomić się z jego doskonałym, niskim growlem czy czystym, wręcz operowym śpiewem. Najlepszy przykład jego umiejętności mogliśmy usłyszeć w utworze Stygd czy kolejnym, Tvístevndur Meldur, z najnowszego albumu. Hamferð są niczym doom metalowa opera, w której Aldará jest solistą – nie da się ukryć, że to on przyciągał największą uwagę publiczności, śpiewając z pasją, a jego ruchy cechował niezwykły dramatyzm, kiedy wyginał się do tyłu czy niemalże padał na kolana, a w jego oczach stały łzy. Przyjemnie było patrzeć na frontmana, który tak przeżywa własną muzykę.
Hamferð zaserwowali publiczności większość utworów ze swoich dwóch pełnych albumów, płynnie przechodząc z jednego utworu do drugiego, praktycznie bez żadnych przerw na oddech. Brak kontaktu z publiką zwykle jest czymś, co mi przeszkadza, jednak nie tym razem; tak głęboki i zaangażowany sposób wykonywania muzyki niezwykle pasuje do farerskiego sekstetu, który zgodnie ze swoją filozofią zachowuje ten pogrzebowy nastrój przez cały gig, a Aldará niczym kaznodzieja prowadzi nas przez kolejne utwory, majestatyczne w swej prostocie.
Kiedy orszak pogrzebowy Hamferð zniknął, długo nie mogłam otrząsnąć się po tym, co zobaczyłam. Po przegapieniu Farerów na początku tego roku w Krakowie cieszę się, że udało mi się zobaczyć ich w roli headlinera. Hamferð tworzy jedyną w swoim rodzaju, dramatyczną i pogrzebową atmosferę, lecz zdecydowanie nie stypę. To metalowo-operowe widowisko trzeba zobaczyć na własne oczy i z czystym sumieniem polecam je każdemu, kto w ciężkiej muzyce szuka czegoś więcej. Kto szuka chwytającej za serce sztuki, znajdzie ją u Hamferð.
Setlista Hamferð:
Vráin
Deyðir Varðar
Við teimum kvirru gráu
Stygd
Tvístevndur meldur
Sinnisloysi
Frosthvarv
Hon syndrast
Evst
Ódn
Harra Guð títt dýra navn og æra
- 1349 – „Dødskamp” (2019) - 9 kwietnia 2019
- Watain, Anaal Nathrakh – Osaka (03.03.2019) - 3 kwietnia 2019
- Watain, Anaal Nathrakh – Tokio (01.03.2019) - 28 marca 2019

