Site icon KVLT

Impact Festival 2026 – Limp Bizkit, Ecca Vandal, Drabusheyka – relacja z koncertu, Kraków (03.06.2026)

Relacja z pierwszej od siedmiu lat edycji Impact Festival

Po siedmioletniej przerwie o Impact Festival powrócił na koncertową mapę Polski… ale czy na pewno? Zdania na ten temat są, delikatnie mówiąc, podzielone. Zaczęło się świetnie, bo od ogłoszenia Limp Bizkit jako headlinera tej kojarzonej z gwiazdorskimi lineupami i mocnymi brzmieniami imprezy, później zaś nastąpiła długa cisza. W końcu do składu tegorocznego Impactu Live Nation Polska dołączyli Eccę Vandal (mogliście usłyszeć ją supportującą Bizkitów podczas ostatniego koncertu w Łodzi), dziewiętnastoletniego rapera Nettspenda i… to by było na tyle. Mało tego, dzień przed koncertem młodziak wypadł ze składu i został zastąpiony niejakim Drabusheyką – również bardzo młodym “raperem” z Mysłowic. Co tu dużo mówić, wyglądało to bardzo słabo, a jeśli dodać do tego fakt, że na 24 godziny przed koncertem nadal próżno było szukać oficjalnej rozpiski czasowej, to krajobraz stawał się wręcz dramatyczny.

Co do samych występów – kilka minut z Drabusheyką to moje najgorsze doświadczenie koncertowe od bardzo dawna, a może nawet w ogóle. Gość biegał i skakał po całej długości sceny wyklinając na lewo i prawo, wykrzykując przy tym teksty, których słyszane przeze mnie strzępki wskazywały na intelektualny poziom dawnego gimnazjum i nieskutecznie zachęcając publikę do zabawy. Postanowiłem więc opuścić trybuny słysząc wykrzyczane “nie pierdolę się w tańcu, pierdolę się po tańcu, jak się kurwa bawicie Krakóóóóóóów”. No tak średnio bym powiedział. Nie da się za to ukryć, że Ecca Vandal skorzystała na tym koszmarnym show. Wystarczyło, że pochodząca z RPA artystka zaprezentowała publice rocka (choć niepozbawionego popowych wtrętów), a wrażenia już były o wiele, wiele lepsze. Pląsająca i wijąca się po scenie wokalistka dała energiczny, fajnie zaśpiewany koncert, który o wiele bardziej przypadł do gustu publice. Nie przekonała mnie jednak do siebie na tyle, abym miał szczególną ochotę obejrzeć ją ponownie. Supporty Bizkitów (nie bójmy się użyć tego określenia) całościowo wypadły więc słabo.

Dlaczego więc wydaje mi się, że nikt nie opuszczał krakowskiej Tauron Areny niezadowolony? Ano dlatego, że Fred Durst i jego wesoła kompania dali rewelacyjny, półtoragodzinny koncert, w trakcie którego banger gonił banger – o co nietrudno przy takim katalogu. Między bajki można było włożyć wieszczoną tu i ówdzie frekwencyjną klapę, gdyż sektor GA był zapełniony na oko w 85-90% (trybuny wypadły pod tym względem zauważalnie słabiej). Nigdy nie widziałem też, aby praktycznie CAŁA płyta wspólnie się bawiła, skakała i tak dalej – aż serce bolało obserwując to z góry i nie mogąc się dołączyć, choć tym razem trybuny również nie zamulały. Pochwalić mogę też nagłośnienie, chyba pierwszy raz w Tauron Arenie wypadło ono w moich uszach aż tak dobrze. Również członkowie Limp Bizkit dobrze bawili się w trakcie swojego show. Żartowniś Durst był w świetnym humorze i często komentował pojawiające się między utworami na telebimie memy, w trakcie utworów wyświetlane były zaś ich teksty (stąd też stosowane przez Freda określenie “karaoke”), co według mnie okazało się genialnym pomysłem ułatwiającym możliwość śpiewania klasyków razem z zespołem. Panowie roznieśli obiekt prezentując największe hiciory z większości swojej dyskografii, najwięcej reprezentantów “wystawiła” oczywiście Chocolate Starfish, całkowicie pominięto za to Results May Vary (szkoda). Sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że zespół prezentuje według mnie nieudaną Still Sucks czymś więcej niż świetnym Dad Vibes, który swoją drogą na żywo jest prawdziwą petardą. W całym tym karaoke znalazło się jeszcze miejsce na metallicowy riff z Master of Puppets, dwukrotne wykonanie Break Stuff czy zaproszenie fanów na scenę do wspólnego wykonania Full Nelson. Nie znalazło się za to na kamery i boczne telebimy, przez co z daleka niemożliwym było dostrzeżenie szczegółów strojów członków zespołu czy detali ich scenicznej oprawy. Podobno w krakowskim obiekcie nie jest to nic nowego – tak czy siak, wielka szkoda. Z drugiej strony czy byłby czas na obserwowanie obrazu z kamer, kiedy wypada zdzierać gardło i świetnie się bawić?

Setlista:
Out of Style
Bring it Back
My Generation
Show Me What You Got
Break Stuff
My Way
Rollin’ (Air Raid Vehicle)
Re-Arranged
Gold Cobra
Take a Look Around
Behind Blue Eyes
Dad Vibes
Nookie
Full Nelson
Faith
Hot Dog
Break Stuff

Czy wieczór z Impactem 2026 uważam za udany? Tak. Czy był to tryumfalny powrót tej zasłużonej imprezy? Absolutnie nie. Mam jednak nadzieję, że na taki pełnoprawny comeback przyjdzie jeszcze czas. Mimo organizacyjno-lineupowej wtopy będę wspominał środowy wieczór bardzo ciepło. Było to moje pierwsze spotkanie z Limp Bizkit na żywo i Amerykanie pozostawili po sobie naprawdę bardzo dobre wrażenie, udowadniając, że koncertowo są na najwyższej możliwej półce. Wierzę, że wkrótce zobaczymy się ponownie – oby w nieco lepszej otoczce.


Autorką zdjęć z koncertu jest Wiktoria Piersiala-Gawlik. Po więcej fotografii zapraszamy już wkrótce do naszej galerii.

Exit mobile version