In Flames, Bleed From Within – Gdańsk (15.07.2026)

Trudno znaleźć zespół, który budzi we mnie równie ambiwalentne odczucia jak In Flames. Z jednej strony darzę kapelę ogromnym sentymentem (pięć pierwszych płyt to w końcu kanon szwedzkiego melodic death metalu), z drugiej – albumów wydanych w późniejszym okresie, szczególnie po 2008 roku, często trudno mi słuchać bez odczucia zażenowania.

Radość z obcowania z muzyką zespołu przyniósł mi na powrót wydany w 2023 roku Foregone, podlany bardzo przyzwoitym koncertem na Mystic Festivalu, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że na kolejny klubowy występ Szwedów w okolicy na pewno warto się wybrać.

Dogodna okazja nadarzyła się w połowie lipca, gdy grupa zawitała na dwa koncerty do Polski. Gęsto wypełnione gdańskie B90 oraz wyprzedane wrocławskie A2 udowodniły, że In Flames wciąż cieszy się w naszym kraju zauważalną popularnością. Szkoda jedynie, że podobnym uznaniem nie cieszył się w Gdańsku pomysł zapewnienia sprawnej wentylacji, przez co koncert momentami przypominał bardziej harcowanie w saunie niż zabawę w postoczniowej hali przemysłowej.

Temperaturę już na wejściu skutecznie podniósł występujący tego wieczoru w roli supportu szkocki Bleed from Within. Główne skrzypce podczas występu grał sympatyczny frontman składu, który z pociesznym wyspiarskim akcentem zachęcał ludzi do niestrudzonego pogowania. „Have you got good teeeejm with us, lads”?! No pewnie! Nawet pomimo grania dość generycznego metalcore’u, którego szczyt popularności minął dobrych kilkanaście lat temu, bawiłem się podczas koncertu Bleed From Within naprawdę nieźle. Patrząc zresztą na reakcje publiczności, nie tylko ja – Szkoci zagrali bardzo dobrą, wysoce energetyczną sztukę, rozgrzewając publikę przed występem In Flames w sposób więcej niż przyzwoity.

Reprezentanci Göteborga zaczęli całkiem zaskakująco, bo od tytułowego utworu z przedpotopowego Colony. Tak odważny powrót do przeszłości z miejsca porwał publikę do żywiołowych reakcji, przez co przebywanie pod sceną sprowadzało się do bezwładnego dryfowania w gąszczu rozgorączkowanych fanów. Zespół postawił na dość przekrojowy set, sięgając zarówno do klasyki (Artifacts of the Black Rain, Only for the Weak, Cloud Connected, Trigger), jak i hojnie promując ostatni krążek studyjny (State of Slow Decay, Meet Your Maker, Foregone Pt. 2, In the Dark).

Nie obyło się niestety bez kilku mielizn w postaci dwóch-trzech bliżej nierozpoznawalnych dla mnie utworów z nowszych płyt, które dodatkowo boleśnie obnażyły deficyty wokalne Fridéna. Zespół pominął też odegranie swojego absolutnego evergreena w postaci Pinball Map, poza tym jednak do doboru utworów trudno było mieć większe zastrzeżenia.

Ciężko było mieć je również do nagłośnienia. Wokal Andersa momentami ginął wprawdzie w ścianie gitar, nie jestem jednak przekonany, czy w przypadku tego wokalisty nie był to zabieg celowy. Bardzo dobrze w roli gitarzysty sprawdził się za to Chris Broderick, udowadniając, że zarówno pod względem techniki, jak i – szczególnie na tle reszty – prezencji scenicznej okazał się dla szwedzkiego składu naprawdę udanym transferem.

Skoro już o energii mowa, nieco lepsza mogłaby być na pewno chemia i sceniczna więź między muzykami. Zespół wyglądał w Gdańsku bardziej jak grupa ustatkowanych pięćdziesięciolatków na etatowej zmianie, niezainteresowanych ponadprzeciętnie ani wzajemnymi relacjami, ani szerszą interakcją z publicznością. Mam wrażenie, że pod tym względem zeszłoroczny występ na Mysticu prezentował się znacznie lepiej.

Deficyt energetyczny nadrabiali za to z nawiązką fani, którzy nawet na moment nie zdejmowali nogi z gazu, wyciskając w Gdańsku – zarówno z siebie, jak i z okolicznych towarzyszy – prawdziwe siódme poty.

Czy był to zły koncert? Z pewnością nie. Jego niedoskonałości skutecznie zakrywał sentyment i radość z obcowania z zespołem, do którego trudno mi nie czuć rozczulającej sympatii. Dlatego daleki jestem od stwierdzenia, że wyjazd do Gdańska okazał się źródłem zawodu. Dobrze było po raz kolejny zobaczyć tych skurczybyków i choć na chwilę przypomnieć sobie, jak to jest znów mieć kilkanaście lat.

Autorem zdjęć jest Stanisław Szczęśniak (pełna fotorelacja tutaj).


Synu
(Visited 1 times, 2 visits today)
Tagi: , , , , , , , , , , , , , .

Dodaj komentarz